Justyna Jakubczyk

Na dzisiejszą wyjątkowość Biebrzy i terenów, przez które przepływa, wpłynęło kilka czynników. Przede wszystkim oparła się planom melioracji, tak powszechnej w czasach PRL-u. Gdyby zostały zrealizowane, Biebrza byłaby podobna do innych polskich rzek, a po otaczających ją bagnach pewnie nie byłoby śladu. Mokradła traktowane były jako ziemie diaboliczne, siedlisko demonów i innych wstrętnych istot, a także „haniebne świadectwo zaniedbania i biedy regionu”. Podobno plany melioracji zostały zatrzymane przez partyjnych notabli przyjeżdżających tam na polowania. Według Kłosowskich w większym jednak stopniu przyczynił się do tego sprzeciw przyrodników, m.in. profesorów Adama Pałczyńskiego, Andrzeja Drycza i Henryka Okruszko. To dzięki ich badaniom utworzono Biebrzański Park Narodowy, dostrzegając niepowtarzalne walory tego obszaru. Wcześniej odwiedzany jedynie przez myśliwych, wędkarzy i obserwatorów ptaków, z roku na rok staje się coraz bardziej popularny wśród amatorów turystyki.
Bagna Biebrzy to ogromy rezerwuar wody. Podobno zawierają jej więcej niż wszystkie polskie zbiorniki razem wzięte. Tworzą je torfowiska, które można „uznać za żywe, powstające na naszych oczach złoża węgla”. To na tym podłożu wyrasta różnorodna roślinność, dająca pożywienie i schronienie zwierzętom, a później sama przemieniająca się w kolejne pokłady torfu.
Książka Kłosowskich jest jednak nie tylko o przyrodzie, „mokradłach, olsach i grądzikach, leśnych duktach”. To również, jak brzmi druga część rozbudowanego podtytułu, opowieści o „wspaniałej Carskiej Drodze, a także o życiu zwierząt i biebrzniętych ludzi na bagnie, które wciąga tak, że już nie pójdziesz dalej”. Tym razem to właśnie opowieści o ludziach i życiu w tamtych rejonach wciągnęły mnie najbardziej, może właśnie dlatego, że Kłosowskich czytam i słucham już od dawna i dotąd przede wszystkim skupiałam się na przyrodzie. Tymczasem tu zobaczyłam fragment świata z przeszłości, którego nie znałam. Był to świat zarówno stałych mieszkańców regionu, jak i odwiedzających go badaczy i pasjonatów przyrody, których Kłosowscy spotykali nad Biebrzą od lat 70. ubiegłego wieku. Czytamy więc o tym, w jakich warunkach żyli mieszkańcy, czym się zajmowali oraz jakie mieli relacje z turystami. I o tym, jak ci turyści czasem osiadali nad rzeką, tak jak Król Biebrzy, czyli Krzysztof Kawenczyński, który przeprowadził się z Warszawy do Bud i założył tam skansen oraz azyl dla zwierząt. Kłosowscy opisują też spotkania z naukowcami, którzy na przestrzeni lat prowadzili badania na tamtych terenach.
Doktor Izabela Tałataj z Uniwersytetu w Białymstoku opowiadała im o rosnącym nad Biebrzą niezwykłym storczyku, buławniku czerwonym, „oszuście i manipulatorze”. Okazuje się, że jego kwiat nie wydziela nektaru, chociaż wabi owady kielichem zapowiadającym „słodki prezent”. Owad odlatuje po chwili bez jedzenia, ale z pyłkiem kwiatu przyczepionym do ciała, zazwyczaj nie zajmując się już innymi kwiatami tej samej rośliny. Pozwala to buławnikowi uniknąć samozapylenia, które nie jest korzystne dla rozwoju organizmu.
To oczywiście nie jedyna ciekawostka przyrodnicza znad Biebrzy. Na przykład Marcin Sielezniew, badacz z Uniwersytetu w Białymstoku, obserwował tam motyle modraszki, których rozród jest uzależniony od mrówek. Ich gąsienice wytwarzają wydzieliny, z których korzystają mrówki, a z kolei gąsienice zabrane do mrowiska żywią się larwami mrówek. Dotąd uważano, że tylko jeden gatunek mrówek jest w stanie w ten sposób „hodować” gąsienice modraszek, ale Sielezniew zaobserwował, że potrafi to również inna odmiana.
Książka zawiera mnóstwo pięknych, kolorowych zdjęć zrobionych przez braci Kłosowskich, dokumentujących niezwykłą przyrodę terenów nadbiebrzańskich oraz życie mieszkańców okolic i ludzi przybywających nad Biebrzę.
Justyna Jakubczyk
Tomasz KŁOSOWSKI, Grzegorz KŁOSOWSKI, Biebrza. Opowieści o rzece, Paśny Buriat, Kielce 2023.
Wróć