Rozmowa z prof. Beatą Wożakowską-Kapłon, internistką, kardiologiem, hipertensjologiem, kierowniczką I Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Świętokrzyskiego Centrum Kardiologii w Kielcach, wykładowczynią na Wydziale Lekarskim i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach

Pani profesor, czym uzasadnić opinię, że LDL to „zły” cholesterol?
Przede wszystkim tym, że jest nośnikiem frakcji lipoprotein o niskiej gęstości, która jest głównym budulcem blaszki miażdżycowej, ograniczającej światło i przepływ krwi w naczyniu. W przebiegu miękkiej blaszki miażdżycowej może dochodzić do jej destabilizacji i pęknięcia z następowym tworzeniem zakrzepu wewnątrznaczyniowego, upośledzeniem lub całkowitym zatrzymaniem przepływu krwi w naczyniu. Tu warto dodać, że cholesterol to substancja tłuszczowa nierozpuszczająca się w wodzie, dlatego w osoczu krwi transportowana jest w połączeniu ze specjalnymi białkami.
A jaka jest norma LDL w warunkach fizjologii i jak oceniamy ryzyko zaistnienia incydentu sercowo-naczyniowego?
To bardzo ważne pytanie, bowiem odpowiedź na nie wyjaśni, dlaczego jest tak źle i dlaczego obszar naszej niewiedzy jest tak ogromny. Norma europejska LDL cholesterolu dla osoby dorosłej i zdrowej to jest mniej niż 115 mg/dl. Jednak problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy oceniać i określać ryzyko sercowo-naczyniowe. Do tego celu kardiolodzy mają specjalny taryfikator, skalę SCORE 2 (Systematic Coronary Risk Evaluation-2) oraz SCORE 2 OP (Systematic Coronary Risk Evaluation 2 Older Persons) pozwalającą określić 10-letnie ryzyko incydentu sercowo-naczyniowego zakończonego i niezakończonego zgonem w zależności od: płci, wieku, ciśnienia tętniczego, stężenia nie-HDL cholesterolu i faktu palenia tytoniu. Nowe zalecenia wprowadziły system SCORE 2 dla osób w wieku 40-69 lat i SCORE 2 OP u osób w wieku 70-89 lat. Generalnie ta skala pokazuje nam, jakie jest ryzyko sercowo-naczyniowe u osoby, która nie ma takiego schorzenia, nie zdiagnozowano u niej cukrzycy, choroby nerek czy hipercholesterolemii rodzinnej (heterozygous familial hypercholesterolemia), choroby uwarunkowanej genetycznie, powodującej zwiększenie stężenia we krwi zarówno całkowitego cholesterolu, jak i lipoprotein o małej gęstości, czyli tak zwanego złego cholesterolu LDL. Tak więc możemy poznać nasze ryzyko zachorowania na zawał, udar a także i zgon z powodów sercowo-naczyniowych. Wyróżniamy kilka kategorii tego ryzyka: niskie, umiarkowane, wysokie i bardzo wysokie. Od 2019 r. cele terapii hipolipemizującej ukierunkowanej na cholesterol frakcji LDL są następujące: u pacjentów z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym należy dążyć do uzyskania stężenia cholesterolu LDL poniżej 55 mg/dl, a u pacjentów z wysokim ryzykiem poniżej 70 mg/dl. Jednocześnie w obu tych grupach stężenie cholesterolu LDL powinno zostać obniżone o co najmniej 50% w stosunku do wartości wyjściowych. Istnieje jeszcze ryzyko ekstremalnie wysokie, ale ta kategoria dotyczy pacjentów chorujących na schorzenia sercowo-naczyniowe.
Czy znamy przyczyny tak złych wyników LDL cholesterolu?
W rozmowie o cholesterolu warto przypomnieć, że czynnikami sprawczymi choroby miażdżycowej naczyń są: nadciśnienie tętnicze, palenie papierosów, cukrzyca, otyłość, brak ruchu czy sposób spędzania wolnego czasu odbiegający od zaleceń lekarzy. To plasuje nas w UE w kategorii kraju o wysokim ryzyku sercowo-naczyniowym. W Polsce ponad połowa populacji ma nieprawidłowe stężenie LDL cholesterolu. A tylko niecałe 40% mieści się w tzw. normie. Co ciekawe, Polacy, mając takie same wartości jak obywatele UE, są bardziej narażeni na incydenty sercowo-naczyniowe niż np. Duńczycy, Francuzi czy Niemcy.
Przypomnijmy, jaką rolę w metabolizmie pełni cholesterol.
To składnik budulcowy komórek i błon komórkowych, bierze udział w metabolizmie komórek, a także uczestniczy w przekazywaniu sygnałów, będąc składnikiem otoczki mielinowej komórek nerwowych. Cholesterol jako składnik żółci pomaga w trawieniu tłuszczu. Jest prekursorem syntezy witaminy D3 oraz hormonów steroidowych takich jak aldosteron, progesteron, estrogen, testosteron oraz kortyzon. Źródłem cholesterolu egzogennego dostarczanego z pożywieniem są tłuszcze zwierzęce oraz produkty pochodzenia zwierzęcego, czyli mięso i jego przetwory, jaja oraz w mniejszym stopniu nabiał. Cholesterol endogenny produkowany jest w organizmie człowieka. Może być syntetyzowany we wszystkich komórkach, aczkolwiek główne miejsca syntezy to wątroba, skóra i jelita, skąd pochodzi 10% cholesterolu syntetyzowanego endogennie.
Jakie są korzyści dla zdrowia z obniżania poziomu LDL cholesterolu?
Najkrócej mówiąc, ogromne. Potwierdzają to badania kliniczne, populacyjne, rejestry czy metaanalizy. Zmniejsza się liczba zdarzeń sercowo-naczyniowych, czyli następuje obniżenie ilości zawałów, udarów, nagłych zgonów sercowych. To również dłuższe życie i o lepszym standardzie. Dlaczego? Bo wolniej rozwija się choroba miażdżycowa i jej pochodne: demencja, epizody niedokrwienia mózgu i innych narządów, zniedołężnienie, niesprawność umysłowa i fizyczna powiązana z szybszym starzeniem się organizmu.
Jak obniżyć za wysoki poziom LDL cholesterolu?
Mówimy w środowisku lekarskim o tzw. piramidzie interwencji sercowo-naczyniowych, u której podstawy leży zdrowy styl życia ze zbilansowaną dietą, w której ograniczamy cukry proste, tłuszcze zwierzęce oraz dołączamy zalecenia wszelakiej aktywności fizycznej (gimnastyki, spacerów, ulubionych czynności jak choćby jazdy na rowerze czy pływania). Już wybitny polski lekarz XVI-wieczny Wojciech Oczko głosił, że ruch może zastąpić wiele leków natomiast żaden lek nie zastąpi ruchu. Oczywiście im mamy wyższe ryzyko sercowo-naczyniowe, tym pojawia się więcej wskazań do interwencji terapeutycznych. Nasza gorliwość w obniżaniu poziomu cholesterolu zależy więc od ryzyka sercowo-naczyniowego. Jeśli pacjent przebył incydent w zdarzeniu sercowo-naczyniowym, to powinniśmy sięgnąć po farmaceutyki, czyli po statyny. I jest to najwłaściwsza droga do obniżenia LDL cholesterolu. Statyny hamują działanie enzymu odpowiedzialnego za wytwarzanie cholesterolu w wątrobie. Pod wpływem statyn wątroba produkuje mniej cholesterolu oraz poprzez uwrażliwienie receptorów LDL na powierzchni hepatocytów wychwytuje „zły cholesterol” z krwi. Poza wpływem na stężenie cholesterolu statyny zapobiegają pękaniu blaszki miażdżycowej, przez co zmniejszają ryzyko zawału serca. Należy wybierać statyny silne w adekwatnych dawkach, dostosowanych do potrzeb terapeutycznych. I to jest gwarantem obniżenia poziomu LDL cholesterolu odpowiednio do zaplanowanego celu terapii. Mamy dużo dostępnych badań, które potwierdzają skuteczność i bezpieczeństwo tych leków. W rozmowie z pacjentem warto wyjaśnić, po co chcemy te leki zastosować. Oczywiście zależy nam w pierwszej kolejności na obniżeniu stężenia cholesterolu LDL, ale celem nadrzędnym jest zmniejszenie ryzyka wystąpienia zawału serca, udaru mózgu, niewydolności serca czy zgonu. Chcemy wydłużyć życie, podnieść jego jakość i zapobiec inwalidztwu.
Czy statyna jest lekiem dla każdego pacjenta i skąd przekonanie, że to lek z dużą ilością działań niepożądanych?
Istnieje niewiele przeciwskazań do stosowania statyn: czynna choroba wątroby – aktywność aminotransferaz (ALAT, AspAT) we krwi przekraczająca trzykrotnie i więcej górną granicę normy. To również ciąża i karmienie piersią. Nietolerancja statynowa zdarza się bardzo rzadko, a obawy pacjentów przed stosowaniem biorą się głównie z tzw. czarnego PR w mediach społecznościowych. Ponadto w ulotkach dla chorych wiele miejsca przeznacza się na wymienianie potencjalnych działań ubocznych tych leków. Najczęściej zgłaszane przez pacjentów działania niepożądane to mialgia, czyli bóle mięśni występujące u ok. 10% leczonych. Najnowsze wyniki badań wykazują, że 90% tych dolegliwości jest efektem nocebo. Bóle odczuwamy, bo to nasza świadomość podpowiada, że przyjmowane statyny wywołują takie objawy. A więc bóle nie zawsze są spowodowane przyjmowaniem statyn, często wynikają również z dysfunkcji narządu ruchu, a uświadamiane są przez chorych przy samoobserwacji związanej z przyjmowaniem leku. W 2012 roku zespół lekarzy z Tajwanu ustalił też, że u pacjentów, którym przepisywano stałe dawki statyn, odnotowano istotne zredukowanie ryzyka wystąpienia demencji. Badanie trwało pięć lat i obejmowało chorych leczonych statynami oraz tych, którym statyn nie podawano. A w 2013 roku onkolodzy z USA stwierdzili, iż statyny hamują podział komórek nowotworowych w raku jelita grubego.
Którą statynę zastosować?
Wybieramy taką statynę, która gwarantuje zmniejszenie stężenia cholesterolu LDL przynajmniej o 50%. Takie możliwości dają atorwastatyna i rosuwastatyna, w wytycznych wymieniane jako tzw. statyny potentne. Nie tylko zdolność do obniżenia stężenia cholesterolu LDL czyni je wyjątkowymi, lecz także właściwości plejotropowe, hamują oksydację lipidów, reakcję zapalną i tworzenie zakrzepu. Oprócz tego zwiększają syntezę tlenku azotu, poprawiają funkcję śródbłonka i stabilizują blaszkę miażdżycową. Zarówno atorwastatyna, jak i rosuwastatyna mają udokumentowane działanie plejotropowe: przeciwzapalne, immunomodulujące i przeciwmiażdżycowe. Rosuwastatyna w prewencji pierwotnej redukuje o połowę ryzyko udaru mózgu i zawału serca, liczbę pierwszych zdarzeń sercowo-naczyniowych o 44% i liczbę zgonów z jakiejkolwiek przyczyny o 20%.
A co się dzieje, gdy nie uda się osiągnąć celu terapii za pomocą samej statyny?
Wtedy po 4–6 tygodniach u chorego z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym, np. po zawale serca, rewaskularyzacji naczyniowej, udarze niedokrwiennym, należy włączyć do terapii ezetimib (I klasa zaleceń). W szczególnych sytuacjach u pacjentów bardzo wysokiego ryzyka, z bardzo wysokim wyjściowym stężeniem cholesterolu LDL, nierokujących powodzenia w monoterapii statyną, można rozważyć zainicjowanie terapii od razu od skojarzenia statyny i ezetimibu. Zwłaszcza że dołączenie ezetimibu do statyny gwarantuje czterokrotnie silniejsze działanie hipolipemizujące (zmniejszające stężenie lipidów w surowicy krwi) niż podwojenie dawki rosuwastatyny. Ezetimib ma działanie synergiczne ze statyną, zmniejsza wchłanianie cholesterolu w przewodzie pokarmowym, zarówno egzogennego, jak i endogennego. Synergizm działania tych dwóch molekuł polega na tym, że synteza statyn przy niedoborze cholesterolu egzogennego zachodzi intensywniej i silniejsze, nawet sześciokrotnie, staje się działanie statyny hamującej produkcję cholesterolu w obecności ezetimibu. Czyli ta para: statyna i ezetimib w przeszło 90% pomaga osiągnąć cel terapeutyczny, którego nie udało się osiągnąć samymi statynami. Synergiczne działanie tych leków zostało udowodnione w badaniu ACTE, a w badaniu EXPLORER dołączenie ezetimibu do 40 mg rosuwastatyny spowodowało zmniejszenie stężenia cholesterolu LDL o 70%. Jest to największa redukcja stężenia cholesterolu LDL możliwa w przebiegu terapii doustnej. Bardzo ważne przy tym jest to, że takie leczenie pacjenci dobrze tolerują. Profil bezpieczeństwa terapii skojarzonej rosuwastatyną z ezetimibem jest podobny do terapii samą statyną.
Niestety polscy lekarze zalecają zbyt małe dawki statyn, a wytyczne mówią nie tylko o zastosowaniu silnej statyny, lecz także o maksymalnej tolerowanej dawce. Trzeba pamiętać o dwóch ważnych celach terapii w grupach wysokiego, bardzo wysokiego i ekstremalnie wysokiego ryzyka. To jest obniżenie LDL cholesterolu poniżej określonego poziomu, czyli poniżej 70, poniżej 55 i poniżej 40 mg/dl. Drugim obligatoryjnym celem terapii jest obniżenie stężenia LDL cholesterolu przynajmniej o 50% w stosunku do wartości wyjściowej. I np. jeżeli pacjent przed zawałem miał stężenie cholesterolu 60 czy 56 mg/dl to stężenie LDL cholesterolu docelowe wynosi nie mniej niż 55 mg/dl, ale obowiązkowo mniej niż 30-28 mg/dl.
Jak sprawdza się zasada: LDL cholesterol – im niżej, tym lepiej?
W medycynie, konkretnie w kardiologii, mamy takie parametry i takie sytuacje, gdy mówimy: dobrze jest uzyskać obniżenie stężenia glukozy w cukrzycy. Ale uwaga! Jeżeli uzyskujemy nadmierne obniżenie stężenia glukozy (punkt przegięcia – nadir), występuje niedocukrzenie – hipoglikemia. Chory może mieć zaburzenia mowy, drżenia mięśniowe widoczne jako drżenia rąk, uczucie mrowienia skóry twarzy, zawroty głowy, nasilone uczucie niepokoju, problemy z koncentracją, dezorientację, co w efekcie manifestuje się utrudnionym kontaktem z otoczeniem. Podobnie jest z obniżaniem ciśnienia tętniczego. Obniżamy ciśnienie skurczowe do wartości 130 albo 120 mmHg, ale obniżenie wartości ciśnienia skurczowego poniżej wartości 100 mm Hg może wywołać objawy hipoperfuzji narządowej i mózgowej (zmniejszonego przepływu krwi przez tkankę lub narządy), a pacjent poczuje się gorzej. Natomiast w przypadku terapii hipolipemizującej nie występuje taki punkt przegięcia, a zależność stężenia cholesterolu z redukcją zdarzeń sercowo-naczyniowych ma charakter krzywej liniowej, co oznacza, że im niższe jest stężenie LDL cholesterolu, tym mniej występuje zawałów, udarów i zgonów sercowych. I mamy na to twarde dowody naukowe w EBM (evidence based medicine) i w badaniach obserwacyjnych.
Polska jest krajem o wysokim poziomie kardiologii interwencyjnej. Dlaczego więc po sukcesie uratowanego życia, np. po zawale sercowym, tak wielu pacjentów ginie w następnych pięciu latach?
Odpowiada za to społecznie niska świadomość cholesterolowa. Mamy program KOS-zawał, czyli koordynowana opieka specjalistyczna nad pacjentami z zawałem serca. I przy tak specjalistycznym leczeniu tylko co piaty pacjent uzyskuje docelowe stężenie LDL cholesterolu. Odpowiada za to brak edukacji i niski poziom zrozumienia idei leczenia. Często pacjenci sami odstawiają terapię statynami, uznając, że problemu już nie ma. Występuje również deeskalacja dawek wprowadzana zarówno przez lekarzy, jak i samych pacjentów. I mimo że po morfologii poziom stężenia cholesterolu jest drugim co do ilości najczęściej zlecanym badaniem, to wykorzystanie wiedzy z wyników tych badań jest niestety znikome. Ponadto skupiliśmy się głównie na medycynie naprawczej, a jest ogromna potrzeba stosowania medycyny prewencyjnej, czyli zapobiegawczej. Pamiętajmy, że mamy ogromną grupę pacjentów i to w młodym wieku, którzy mają wysokie ryzyko sercowo-naczyniowe. To są pacjenci z rodzinną hipercholesterolemią (HeFH) uwarunkowaną genetycznie, która powoduje zwiększenie stężenia we krwi zarówno całkowitego cholesterolu, jak i lipoprotein o małej gęstości (low density lipoprotein – LDL) czyli tzw. złego cholesterolu. Są to pacjenci z rodzinną hipercholesterolemią heterozygotyczną, co drugi chory między 45 a 50 rokiem życia doznaje zawału, udaru, a śmiertelność w tej populacji jest o 100% większa niż u osób bez hipercholesterolemii rodzinnej. W przypadku hipercholesterolemii rodzinnej homozygotycznej zawały serca pojawiają się nawet u małych, kilkuletnich dzieci. Dla tych pacjentów nie wystarczają statyny z ezetimibem. Tu stosujemy jedno z dwóch dostępnych w terapii przeciwciał przeciwmonoklonalnych – inhibitor PCSK-9 (białko PCSK-9 zmniejsza liczbę receptorów dla LDL cholesterolu, zwiększając ich klirens wewnątrzkomórkowy i doprowadzając do podwyższenia stężenia LDL-cholesterolu we krwi). Wyjątkową możliwość obniżenia stężenia cholesterolu daje również zastosowanie inclisiranu, który hamuje produkcję białka PCSK-9 w mechanizmie dysregulacji kwasu rybonukleinowego. Inklisiran jest dwuniciowym, małym interferującym kwasem rybonukleinowym (ang. small interfering ribonucleic acid, siRNA). Lek jest podawany drogą podskórną, podobnie jak inhibitory PCSK-9 ewolocumab i alirocumab, ale znaczniej rzadziej niż te ostatnie. Po pierwszym wstrzyknięciu leku kolejna dawka inclisiranu jest podawana po 3 miesiącach a następne, przewlekle, co 6 miesięcy. Aby zminimalizować negatywny wpływ chorób układu sercowo-naczyniowego, trzeba więc działać systematycznie i wielotorowo, począwszy od edukacji społecznej z naciskiem na zapobieganie i profilaktykę, dogłębną edukację pacjentów, ale i lekarzy różnych specjalności. Ważna jest też promocja standardów postępowania, wdrożenia opieki koordynowanej i kompleksowej w całym kraju oraz dostęp do nowoczesnych metod leczenia o potwierdzonej skuteczności.
Rozmawiał Artur Wolski, komentator naukowy