Leszek Szaruga

Źródło: pixabay
Serfowanie po internecie jest dla każdego, kto poszukuje nowych informacji z dowolnej dziedziny, przygodą niemającą końca, ale też uświadamiającą znikomość wiedzy, jaką dysponujemy. Gigantyczny przyrost wiedzy z jednej strony przytłacza, z drugiej jednak pozwala żywić nadzieję, że człowiek – jako gatunek, nie jako jednostka – znajdzie w końcu drogę pozwalającą na kontynuowanie jego egzystencji, która jest coraz bardziej zagrożona przez grabieżczą eksploatację i dewastację jego rodzimej planety.
Szacuje się, że w roku 2012 na świecie było 7% ludzi z wyższym wykształceniem, co przy globalnej liczbie ludności wynoszącej nieco ponad 7 miliardów (obecnie już 8 miliardów) daje 70 milionów osób przy 6 930 000 000 osób, które tego poziomu nie osiągnęły. Zważywszy, że odpowiednie proporcje w okresach wcześniejszych były niższe, nietrudno zauważyć, że ten przyrost w czasach współczesnych – w wieku XV ludność świata liczyła ok. 500 mln, co przekłada się na ok. 500 tys. akademików – w sposób oczywisty wpływać musi na rosnące przyspieszenie badań decydujących o przemianach cywilizacyjnych, co zresztą stwarza poważne problemy dotyczące upowszechniania wiedzy i konieczności daleko idących zmian w systemach edukacji. Ale to już temat na osobny felieton, tu dość przypomnieć problemy, jakie stwarzało w skali ogólnospołecznej upowszechnienie wiedzy o przewrocie kopernikańskim czy o teorii względności, ale przecież za moich szkolnych czasów nikt nie uczył się o całkach i różniczkach wynalezionych wszak jeszcze przez Leibniza i Newtona.
Dziś nawał odkryć we wszelkich dziedzinach wiedzy wymyka się zdolności ich scalenia i ujrzenia całości. Mają z tym kłopot także ludzie w takim scalaniu wiedzy wyspecjalizowani, jakimi są filozofowie nauki. A wszak w wielu przestrzeniach wiedzy zapowiadane są przewroty, dla których najbardziej wyrazistym szyldem jest zapowiedź „nowej fizyki”, choć przecież i w archeologii nie brak odkryć, które zdają się zapowiadać konieczność „pisania historii na nowo”. Z innej perspektywy dynamizują obszar nauki powstawanie i rozwój specjalizacji na pograniczach różnych dyscyplin, proces skądinąd fascynujący, lecz wymagający zgłębienia specyfiki każdej z nich. Fakt, że w procesach tych przemian uczestniczy dziś owe 70 milionów, a nie, jak w wieku XV, ledwie pół miliona uczonych, ma bezsprzecznie znaczenie decydujące o obserwowanym przyspieszeniu. Rzecz w tym, że odbiorcą tych dokonań są jak dawniej „zwykli ludzie”, często kompletnie tym skołowani i nierzadko bezrozumnie protestujący przeciw powstającym wynalazkom jako czynnikom zagrażającym ich zdrowiu czy życiu.
Ci właśnie ludzie skłonni bywają do protestów przeciw „zbyt wysokim kosztom na naukę”, które zresztą są nieporównanie niższe od kosztów zbrojeń, przeciw którym protestują rzadziej z tego prostego powodu, że skłonni są rozumieć ich potrzebę. Uważają oni, że wydatkowanie milionów czy nawet miliardów dolarów na wystrzelenie rakiety mającej osiąść na jakiejś planetoidzie to wydatek zbędny i nieuzasadniony, ale gdy usłyszą, że wystrzelono rakietę, której celem jest lądowanie na asteroidzie 16 Psyche wartej wedle wstępnych szacunków 10 biliardów, czyli 1015 dolarów i złożonej między innymi ze złota, wówczas mogą się zastanawiać nad racjonalnością takiego przedsięwzięcia. Być może z czasem pojmą też, że badania kosmosu to także próba naszkicowania perspektywicznego – liczonego na kilka pokoleń, a nie kilka kadencji parlamentu – planu ratowania ludzkości z opresji, której sama jest sobie winna. Może też na powszechną wyobraźnię oddziaływać odkrycie w gwiazdozbiorze Węża planety nazwanej Janssen, o masie ośmiokrotnie większej niż Ziemia, której trzecią część stanowi diament. Takie informacje, skądinąd drugorzędne z czysto naukowego punktu widzenia, czynią badania prowadzone w kosmosie atrakcyjnymi dla szerszej publiczności.
Ale kosmos przyniósł też dodatkową dla laików atrakcję. Oto w ostatnich dziesięcioleciach wykształciła się nowa gałąź badań, jaką stanowi kosmoteologia. Dla tych, którzy się tymi problemami zajmują, nie jest ona czymś zupełnie zaskakującym, co zaświadcza esej astrobiologa i egzoteologa, a także eksperta NASA Stevena J. Dicka Kosmoteologia. Nowe ujęcie, w którym badacz wskazuje na myślicieli rozważających wcześniej zagadnienia związane z możliwością istnienia życia pozaziemskiego i ewentualnych wierzeń kosmitów i omawia ustalenia konferencji zorganizowanej przez University of Notre Dame z roku 1998 zatytułowanej Wiele światów. Nowy wszechświat, życie pozaziemskie i implikacje teologiczne. Jak zatem widać, badania kosmosu mają nie tylko wymiar materialny, nie tylko doprowadziły do stworzenia kosmicznych formacji militarnych, nie tylko rozpoczęły wyścig po surowce, w jakie obfitują ciała niebieskie, lecz także zainspirowały poszukiwania teologów i choć ich rozważania dla wielu zdać się mogą podobne średniowiecznym poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie o ilość diabłów na czubku szpilki, to przecież nie brak uczonych, dla których te kwestie mają znaczenie pierwszoplanowe.
Wróć