logo
FA 11/2021 felietony

Leszek Szaruga

Na zachodzie są zmiany

Na zachodzie są zmiany 1

Fot. Stefan Ciechan

Życie w przestrzeni kształtowanej przez dyskurs polityczny rozgrywa się, najogólniej rzecz ujmując, na osi zachód-wschód: patrząc na mapy raczej spoglądamy w lewo i w prawo niż z góry w dół lub odwrotnie, choć oczywiście zdarzają się epizody narracyjne zwracające uwagę na napięcia między „bogatą północą” i „biednym południem”, bądź, zwłaszcza w odniesieniu do Europy, „słonecznym południem” i „mroczną północą”. Można nawet mówić tu o odruchach ukształtowanych przez polityczną tresurę. Przy czym – przynajmniej w naszej przestrzeni cywilizacyjnej – pojęciem centralnym tego dyskursu jest Zachód. A zaczęło się to zapewne w czasie, gdy pod koniec IV stulecia cesarz Teodozjusz Wielki zadecydował o podziale Imperium Romanum na dwie części: zachodnią ze stolicą w Rzymie i wschodnią ze stolicą w Konstantynopolu. Był to okres naszej cywilizacji (europejskiej), gdy świat, praktycznie rzecz biorąc, ograniczony był do obszaru Morza Śródziemnego.

Imperium Romanum skurczyło się do części zachodniej, by niebawem, w roku 476, po zdobyciu Rzymu przez Odoakera i zdetronizowaniu przezeń ostatniego cesarza rzymskiego, poddane zostało władztwu Konstantynopola, dokąd ten wódz germańskiej proweniencji odesłał insygnia cesarskie. Cały obszar dawnego imperium uznawał wszakże nadal panowanie religii chrześcijańskiej wprowadzonej w 337 roku przez Konstantyna Wielkiego. W zasadzie ta jedność utrzymywała się do roku 1054, gdy doszło do rozejścia się dróg Rzymu i Bizancjum. Od tej pory można mówić o sensowności używania terminu „Zachód” w rozumieniu, jakie mu przydajemy do dnia dzisiejszego.

Ale też niebawem miało dojść do istotnej zmiany. Zachód rozpoczął serię mniej lub bardziej udanych przedsięwzięć mających na celu odzyskanie z rąk „niewiernych” Ziemi Świętej. Wyprawy krzyżowe stanowią też bez wątpienia jedno z formacyjnych doświadczeń państw zachodnich – właśnie w nich powstawały zakony rycerskie, których rola w kształtowaniu przemian cywilizacyjnych wciąż, mimo dość pogłębionych badań historyków, nie jest wystarczająco zobrazowana: dość wszakże zgłębić literaturę średniowieczną, by zdać sobie sprawę z tego, jakie znaczenie wydarzenia owe miały w kształtowaniu przemian społecznych i politycznych (nie od rzeczy wydaje się zwrócenie uwagi na fakt mniej lub bardziej dyskretnej obecności zakonów także w dniu dzisiejszym). Zarazem jednak wyprawy krzyżowe – do dziś obecne w politycznym dyskursie ludzi islamu określających ludzi Zachodu mianem „krzyżowców”, a tym samym wpisane dość trwale nie tylko w europejską tradycję – stanowiły impuls dla rozwoju techniki, co skutkowało zwłaszcza ulepszaniem budowy okrętów, co niebawem miało się przyczynić do wyjścia Zachodu poza obszar basenu śródziemnomorskiego i wyścigiem w budowaniu potęg kolonialnych.

IV wyprawa krzyżowa z roku 1204, choć celu, jak i poprzednie, nie osiągnęła, doprowadziła jednak do zrujnowania potęgi Bizancjum wystawionego później na sztych turecki. Co jednak ważne, elity Konstantynopola, ludzie uczeni, przeprawiali się w kierunku Italii, przywożąc ze sobą biblioteki i upowszechniając studia nad dorobkiem antyku, co stało się impulsem dla włoskiego, później zaś europejskiego, renesansu. Centrum, jakie stanowiła Akademia Florencka, upowszechniało nie tylko nauki od biedy znanego na zachodzie Arystotelesa, ale także niemal zapomnianego Platona – to oczywiście tylko jeden z przykładów.

Postępujące zmiany, nade wszystko w sposobie żeglugi, wyprowadziły Zachód na szerokie wody. Opanowywanie nowych, „zamorskich” terytoriów jeszcze w pierwszej połowie XX wieku było celem Europejczyków – Niemcy nawet dorobili się swoich kolonii, a podobne zamiary miała Liga Morska i Kolonialna powstała w wyzwolonej Polsce – co z jednej strony miało oznaczać „cywilizowanie” tubylców, a w istocie pomnażało majętność zdobywców, z drugiej zaś skutkowało swoistą „wymianą kulturalną”. Tą „wymianę” cechował dramatyczny asymetryzm: ludom poddawanym narzucano własne wartości i sposób widzenia świata, z ich zaś kulturowego dorobku wybierano co bardziej interesujące i intrygujące elementy, dostosowując je zarazem do własnych kontekstów, co prowadziło niejednokrotnie do całkowitego ich zafałszowania lub zdeformowania, jak to ma miejsce w wypadku choćby japońskich wierszy haiku.

Zachód dziś to nie tylko Europa Zachodnia, ale także USA, Kanada, Australia czy Nowa Zelandia. Wraz z postępem dekolonizacji jednak coraz większą wagę świat – już bez Zachodu w centrum – zaczyna przywiązywać do zharmonizowania i uniwersalizacji doświadczeń globalnej family of man. Nie jest to proces łatwy i bezbolesny. Nie jest sprawą prostą wyzbycie się przekonania Zachodu o własnej „wyższości cywilizacyjnej” i przyznawanie się do historycznych zbrodni popełnianych na ludach traktowanych jako pozbawionych praw ludzkich „dzikusów”. A w każdym razie warto sobie zdać sprawę, że mamy do czynienia dopiero z początkiem tego procesu, o którego przebiegu ostatecznie zadecyduje demografia.

Wróć