logo
FA 11/2020 życie naukowe

Aleksander Woźny

Zrozumieć pacjenta

Rys. Sławomir Makal

Środków do interpretacji tekstów zmąconych chorobą, cierpieniem i strachem dostarczają literaturoznawstwo i antropologia kultury. To te dyscypliny humanistyki oferują bogaty ich repertuar, umożliwiając dotarcie do każdej narracji, do każdego sposobu ludzkiej ekspresji, szczególnie tej ukrytej w cierpieniu.

Spośród zadań, które uznałem za najważniejsze w mojej książce Scenariusze kultury w mediach i w medycynie narracyjnej, jedno okazało się nadspodziewanie aktualne – to próba wyposażenia medycyny humanistycznej w niemal nieznane w Polsce instrumentarium badawcze, jakie stwarza medycyna narracyjna. Drugie, nie mniej ważne, polega na wprowadzaniu w obręb antropologii komunikacji i mediów kategorii scenariusza kulturowego. Zaczynam zatem od medycyny narracyjnej, która jest nie tylko refleksją badawczą, lecz daje także konkretne narzędzia-lekarstwa w ramach praktyki klinicznej. Jej zastosowanie staje się potrzebą chwili w czasie pandemii, gdy zawodzi wiele rutynowych zachowań, a poczucie utraty bezpieczeństwa ontologicznego sprawia, że zadajemy sobie coraz więcej trudnych, egzystencjalnych pytań pogłębiających nasze poczucie lęku. Oto jedno z nich, być może najważniejsze: może sytuacja kryzysowa, jaką zrodziła pandemia, jest szansą dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla lekarzy, bo daje możliwość postawienia pytania o reguły obowiązujące jeszcze przed pandemią, których tak bardzo nam dziś brakuje: może wcale nie były właściwe?

Główny cel medycyny narracyjnej, której matką chrzestną jest literaturoznawczyni i lekarka, dr Rita Charon z Columbia University, polega na wykształceniu umiejętności interpretowania i rozumienia przez lekarza historii pacjentów, ich opowieści o chorobie. Stanowią one bowiem jeden z najważniejszych pomostów w umacnianiu więzi z chorym, pozwalają rekonstruować sytuację komunikacyjną, której elementem jest przekazywana przez pacjenta opowieść, a tym samym docierać do szerszych kontekstów, ważnych dla zagrożonej chorobą egzystencji. Współtworzona w rozmowach z pacjentem więź stwarza szansę na umacnianie w nim przekonania, że nie będzie on pozostawiony samemu sobie w czasie choroby, a opiekujący się nim lekarz czy pielęgniarka wspólnie z nim przejdą przez cały proces terapeutyczny.

Jakim językiem mówi pacjent, który cierpi

Osobę, która podejmuje tego rodzaju trud wspólnej podróży, nazywam kulturowym suflerem (sam termin pożyczam u toruńskiego etnografa Marcina Kafara). Podtrzymuje on bowiem swojego podopiecznego niczym sufler aktora zapominającego na scenie swojej roli, wspiera go swoją postawą pełną otwartości, zrozumienia i współodczuwania. Tak powstaje relacja rozumiejącego serca, w której opiekun-sufler każdą wypowiedź pacjenta, nawet tę zupełnie nieczytelną i niejasną, traktuje jako tekst kultury, do którego zrozumienia potrzebuje klucza, a niekiedy całego zestawu narzędzi. Za ich pomocą ma szansę dotrzeć do zawartych w niej znaczeń.

Środków do interpretacji tekstów zmąconych chorobą, cierpieniem i strachem dostarczają literaturoznawstwo i antropologia kultury. To te dyscypliny humanistyki oferują bogaty ich repertuar, umożliwiając dotarcie do każdej narracji, do każdego sposobu ludzkiej ekspresji, szczególnie tej ukrytej w cierpieniu. Zaznajomienie się z nimi przez opiekuna-suflera pozwala mu na zrozumienie tzw. języków ezopowych, swoistych szyfrów kultury, których sensy pozostają ukryte, bowiem pacjenci często nie wypowiadają wprost swoich historii, raczej „dają do zrozumienia”, uciekając się do metafor, porównań, przemilczeń. Kiedy np. pacjent mówi lekarzowi, że czuje się otumaniony, a lekarz odpowiada, że nie rozumie tego, bo słowa „otumaniony” nie ma w jego lekarskim leksykonie, to taki lekarz powinien jak najszybciej otrzymać skierowanie na kurs medycyny narracyjnej. Być może dopiero wówczas zrozumie, jakim językiem mówi pacjent, który cierpi. To język, do którego chory ma pełne prawo. Bowiem to ta druga strona – medyk – musi się dostosować, włączyć do komunikacji, będącej czasem cichą, dyskretną muzyką, w którą trzeba się umieć wsłuchać. Bo to komunikacja orkiestralna – uczestnictwo we wspólnie odgrywanej partyturze, która jak melodia rozchodzi się we wszystkich kierunkach, a nie tylko w tym jednym: od lekarza do pacjenta.

Przeprowadzone przez mnie warsztaty pokazują, że medycyna narracyjna daje wymierne korzyści nie tylko pacjentom, ale i lekarzom, chroniąc ich przed wypaleniem zawodowym. Jeśli nie chcą oni, jak to określa dr Charon, „tchórzyć, gdy sprawy przyjmą zły obrót i zaczną porzucać pacjentów, gdy ci będą umierać”, a wszystko wskazuje, że w czasie pandemii będzie coraz więcej takich dezercji z pola walki, to muszą odrzucić powszechnie akceptowane stereotypy. Dają one tylko pozorne bezpieczeństwo, zwłaszcza takie „mądrości”, jak przekazywane kolejnym pokoleniom lekarzy zalecenie: trzymaj zdrowy dystans wobec pacjenta, nie poddawaj się uczuciom, zwłaszcza empatii. Otóż badania prowadzone przez zespół z Columbia University dowodzą, że jest akurat odwrotnie. Jedynie współodczuwanie, jedynie wsłuchanie się w życie wewnętrzne pacjenta, zwłaszcza tego śmiertelnie chorego, może wyposażyć adeptów sztuki lekarskiej w tarczę chroniącą przed depresją.

Koncepcja orkiestralna

Drugi stereotyp mówi, że tego, co dzieje się w szpitalu, pod żadnym pozorem nie można wynosić poza jego mury, a zwłaszcza opowiadać swoim bliskim, którzy i tak doświadczają dyskomfortu związanego z pracą kogoś z rodziny w służbie zdrowia. Przeprowadzane warsztaty pokazują fałszywość także i tej „mądrości”. Okazuje się, że to, co nieopowiedziane, trwa w lekarzach i pielęgniarkach przez lata. Wystarczy np. podczas warsztatów zapytać, czy spośród przeżytych wydarzeń jest takie, które pozostawiło przez lata traumę i nigdy nie zostało opowiedziane ani kolegom w pracy, ani rodzinie. Uczestniczący w tego rodzaju spotkaniach mają w pamięci niejedną bolesną narrację, którą wreszcie mogą wypowiedzieć przed obcymi, bo przez bliskich nie została nigdy wysłuchana. I nawet po latach wywołuje w opowiadającym ogromne emocje, uwalniając od tego, co długo męczyło.

Scenariusz kulturowego suflera to tylko jeden z rekonstruowanych w książce scenariuszy. Zanim jednak przejdę do opisu pozostałych, konieczne jest najpierw ukazanie perspektywy badawczej, która umożliwiła samo sformułowanie koncepcji scenariuszy kultury. Wiąże się ona z podjętą w książce próbą przełamania dominującej, nie tylko w polskim medioznawstwie, postawy redukcjonistycznej, która w znacznej mierze wynika z kontynuowanej przez wielu badaczy tradycji ujmowania komunikacji jako transmisji. Ta teoria, zrodzona w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku, w kręgu inżynierów prowadzących badania nad funkcjonowaniem telegrafu, redukuje znaczenie do gotowego przekazu, którym nadawca niczym strzykawką „infekuje” odbiorcę. Ma ona wciąż powszechne zastosowanie w zorientowanym politologiczne medioznawstwie i w dominującej u nas refleksji komunikologicznej. Na szczycie medioznawczej hierarchii niewiele miejsca pozostaje dla filozofii i antropologii komunikacji czy mediów. A o taką właśnie perspektywę, nadającą właściwą im pozycję, upominam się w książce.

Komunikacji ukierunkowanej „hydraulicznie”, tj. zorientowanej na przepływy informacji i sprowadzanej w ostatecznej instancji do przesyłanego za pośrednictwem medium sygnału wysyłanego przez osobę kodującą, a odbieranego przez dekodującą jednostkę, przeciwstawiam – za belgijskim antropologiem kultury Yvesem Winkinem – koncepcję orkiestralną. I to w tej perspektywie umieszczam scenariusze kultury. Przypominają one bowiem partyturę, którą w orkiestrze muzycy wykonują wspólnie pod batutą dyrygenta. Tu, w scenariuszach kultury, które odgrywamy niczym muzycy, nie potrzeba dyrygenta, bowiem melodia jest wszystkim tak dobrze znana, że czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że ją wykonujemy. Ze scenariuszami kultury jest bowiem zazwyczaj tak, jak z powietrzem. Oddychamy nimi nieświadomie.

Poszerzenie teorii scenariuszy

Punktem wyjścia w budowanej teorii scenariuszy kultury był scenariusz itinerarium (łac. trasa podróży). Został on zrekonstruowany przed dziesięcioma laty na podstawie peregrynacyjnych relacji tworzonych w chrześcijańskiej przeszłości starożytnej i średniowiecznej Europy. Scenariusz ten został odnowiony po wielu stuleciach przez słuchaczy polskiej sekcji Radia Watykańskiego w czasie stanu wojennego, których listy do papieskiej rozgłośni zostały zarchiwizowane w Rzymie. Itineraryjny scenariusz kultury „odegrany” był ponownie w 2010 r., przy masowym udziale widzów, w telewizyjnych serwisach informacyjnych, realizowanych po katastrofie smoleńskiej, kiedy na Krakowskie Przedmieście „pielgrzymowały” całymi rodzinami rzesze z różnych stron Polski.

Z czasem się okazało, że przyjmowane początkowo założenie, iż scenariusze kultury stanowią interakcje przebiegające zgodnie z wartościami respektowanymi w danej kulturze, już nie wystarczało. Konieczne było poszerzenie teorii scenariuszy, definiowanych początkowo jako nieświadomie powielane przez stulecia kulturowe matryce, o te, które przeciwstawiają się dyktatowi dominujących opinii, o liminalne, graniczne scenariusze, ambiwalentne i chwiejne.

W wyniku przeprowadzonych analiz okazało się konieczne odejście od wciąż jeszcze dominującej w naukach społecznych i humanistycznych binarności na rzecz modelu ternarnego. Tego, który Jurij Łotman w swoim testamencie naukowym uznał za chroniący od zagrożeń właściwej Wschodowi tyranii binaryzmu w polityce, kulturze i w refleksji humanistycznej. Przyjmując ternarną optykę, która – jak głosi semiotyk kultury – pozwala zachować wartości etyczne przysługujące osobie ludzkiej, skupiam uwagę na scenariuszach, które realizują kulturą formułę „nie tylko, lecz także”. Zaliczam do nich oprócz wskazywanego już skryptu kulturowego suflera, scenariusze Girardowskiego kozła ofiarnego, uśpienia-przebudzenia oraz celebrytów-skandalistów.

Gdy zawodzi zrozumiała struktura świata

Scenariusz celebrytów-skandalistów badam na podstawie ekscesów najbardziej znanego w świecie „jurodiwego”, świętego-rozpustnika przedrewolucyjnej Rosji, i skandalu Ellen DeGeneres – aktorki, scenarzystki i prezenterki telewizyjnej, uznawanej w latach dziewięćdziesiątych za najzabawniejszego człowieka Ameryki. Co łączy Ellen DeGeneres, zdobywczynię nagrody Emmy, która nagle zostaje napiętnowana przez opinię publiczną Ameryki i strącona przez media w niebyt, z Grigorijem Jefimowiczem Rasputinem, niewykształconym wieśniakiem przybywającym z syberyjskiej dziczy do pałacu rodziny carskiej, którą oczarowuje swoją pobożnością? Oboje znaleźli się w żywiole liminalności, w luce, w której uporządkowane wcześniej światy uległy nagle destrukcji, a ich biografie niespodziewanie zostały naznaczone stygmatem labilności. Zderzeni z dyktatem opinii publicznej, z bezwzględnymi oskarżeniami mediów, decydują się na metamorfozę i „odgrywają” scenariusz celebry-skandalisty.

Rekonstrukcji scenariusza uśpienia-przebudzenia dokonuję opierając się na głośnej przed laty amerykańskiej produkcji filmowej pt. Przebudzenia, z udziałem Roberta de Niro i Robina Williamsa, będącej ekranizacją doświadczeń opisanych przez brytyjskiego neurologa Oliviera Sacksa, który podjął heroiczną walkę o przebudzenie znieruchomiałych pacjentów z ośrodka nowojorskiej lecznicy na Bronksie z trwającej latami śpiączki postencefalitycznej. Dr Sacks przedstawił precyzyjny opis swoich doświadczeń w książce opublikowanej pod tym samym tytułem, co film, a wsparcie, jakiego udziela przebudzanym pacjentom, uznaję za modelową realizację scenariusza kulturowego suflera i zapowiedź powołanej do życia kilkadziesiąt lat później w ośrodku Columbia University medycyny narracyjnej.

Rozwijana koncepcja scenariuszy kultury pozwala także na nowo spojrzeć na polską historię mediów w czasach przełomów i przewartościowań. Staram się bowiem za jej pomocą dowieść, że warto stawiać pytania o szczególne doświadczenia krajów Europy Środkowej i Wschodniej, związane m.in. z restrykcyjną cezurą i drugim obiegiem wydawniczym; pytania o doświadczenia, którego nie miały społeczeństwa zachodnioeuropejskie, i o niepowtarzalną drogę, jaką przeszliśmy wraz z mediami od czasów rewolucji z 1989 roku.

Warto także na tym polu rekonstruować scenariusze uśpienia-przebudzenia w odniesieniu do naszych rodzimych etapów liminalności. Takich jak dziennikarskie świadectwa opisujące strajki stoczniowców w sierpniu 1980 roku, w których ujawniają się kulturowe matryce występujące w sytuacjach kryzysowych, gdy zawodzi zrozumiała struktura świata, gdy konieczne staje się zerwanie z dotychczas obowiązującymi zasadami działania i myślenia – bo przecież „odtąd już nic nigdy nie będzie tak samo”. Warto z uwagą śledzić Girardowski scenariusz kozła ofiarnego, ujawniający się w manipulacjach podejmowanych wobec dziennikarzy przez PRL-owskich uczonych, specjalizujących się w prawie. W wyniku podejmowanych przez nich działań, legitymizujących tzw. zapisy cenzorskie, często dochodziło do zamazywania różnicy pomiędzy prześladowcami i ich ofiarami, a sam mechanizm cenzury przedstawiany był jako gwarancja wolności prasy.

Warto z pomocą instrumentarium, jakiego dostarcza antropologia komunikacji i mediów, podejmować spór zarówno z klasycznymi już dziś dziełami wybitnych socjologów, jak i opracowaniami uznanych medioznawców, w których obraz reprezentujących „kulturę zmęczonych, ale niepoddających się” poddany został niedopuszczalnym uproszeniom, a ich „bycie w kulturze” zostało radykalnie spłycone. Tego rodzaju odczytań, odnoszących się do przełomowych okresów historii współczesności, a proponowanych przez Jadwigę Staniszkis (Samoograniczająca się rewolucja) czy Tomasza Gobana-Klasa (Niepokorna orkiestra medialna. Dyrygenci i wykonawcy polityki informacyjnej w Polsce po 1944 roku) nie wolno zostawić bez polemiki.

Obraz moich zmagań ze scenariuszami kultury byłby niepełny, gdybym przemilczał zainicjowane przed kilkoma laty dokonania swoich doktorantów. Badania nad tą kategorią podjął Michał Rydlewski w opublikowanej w 2019 r. pracy doktorskiej o scenariuszach kultury przenikających kulturę upokarzania; kolejny krok w refleksji nad spożytkowaniem omawianej kategorii stanowią powstające doktoraty: Aleksandry Michałowskiej-Kubś o scenariuszach śmierci w nowych mediach, Karoliny Śmiłowskiej o przebudzeniach trzeźwiejących alkoholików i Katarzyny Pruś o scenariuszach kultury w medycynie paliatywnej i narracyjnej. Podejmowany przez nich, a także przez kilkoro spośród moich magistrantów, wysiłek rekonstruowania trwających od wieków scenariuszy kultury, scenariuszy długiego trwania, które przyjmują różne kształty w skomplikowanej materii współczesności, także tej medialnej, utwierdzał mnie po wielokroć w przekonaniu, zwłaszcza w chwilach wątpliwości, o potrzebie kontynuowania prowadzonych badań.

Prof. dr hab. Aleksander Woźny, medioznawca i literaturoznawca, Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego

Aleksander Woźny, Scenariusze kultury w mediach i w medycynie narracyjnej, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2020.
Od 16 listopada br. książka jest dostępna jako darmowy e-book na stronie Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego: http://www.wuwr.com.pl/products/status/?status=nowosc

Wróć