logo
FA 11/2020 w stronę historii

Piotr Hübner

O podstawach samoorganizacji społeczeństwa

Fot. Stena Ciechan

„Wiedza w najwyższej swej postaci, zdaniem wielu z najczcigodniejszych jej mistrzów, nie dawała się – i nie daje – uprzystępnić ogółowi tej ludzkości, której ma być zdobyczą i narzędziem”.

W działaniach oświatowych – a szerzej: życiowych – dominującą rolę odgrywała indywidualistycznie pojęta „pomoc własna”. Pod takim tytułem przetłumaczono i uzupełniono przykładami wydaną w zeszytach przez „Przegląd Tygodniowy” (1867) pracę Samuela Smilesa Self-Help With Illustrations of Character, Conduct and Perseverance (1859). W czwartym wydaniu (nakładem Gebethnera i Wolfa, 1908) redaktorzy dopełnili książkę przykładami z życia polskich patriotów. Publikacja Smilesa dała podstawy pozytywizmowi warszawskiemu, a także pierwszej edycji Poradnika dla samouków.

Według Smilesa samodzielnością jest użycie powierzonych przez Boga sił ludzkich „za pomocą woli do moralnych celów”. Działalność władz, w tym prawodawstwo, „bardziej jest ograniczającej i przeczącej natury, aniżeli twierdzącej i twórczej”. Smiles zakładał: „Istotne wykształcenie ludzi polega tylko na popieraniu dążności do samodzielnego, naturalnego ich rozwoju”. Do tego stwierdzał: „Pilnowanie siebie samego i władza nad samym sobą są początkiem praktycznej mądrości, musi jednakże tak jedno jak drugie z poszanowania samego siebie brać początek”. Przy tym: „Szkoła cierpień i przeciwności jest prawdziwą szkołą wyższą pomocy własnej, wysilenia zaś i walki, do jakich nas zmusza, są najwłaściwszym i najskuteczniejszym środkiem wychowawczym w życiu człowieka, a raczej środkiem pomocniczym w jego kształceniu się własnem”.

Pierwszym, który zrealizował pomysł wydania odpowiedniego poradnika sięgającego po ideę „pomocy własnej” – w formie broszury zatytułowanej O samopomocy w kształceniu się (1873) – był Jan Jeleński. Dedykował ją Henrykowi Dobrzyckiemu, który umożliwił mu debiut dziennikarki. Jeleński był przykładem samouka. Miało to być zadanie na całe życie, powiązane z „poleganiem na sobie” (Johna Stuarta Milla self-reliance). Z kolei Adolf Dygasiński odwołał się do koncepcji samokształcenia w pracy Jak się uczyć i jak uczyć innych (1889).

Szczególny nadzór władz policyjnych

Władze zaborcze świadomie utrudniały realizację idei samokształcenia. Namiestnik Królestwa Polskiego „rozkazem z dnia 4/16 czerwca r. b. [1848] N 3420 polecić raczył co następuje: 1-o za pośrednictwem gubernatorów cywilnych rozkazać wszystkim władzom administracyjno-policyjnym, aby nigdzie nikomu, pod żadnym pozorem ani jakim bądź wzglądem, pod jak najsurowszą odpowiedzialnością” nie dopuszczać do założenia, a już założone rozwiązać „stowarzyszenia tak zwanych lubowników czytania, mające na celu nabywanie ksiąg różnych i wzajemne ich udzielanie między stowarzyszonych, którzy w rozmaitych potrzebach zakładu i dla zbiorowego czytania odbywali narady i posiedzenia”. Do tego Namiestnik zdecydował, „aby nad handlem księgarskim i drukowaniem ksiąg rozciągniony był także szczególny nadzór Władz policyjnych”. Skutki tych rozkazów przedstawił Andrzej Zajączkowski w pracy Z dziejów polskiej inteligencji. Studia historyczno-socjologiczne (1962).

Wzrost zdolności do samoorganizacji społeczeństwa sprawił, że w ramach idei pozytywizmu pojawiły się przeciwdziałania polskich towarzystw oświatowych i pomysł wydawania Poradnika dla samouków, finansowanego przez Kasę imienia Józefa Mianowskiego. Wydawcy Poradnika, Aleksander Heflich i Stanisław Michalski, złożyli 8 czerwca 1897 roku do Kasy Mianowskiego pierwsze z podań o zapomogę. Po paru miesiącach pojawiły się początkowe wydrukowane arkusze. Gdy kończono druk kolejnego tomu, obaj wydawcy zostali na pół roku aresztowani. Tom III został wydany w 1900 roku. Tom czwarty, poprzedzony drugim wydaniem tomu I, ukazał się w roku 1902. Cztery tomy łącznie zajęły 171 arkuszy, opublikowano ogółem 104 artykuły 116 autorów. Po zrzeczeniu się praw wydawniczych przez obu redaktorów, od roku 1926 Poradnik stał się całkowicie wydawnictwem Kasy Józefa Mianowskiego, nadal redagowanym przez Stanisława Michalskiego. Nie doszła do skutku planowana seria IV „Ziemie dawnej Polski”, temat podjęła bowiem Polska Akademia Umiejętności. W roku 1928 Michalski zapowiadał w Poradniku tom ostatni, „poświęcony nauce w ogóle jako działowi kultury, badaniu jej podłoża społecznego (socjologia nauki) oraz warunków psychologicznych, w jakich powstaje i rozwija się psychologia twórczości jednostkowej i zbiorowej”. Ten plan nie został zrealizowany.

Na łamach „Biblioteki Warszawskiej” (tom III, 1899) anonimowy recenzent wskazywał, iż pierwszy tom Poradnika – i cała seria – trafi czytelnie tylko do samouków wyższych kategorii: „niedouków” z wyższym wykształceniem, którzy pragną na własną rękę „poznać jakąś gałąź wiedzy poza swoją specjalnością” oraz „ludzi z kilkuklasowym wykształceniem, tkwiących w sferze tzw. inteligencji”, zwanych łącznie „klasą wyższych niedouków i uprzywilejowanych samouków”.

Wykłady powszechne

Według Aleksandra Kamińskiego (Analiza teoretyczna polskich związków młodzieży do połowy XIX wieku 1971), „przez samokształcenie rozumie się najczęściej proces łączący samouctwo z samowychowaniem, przy czym samouctwo ujawnione jest tak szeroko, aby umożliwiło każdej jednostce dokonanie wyboru wiadomości i umiejętności, które zaspokajają jej dążenia do kształtowania swojej osoby wedle upragnionego modelu”.

Obok poradników rozwijała się „kultura żywego słowa”. Charakterystyczną formą zdobywania wiadomości były wykłady powszechne. Już Komisja Edukacji Narodowej (ustawa z 2 II 1790) wprowadzała „w zamiarze rozszerzenia światła pożytecznych w kraju nauk (…) publiczne wykłady i lekcje dla publicznej usługi i korzyści z nauk”, z tego wywodziło się profesorskie publicum. Pierwsze publicum – wykłady otwarte – zorganizowano na Uniwersytecie Jagiellońskim już w 1850 roku. Była to inicjatywa rektora Józefa Majera. Uruchomiono cztery kursy (każdy za opłatą 2 złr): po dziesięć odczytów wygłaszanych co tydzień. Rektor dysponował dla ubogich sześcioma bezpłatnymi biletami, a każdy z wykładających dziesięcioma. Dochód przeznaczano na stypendia studenckie. Inicjatywa ta została zablokowana przez władze ministerialne. Udział w wykładach był biletowany (20 halerzy od dorosłych, 10 od młodzieży). Z czasem pozyskano dotacje z Sejmu Krajowego oraz od miast, a nawet z wiedeńskiego Ministerstwa Wyznań i Oświaty. Środkami tymi gospodarował kwestor UJ. Namiestnictwo lwowskie zatwierdziło Statut Organizacyjny Powszechnych Wykładów Uniwersyteckich na UJ 13 listopada 1902 roku. W Statucie zastrzegano, iż tematyka wykładów nie będzie dotyczyć bieżących spraw religijnych, politycznych i społecznych. Honorarium wynosiło 10 koron za godzinę wykładu (plus zwrot kosztów podróży). Roczna subwencja z namiestnictwa sięgała 3 tys. koron. Czterech członków Zarządu PWU wybierał senat, dwóch Rada Wydziału Filozoficznego, a po jednym pozostałe rady wydziałowe. Wykłady podzielono na dwa cykle: przyrodniczo-lekarski oraz historyczny.

Uprzystępnienie poniża jakość

Obok wykładów pod firmą Powszechnych Wykładów Uniwersyteckich organizowano od 1904 roku coroczne Kursy Wakacyjne. Powszechne Wykłady Uniwersyteckie uruchomiono w formie zinstytucjonalizowanej w Uniwersytecie Lwowskim (1899), jako kontynuację prac Towarzystwa Kursów Akademickich dla Kobiet. W latach 1899-1910 wygłoszono ogółem 3550 wykładów, których wysłuchały 576 474 osoby. Liczebnie przeważały kobiety. Wykłady ilustrowano na kartonach i w formie przeźroczy. Teksty wykładów następnie publikowano nakładem Książnicy Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych. Od maja 1917 roku autoryzowała Powszechne Wykłady Uniwersyteckie także Szkoła Politechniczna. Pomocą finansową były subwencje ministerialne, wznowione w niepodległej Polsce od roku 1921. Wykłady łączono w serie tematyczne. W okresie walki z inflacją (1923-1925) wykłady ograniczono do terenu Lwowa, pojawiły się także inne instytucje w roli organizatorów. Wzory lwowskie przenoszono do innych ośrodków akademickich.

Akademicki profesjonalizm prowadził do tego, że – jak stwierdził Roman Dyboski (Nauka a oświata pozaszkolna 1924): „w rękach elity specjalistów, kierujących poszczególnemi działami ruchu umysłowego ludzkości, nauki stawały się jakąś magią, mającą sens tylko dla wtajemniczonych. Wiedza w najwyższej swej postaci, zdaniem wielu z najczcigodniejszych jej mistrzów, nie dawała się – i nie daje – uprzystępnić ogółowi tej ludzkości, której ma być zdobyczą i narzędziem; uprzystępnienie takie poniża jej jakość i właściwą wartość”.

Nowym zjawiskiem było wkraczanie na teren nauki „popularyzatorów” niemających przygotowania profesjonalnego. Jak pisał w październiku 1916 roku Alexander Kraushar (Echa przeszłości. Szkice, wizerunki i wspomnienia historyczne 1917): „Popularyzator bierze gotowy materyał z prac przez innych badaczy nagromadzonych i materyał ów, w formie przystępnej, ogołocony z aparatu źródłowego, ogółowi podaje. Od talentu jego pisarskiego, jasności i przejrzystości stylu, od pedagogicznego jego uzdolnienia zależy większy lub mniejszy jego wpływ na umysły czytelników. Tego rodzaju warunki pożądane, a nawet nieodzownie wymagane od pracowników źródłowych, nie nadają ich badaniom cechy popularyzatorskiej, choćby nawet z treścią ich prac kojarzyły się cechy literackiej, artystycznej, formy wykładu”. Profesjonalista nie był więc popularyzatorem, choć mógł naukę – przede wszystkim własne ustalenia badawcze – upowszechniać.

Wróć