logo
FA 11/2020 informacje i komentarze

Jakoby są tanie

Humanistyka w oczach dyrektora Instytutu Badań Literackich PAN, prof. Mikołaja Sokołowskiego.

Na początku 2022 roku skończy się moja trzecia, ostatnia kadencja pełniącego funkcję dyrektora IBL PAN. Wcześniej, od roku 2006, przez jedną kadencję byłem wicedyrektorem instytutu ds. naukowych. Z tej bez mała piętnastoletniej perspektywy spoglądam na losy humanistyki. Nie jako badacz literatury polskiego romantyzmu, którym na co dzień się zajmuję, lecz jako kierownik instytucji naukowej.

System finansowania instytucji humanistycznych w Polsce powoduje, że kierowanie nimi jest niezwykle trudne, złożone i niewdzięczne. To gehenna. W okresie 2006–2010 IBL PAN, wysoko sklasyfikowany w kolejnych ministerialnych ocenach, dysponował jedynie ok. 5% swoich przychodów z przeznaczeniem na same badania naukowe, resztę pochłaniały twarde wydatki na utrzymanie etatów i lokum. Po 2010 roku utrzymywał się głównie dzięki niespotykanym sukcesom grantowym, co przyniosło mu dwukrotnie najwyższą kategorię A+, którą i obecnie posiada. W wyniku wejścia w życie Ustawy 2.0 oraz towarzyszących jej rozporządzeń o sposobach finansowania instytutów PAN, radykalnie wprowadzającej nowe porządki, ponownie w swojej historii popadł w deficyt. Mimo ogromnego wysiłku grantowego i dydaktycznego (trzy typy studiów doktoranckich, kilkanaście kierunków podyplomowych) wynosi on 4 miliony zł. Na samo utrzymanie dotychczasowych etatów, w tym gwarantowanych ustawowo tzw. płac minimalnych, brakuje nam w tym roku 1 milion 700 tys. zł. Podobna sytuacja wystąpiła rok temu, a dwa lata temu w nieco mniejszej skali. Ten byt ukształtował moją świadomość, której teraz daję wyraz.

Widzę i odnotowuję wiele pozytywnych zjawisk w polskiej humanistyce. Doceniam też decyzję Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego utrzymywania rozmaitych ścieżek jej wspomagania, w tym flagowego Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Jak nikt inny jestem też świadomy naszych słabości, zahamowań i niedoskonałości. Tutaj podejmuję jedynie rozważania nad istotą systemu finansowania nauki w Polsce i miejsca nauk humanistycznych w nim.

Kryzys kultury grantowej

W dużym skrócie i pewnym uproszczeniu: wejście w życie Ustawy 2.0 przyspieszyło rozpad systemu finansowania i organizacji badań naukowych wprowadzonych na mocy ustaw z 2010 roku, zwanego potocznie „kulturą grantową”. Wspierał się on na dwóch fundamentalnych założeniach: przepływie kapitału odpowiedzialnego za wytwarzanie w naszym kraju wiedzy z subwencji wypłacanych instytucjom nauki do agencji przyznających granty oraz wprowadzaniu dzięki temu modelowi grantowemu rzeczywistej inter– i transdyscyplinarności zespołów badawczych, budowanych i finansowanych ponadinstytucjonalnie w ramach owych grantów.

Przepływ kapitału gwarantujący powstawanie wiedzy i tym samym istnienie nauki miał zwiększyć efektywność pracowników naukowych oraz zagwarantować najlepszym jednostkom, czyli tym, które posiadały wysoki współczynnik sukcesu w kolejnych konkursach grantowych, tak krajowych, jak zagranicznych, wyjście ze strukturalnego deficytu dzięki tzw. kosztom pośrednim reinwestowanym w rozwój jednostki. Miał też uniezależnić badaczy od jednolitego strumienia finansowania w macierzystej placówce i decyzji jej władz w oparciu o szeroki model ekspercki, który decydował o przyznawaniu finansowania autorom poszczególnych projektów, co potencjalnie zwiększyło ich wolność słowa i tę badawczą.

Fetysz kosztochłonności

Ten model, posiadający pewne zalety widoczne najwyraźniej w IBL-u około roku 2015, dzięki korektom przygotowanym w dialogu z Radą Gospodarczą przy Premierze RP, zastąpiono ostatnio sztywnym i anachronicznym podziałem na dyscypliny, których finansowanie uzależniono od fetyszyzowanej kosztochłonności. W wyliczaniu kosztochłonności poszczególnych dyscyplin posłużono się metodą, tylko z pozoru naukową, wspierającą się na założeniu, że o wysokości kosztochłonności powinny decydować dotychczasowe nakłady na daną dyscyplinę. W ten przewrotny sposób próbowano zalegalizować chroniczne niedofinansowywanie niektórych gałęzi nauki. Stwarzano wrażenie, że te dyscypliny nie potrzebują nakładów, gdyż jakoby są tanie. W konsekwencji pozwolono sobie nawet na obniżanie dotychczasowych rankingów kosztochłonności m.in. historii (następnie skorygowanej) i literaturoznawstwa. Przy znaczącym zbagatelizowaniu kategorii jakościowej w trakcie naliczania subwencji, w dalszej konsekwencji doprowadzono do załamania finansowania instytucji humanistycznych, w tym najlepszych, legitymujących się kategorią A+ i najbardziej prestiżowych. Skutkowało to natychmiastową katastrofą budżetów najlepszych instytutów humanistycznych, a nawet części społecznych, borykających się zresztą z innymi problemami, które stworzyła reforma, np. afiliacją uczonych do poszczególnych dyscyplin w ramach wymaganych przepisami minimów kadrowych.

W obliczu zmniejszenia nakładów na duże, strategiczne dla rozwoju nauk humanistycznych granty (niegdyś trafiały się na 3,5 mln zł i dużo większe), nawet przy względnie spektakularnym sukcesie w konkursach, odnoszonym przez daną jednostkę, nie daje się dzisiaj z kosztów pośrednich uzupełnić wyciekających z subwencji środków i utrzymać instytuty w obecnym stanie i kondycji intelektualnej. Uprzedzając ewentualne rady, w rodzaju, byśmy udali się na urlopy bezpłatne bądź zredukowali zatrudnienie, odpowiadam: w moim instytucie wielokrotnie były przeprowadzane okresowe oceny pracowników. Praktycznie dla wszystkich IBL jest jedynym miejscem pracy i jedynym źródłem utrzymania. Tu zostali ci, którzy powinni pozostać.

Z przedstawionej analizy wynika, że na mocy ustawy z 2010 roku humanistyka na równych prawach proporcjonalnie uczestniczyła w podziale środków na naukę, a obecnie w wyniku premedytowanych regulacji nie tylko nie na równych prawach, a w wymiarze ograniczonym, na jaki pozwala krępująca rozwój i inicjatywę kosztochłonność.

W polskim systemie finansowania nauki powstała luka. Ta nierówność jest strukturalna, więc systemowo trzeba się za nią zabrać, by z nią sobie poradzić. Oto kilka propozycji, które poddaję pod rozwagę, zapewniając jednocześnie o gotowości szerszej dyskusji z władzami ministerstwa oraz całym środowiskiem.

Postuluję (zbiorczo albo fakultatywnie):

1) natychmiastową i pilną korektę algorytmu finansowania instytutów PAN, np. poprzez: a) wprowadzenie dodatku na utrzymanie infrastruktury badawczej o fundamentalnym dla polskiej humanistyki i kultury znaczeniu, czyli wielkich specjalistycznych bibliotek, np. IBL PAN, archiwów ikonograficznych i dźwiękowych, zabytków. Są tam przechowywane zbiory takich artystów jak Stanisław I. Witkiewicz, Witold Gombrowicz, Eliza Orzeszkowa, unikatowe druki Sejmu Wielkiego czy Konfederacji Barskiej i wiele, wiele innych. IBL-owi odmówiono finansowania jednej z największych bibliotek humanistycznych, w której przechowywane są bezcenne, przedwojenne zbiory z kolekcji J. Michalskiego, z funduszu SPUB, oraz dodatku na podtrzymanie fundamentalnych dla danego kierunku humanistyki czasopism. Wiele instytucji humanistycznych takie czasopisma wydaje, często również w języku angielskim; b) wprowadzenie premii projakościowej rekompensującej najlepszym jednostkom niską kosztochłonność grantów humanistycznych; c) zrównanie w nakładach płac minimalnych adiunktów i dyplomowanych bibliotekarzy, archiwistów, leksykografów, dokumentalistów; d) premii za szczególną aktywność popularyzatorską i transfer wiedzy do społeczeństwa dla instytucji z kategorią A+; e) wprowadzenie progu całkowicie blokującego spadek ich subwencji; f) podniesienie kosztochłonności m.in. literaturoznawstwa i filozofii do 1,5, tak by stały się atrakcyjniejszym partnerem dla przedstawicieli innych dyscyplin, co miałoby sprzyjać rozwojowi badań transdziedzinowych.

Możliwe jest również takie rozdzielenie składników subwencji, aby tylko te z przeznaczeniem na badania naukowe kształtowały się pod wpływem kosztochłonności, a pozostałe, w tym tzw. płace minimalne i koszty utrzymania infrastruktury, już nie. W przypadku instytucji humanistycznych niski współczynnik kosztochłonności prowadzi do zaniżenia nakładów względem kosztów rzeczywistych.

Pożądane byłoby podjęcie refleksji nad zgłaszanym przez środowisko pomysłem stworzenia osobnego algorytmu podziału środków z przeznaczeniem tylko dla nauk humanistycznych. Być może przyczyniłoby się to do wyzwolenia instytucji humanistycznych z obroży krępującej ich rozwój. By tak się stało, spełniony powinien być przynajmniej jeden warunek. Do podziału muszą być zagwarantowane wystarczające środki. Istnienie oddzielnego mechanizmu finansowego dla humanistyki uniemożliwiałoby odpływ środków, co nastąpiło w latach 2014/2015 w obrębie Polskiej Akademii Nauk i co właśnie teraz dzieje się na naszych oczach;

2) utrzymanie i rozbudowa NPRH;

3) stworzenie korzystnych mechanizmów współpracy instytucji humanistycznych i kultury z mediami publicznymi w celu prezentacji najnowszej wiedzy o literaturze, historii i kulturze. Media muszą mieć jakiś rodzaj gwarancji pozwalającej produkować i emitować nowe programy o polskiej kulturze: pisarzach, zabytkach, dziełach artystycznych, budowlach architektonicznych itd. oraz rekompensaty związanej z mniejszą liczbą widzów repertuaru tego typu;

4) wprowadzenie na wzór Horyzontu 2020 obowiązku włączenia przedstawicieli nauk humanistycznych do dużych projektów infrastrukturalnych, terytorialnych oraz z zakresu innych dyscyplin wiedzy. Bywa, że instytucje humanistyczne, także mój instytut, są do nich dopuszczane, ale w niewystarczającej skali.

Musimy uzmysłowić osobom odpowiedzialnym za stan polskiej nauki, że te zabiegi doprowadzą jedynie do zmniejszenia deficytu, w jakim znalazła się obecnie humanistyka, i pozwolą utrzymać na poziomie zbliżonym do dotychczasowego nasze etaty i siedziby. Nic więcej.

Nie jestem malkontentem, nie narzekam na stan humanistyki w Polsce in abstracto. Widzę wiele pozytywnych zjawisk. Jednak z perspektywy dyrektora, osoby odpowiedzialnej nie tylko za nowe, innowacyjne pomysły, lecz również za utrzymanie w przyzwoitym stanie samej instytucji i jej pracowników, wygląda to bardziej ponuro. Rozejście się strumieni finansowania, które składały się na budżet instytucji zapewniający jej przetrwanie, a nawet wysychanie ich, sprawia, że misja dyrektora staje się beznadziejna. Dziś mój instytut dzięki dwóm głównym źródłom finansowania, subwencji i grantom, w tym europejskim, nie jest w stanie płacić narzucanych mu przez ustawę zobowiązań finansowych. Proszę sobie wyobrazić, że obecnie obowiązujący algorytm miał w naszym instytucie spowodować dalszy spadek subwencji o kolejne 20%, jak wynika z ustaleń przygotowanych przez niezależne Porozumienie Instytutów Naukowych Polskiej Akademii Nauk na podstawie danych otrzymanych z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz od dyrektorów instytutów PAN.

Załamanie finansów instytutów, do którego mógł doprowadzić obecny algorytm, w tym roku było tak wielkie, że ministerstwo w desperacji niejako ręcznie starało się ratować instytuty, przyznając im subwencje na poziomie zbliżonym do zeszłorocznego (co wnoszę z porównania zestawień), nie wliczając jednak części tzw. dorzutek. Owe dorzutki dobrze ilustrują patologię obecnego systemu finansowania instytutów humanistycznych. Kiedyś traktowane jako wyraz szczodrości państwa, podnoszącego i tak skromne dotacje, zwykle w postaci świątecznego prezentu pod choinkę, stały się obecnie niezbywalnym elementem systemu, którego wadliwość wymaga nieustających interwencji ministerstwa. W takiej sytuacji trudno przekonywać pracowników, że są bezpieczni, nawet jeżeli nieźle i efektywnie pracują. Nie jest również możliwe snucie dalekosiężnych planów naukowych, projektowanie inwestycji.

Humanistyczne wartości są przecież bardzo potrzebne do rozwoju społeczeństwa i kształtowania jego zdolności komunikacji wewnętrznej i ze światem. Kto zadba o kultywowanie tradycji i równoczesne tworzenie wizji postępu? W systemie nauki musi znaleźć się dla nich miejsce. Podporządkowanie tych instytucji nadrzędnym potrzebom resortów rozwoju i przemysłu, z którymi nigdy nie wykluczałem współpracy, zmarginalizuje je jeszcze mocniej, a przyszłym reformatorom Polskiej Akademii Nauk dostarczy wygodnego pretekstu do ich likwidacji.

Nie oczekuję wprowadzenia systemu bezwarunkowych i niezależnych od wyników naukowych gwarancji wysokiego finansowania instytutów uprawiających nauki humanistyczne, ale stworzenia takiego systemu, w którym i humaniści – także ci, których obecny algorytm wycenia najniżej, a bez których profesjonalna humanistyka z ambicjami i światowymi aspiracjami nie istnieje, tj. dokumentaliści, leksykografowie, bibliotekarze – znajdą dla siebie szansę.

Mikołaj Sokołowskidyrektor Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk

Wróć