Jan Marcin Węsławski

Fot. Jerzy Abramowicz. Archiwum IOPAN
Informacje o morzu są w Polsce wciąż egzotyką, więc przygody ze statkami tym bardziej do niej należą. Dla środowiska akademickiego dobrze by było, żeby pozostało w świadomości, że poza reaktorem jądrowym, teleskopem czy nowoczesnymi laboratoriami z unikalnym sprzętem nauka polska ma również statki. Celowo podkreślam, że chodzi o polską naukę, bo statków naukowych (badawczych) na świecie jest dużo, podobnie jak reaktorów jądrowych i teleskopów. Z jakiegoś powodu jednak prawie każdy kraj chce mieć własną narodową infrastrukturę tego rodzaju. To kwestia prestiżu, budowy wizerunku i narodowego wkładu w cywilizacyjny wysiłek zrozumienia świata.
Są też kwestie bardziej praktyczne – np. zobowiązania do kontroli zasobów żywych polskiego morza (a to 11% terytorium Polski) – takie zobowiązania mamy wobec Wspólnej Polityki Rybackiej UE, ale też są oczywistym interesem każdego właściciela wód morskich. W tym zakresie wywiązujemy się z obowiązku przy pomocy starszej już pani (w międzynarodowej tradycji morskiej statek powinien mieć imię żeńskie) BALTICA, należącej do Morskiego Instytutu Rybackiego oraz IMGW. Edukacja w zakresie badań środowiska morskiego jest realizowana przez OCEANOGRAF – katamaran Uniwersytetu Gdańskiego, małą, stosunkowo nową, świetnie wyposażoną jednostkę do badań na Bałtyku. Zadania oceanografii operacyjnej, zlecenia badania środowiska dla przemysłu morskich farm wiatrowych od lat robi IMOR – mały, ale bardzo sprawny statek Instytutu Morskiego (ostatnio w strukturach Uniwersytetu Morskiego w Gdyni). Do tej małej floty można jeszcze zaliczyć szkolne statki Politechniki Morskiej w Szczecinie Nawigator 21 oraz Horyzont (Uniwersytet Morski w Gdyni) – to niewielkie statki, szkolące kadry zawodowych marynarzy i oficerów.
No i jest OCEANIA Instytutu Oceanologii PAN, jedyny polski statek badawczy wychodzący regularnie poza Bałtyk, z 40-letnią historią pracy na Północnym Atlantyku i udziału w międzynarodowych projektach naukowych. Nie pracuje dla komercji, nie pracuje na zlecenia, robi czystą naukę dla zrozumienia zmian klimatu i morskiego ekosystemu, zawsze w międzynarodowej kooperacji i zawsze publikując i udostępniając dane. Finansowana jest w drodze konkursu co 3 lata. Za każdym razem dostaje pieniądze za późno, za mało lub wcale. Jak dotąd udaje się nam wykłócać środki na utrzymanie statku. Wielki kryzys w tym względzie miał miejsce w 2024 r., gdy ministerialna komisja odmówiła przyznania dotacji. Po medialnej burzy dostaliśmy 3/4 tego, co potrzebujemy. Po drastycznych oszczędnościach, redukcji załogi Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dodało jesienią br. pieniędzy na zatrudnienie pełnej ekipy w trybie wymaganym przez Państwową Inspekcję Pracy do końca 2026. Statek pływa, ekipa naukowa robi swoje. Aktualne pozostało pytanie: co dalej?

Fot Kajetan Deja. Archiwum IOPAN
Nowa sytuacja geopolityczna z podkreślaniem wagi Bałtyku oraz osi Bałtyk – Arktyka, ambicje Polski w zakresie możliwych koncesji dna morskiego na Atlantyku, wreszcie konieczność utrzymania flagowych polskich stacji polarnych na Spitsbergenie i w Antarktyce – to wszystko wymaga statków naukowych.
Racjonalne, ekonomiczne uzasadnienie posiadania narodowego statku badawczego jest trudne. OCEANIA ściąga co roku do Polski około 15 milionów złotych w postaci projektów UE, współpracy bilateralnej z Norwegią, Niemcami czy USA. To oczywiście pieniądze na badania, a nie na statek, który jest naszym „aportem”, powodem, dla którego możemy razem z innymi ubiegać się o granty oceaniczne. Bez statku tych pieniędzy nie będzie, co nie znaczy, że oceaniczne badania w Polsce znikną. Wręcz przeciwnie, mamy nadmiar zaproszeń na statki norweskie, duńskie, niemieckie, możemy zachować afiliację PAN w publikacjach, ale będziemy pracować w cudzych projektach, pod cudzą banderą.
Nieracjonalne, ale polityczne uzasadnienie jest łatwe. Każde morskie państwo ma oceaniczny statek badawczy (nie liczę małych jednostek do pilnowania własnego wybrzeża). Statki pracujące w programach naukowych, odpowiadających na globalne wyzwania (zmiany klimatu) to dyplomacja naukowa i świadectwo cywilizacyjnej pozycji państwa. Polska potrzebuje oceanicznego statku badawczego (przy okazji może pełnić inne zadania, ale nauka musi być flagowym produktem jego misji). Minęły czasy, gdy taką bardzo kosztowną jednostką zarządzała jedna instytucja. To powinien być statek „narodowy” czy też „państwowy”, realizujący długoterminowy program badawczy w interesie kraju. Jego użytkownikami powinni być naukowcy z wszystkich jednostek naukowych: uczelni, PAN i innych, kwalifikowani na drodze konkursów naukowych, tak jak odbywa się to w innych krajach. Nad racjonalnym wykorzystaniem takiego statku czuwałaby Rada Naukowa, wybierana i weryfikowana.
Oceaniczny statek badawczy (ok. 80 m długości)) to bardzo drogie (koszt budowy ok. 400 mln złotych) i trudne narzędzie, nie może być obiektem lobbingu, rozgrywania interesów regionalnych lub instytucjonalnych. Także koszty jego utrzymania są bardzo duże (ok. 20 mln zł rocznie) i muszą być optymalnie ulokowane. To kwestia podstawowej odpowiedzialności. Przy takich jak wspomniane powyżej kosztach słowo „nauka” musi być traktowane poważnie. Nie wystarczy etykietka „badawczy”, jaką chętnie przyczepiają do swoich statków uczelnie morskie, które szkolą marynarzy, a nie prowadzą badań morskich. Na szczęście da się to weryfikować – baza SCOPUS daje wgląd w recenzowane publikacje międzynarodowe, a internet w zakres międzynarodowych projektów i współpracy.
Nowe statki są bardzo drogie, można wydać na nie dowolną ilość pieniędzy, ważne co uzyskamy w zamian. Na świecie najbardziej kosztowne statki należą do marynarek wojennych, tam nikt nie będzie pytał o uzasadnienie, bo bezpieczeństwo państwa jest priorytetem. Druga kategoria to specjalistyczne statki służące wielkim projektom infrastrukturalnym, układające kable podmorskie, unikatowe konstrukcje itp. – za uzasadnienie tych kosztów odpowiada przemysł, prywatny lub państwowy. Trzecia kategoria to statki badawcze. W ich przypadku skala kosztów zależy od ambicji danego państwa. Morska potęga, jaką była Wielka Brytania, ma supernowoczesny statek „Sir David Attenborough”, zbudowany za około 1 mld złotych. Statki szkolne dla cywilnych szkół kształcących marynarzy i oficerów to zwykle małe jednostki, takie jakie mają już nasze uczelnie morskie (Politechnika Morska i Uniwersytet Morski). Oczywiście z nowej inwestycji można zrobić karykaturę, jak jacht „I love Poland”, reklamujący Polskę w 100-lecie niepodległości. Tylko po co, skoro można zrobić coś porządnie?
Prof. dr hab. Jan M. Węsławski jest ekologiem morskim; kieruje Instytutem Oceanologii PAN w Sopocie. Spędził ponad 50 miesięcy w ekspedycjach polarnych i morskich.