Piotr Kieraciński
Słabo wygląda liczbowo nasza polonistyka. Niewielu chce się do niej afiliować, niewielu podejmuje studia z języka i kultury polskiej. Tej kultury, której brak tak widać na co dzień.Polonistyki nigdy nie było. Nie żeby w ogóle, ale nie było jako wyodrębnionej dyscypliny naukowej. Badacze literatury i języka polskiego afiliowali się w literaturoznawstwie i językoznawstwie, podobnie jak germaniści, sinolodzy czy łacinnicy. I nikomu to przez lata nie przeszkadzało, bo dyscypliny nie były ważne. Ważne były instytucje, a w tym wypadku: wydziały i instytuty (np. polonistyki czy filologii polskiej), ale nawet katedry i zakłady (np. średniowiecznej polszczyzny). Wraz z reformą systemu nauki, zwieńczoną w 2018 roku ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, wszystko się zmieniło. Dotychczasowi poloniści, czy to literaturoznawcy, czy językoznawcy, wskutek konieczności przypisania się do jednej bądź drugiej z wymienionych dyscyplin utracili polonistyczną tożsamość, zmieszali się z anglistami, japonistami, rusycystami. Po jakimś czasie zorientowano się – nie bez znaczenia było zapewne coraz mniejsze zainteresowanie studiami polonistycznymi, przecież jeszcze jakieś 20-30 lat temu obleganymi – że czegoś nam brakuje w naszym ułomnym zestawieniu dyscyplin naukowych.
Podczas jednego z posiedzeń Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich, zapewne w początkach 2022 roku, prof. Ryszard Koziołek, rektor Uniwersytetu Śląskiego, polonista, zaproponował utworzenie dyscypliny polonistyka, rozumianej jako studia nad polszczyzną w najszerszym rozumieniu. Wypowiedział się o tym wówczas – już po wpisaniu polonistyki na oficjalną listę dyscyplin – na łamach „Forum Akademickiego” (FA 12/2022, Polonistyka jako powinność): „Podział badań nad językiem i literaturą polską na dwie dyscypliny: językoznawstwo i literaturoznawstwo, budził od początku wiele wątpliwości, które prezentowano m.in. podczas zjazdów polonistów. Z tych refleksji wyłoniła się propozycja ustanowienia dyscypliny polonistyka, jednak rozumianej inaczej niż prosta synteza lub odnowienie filologii polskiej pod postacią «filologii narodowej». (…) badania nad kulturą polską powinny mieć szczególne miejsce w polityce naukowej państwa, podobnie jak dzieje się to w innych krajach.
W najbardziej lapidarnym uproszczeniu polonistyka jako dyscyplina naukowa powinna badać «polszczyznę», przez który to przedmiot rozumiem wszelkie manifestacje kulturowe, których medium jest język polski, łącznie z nim samym, czyli polszczyzną jako repertuarem jej odmian współczesnych i historycznych. Byłaby to zatem polonistyka bardziej w rozumieniu Polish studies niż filologii polskiej.
Luminarze badań nad literaturą polską, jak choćby Maria Janion czy Henryk Markiewicz, w swoich wielkich pracach postrzegali język i literaturę polską jako składnik i pryzmat postrzegania procesów i zjawisk historycznych, społecznych, ekonomicznych itp. Podobnie metodologia badań polonistycznych wykraczała i wykracza poza językoznawstwo i literaturoznawstwo.
Istotna jest odpowiedzialność polonistyki akademickiej wobec polonistyki szkolnej, która przecież kształci ucznia kompleksowo, w zakresie wiedzy o kulturze polskiej: języku, literaturze, teatrze, filmie, muzyce, sztukach plastycznych. (…) Język polski jest nie tylko ważnym przedmiotem szkolnym, ale kształci zdolności operacyjne niezbędne do funkcjonowania w społeczeństwie, w kulturze, w pracy zawodowej, w świecie”.
Przytaczam aż tak obszerny fragment tej wypowiedzi, bo wciąż jest aktualna i ważna. Argumenty trafiły do rektorów uniwersytetów, którzy złożyli stosowny wniosek do ministra nauki – był nim wówczas dr hab. Przemysław Czarnek, prawnik – a ten uznał, że stoją za nim poważne racje i ustanowił w dziedzinie nauk humanistycznych nową (w każdym sensie, bo taką, jakiej nigdy wcześniej nie było) dyscyplinę o nazwie polonistyka.
Obecnie polonistyka zaistniała jako odrębna dyscyplina badawcza w dziesięciu uczelniach (dane podlegają jeszcze fluktuacjom), choć specjaliści z Ośrodka Przetwarzania Informacji radzą brać pod uwagę tylko 8, wykazywanych w metodologii, w której przygotowuje się dane dla Głównego Urzędu Statystycznego (dane na koniec 2024 roku – stabilniejsze, pewniejsze). Te uczelnie to pięć dużych uniwersytetów, chciałby się powiedzieć: tylko pięć z ponad dwudziestu uniwersytetów klasycznych. Klasycznych bez polonistyki? Już coś mi tu nie gra. Polonistyka nie jest powszechna na polskich uniwersytetach? Jak się okazuje, nawet na tych pięciu wielkich ma kłopoty z istnieniem. W obliczu ewaluacji działalności naukowej część kadry woli wrócić do swoich poprzednich dyscyplin: literaturoznawstwa bądź językoznawstwa. O takiej tendencji poinformował mnie szef rady dyscypliny polonistyka na Uniwersytecie Jagiellońskim prof. Krzysztof Zajas. Ale nie tylko z Krakowa płyną takie informacje.
Zgodnie z danymi przekazanymi przez Ośrodek Przetwarzania Informacji na wszystkich ośmiu uczelniach poloniści zatrudnieni są na 131,05 etatach. To nie znaczy, że tyle osób wybrało przypisanie do polonistyki. Zapewne jest ich więcej, bo wielu naukowców tylko w części przypisało się do polonistyki, dzieląc ją np. z literaturoznawstwem czy naukami o kulturze i religii. Inna metodologia pokazuje imiennie 152 polonistów – w całym kraju, obecnie. Proszę Państwa: 152 polonistów w trzydziestoośmiomilionowym państwie!
Polonistyka to także kształcenie, choć nie ono będzie przedmiotem kilku artykułów, które nastąpią po tym tekście „zapoznawczym”, a których autorzy opisują i komentują sytuację uniwersyteckiej polonistyki. Według RAD-onu filologię polską (także jako obcą) oferuje 27 uczelni. W 2024 roku kształciło się na tych kierunkach łącznie 5552 studentów. Ta liczba w ciągu ostatnich pięciu lat spadła o ponad pół tysiąca, podczas gdy w tym samym okresie ogólna liczba studentów wzrosła o ponad 60 tysięcy. Niektórzy naukowcy sugerują, że już pojawiają się kłopoty z dostarczeniem odpowiedniej liczby specjalistów do nauczania języka polskiego w szkołach. Żeby przyciągnąć kandydatów na studia, liczne wydziały i instytuty polonistyki/filologii polskiej oferują rozmaite inne, także pokrewne kierunki. Na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (dawniej kuźni kształcenia nauczycieli) Instytut Filologii Polskiej oprócz typowej filologii polskiej oferuje także kulturoznawstwo i wiedzę o mediach oraz lingwistykę kliniczną. Na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego oprócz filologii polskiej można studiować filologię bałtycką, filologię klasyczną i studia śródziemnomorskie, filologię polskiego języka migowego, kulturoznawstwo – wiedzę o kulturze, logopedię ogólną i kliniczną, płeć i seksualność, laboratorium – praktyki tekstowe, slawistykę, sztukę pisania i sztuki społeczne. A jak jest w Kielcach na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego? Na dużym Wydziale Humanistycznym jest Instytut Literaturoznawstwa i Językoznawstwa (czyli podział dyscyplinowy). Na WH UJK można się kształcić m.in. w zakresie: filologii polskiej, edytorstwa klasycznego i cyfrowego, lingwistyki stosowanej i logopedii ogólnej. Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oferuje m.in.: bałkanistykę, filmoznawstwo i kulturę mediów, geoslawistykę, literaturę powszechną, sztukę pisania, Polacy i Niemcy w Europie, a także – uwaga, uwaga! – humanistykę w szkole: polonistyczno-historyczne studia nauczycielskie oraz polonistyczno-filozoficzne studia nauczycielskie. Świetny pomysł na kształcenie praktyczne!
Dwukierunkowość niegdyś była promowana, ale została zarzucona przez władze akademickie, ministerialne. Czyżby się odradzała oddolnie? A może zaraz poznańscy poloniści mnie „zweryfikują” informacją o małej popularności tych kierunków, wszak studia nauczycielskie nie są w modzie, a sam zawód słabo płatny (na pewno w całym kraju tak to jest traktowane, także na Ścianie Wschodniej?) i deprecjonowany (głównie przez samych nauczycieli, ale to inna sprawa).
No dobrze, wystarczy przykładów i liczb. Na koniec dodam tylko, że poloniści nie pozostają bierni wobec tej sytuacji; istnieje Konferencja Polonistyk Uniwersyteckich grupująca 22 uczelnie (a zatem polonistyki są szeroko rozumiane, nie tylko dyscyplinowo) i 2 instytuty Polskiej Akademii Nauk: Instytut Badań Literackich i Instytut Języka Polskiego. Stara się ona koordynować działania jednostek polonistycznych i lobbować w interesach tej dyscypliny, czego przykładem niedawna konferencja w Senacie RP.
Słabo wygląda liczbowo nasza polonistyka. Niewielu chce się do niej afiliować – ale mamy autora, prof. Dariusza Rotta, który zdecydowanie przedstawia się jako polonista – niewielu podejmuje studia z języka i kultury polskiej. Tej kultury, której brak tak widać na co dzień, także niestety w mediach, tych rozsadnikach błędów językowych. Nie chcę powtarzać argumentów prof. Koziołka, ale przecież to oczywiste, że to język i kultura budują tożsamość, z której można być dumnym. Nie byłoby nas i nie rozmawialibyśmy o polonistyce, gdyby nie siła polskiej kultury, która na wieść o możliwości powstania niepodległego Państwa Polskiego kazała polskim oficerom na służbie w zaborczych armiach formować oddziały złożone z Polaków i ruszać do walki o kraj, którego nie było na mapach przez ponad sto lat. To siła kultury sprawiała, że wybitni przedstawiciele innych nacji uważali się za Polaków i gotowi byli za nową ojczyznę-polszczyznę walczyć na śmierć i życie (że przypomnę admirała Józefa Urunga i generała Stanisława Szeptyckiego). To siła kultury sprawiała, że język polski w pewnych okresach był popularny w kręgach inteligenckich w Rosji, a także w innych krajach naszego regionu. Tak, powtórzę za prof. Koziołkiem, polonistyka jest, a raczej być powinna, naszym narodowym skarbem, a dbałość o nią powinnością państwa. Bez języka i kultury – a mamy wobec nich ogromne zaniedbania! – nie przetrwamy.
Wróć