Marcelina Smużewska

Izydora Dąmbska Źródło: http://www.archiwum.wfis.uw.edu.pl
Według bohaterki niniejszego tekstu pierwszeństwo nad biologiczną egzystencją miało filozofowanie. Mimo represji i cenzury uparcie zajmowała się filozofią. Żyła w przekonaniu, że: „wolność nauki od nacisków ideologicznych i administracyjnych jest wolnością do właściwej sobie funkcji poszukiwania i przekazywania prawdy” (por. Gdy myślę o słowie „wolność”, przedruk w monografii źródłowej Izydora Dąmbska (1904-1983). Mądrość i prawda, oprac. Radosław Kuliniak, Mariusz Pandura i Łukasz Ratajczak, Kęty 2023). Była wierną kontynuatorką myśli Kazimierza Twardowskiego.
Izydora Helena Maria Dąmbska przyszła na świat 3 stycznia 1904 roku w Rudnej Wielkiej pod Rzeszowem. Była czwartą córką Stanisława Dąmbskiego z Lubrańca herbu Godziemba i Antoniny z Zalewskich. Ojciec przyszłej filozofki był właścicielem ziemskim, doktorem praw wykształconym na UJ i posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego. Matka Izydory miała artystyczną duszę. Przed ślubem malowała i rzeźbiła. Później opanowała sztukę fotografii, by dokumentować życie rodziny. Małżonkowi pomagała w pisaniu artykułów, apelacji i przemówień. W domu panowała atmosfera wzajemnego szacunku i troski. Dla małej Izydory ojciec był wzorem mądrości i wszelkich cnót. Miała 3 siostry.
Córki początkowo uczyły się w domu, a w szkołach stawiały się tylko na egzaminy kontrolne. Pierwszy z nich Izydora zdawała w wieku 8 lat w Szkole Ludowej czteroklasowej żeńskiej im. św. Marii Magdaleny w okręgu szkolnym Lwów-Miasto. Kolejne w Wyższym Zakładzie Wychowawczo-Naukowym Żeńskim, prowadzonym przez Marię Frenklównę we Lwowie. W latach 1914-1916 rodzina Dąmbskich przebywała w Białej koło Bielska, gdzie Izydora kontynuowała edukację gimnazjalną. W 1917 roku rodzina wróciła do Rudnej Wielkiej. W tym samym roku dziewczyna zdała bardzo dobrze maturę w Prywatnym Gimnazjum Realnym Sióstr Urszulanek. Jako kierunek studiów wybrała polonistykę i filozofię na UJK. We Lwowie uczyła się już jej starsza siostra Aleksandra.
Początkowo Izydora skupiła się na filologii klasycznej i studiowaniu języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, jednocześnie uczęszczając na wstępne kursy filozoficzne. Już na pierwszym roku chodziła na zajęcia do prof. Kazimierza Twardowskiego (1866-1938), który później został jej mentorem i mistrzem. Podczas studiów uczęszczała także na zajęcia profesorów: Stanisława Witkowskiego (1866-1950), Ryszarda Gansińca (1888-1958), Tadeusza Lehra-Spławińskiego (1891-1965), Juliusza Kleinera (1886-1957), Mścisława Wartenberga (1868-1938) i Romana Ingardena (1893-1970). Wydaje się, że z czasem zaczęła ją interesować coraz bardziej filozofia, a studia językowe zostały na drugim planie, choć dostarczyły jej koniecznego warsztatu. W roku akademickim 1924/25 podczas zajęć o Leibnizu, które prowadził prof. Twardowski, studentka Izydora Dąmbska wyróżniła się jako zdolna tłumaczka i przenikliwa filozofka. Rok później profesor zaproponował jej asystenturę na swoim Seminarium Filozoficznym. Tam zaczęła pracować nad rozprawą o sądach hipotetycznych.
Jako asystentka prof. Twardowskiego zajmowała się biblioteką seminaryjną. Jej zadaniem było porządkowanie i katalogowanie księgozbioru oraz nadzór nad nim. Z tego obowiązku wywiązywała się wzorowo. Pod koniec 1926 roku przygotowała rozprawę doktorską na temat interpretacji sądów Edmonda Goblota (francuskiego filozofa żyjącego w latach 1858-1935). Łatwo przeszła przez rygoroza (egzaminy). Uroczysta promocja doktoratu Izydory Dąmbskiej miała miejsce 26 lutego 1927 roku, Praca została wyróżniona i skierowana do publikacji w Towarzystwie Naukowym we Lwowie.
Od swoich podwładnych prof. Twardowski wymagał jednoczesnej pracy w gimnazjach i liceach. Dlatego młoda filozofka musiała uzupełnić swoją edukację o kursy nauczycielskie i zdać państwowy egzamin nauczycielski. Konieczne było też odbycie praktyk nauczycielskich. Od maja 1929 roku pełniła funkcję starszego asystenta prof. Twardowskiego. W listopadzie 1930 roku wyjechała na stypendium naukowe do Wiednia, gdzie szukała kontaktów z Kołem Wiedeńskim. Poznała tam m.in. Maurycego Schlicka (1882-1936). Pokłosiem był artykuł poświęcony temu środowisku. Na wiosnę 1931 roku wyruszyła do Berlina, by zapoznać się z dorobkiem Hansa Reichenbacha (1891-1953). Zauważyła znaczące różnice w podejściu do teorii nauki. Koło Wiedeńskie rekonstruowało naukę w sposób formalny i logiczny, a Berlińskie postrzegało naukę poprzez jej dyscypliny, zwłaszcza psychologię i socjologię. Reichenbach zajmował się też logiką w kontekście mechaniki kwantowej. Ostatnim przystankiem w tej pierwszej podróży naukowej był Paryż. Tam podziwiała zbiory Biblioteki Polskiej. Poznała Eugeniusza Minkowskiego (1885-1972), lekarza, psychiatrę, filozofa i współtwórcę podejścia fenomenologicznego w psychiatrii.
W roku szkolnym 1931/1932 podjęła pracę w IX Gimnazjum im. Jana Kochanowskiego we Lwowie. Uczyła tam języka polskiego i propedeutyki filozofii. Poza tym, współpracowała z Ingardenem i Kazimierzem Ajdukiewiczem (1890-1963). Wraz z Heleną Słoniewską (1897-1982), koleżanką ze studiów, bezinteresownie opiekowały się chorym Twardowskim. Wspierała także działalność „Ruchu Filozoficznego”. Podczas pracy w gimnazjum odnowiła kontakt z prof. Gansińcem i pomagała mu w redakcji periodyków z zakresu filologii klasycznej. W kolejnym roku szkolnym dr Dąmbska zaczęła nauczać także w Seminarium Nauczycielskim im. Zofii Strzałkowskiej oraz w Państwowym Żeńskim Gimnazjum im. Królowej Jadwigi. W tej placówce filozofka zbudowała rodzaj seminarium filozoficznego, na którego spotkania przychodzili także profesorowie z UJK.
Iza – bo tak do niej mówili przyjaciele – marzyła o habilitacji. Jednak w tamtych czasach w zaborze austriackim nie było formalnie takiej możliwości. Ustawa dopuszczała, żeby kobiety studiowały i uzyskiwały nawet doktoraty, ale kwestia prowadzenia przez nie wykładów była nadal kontrowersyjna. Przed wojną jedynie Karolinie Lanckorońskiej (1898-2002) udało się uzyskać veniam legendi, o czym pisałam w FA nr 7/8 z 2023 roku. Mistrz Dąmbskiej – Kazimierz Twardowski – miał dosyć konserwatywne poglądy w tym zakresie. Dopuszczał zatrudnianie kobiet na stanowisku asystentek, natomiast nigdy oficjalnie nie wsparł żadnej kobiety w kontynuowaniu kariery naukowej. Wyjątkiem była ponoć Dąmbska, ale wsparcie Twardowskiego było kuluarowe, bardziej nieformalne. Poza tym wkrótce przeszedł na emeryturę i jego zdanie nie było decydujące. Jednakże doradzał jej powiększanie dorobku naukowego, co konsekwentnie robiła.
W latach 30. powstały rozprawy Zarys historii filozofii greckiej i O irracjonalizmie. Tę drugą napisała z myślą o habilitacji. Teksty Dąmbskiej ukazywały się w periodykach fachowych: „Przeglądzie Filozoficznym”, „Ruchu Filozoficznym”, czy „Kwartalniku Filozoficznym”. Czytało je całe środowisko i tak najprościej można było do niego dotrzeć. W Lwowie wychodziły „Studia Philosophica”, gdzie dr Dąmbska pracowała w dziale sprawozdań. Uczęszczała też nadal na Seminarium Filozoficzne, kierowane w tym czasie przez Romana Ingardena. Ponieważ świetnie znała łacinę i grekę, była niezastąpioną pomocą przy pracy nad dziełami Arystotelesa. W 1936 roku filozofka uczestniczyła w Międzynarodowym Kongresie Nauki w Kopenhadze. Tam poznała Tadeusza Kotarbińskiego (1886-1981), z którym zaprzyjaźniła się na resztę życia. Rok później zmarła matka filozofki Antonina Dąmbska. Profesor Twardowski odszedł (albo jak wolą pisać filozofowie: „przekroczył Styks”) w 1938 roku, a sprawa habilitacji Dąmbskiej zeszła na boczny tor. Profesor Tadeusz Ajdukiewicz był niechętny. Jedyne wsparcie dla projektu habilitacji Dąmbskiej konsekwentnie okazywał Ingarden. Do listy strat końca lat 30. należy doliczyć zgon profesora Mścisława Wartenberga i Edmunda Husserla (1859-1938).
Bezpośrednio przed wojną filozofka była zaangażowana w promowanie i porządkowanie spuścizny po prof. Twardowskim. Oprócz pracy w gimnazjach, podjęła także zatrudnienie w Bibliotece Uniwersyteckiej i Ossolineum. Porządkowanie archiwów i zbiorów bibliotecznych przynosiło jej podwójną satysfakcję. Filozofka lubiła poszukiwania biblioteczne i zapoznawanie się z ciągle nowymi autorami i koncepcjami. Było to dla niej inspiracją i przygodą. W tym czasie przetłumaczyła na francuski pracę Władysława Witwickiego (1878-1948) pt. Wiara oświeconych. Z tym filozofem łączyła ją także wieloletnia przyjaźń i ożywiona korespondencja. W latach 1937-1940 pracowała w charakterze psychologa w Instytucie Psychotechnicznym i Poradni Zawodowej Patronatu Nad Młodzieżą Rękodzielniczą i Przemysłową we Lwowie. Od maja 1939 roku uczęszczała na Kurs Obrony Przeciwlotniczo-Gazowej we Lwowie. Uczyła się strzelania, służby wywiadowczej i pierwszej pomocy. Zabezpieczała i ukrywała zbiory lwowskiego Polskiego Towarzystwa Filozoficznego.
Wybuch wojny zastał Izydorę Dąmbską we Lwowie. W okresie walk pracowała jako wolontariuszka w Szpitalu Wojennym nr 601 zlokalizowanym w Gimnazjum im. Królowej Jadwigi. W okresie pierwszej okupacji radzieckiej przez krótki czas uczyła w jednym z gimnazjów, ale szybko okazało się, że na język polski, a tym bardziej na filozofię, nie będzie tam miejsca. Na uniwersytet zarządzany przez Ukraińców nie zaglądała. Pracowała natomiast w Bibliotece Ossolineum. Po zajęciu miasta przez Niemców i zamknięciu uniwersytetu zaangażowała się w tajne nauczanie. Pełniła funkcję kierowniczą oraz prowadziła zajęcia z języka polskiego, propedeutyki filozofii i języka łacińskiego. Dąmbska przyczyniła się do ocalenia wielu zbiorów i archiwaliów lwowskich. Niestety po zakończeniu wojny, nowe polskie władze nie były zbyt aktywne w procesie rewindykacji tych zasobów. Podczas wojny w marcu 1941 roku odszedł ojciec filozofki Stanisław Dąmbski. Ponieważ Rudna Wielka i Lwów znajdowały się ówcześnie w innych strefach okupacyjnych, Dąmbska nie mogła wziąć udziału w ceremonii pogrzebowej. Po jego śmierci napisała traktat O bezimienności. Jest to interesujący tekst rozpatrujący różne konsekwencje rezygnacji z własnego imienia i nazwiska. W latach 1944/45 powstał z kolei tryptyk poświęcony zagadnieniu śmierci. Był wyraźnie inspirowany doświadczeniami wojennymi.
Na początku 1945 roku stawało się coraz bardziej jasne, że we Lwowie Polacy nie mają czego szukać. Siostry Dąmbskie, Aleksandra i Izydora, zdecydowały się wyjechać. Wysiadły w Rzeszowie, gdzie spotkały się ze swoją trzecią siostrą Zofią. Najstarsza z nich, Maria, zmarła w grudniu 1944 roku. Od Zofii, która odziedziczyła majątek po rodzicach, dowiedziały się, że Rudna Wielka przepadła. Z rodzinnego domu pozwolono Zofii wziąć tylko kilka przedmiotów. Aleksandra rozpoczęła poszukiwania potomstwa zmarłej siostry Marii. Odnalazła je w Mielcu. Zabrała stamtąd najmłodsze z dzieci – Józefa. Izydora natomiast udała się do Krakowa, by odszukać swoich przedwojennych współpracowników. Byli tam już Ingarden i Tatarkiewicz.
Siostry Dąmbskie zdecydowały się wyjechać do Gdańska. Oprócz siostrzeńca Józia, miały także pod opieką Feliksa Sawickiego (1928-1979), chłopca żydowskiego pochodzenia, którego rodzina zginęła w Bełżcu. Izydora podjęła pracę w Bibliotece Miejskiej. Trzeba było uporządkować tam ponad 300 tys. różnych zbiorów. Razem z Heleną Sołtysikową, Janem Tęsiorowskim i Janiną Ślączką tworzyli zespół o nazwie „Hades”, pracujący przy rewizji magazynów bibliotecznych. Dąmbska nie tylko porządkowała zbiory, ale tworzyła też katalogi systematyczne. Oczywiście, szczególną uwagę zwracała na zachowany dorobek filozoficzny. Jednocześnie współpracowała z Ingardenem nad wznowieniem periodyku „Studia Philosophica”.

Koniec wojny umożliwił filozofce wznowienie starań o veniam legendi. Opiekunem habilitacji został Kotarbiński. Recenzentami byli Tatarkiewicz i Witwicki. Najbardziej prawdopodobna data wykładu habilitacyjnego to 11 maja 1946 roku. Uniwersytet Warszawski zaaprobował wniosek o przyznanie prawa do prowadzenia wykładów dla dr Dąmbskiej, jednak sprawa utknęła w ministerstwie. Dokumenty z Warszawy przyszły dopiero po interwencjach w kolejnym roku. Izydora bardzo cieszyła się z faktu, że znów będzie mogła uczyć filozofii, nawet jeśli będzie się to wiązać z dojazdami z Gdańska. Ostatecznie jednak w 1949 roku została docentem prywatnym na Uniwersytecie Poznańskim. Stało się to praktycznie bez zgody filozofki z inicjatywy prof. Ajdukiewicza, który nie wiadomo do końca, czym się kierował.
Dąmbska potrafiła znaleźć w tym dobre strony. Wykładała w Warszawie, w Toruniu i Poznaniu. Jednocześnie pisała. W drugiej połowie lat 40 ukazały się następujące teksty: Echa platońskie w środowisku uniwersyteckim w Polsce w epoce Renesansu; Czterdzieści lat filozofii we Lwowie, 1898-1938; Mity platońskie; W sprawie tzw. nazw pustych; Z filozofii imion własnych.
W 1948 roku po raz pierwszy Dąmbska poważnie zachorowała. Konieczna była operacja i rehabilitacja. Wyszła jednak z tego i kontynuowała swoje liczne zajęcia. Jeszcze z czasów lwowskich, była znana ze swojej zasadniczości. Uważała, że nigdy nie można odstępować od raz przyjętych zasad. Czymś nieakceptowalnym było dla niej bratanie filozofii z polityką i ideologią. Nigdy nie wypowiedziała się na temat obecności krzyży w instytucjach publicznych. Nie angażowała się w spory polsko-ukraińskie czy polsko-żydowskie. Odmówiła wzięcia udziału w I Kongresie Nauki Polskiej. Po nagonce na Tatarkiewicza, kierowanej przez Leszka Kołakowskiego (1927-2009) i innych ówczesnych marksistów, także Dąmbską odsunięto od dydaktyki. Podzieliła los wspomnianego Tatarkiewicza, Ossowskich, Czeżowskiego i Ingardena. Kotarbiński i Ajdukiewicz zostali przesunięci do nauczania logiki. Filozofia miała pełnić jedynie rolę usługową względem marksizmu. Studia filozoficzne w zasadzie przestały istnieć.
W „Myśli Filozoficznej” pojawiała się seria artykułów krytykująca tzw. burżuazyjną szkołę lwowską. Najbardziej bolesnym był dla Dąmbskiej tekst Henryka Hollanda (1920-1961) na temat Kazimierza Twardowskiego. Filozofka wyraziła protest, rozsyłając swój list do wszystkich żyjących uczniów profesora. Pisała w nim o zachowaniu pamięci o Twardowskim i potrzebie wolności filozofii polskiej. Tym samym wystąpiła otwarcie przeciwko głównemu teoretykowi marksizmu w Polsce Adamowi Schaffowi (1913-2006) i grupie młodych marksistów, co nie zostało jej zapomniane.
Ponieważ Pani Izie nie wolno było wykładać, pracowała nadal w Bibliotece Miejskiej w Gdańsku. Udzielała się też w „Bibliotece Klasyków Filozofii”, gdzie „zesłano” tych, którzy uczyli niewłaściwych treści. Dąmbska tłumaczyła tam pracę Leibniza Nowe rozważania dotyczące rozumu ludzkiego (1956) oraz Zasady filozofii Kartezjusza (1960). W 1955 roku, ku własnemu zdziwieniu, otrzymała tytuł profesora nadzwyczajnego. Była to jednak nominacja bez przydziału. Dopiero w 1957 roku, wraz z powrotem filozofii na uczelnie, pojawiła się szansa prowadzenia dydaktyki. Ostatecznie Dąmbska trafiła do Krakowa, z czego bardzo się cieszyła. Była wdzięczna Ingardenowi, Kotarbińskiemu i ówczesnemu dziekanowi Henrykowi Baryczowi (1901-1994) za wsparcie.
Dostała Katedrę Historii Filozofii. Wraz z nią pracowali tam: dr Daniela Gromska (1889-1973), adiunkt Janina Suchorzewska-Kiersnowska (1886-1967) oraz starszy asystent mgr Władysław Stróżewski (ur. 1933). Sporządziła bibliografię polskiej filozofii międzynarodowej. Pomagała prowadzić „Ruch Filozoficzny”. Jesienią 1959 roku udało jej się wyjechać po raz pierwszy od zakończenia wojny. Uczestniczyła w XII Międzynarodowym Kongresie Filozoficznym, który odbywał się w Wenecji i w Padwie. Spędziła także kilka miesięcy w Bibliotece Polskiej w Paryżu, gdzie prowadziła kwerendy i odnowiła przedwojenne kontakty. Mimo różnych trudności, odchodzenia przyjaciół, Dąmbska publikowała nadal. Warto wspomnieć o: Le concept de modèle et son rôle dans les sciences; Sur quelques idées communes à Bergson i Pointcaré et Eddington. Sur le concept de la compréhension.
W 1960 roku znów zachorowała, ale nie mogła sobie pozwolić na rekonwalescencję. Nadeszła kolejna fala ideologizacji filozofii. Projekt nowego programu nauczania był omawiany na Radzie Wydziału Filozoficzno-Historycznego UJ. Dąmbska nie mogła zabrać głosu, bo była zbyt osłabiona, ale napisała pismo protestacyjne do Komisji Programowej. W 1962 roku przyszło jej za swoją niesubordynację zapłacić. Atmosfera na uczelni była ciężka. Organizacja partyjna postanowiła zaatakować prof. Dąmbską. Miało to doprowadzić do jej przeniesienia do PAN. Dyrektor Departamentu Szkół Wyższych Zbigniew Rybicki zażądał od Dąmbskiej opuszczenia stanowiska pracy na UJ. Schaff najchętniej wysłałby ją na emeryturę (do niej zostało jej jeszcze 11 lat) lub na ponowną banicję do Gdańska. W 1964 roku odeszła z uczelni. Napisała list pożegnalny, ale ten się rzekomo dziekanowi zagubił. Było w nim napisane, co następuje: „Pan Minister usuwa mnie z Uniwersytetu z powodu, że uważam filozofię, jak każdą rzetelną naukę, za wytwór niezależnego i bezinteresownego dążenia umysłu ludzkiego do prawdy i że nie mogę się zgodzić z tym, by należało ją uprawiać na gruncie jakiejkolwiek nakazanej z góry ideologii, a misję wychowawczą Uniwersytetu widzę w tym, by przysposabiał młodzież do niezależnych badań naukowych, nie zaś w tym, by ją urabiał w duchu tej czy innej ideologii politycznej. To, że z tych powodów ustąpić muszę z filozoficznej katedry i Uniwersytet Jagielloński opuścić, jest dla mnie rzeczą nad wyraz ciężką. W niczym jednak nie zachwiało to mego przeświadczenia o moralnej słuszności zajmowanego przeze mnie stanowiska, którego nadal, tak samo jak dotąd, będę bronić, gdziekolwiek mi jeszcze działać wypadnie” (List I.D. do Rady Wydziału Filozoficzno-Historycznego UJ z czerwca 1964 r., za: Izydora Dąmbska (1904-1983). Mądrość i prawda, Kęty 2023).
Adam Schaff najwyraźniej wyznawał zasadę: „przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej”, stąd jego decyzja, by Dąmbską zatrudnić w PAN-ie. Gdy pojawiła się w Instytucie Filozofii i Socjologii wezwał ją do siebie, by wyznaczyć wzajemne relacje. Dąmbska miała siedzieć cicho na zebraniach. Nie mogła prowadzić zajęć dla studentów, a jedynie niewielkie seminarium pod jego osobistą kontrolą. Miała ograniczać się do prac bibliograficznych, a pozostałe teksty dawać do wglądu. Dąmbska podziękowała za uwagi, po czym wróciła do domu i napisała memoriał w sprawie uniwersytetów polskich.
W 1965 roku ponownie ciężko zachorowała i przeszła operację serca. Do wiosny musiała przebywać w ośrodku rehabilitacyjnym w Rabce. Pod koniec roku Czeżowski, Kotarbiński i Ingarden podjęli starania o „uzwyczajnienie” profesor Dąmbskiej. Wniosek w tej sprawie przedstawiono 10 maja 1967 roku na Radzie IFiS PAN. Nikt nie oponował. Po czym teczka ze sprawą Dąmbskiej trafiła do szafy pancernej Schaffa na 7 lat. Do sprawy powrócono dopiero tuż przed przejściem filozofki na emeryturę w 1974 roku.
Dąmbska starała się szukać dobrych stron w przeciwnościach losu. Formalnie zatrudniona w PAN, realnie większość czasu spędzała w ukochanym Krakowie, gdzie zaczęła prowadzić seminarium jako privatissima w własnym domu. Na wydarzenia marcowe patrzyła jak Arystoteles na los Aleksandra Macedońskiego. Starała się w tych nawróconych marksistach widzieć ludzi i starać się nie oceniać charakterów. Nie przyłączyła się do moczarowskiej nagonki ani nie czuła specjalnej satysfakcji. Pamiętała atak na szkołę lwowską i cenę, jaką ona i jej koledzy musieli zapłacić. Zastanawiała się, czy Bronisław Baczko (1924-2016), Kołakowski i inni współpracownicy Schaffa, będą się w stanie przyznać do błędów. Wybrali ostatecznie inną wolność – w postaci lepszego życia na Zachodzie. Stamtąd łatwiej było się przyznać do błędów młodości, a w okresie „Solidarności” wrócić z wzniosłymi hasłami na ustach. Filozofka dostrzegała tę dwoistość, ale jej nie komentowała.
Choć filozofia Dąmbskiej objęta była cenzurą PRL (nie wolno było o niej mówić w prasie, TV, większych zgromadzeniach itp.), Pani Profesor cały czas pisała. W latach 60. powstały najważniejsze prace z teorii poznania: Dwa studia z teorii naukowego poznania (1962) i O narzędziach i przedmiotach poznania (1967). W 1972 roku, po ponad 30 latach oczekiwania, ukazały się Dwa studia o Platonie (temat badawczy, który dzieliła z prof. Witwickim). Potem wyszła rozprawa O konwencjach i konwencjonalizmie (1975). W 1984 roku wydano Wprowadzenie do starożytnej semiotyki greckiej. Był to wybór starożytnych tekstów ze wstępem Dąmbskiej. Regularnie i licznie pojawiały się teksty filozofki na łamach czasopism polskich i zagranicznych, zwłaszcza francuskich, czego przykłady przytaczałam. Jak widać, mimo ograniczeń, cenzury, kontroli i funkcjonowania na „bocznym torze”, Pani Iza uparcie realizowała swoją filozoficzną misję.
Publikacje przyniosły jej uznanie w kraju i poza nim. Jako pierwsza kobieta w historii stała się członkinią Institut International de Philosophie. Mimo restrykcji otrzymywała nagrody i stypendia, o czym później. Była członkinią towarzystw naukowych. Zaangażowano ją do prestiżowego wydawnictwa Archive International d’Historie des Idées.
W odczuciu Dąmbskiej zmiany po 1968 roku były powierzchowne. Wymienili się funkcjonariusze, a ideologia została. Filozofkę bolało, że nie mogła wyjeżdżać za granicę. Przynajmniej to udało się zmienić z pomocą Tatarkiewicza. Była obecna na kilka konferencjach w Paryżu, Amsterdamie i Heidelbergu, gdzie wzorowo reprezentowała ojczyznę. „Zawsze punktualna, z wielką cierpliwością słuchała wszystkich wykładów, gotowa do dyskusji, wykorzystywała te rzadkie szanse konfrontacji z wolną i aktualną myślą filozoficzną (Tamże). Spała w schroniskach, była oszczędna i niezwykle skromna. Dzięki temu stypendium na wyjazd można było podzielić na 2 lub 3 osoby.
W 1970 roku Roman Ingarden „przekroczył Styks”. Dąmbska już wcześniej była przewodniczącą Krakowskiego Polskiego Towarzystwa Filozoficznego. Po jego śmierci przejęła także opiekę nad Sekcją Estetyczną. W 1972 roku została członkinią Komisji Nauk Filozoficznych PAN w Krakowie, co było w pewnym sensie wyróżnieniem. W 1974 roku otrzymała amerykańskie stypendium, dzięki któremu mogła pojechać do Dubrownika, Aten i Paryża. Wiosną tego samego roku listonosz przyniósł jej zawiadomienie o przeniesieniu na stanowisko profesora zwyczajnego. Jednak już od miesięcy otrzymywała zawiadomienia o konieczności przejścia na emeryturę. Miała skończone 70 lat.
W 1974 roku uczniowie i przyjaciele zorganizowali Dąmbskiej jubileusz. W swojej przemowie filozofka złożyła podziękowania wszystkim uczonym, których spotkała na swojej drodze. Pamiętała też o swoich uczniach. Po raz kolejny podkreślała, że wybór ścieżki filozoficznej wymaga „bezinteresownego umiłowania prawdy, rzetelności, myślenia, wierności i odwagi” (Tamże). W pewnym sensie ważniejsze jest, by filozofować, niż po prostu żyć. Mimo że polityczne czynniki zdecydowały, by po raz kolejny odesłać Dąmbską do lamusa, ona sama nie czekała na emeryturę z radością. Chciała nadal pracować. W 1975 roku z Londynu otrzymała Krzyż Armii Krajowej. Było to odznaczenie, które ceniła najbardziej.
W 1976 roku miała miejsce ostatnia potyczka z Adamem Schaffem. Były dyrektor IFiS PAN, jakby zapominając o wszystkich krzywdach, które wyrządził Dąmbskiej, zaprosił ją do badań nad… marksizmem. Nie mógł dostać innej odpowiedzi niż ta: „teoria nauki bowiem, jak każda nauka, winna być w moim przekonaniu uprawiana niezależnie, nie zaś służebnie w stosunku do z góry określonej ideologii. Zresztą Pan Profesor zna nie od dziś moje stanowisko” (Tamże).
Filozofka miała skomplikowany stosunek do wiary. Z jednej strony nie wierzyła, że istnieje życie wieczne po śmierci. Z drugiej strony nie wykluczała dogmatycznie tej opcji. Na pewno przygnębiało ją przemijanie, to, że w każdym „teraz” zawiera się unicestwianie życia. Była przekonana o potrzebie kształcenia etycznego już na poziomie szkoły średniej. Znała osobiście Karola Wojtyłę. Była recenzentką magisterium i habilitacji ks. Józefa Tischnera. W wyborze Polaka na papieża widziała znak czasu i nadzieję. Z ruchem społecznym „Solidarność” także sympatyzowała. Do swojej śmierci korespondowała z papieżem.
Pani Profesor napisała około 300 prac, w tym 11 książek, ponad 100 większych artykułów i rozpraw. Znana była także z kilkunastu przekładów dzieł Witwickiego, Leibniza, Kartezjusza, Teofrasta, Twardowskiego, Sekstusa Empiryka, Tatarkiewicza, Minkowskiego. Współpracując z Biblioteką Polską w Paryżu przygotowała ponad półtora tysiąca not bibliograficznych dotyczących polskich prac filozoficznych. Mimo kilkakrotnego zakazu nauczania, miała swoje grono uczniów. Należeli do nich: Władysław Cichoń, Zbigniew Herbert, Jerzy Perzanowski, Władysław Stróżewski, Adam Węgrzecki, Jan Vetulani, Jan Woleński, Leopold Zgoda, Zbigniew Zwinogrodzki.
Izydora Dąmbska przekroczyła Styks w trakcie drugiej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, 18 czerwca 1983 roku. Pochowano ją w grobowcu rodzinnym w Rudnej Wielkiej. Choć jak sama mówiła, „nie miała daru pojmowania Chrystusa w wersji dogmatycznej Kościoła” (Tamże), niewątpliwie była osobą wierzącą. Wierzyła w prawdę, naukę i miłość do drugiego człowieka.
Wróć