
Procentowy udział nakładów na naukę w całości wydatków budżetowych. Źródło: Dąbrowa-Szefler M., System nauki i szkolnictwa wyższego. Funkcjonowanie i elementy zarządzania. Warszawa: Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego, 2003
System polskiej nauki wciąż funkcjonuje w logice zarządzania kryzysem, a nie rozwoju, zaś ramy dzisiejszego myślenia o nauce, jakości i reformach nadal wyznaczają polityka oszczędności i terapia szokowa lat dziewięćdziesiątych – taką tezę stawiają autorzy raportu przygotowanego przez Pracownię Komunikacji Naukowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W centrum swoich analiz dr Jakub Krzeski, Olga Łojewska i dr hab. Krystian Szadkowski postawili pojęcie doskonałości naukowej. Nie mają wątpliwości, że to ona organizuje dzisiejszą naukę, określa, co w danym momencie uznaje się za wartościowe, a co za marginalne. Tworzy wspólny język dla naukowców, urzędników i polityków, którzy – występując w imię troski o jakość – ustanawiają jednocześnie produktywność jako podstawową miarę wartości nauki.
Pojęcie kluczowe dla wdrożonych w ostatnich latach, ale także dopiero projektowanych reform sprowadza się do tego, co mierzalne, a więc liczby publikacji, cytowań, grantów czy miejsc w rankingach. „Współczesny dyskurs doskonałości nie tylko legitymizuje reformy i porządkuje język nauki, ale również stabilizuje układ sił w systemie – utrwala istniejące hierarchie, wzmacnia zależność od globalnych centrów wiedzy i przenosi ciężar odpowiedzialności za niedostatki systemu na samych badaczy. W ten sposób doskonałość pełni funkcję dyscyplinującą: wymusza nieustanne dostosowanie do zewnętrznych wzorców, jednocześnie utrudniając refleksję nad alternatywnymi modelami rozwoju” – piszą autorzy raportu.

Publikacje w Web of Science (1990-1999) a procent całości. Źródło: Web of Science
Chcąc pojęcie doskonałości ubrać w definiujące je kryteria, odwołują się do dyskusji z lat 2016–2018, tuż przed wejściem w życie tzw. ustawy Gowina. Właśnie wtedy naznaczono przyszłą Konstytucję dla Nauki duchem doskonałości. Dokonało się to w trzech wymiarach: produkcji wiedzy, instytucjonalnej organizacji nauki oraz sposobie finansowania. W tym pierwszym chodziło o komunikowanie badań w prestiżowych czasopismach o zasięgu międzynarodowym. W odniesieniu do drugiego wymiaru doskonałość stała się mechanizmem silnie różnicującym. Nie wszyscy naukowcy są przecież doskonali, a jak zagospodarować tych, którzy zasługują na takie miano? Można pozwolić, by byli rozbitkami na „wyspach doskonałości” albo skoncentrować w inicjatywach typu IDUB czy centrach doskonałości naukowej. Wreszcie, trzeci wymiar – finansowy. Doskonałość przecież kosztuje, najlepszym trzeba zapewnić realne warunki uczestnictwa w międzynarodowej konkurencji. Jak czytamy w raporcie, obietnica finansowania pojawia się jednak dopiero w momencie realizacji doskonałości, a nie jako jej warunek wstępny. „Innymi słowy, to nauka ma najpierw udowodnić swoją doskonałość, by zasłużyć na większe środki, zamiast otrzymać je po to, by tę doskonałość rozwijać” – piszą twórcy analizy.
Na ilustrację tego paradoksu wybrali budżet Narodowego Centrum Nauki. Od 2018 roku, czyli momentu, gdy – ich zdaniem – pojęcie doskonałości naukowej osiągnęło największą wagę w dyskursie publicznym, budżet największej w Polsce agencji finansującej badania podstawowe i mającej w zamierzeniach realizować politykę doskonałości naukowej – określanej przez Jarosława Gowina mianem „polskiej racji stanu” – zaczął realnie topnieć. Nie mogąc nadążyć za inflacją, rósł w zasadzie tylko na papierze. Zarazem średni wskaźnik sukcesu w konkursie OPUS od 2017 roku obniżył się z 22,98% do rekordowo niskich 12,55% w 2022 roku, co sprawia, że doskonałościowe finansowanie nie jest dostępne nawet dla najlepszych projektów i badaczy. „Instytucja, która miała realizować politykę doskonałości naukowej, w praktyce stała się zakładnikiem logiki, którą sama miała urzeczywistniać” – komentują badacze. I dodają: „Trudno o dobitniejszą ilustrację faktu, że proliferacja dyskursu doskonałości naukowej jednocześnie rozmija się z materialnymi warunkami jej realizacji”.
Zaznaczają jednocześnie, i to jest clou ich badań, że problemy te, jak i narzędzia do ich rozwiązania, nie są nowe. „Równanie do »najlepszych« i realizacja tego zadania pod sztandarem doskonałości naukowej w warunkach trwałego niedofinansowania sektora już raz znalazły się w centrum wysiłku modernizacji polskiej nauki i społeczeństwa” – przypominają, wskazując lata dziewięćdziesiąte, kiedy nauka została włączona w logikę terapii szokowej: gwałtownej prywatyzacji, liberalizacji, urynkowienia oraz cięcia publicznych wydatków, które zdefiniowały ramy myślenia o państwie, gospodarce i wiedzy na kolejne dekady. Konsekwencje tej terapii – zdaniem badaczy z UAM – odczuwamy do dziś.
W ich ocenie, kluczową rolę odegrał Komitet Badań Naukowych, który – chcąc przebudować system na wzór i podobieństwo nauki zachodniej – połączył finansowanie z ewaluacją i wprowadził do polskiej nauki darwinowską logikę selekcji. KBN stał się tym samym poligonem wdrażania idei doskonałości naukowej: to tam ukształtowały się pierwsze procedury ewaluacyjne, systemy punktowe i próby parametryzacji. Wszystkie te mechanizmy miały wspólny cel: uzasadnić, że niedobór środków może być racjonalny, jeśli te wątłe środki rozdzielane są w imię jakości. Jak wskazano w opracowaniu, filozofią pierwszego kierownictwa KBN (przewodniczącym nowego organu został w 1991 roku Witold Karczewski) było wspieranie najlepszych kosztem słabych. Kryterium jakości badań, niezależnie czy prowadzonych w uczelniach, Polskiej Akademii Nauk, czy w instytutach badawczo-rozwojowych, stało się kluczem do przebudowy i scalenia całego systemu. Nie przewidziano jednego – drastycznego spadku publicznego finansowania (zredukowane o 37% przez całą dekadę nie podnosi się powyżej poziomu z 1991 roku). To w połączeniu z niskim politycznym znaczeniem sfery nauki musiało zwiastować nadchodzącą katastrofę. „W konsekwencji idealistyczna wizja wspólnoty działającej »dla dobra doskonałej nauki« zderzyła się z realiami zaciekłej rywalizacji o bardzo ograniczone i niewystarczające zasoby” – diagnozuje raport.
Jego autorzy przywołują znamienną wypowiedź Jana Frąckowiaka, sekretarza KBN: „Generalną zasadą, jaką będziemy się kierować, jest utrzymanie konkurencyjnego podejścia do finansowania badań naukowych i od tego nie zamierzamy odchodzić. Przy tak małej kwocie budżetowej konkurencja będzie ostra, a stawiamy sobie zadanie, aby przetrwały najlepsze zespoły i najlepsze placówki naukowe”. Język ten, wzięty wprost z koncepcji darwinizmu społecznego, właśnie wtedy na stałe wszedł do naukowego imaginarium. Wówczas tłumaczono nim transformacyjne boleści. „Polska zastosowała raczej ciężkie »Darwinowskie« podejście, dając (już w 1991 roku) niemal nic albo bardzo mało środków budżetowych miernym »badawczym Lewiatanom«, oraz ponad 60% wszystkich dostępnych środków – mniej więcej 30% instytucji badawczych znajdujących się na szczycie listy rankingowej (stworzonej w trybie peer-review przez samych naukowców)” – to jeszcze raz sekretarz KBN.
Kryzys finansów państwa i ograniczanie środków na sektor nauki nie były w stanie zmienić raz obranego kursu reformy. Jak podkreślają autorzy opracowania, zmienił się jedynie dyskurs doskonałości – z ofensywnego został zepchnięty do defensywy. Środowisko akademickie szukając sposobów na lepsze finansowanie, zaczęło wykorzystywać system grantowy, w efekcie czego niektóre panele notowały 50-proc. wskaźnik sukcesu. Mechanizmy konkurencji, opisują autorzy raportu, uruchomione jako narzędzie modernizacji, w praktyce prowadziły do partykularyzacji i gry interesów. „Wprowadzenie finansowania opartego na wynikach oraz założenie malejącego udziału finansowania podmiotowego na rzecz grantów (…) wyznaczyło wstępnie miejsce ucierającemu się dyskursowi doskonałości naukowej w procesie terapii szokowej (…) Wytworzone w ten sposób mechanizmy finansowania, kategoryzacja jednostek naukowych i przyjmowane kryteria oceny stały się już nie tylko retoryką towarzyszącą reformie, ale trwałą infrastrukturą systemu” – piszą naukowcy z UAM.

Liczba publikacji na 1 mln USD budżetu nauki (1991–1999). Źródła: Web of Science; ustawy budżetowe; NBP
To wszystko nie obyło się bez środowiskowego oporu. Najwyraźniej swój sprzeciw wyrażali przedstawiciele Polskiej Akademii Nauk. Dominowała argumentacja podkreślająca sprzeczną z duchem nowych czasów monopolizację dystrybucji środków na badania przez KBN. Głębokie rozczarowanie wyrażał też Instytut Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego PAN, w którym zagrożonych zwolnieniem było 40% pracowników: „Nie apelujemy o ratowanie całej nauki polskiej, ale o to, by utrzymać te jej dziedziny, które ten światowy poziom osiągnęły” – postulowano, wpisując się w darwinowską koncepcję przetrwania. Ten przykład pokazuje, że nawet najwyższa kategoria A oznaczała w praktyce drastyczny spadek realnego finansowania. Wszelkie listy, oświadczenia czy apele – podobnie jak dziś – nie odmieniły jednak losu nauki w Polsce.
Badacze z UAM zwracają uwagę, że w kolejnych latach doskonałość przestała być narzędziem brutalnej selekcji. Cóż z tego, skoro stała się racjonalnym sposobem radzenia sobie z biedą: „nauka polska jest biedna, nie stać jej na bylejakość”, jak mawiał drugi przewodniczący KBN, Aleksander Łuczak. W tamtym czasie dzieje się coś równie istotnego, niedostatek środków wymusza jeszcze większe przywiązanie do „obiektywnych” kryteriów jakości, a naukowcy i instytucje, pozbawieni realnych alternatyw, zaczynają internalizować tę logikę jako jedyny możliwy sposób przetrwania. Parametryczny system oceny staje się więc w miarę tanim narzędziem wymuszania bezkosztowych wzrostów efektywności w skrajnie niedofinansowanym systemie – jasno stawiają sprawę autorzy raportu.
Ówczesne sprzęgnięcie doskonałości z oszczędnością miało niebagatelne znaczenie dla dzisiejszego języka „konkurencyjności”, „innowacyjności” czy „parametryzacji” – jest to kontynuacja logiki wypracowanej w epoce, gdy niedobór został zracjonalizowany jako strażnik jakości, a polityka rozwoju ostatecznie ustąpiła miejsca polityce selekcji i kontroli. Działania te wygenerowały politykę przetrwania, którą dziś obserwować można w całej okazałości. Tym sposobem doskonałość naukowa przestała być ideą rozwoju, a stała się językiem adaptacji do biedy: moralną i administracyjną technologią, która pozwalała utrzymać spójność systemu w stanie permanentnego kryzysu – uważają autorzy raportu. I dodają: modernizacja nauki miała być „beznakładowa”, osiągana poprzez zmianę zachowań badaczy i redystrybucję prestiżu, a nie przez inwestycje w badaczy i prowadzone przez nich zespoły czy wzmocnienie instytucji. W efekcie system coraz częściej koncentruje się na zapewnianiu zgodności z algorytmem. Jedną z konsekwencji takiego stanu rzeczy jest utrwalanie peryferyjnego charakteru polskiej nauki. Inną – przechylenie wagi na stronę aktywności sprawozdawczej i publikacyjnej, traktowanej jako miernik produktywności. Skutkuje to m.in. przybierającym na sile zjawiskiem tzw. papierni.
Co zatem należy uczynić? W raporcie zarekomendowano trzy zasadnicze kierunki działania: konieczność zwiększenia finansowania nauki przed wprowadzeniem kolejnych reform; potrzebę odejścia od taniej, ilościowej ewaluacji na rzecz jakościowej oceny społecznej wartości badań; powiązanie polityki naukowej z długofalowymi priorytetami rozwojowymi państwa. „Jeżeli ewaluacja ma pełnić funkcję narzędzia polityki naukowej, a nie jedynie taniego mechanizmu alokacji środków, wymaga odpowiednich zasobów finansowych i organizacyjnych. Dotychczasowa coraz silniejsza ewolucja systemu ewaluacji w stronę wskaźników ilościowych okazała się efektywna kosztowo, ale poznawczo uboga. Nowy system oceny powinien więc łączyć metody ilościowe z jakościową oceną dyscyplin i instytucji, zapewniając przy tym środki na pogłębioną analizę, eksperckie recenzje, a także na opracowywanie praktycznych zaleceń dla ocenianych jednostek. Tylko wtedy ewaluacja stanie się realnym instrumentem polityki naukowej, a nie administracyjnym rytuałem potwierdzającym istniejące hierarchie” – podsumowują twórcy analizy.
Otwiera ona serię trzech opracowań poświęconych konsekwencjom transformacji dla współczesnego szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce. Kolejne części dotyczyć będą przemian życia studenckiego i zapomnianych form oporu wobec reform.
MK
(na podstawie raportu Narodziny dyskursu doskonałości naukowej z ducha terapii szokowej)
Wróć