logo
FA 10/2025 co z tą polonistyką?

Andrzej Skrendo

Co poszło nie tak?

Co poszło nie tak? 1

Rys. Sławomir Makal

Zrobiono nic lub prawie nic, aby zapewnić szersze instytucjonalne wsparcie dla nowej dyscypliny. Polonistyka podzieliła los całej humanistyki, której w ramach neoliberalnej ekonomii zarządzania nauką nie opłaca się utrzymywać, choć wypada tolerować.

Wydawać by się mogło, że istnienie dyscypliny naukowej o nazwie polonistyka jest rzeczą oczywistą. Badanie ojczystej literatury i języka powinno być finansowane przez państwo w ramach systemu organizacji nauki. Na uniwersytetach powinny istnieć osobne jednostki prowadzące takie badania. Naukowców uprawiających tę dyscyplinę powinno być wielu. Tymczasem wcale tak nie jest, a to, co wydawało się oczywiste, okazuje się zagadką.

Być może zresztą należałoby sprawę polonistyki postawić zupełnie inaczej i zapytać, jak to się stało, że dyscyplinę o nazwie polonistyka powołano dopiero w roku 2022? Z jakiego powodu na wielu uniwersytetach nie skorzystano z szansy stworzenia takiej dyscypliny? Dlaczego tak niewielu badaczy zajmujących się literaturą i językiem polskim zdecydowało się na złożenie deklaracji, że chce uprawiać polonistykę jako macierzysty obszar badawczy? Tu wyznanie. Wśród tych, którzy się nie zdecydowali, byłem ja sam. Co więcej, jako prorektor ds. nauki po wielu analizach nie poparłem pomysłu powstania polonistyki na Uniwersytecie Szczecińskim. Rychło okazało się, że nie była to wcale decyzja kontrowersyjna.

Jednym z powodów swego rodzaju porażki, jaką okazała się polonistyka, jest historia instytucjonalna polskich uczelni. Przypomnijmy: przez lata ocenie podlegały jednostki naukowe (wydziały), a nie dyscypliny. Badacze zajmujący się literaturą i językiem dzielili się wedle podziału: filologia narodowa / filologie innych narodów. Odróżnienie na literaturoznawców i językoznawców miało mniejsze znaczenie. Najważniejsze było to, czy jesteś polonistą, czy na przykład germanistą, bo na ogół istniały też dwa odrębne instytuty: jeden polonistyki, drugi germanistyki. Jednak ten podział został odrzucony w wyniku tzw. reformy Gowina: kluczowy stał się odtąd podział na literaturoznawstwo i językoznawstwo. W związku z tym na Uniwersytecie Szczecińskim dokonano reformy, tak żeby ewaluowana dyscyplina była wyznacznikiem struktury organizacyjnej i aby sprawniej zarządzać procesem ewaluacji. W nowo powołanym instytucie literaturoznawstwa zgromadzili się badacze, którzy wcześniej znali się bardzo słabo, bo pracowali w sześciu innych instytutach; podobnie było w instytucie językoznawstwa. Powołanie polonistyki w takiej sytuacji instytucjonalnej okazało się swego rodzaju błędem kategorialnym: w ramach nowego podziału na literaturoznawców i językoznawców wprowadzono stary podział na polonistów i tych, którzy polonistami nie są. Innymi słowy polonistyka jako dyscyplina nie objęła nowego obszaru, tylko wprowadziła podział już istniejącego. Zaczęliśmy zadawać sobie pytania, czy jesteśmy bardziej polonistami, czy literaturoznawcami lub językoznawcami. Dla większości było to pytanie kłopotliwe, trudne lub wręcz bezsensowne.

Ale na tym nie koniec problemów. Szybko wyszło na jaw, że na wielu uczelniach, nawet tych największych i najbogatszych, wprowadzenie polonistyki osłabia dwie dyscypliny powołane wcześniej na mocy reformy z 2018 roku. W mniejszych i młodszych uczelniach zaczęto obawiać się braku studentów nie tylko na polonistyce, ale także znaczącego osłabienia naborów na literaturoznawstwie i językoznawstwie. W rezultacie okazało się, że nawet na tych uniwersytetach, na których powołano dyscyplinę o nazwie polonistyka, odbyło się to przy umiarkowanym entuzjazmie władz i raczej z intencją ograniczenia zasięgu zmiany, jaką ta dyscyplina wprowadza do struktur uczelni. Słowem, okazało się, że w wielu przypadkach było za późno na wprowadzenie polonistyki.

Wreszcie, szybko zorientowaliśmy się, że powołanie polonistyki jako dyscypliny w polskim systemie nauki to zaledwie gest. Nie było i nie ma żadnych dalszych zmian: w zakresie korekty współczynników kosztochłonności, dowartościowania czasopism polskojęzycznych zajmujących językiem i literaturą polską, stworzenia możliwości grantowych dla nowej i wydawałoby się kluczowej dla tożsamości państwa i kraju dyscypliny naukowej etc. Słowem, zrobiono nic lub prawie nic, aby zapewnić szersze instytucjonalne wsparcie dla nowej dyscypliny. Polonistyka podzieliła los całej humanistyki, której w ramach neoliberalnej ekonomii zarządzania nauką nie opłaca się utrzymywać, choć wypada tolerować.

Można by na koniec zapytać: skoro chcemy bronić Polski przed wojną i agresją ze strony obcego mocarstwa, to w istocie czego chcemy bronić, jeśli nie polskiej kultury, literatury i języka? Co i czy cokolwiek z tego pytania wynika dla statusu polonistyki jako dyscypliny naukowej na polskich uniwersytetach? Jak dotąd, nie tylko nie ma odpowiedzi, ale mało kto pytania te w ogóle słyszy.

Prof. dr hab. Andrzej Skrendo, historyk i teoretyk literatury, prorektor ds. nauki Uniwersytetu Szczecińskiego

Wróć