logo
FA 10/2024 życie akademickie

Marek Misiak

Sam sobie sterem, okrętem i żeglarzem

Sam sobie sterem, okrętem i żeglarzem 1

Rys. Sławomir Makal

Preprinty dają możliwość natychmiastowego udostępnienia wyników badań, bez opóźnień spowodowanych przedłużającymi się procesami recenzyjnymi i redakcyjnymi. Wyniki badań mogą być przekazywane środowisku naukowemu zaraz po ich uzyskaniu, co może mieć znaczenie w wyjątkowo szybko rozwijających się dziedzinach wiedzy, a szczególnie w sytuacjach podbramkowych, takich jak pandemia.

Przedłużający się, czasem wielomiesięczny proces recenzji w czasopismach naukowych wynika najczęściej nie z tego, że recenzenci nie dotrzymują wskazanych terminów dokonania oceny, ale z tego, że coraz trudniej jest w ogóle znaleźć recenzenta do konkretnego tekstu. Nie da się zatem „przyspieszyć procesu recenzji”, gdyż nawet gdyby udało się jakoś zmusić recenzenta do szybszej pracy (redakcja najczęściej nie dysponuje środkami nacisku), to trzeba go najpierw znaleźć, tzn. ktoś musi się zgodzić. Być może niektórym autorom chodzi o to, by redakcja zaczęła oczekiwać od recenzentów łagodniejszych kryteriów oceny, ale nieetyczności takich nacisków (nawet gdyby miały one szansę powodzenia) nie trzeba tu chyba omawiać. Mamy zatem kryzys peer review w pełnej krasie; obecny model coraz mniej się sprawdza, ale nie zaproponowano dotąd żadnego innego, który dałoby się wdrożyć w większości czasopism i który miałby szansę na szerszą akceptację społeczności naukowej.

Jedną z reakcji na wspomniany kryzys jest rozwój formy komunikacji w nauce, jaką są preprinty. Świadomie piszę tu o „komunikacji”, a nie „publikowaniu”, gdyż to drugie określenie w kontekście artykułów, a nie całych książek, wolałbym zarezerwować dla recenzowanych czasopism naukowych (przy książkach naukowych self-publishing lub wydawanie w małych oficynach nie są rzadkie, ale tu recenzja może nastąpić swoją drogą, a o publikację autor dba już sam i jedno nie przeszkadza drugiemu). Nie wchodząc w skomplikowane definicje, w pewnym uproszczeniu można stwierdzić, że preprint to artykuł naukowy dowolnego typu udostępniony publicznie (współcześnie – online), który nie przeszedł jeszcze peer review. To ostatnie może oznaczać zarówno, że a) nie został jeszcze złożony w żadnym czasopiśmie; b) został złożony, ale proces recenzji wciąż trwa; jak i że c) autorzy nie zamierzają w ogóle publikować go w tradycyjny sposób i chcą zaprezentować swoje odkrycia tylko w takiej formie. Nazwa wywodzi się z lat sześćdziesiątych, gdy amerykańskie National Institutes of Health (NIH) rozsyłały kopie nieopublikowanych jeszcze artykułów naukowych z obszaru biologii wśród wybranej grupy badaczy. Eksperymentu z czasem zaniechano, gdyż czasopisma naukowe zaczęły odmawiać druku rozpowszechnionych w ten sposób artykułów (argumentując, że to także forma publikacji), ale nazwa pozostała. Dziś preprinty są rozpowszechniane z reguły poprzez wyspecjalizowane serwisy, takie jak arXiv, Research Square czy Authorea, przyjmujące prace z każdej dziedziny nauki, oraz podmioty bardziej specjalistyczne, np. medRxiv, bioRxiv, chemRxiv itp. Literę X w tych nazwach należy wymawiać jako „ch”, gdyż to nie „iks”, a grecka litera chi.

Serwisy te nie pobierają żadnych opłat za udostępnienie artykułu, a każdy zdeponowany tam materiał otrzymuje identyfikator DOI. Zgłoszone materiały nie są recenzowane, ma jednak miejsce pewna weryfikacja, nazywana czasem moderacją. Nadesłane manuskrypty są sprawdzane przez specjalistów pod kątem kompletności (tabele, ryciny, piśmiennictwo), odpowiednich deklaracji etycznych i zgód, ujawnienia konfliktu interesów, a także wysoce kontrowersyjnych lub pseudonaukowych twierdzeń, choć ta ostatnia kontrola – co pokazują przykłady z wczesnych faz pandemii COVID-19 – bywa jeszcze bardziej pobieżna niż peer review w niektórych czasopismach (tzw. syndrom Sokala). Serwisy preprintowe często zachęcają do udostępniania danych badawczych (data sharing), ale tego nie wymagają. Niedozwolone jest rzecz jasna deponowanie w ten sposób opublikowanych już w czasopismach naukowych artykułów w celu zwiększenia ich zasięgu. Zdeponowany manuskrypt jest udostępniany czytelnikom najczęściej po 2–4 dniach.

Forma pośrednia

Mimo iż pierwszy serwis przeznaczony do udostępniania manuskryptów w takiej formie – arXiv – działa od 1991 roku, preprinty zaczęły zyskiwać na popularności dopiero około dziesięciu lat temu, a szeroka społeczność naukowa, zwłaszcza w obszarze medycyny, zaczęła traktować preprinty poważnie dopiero podczas pandemii, gdy w tej formie rozpowszechniano wiele ważnych, ale i kontrowersyjnych ustaleń i hipotez. Istnieją obszary wiedzy – np. astrofizyka – w których preprinty bywają postrzegane jako istotniejsze od opublikowanych artykułów i to wokół nich często koncentruje się debata, ale w większości gałęzi nauki są one widziane raczej jako forma pośrednia przed właściwą publikacją. Na temat stosunku społeczności naukowej do preprintów istnieje osobna literatura, której nie będę tu omawiał. Istotna jest jedna kwestia: wielu badaczy wciąż się obawia, że redakcje będą traktować rozpowszechnianie manuskryptu w taki sposób jako wcześniejszą publikację (prior publication) i odrzucą artykuł bez recenzji. Zasada, że artykuł zgłaszany do periodyku naukowego nie może być wcześniej nigdzie publikowany (ani w czasopismach naukowych, ani w żadnych innych mediach), to tzw. reguła Ingelfingera, nazwana tak na cześć Franza J. Ingelfingera, redaktora naczelnego „New England Journal of Medicine” w latach 1967–1976, który ogłosił ją w edytorialu w tym piśmie w 1969 roku. Jest ona powszechnie uznawana do dziś, ale współcześnie czasopism naukowych traktujących zdeponowanie preprintu jako jej złamanie jest już niewiele; w tej formie udostępniana jest na tyle znacząca liczba naprawdę ważnych artykułów, że tak ortodoksyjne podejście szkodziłoby też samym czasopismom, które traciłyby szansę na opublikowanie licznych wartościowych manuskryptów. Warto jednak oczywiście – jeśli ktoś chce zdeponować preprint, a następnie zgłosić dany artykuł do czasopisma, względnie robi to równolegle – upewnić się, jaka jest polityka wybranego tytułu w tej kwestii. Niektóre czasopisma narzucają jedno istotne ograniczenie: autorzy mogą udostępnić preprint także po zgłoszeniu artykułu, ale musi on stanowić manuskrypt w formie zgłoszonej lub wcześniejszej, nigdy zmodyfikowanej pod wpływem komentarzy recenzentów. Może się też jednak zdarzyć, że autorzy niezależnie od recenzentów wykryją jakiś problem i wtedy trzeba bezwzględnie skonsultować się z redakcją, czy w preprincie można dokonać zmiany. Serwisy preprintowe zapewniają zazwyczaj dostęp do każdej poprzedniej wersji, więc zmian nie da się dokonać niepostrzeżenie; nie można też cichcem usunąć manuskryptu z takiego serwera. Procedura wygląda wówczas podobnie jak przy wycofaniu (withdrawal) lub retrakcji artykułu z czasopisma naukowego – metadane artykułu (w tym tytuł i dane o autorach) oraz nota o przyczynie wycofania pozostają.

Zalety warte rozważenia

Wielu czytelników mogłoby tu jednak postawić pytanie: Po co właściwie udostępniać publicznie preprinty, skoro i tak nie są równe publikacji w czasopiśmie? Czy nie lepiej poczekać na koniec procesu peer review? To prawda, w dającej się przewidzieć przyszłości, bez względu na to, jak duży nacisk będziemy kładli na otwartą naukę (open science) i otwarty dostęp (open access), preprinty nie zastąpią recenzowanych artykułów ani nie zrównają się z nimi w prestiżu. Mają jednak zalety, które dla niektórych badaczy mogą być warte rozważenia.

Preprinty dają możliwość natychmiastowego udostępnienia wyników badań, bez opóźnień spowodowanych przedłużającymi się procesami recenzyjnymi i redakcyjnymi. Wyniki badań mogą być przekazywane środowisku naukowemu zaraz po ich uzyskaniu, co może mieć znaczenie w wyjątkowo szybko rozwijających się dziedzinach wiedzy, a szczególnie w sytuacjach podbramkowych, takich jak pandemia. Może to się niektórym czytelnikom wydać naiwne, ale istnieją badacze, dla których w pewnych sytuacjach rozwój wiedzy czy bezpieczeństwo ludzkości mogą być ważniejsze niż indywidualna kariera. Preprint umożliwia prezentację nowych ustaleń lub propozycji w pierwszej kolejności naukowcom; media ogólne, szukając przede wszystkim atrakcyjności, mogą coś świadomie lub nieświadomie zniekształcić, a na pewno zrobią to ich odbiorcy. Umieszczony na serwerze preprintów manuskrypt można następnie promować poprzez media społecznościowe i fora, rozsyłać e-mailem etc. Dziennikarze też dowiedzą się o ważnym preprincie, ale jest szansa, że zanim tak się stanie, inni badacze zdołają wychwycić ewentualne błędy lub przynajmniej sformułować wątpliwości. Nawet jeśli przedstawione wyniki nie zostały jeszcze potwierdzone, idea przedstawiona w manuskrypcie może zainspirować innych badaczy, gdy szybkie opracowanie np. szczepionek jest kluczowe. Preprinty dają również możliwość przedstawienia negatywnych wyników (negative results) lub rezultatów budzących wątpliwości i kontrowersje, które mogłyby zostać uznane przez recenzentów za nienadające się do publikacji w zwykłym czasopiśmie. Negatywne wyniki bywają ważne dla rozwoju danej dziedziny, ponieważ mogą dowodzić (lub przynajmniej sugerować), że określone podejście lub metoda nie dostarczają istotnych informacji, zatem inni badacze mogą zrezygnować z danego kierunku badań i zaoszczędzić czas i pieniądze na inne pomysły.

Dwuznaczna jest sytuacja preprintów w kontekście oryginalności badań. Z jednej strony słuszne są obawy o możliwości podkradania pomysłów czy nawet całej metodologii (scooping) – w literaturze naukowej na temat preprintów nie ma informacji o takich sytuacjach, ale historia nauki w ogólności zna liczne przypadki takich zachowań (po prostu jak dotąd nie zanotowano, by dla rabusia źródłem wiedzy był manuskrypt tak udostępniony), więc obaw takich nie wolno lekceważyć. Ryzyko celowego plagiatu jest niskie, ponieważ manuskrypty zdeponowane na najpopularniejszych serwerach preprintów są przeszukiwane przez usługi antyplagiatowe (np. iThenticate), podobnie jak opublikowane prace. Z drugiej strony jednak każdy preprint ma wyraźnie widoczną datę zdeponowania w danym serwisie, której nie sposób zmienić; w ten sposób badacz lub cały zespół mogą potem udowadniać swoje pierwszeństwo co do danego odkrycia, zastosowania danego podejścia lub sformułowania danej hipotezy. Niektórzy badacze mogą również zdecydować się na preprint, aby przetestować reakcję kolegów po fachu na konkretną koncepcję, bez zamiaru przesyłania manuskryptu do jakiegokolwiek czasopisma.

Nie ma gwarancji solidności

Najpopularniejsze serwery preprintów to niekomercyjne serwisy o otwartym dostępie, jedynym warunkiem wstępnym jest dostęp do Internetu. Badacze i inni specjaliści (np. lekarze) z uboższych krajów mogą udostępniać własne preprinty i komentować cudze, nawet bez żadnego wsparcia instytucjonalnego. Preprinty mogą być także postrzegane jako specyficzny model self-publishingu i self-archivingu, w którym autorzy prezentują swoją pracę publicznie, zachowując przy tym pełną kontrolę nad treścią i pełne prawa autorskie.

Największe obawy związane są z tą cechą preprintów, która stanowi ich największą zaletę: nie są one recenzowane. Dzięki temu mogą być rozpowszechniane od razu, ale w tym momencie nie ma gwarancji co do ich naukowej solidności (a dziennikarze mogą się na nie powoływać w przekonaniu, że to sprawdzona wiedza). Artykuł naukowy, którego lista piśmiennictwa zawiera wiele preprintów, może być traktowany przez recenzentów jako mniej wiarygodny. Serwery preprintów nie monitorują też, czy zdeponowane manuskrypty są potem publikowane, dlatego obowiązkiem autorów jest uzupełnienie preprintu po opublikowaniu pracy o notatkę o takiej publikacji i DOI opublikowanej wersji, przy czym to ta ostatnia (a nie preprint) jest uważana za wersję ostateczną (version of record). Jednak wielu autorów zaniedbuje ten obowiązek, pozostawiając preprint w niezmienionej formie. Często inni badacze powołują się na preprinty, nieświadomi, że nierzadko znacznie zmieniona wersja cytowanego artykułu została już opublikowana. Skutkuje to też „rozcieńczeniem cytowań” (citation dillution), gdy raz cytowany jest opublikowany artykuł, a raz preprint, a bazy cytowań nie są w stanie automatycznie ich powiązać.

Nawet termin „preprint” jest podatny na wprowadzanie w błąd mniej doświadczonych dziennikarzy i badaczy, ponieważ może być mylony z publikacją w trybie ahead of print – recenzowanym artykułem bez paginacji, udostępnianym online przed ukazaniem się w konkretnym numerze danego czasopisma (czasami z wielomiesięcznym wyprzedzeniem), ale stanowiącym pełnoprawną publikację. Dlatego też niekiedy sugeruje się zastąpienie określenia „preprint” innym, bardziej jednoznacznym, najczęściej spotykane propozycje to unrefereed manuscript i unreviewed manuscript (obie znaczą mniej więcej tyle, co „nierecenzowany manuskrypt”). Najpopularniejsze serwery preprintów umieszczają zastrzeżenie na pierwszej stronie każdego zdeponowanego manuskryptu, aby zminimalizować ryzyko pomylenia go z recenzowanym artykułem, np. Research Square używa formuły: „This is a preprint; it has not been peer-reviewed by a journal”.

Opisuję tu pokrótce taką metodę udostępniania niezrecenzowanych jeszcze manuskryptów, aby wskazać jakąkolwiek alternatywę badaczom oczekującym, że przyspieszę proces peer review. To poza moimi możliwościami, ale zawsze mogę podzielić się wiedzą, nawet jeśli jest to wiedza jedynie o półśrodkach.

Wróć