Leszek Szaruga

Źródło: Freepik
Może nie wszyscy pamiętają, lecz „za Gierka” pojawiło się tytułowe hasełko mające nie tylko działać „ku pokrzepieniu serc”, lecz także spowodować docenienie dorobku naszych rodaków we wszelkich możliwych dziedzinach. Później, stosunkowo niedawno temu, miał nasz kraj i jego mieszkańców rozsławiać jacht reklamujący Polskę. Wszystko to były działania dość – że to delikatnie określę – przaśne, jakieś badziewie informacyjne.
Tymczasem od dłuższego już czasu z zainteresowaniem śledzę, ze względu na młodzieńcze, lecz poważne fascynacje naukami ścisłymi, w tej chwili będące już tylko wyrazem nostalgii humanisty, wpisy na Facebooku dokonywane przez Macieja Kaweckiego, który dziś, 7 września 2024 roku, przy okazji donosu o kolejnym sukcesie młodego polskiego naukowca, napisał: „Przygotowując (…) reportaż naukowy, który z całego serca POLECAM, skierowałem zapytania do zagranicznych naukowców, który naukowiec na świecie powinien w nim wystąpić. Większość w katalogu nazwisk wskazała również Polaków i każdy z nich wystąpił, obok wybitnych nazwisk z USA i Wielkiej Brytanii. To pokazuje, jaką markę zaczyna mieć nasz kraj na arenie międzynarodowej, jeśli chodzi o nasz potencjał intelektualny. Odezwałem się parę dni temu do jednej z największych agencji kreatywnych w USA, by wsparła nas w zakładaniu kanału na YT w USA, który promowałby naszą naukę. Rok temu nikt mi nawet nie odpisywał. Tym razem odpisali po kilku dniach, odsłuchali tłumaczone przez nas rozmowy z polskimi naukowcami i powiedzieli, że w to wchodzą. To wszystko pokazuje, że naprawdę mamy wybitny czas. Biegnijmy w tym kierunku. Idźmy w to”.
Nie mam dość czasu, by stale obserwować działalność pana Kaweckiego, lecz sądzę, iż naprawdę niewielu mamy u nas publicystów równie systematycznie i kompetentnie komentujących osiągnięcia polskich matematyków czy fizyków (ale nie tylko), w szczególności młodych (ale nie tylko). Natomiast sądząc na podstawie relacji autora – nie przypuszczam by były specjalnie preparowane pod publikę – mam prawo domniemywać, że młoda (ale nie tylko) kadra polskich uczonych, nawet na poziomie młodzików, ma osiągnięcia wybitne i uzasadniające projekty jej poważnego wsparcia finansowego. Nie od dziś piszę, że pieniądze przeznaczane na naukę to nie żadne nieokreślone „wydatki”, lecz bardzo poważne inwestycje, które zwrócą się z potężną nawiązką, tyle że nie w perspektywie roku, kadencji parlamentarnej czy dekady, lecz czasem nawet po dłuższym czasie, ale za to w sposób odczuwalny. Nigdy, nawet wtedy gdy przeprowadzane eksperymenty kończą się niepowodzeniem, zainwestowane w nie środki nie są bez znaczenia dla nauki, tyle że stanowią ważną dla niej weryfikację teoretycznych założeń. To się naprawdę opłaca, choć laikom wydaje się to wyrzucaniem pieniędzy.
Oczywiście z doraźnej perspektywy takie „trwonienie pieniędzy” na dla wielu abstrakcyjne rozważania teoretyczne czy na rzeczywiście bardzo kosztowne eksperymenty w kosmosie oznacza zabieranie funduszy na walkę z głodem czy wspomaganie osób z niepełnosprawnościami. Sam, gdy wyobrażam sobie – a naprawdę trudno to sobie wyobrazić – sumy, jakie pochłaniają na całym świecie zbrojenia, popadam w rozpacz. Kosztująca milion rakieta rozwalająca blok mieszkalny i przy okazji zabijająca wiele osób, czyli generująca kolejne koszty związane ze zniszczeniami, to jakiś koszmar. Ale ta sama rakieta powodująca podobne zniszczenia służy ocalaniu demokracji, czyli tego kruchego systemu, który, jak dotąd, wydaje się najbardziej funkcjonalnym i twórczym urządzaniem ładu społecznego. I nie przypadkiem laureat literackiej nagrody Nobla, Winston Churchill, określił ten system jako pełen wad, niemniej najlepszy z tych, jakie ludzkość stworzyła.
Nie jest też przypadkiem, że mimo wszystkie wady naszego szkolnictwa po roku 1989, mamy w ostatnich latach taki olbrzymi wysyp sukcesów młodych, w tym właśnie czasie wykształconych naukowców. W słusznie minionym ustroju talentów nam przecież również nie brakowało, lecz rzadko można było usłyszeć o ich liczących się w świecie dokonaniach, gdy jednocześnie rodacy za granicą zyskiwali możliwości naukowej samorealizacji, jak to było chociażby w przypadku profesora Aleksandra Wolszczana, który w wieku 46 lat odkrył jako pierwszy planety spoza Układu Słonecznego.
Imponuje mi ekspresja Kaweckiego, którego teksty winny być wyzwaniem dla popularyzatorów nauki w Polsce. Przed kilkoma dniami napisał: „Gratulacje! Polski uczeń zajął, Drodzy Państwo, drugie miejsce na świecie w Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej, której finał właśnie skończył się w Egipcie! To największe polskie wyróżnienie informatyczne od 2007 roku, gdy z tej olimpiady 1. miejsce przywiózł Tomasz Kulczyński. Po uwzględnieniu korekt Adam Gąsienica–Samek awansował z trzeciej na drugą pozycję na świecie, a pokonał go wyłącznie słynny geniusz z Chin K. Zhou. Polska jest również jedynym europejskim krajem w TOP 5, a polska drużyna od kilkunastu lat nie była aż tak wysoko w tej olimpiadzie. Adam zajął również dwa lata pod rząd w 2023 i 2024 roku pierwsze miejsce w Bałtyckiej Olimpiadzie Informatycznej”.
Wróć