logo
FA 10/2024 z laboratoriów

Tytus Jaskułowski

Minister, Warszawa i szpieg

O zapomnianej wizycie z 1988 r.


Minister, Warszawa i szpieg 1

Hans-Dietrich Genscher w Erfurcie, 28 lutego 1990 Fot. Heinz Hirndorf. Źródło: Wikimedia Commons

Neutralizacja PRL oznaczała dbanie o jej izolację w grupie państw ówczesnego Układu Warszawskiego, z jedoczesnym cierpliwym budowaniem jej przekonania o tym, iż jedynie RFN może być partnerem PRL na Zachodzie, a partnerstwo to będzie miało swoją cenę. W tym celu należało utrzymywać w Polsce kontakty, zarówno te oficjalne, jak i te z przedstawicielami opozycji.

Nie ma chyba w historii stosunków międzynarodowych bardziej finezyjnej obłudy niż ta prezentowana w komunikatach dyplomatycznych. Zawsze elegancko sformułowana, pełna nic nieznaczących formuł. Odporna na rewolucje i przełomy polityczne. Typowym wizytom oficjalnym, dokumentowanym niegdyś w prasie, a obecnie w mediach społecznościowych, towarzyszą od lat oświadczenia o równie typowym przełomie względnie nowym otwarciu we wzajemnych relacjach. Publikowane komunikaty prześcigają się w górnolotnych hasłach o tym, iż rozmowy „prowadzono w otwartej, bezpośredniej atmosferze, z wolą dostarczenia procesowi normalizacji stosunków nowych impulsów”. Dopiero dekady później badacze otrzymujący dostęp do zastrzeżonych do tej pory zbiorów archiwalnych pozwalali sobie na złośliwe stwierdzenia o tym, iż gdy „negocjatorzy wyrażają się o drugiej stronie stołu wyłącznie pozytywnie, nie znajduje to później odzwierciedlenia w zachowanych dokumentach”.

Przytoczone cytaty nie są przypadkowe. Pierwszy pochodził z oficjalnego dziennika PZPR, „Trybuny Ludu”, z 15 stycznia 1988 r. W dość karykaturalny sposób opisywał on efekty zakończonej dwa dni wcześniej wizyty w Warszawie ówczesnego ministra spraw zagranicznych RFN, Hansa-Dietricha Genschera. Drugi zaś sformułował w jednej z publikacji nieżyjący już niestety prof. Włodzimierz Borodziej. Komentował nie tylko rozdźwięk pomiędzy niewątpliwie szlachetnymi głosami optującymi za polsko-niemieckim pojednaniem a inną niż medialna rzeczywistością relacji dwustronnych. Jej mniej finezyjne aspekty dostrzegane są niestety dopiero wtedy, gdy tajne służby albo ministerstwa spraw zagranicznych zgodzą się na ujawnienie własnej dokumentacji. Profesor apelował zarazem, aby powstała w końcu „solidna monografia” poświęcona relacjom PRL/RP i RFN z przełomu lat 1989-1991.

Czy omawiana publikacja, a więc studium ostatniej wizyty Genschera w PRL, analizowanej przez pryzmat działań polskich tajnych służb, wpisuje się we wspomniany postulat? I tak, i nie. Tak, bowiem nowe, dostępne dla badaczy akta pozwalają na krytyczne oceny narracji o charakterze kontaktów dwustronnych Polski i Niemiec nie tylko przed 1989 r. Osoby za nie odpowiedzialne, niezależnie od publicznych deklaracji, rozliczane są wszak nie z tworzenia, trudnego skądinąd do zdefiniowania, pojednania, ale z ochrony interesów własnego państwa. Służby specjalne zaś, z zasady ignorujące wszelkie normy prawne, były kluczowym elementem tej ochrony, mogącym dostarczać decydentom np. ukradzione przez siebie tajne dokumenty państw trzecich. A ich treść w niepodważalny sposób udowadniała, iż w stosunkach międzynarodowych nie istnieje empatia albo życzliwość wobec partnera. I właśnie to, jak w styczniu 1988 r. polski wywiad i kontrwywiad podchodził do sygnalizowanej wizyty, co o niej wiedział i co mówił o niej kierownictwu politycznemu, stało się podstawowym pytaniem, na które starałem się znaleźć odpowiedź w prezentowanej książce.

Czemu zaś postulat profesora nie mógł być spełniony? Kluczowa w tym zakresie stała się chronologia. Genscher przebywał w Warszawie na początku 1988 r. Tymczasem dopiero rok 1989 uważa się za początek przełomu w relacjach PRL i RFN, niezależnie od rozmaitych ocen jego symbolicznego rozpoczęcia, tj. uczestnictwa ówczesnych szefów rządów, premiera Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Helmuta Kohla we mszy świętej w Krzyżowej w listopadzie 1989 r. Chronologia interesująca profesora Borodzieja nie jest więc przedmiotem dociekań autora. Ponadto, co próbuję udowodnić w książce, fakt, iż do jakiegokolwiek przełomu nie dojdzie nawet przy okazji zmiany ustrojowej, znany był polskim służbom specjalnym przynajmniej od momentu wspomnianej wizyty Genschera. I nie mogły tego zmienić ani wspólne nabożeństwa, ani też niepodważalna poprawa formalnoprawnych podstaw relacji RP-RFN od 1990 r., nie wspominając o generalnie pozytywnym stosunku do siebie zainteresowanych społeczeństw. Rok 1988 miał być zatem jedynie początkiem długiej drogi, ale niekoniecznie tej we wspólnych relacjach. Droga ta prowadziła polską klasę polityczną do emancypacji od złudzeń co do praktyki funkcjonowania z państwami sąsiedzkimi. Dojście do jej końca oznaczało zaś moment, w którym przyjęto w końcu do wiadomości, iż współpraca w polityce zagranicznej z sąsiadami nie wyklucza istnienia między nimi bardzo poważnych konfliktów. A te ostatnie nie będą postrzegane przez pryzmat karykaturalnej egzaltacji, niemającej wiele wspólnego z profesjonalną dyplomacją.

Balans i nierównowaga

Co dzieje się w relacjach PRL z Republiką Federalną do 1988 r.? Najbardziej pomocne do ich opisu stały się pojęcia balansu oraz nierównowagi. Ta ostatnia determinowała pozycję wyjściową zainteresowanych. Pierwsze określenie stanowiło zaś podstawowy instrument działania. Polska Ludowa w drugiej połowie lat 80. XX w. była bankrutem. Jej zadłużenie rosło, podobnie jak niechęć wierzycieli do udzielania dalszych pożyczek. Do zaoferowania tymczasem takim krajom jak RFN nie miała zupełnie nic. W tle pomiędzy polskimi władzami a opozycją rozpoczynały się pierwsze rozmowy na temat demokratyzacji życia politycznego. Wymuszały je państwa NATO sygnalizujące, iż bez transformacji nie dojdzie do odblokowania pomocy ekonomicznej. Od 1985 r. fundamentalne reformy rozpoczynał także ZSRR.

Minister, Warszawa i szpieg 2

Premier Zbigniew Messner. Źródło: Wikimedia Commons

Gdzie w tym całym procesie plasowała się Republika Federalna Niemiec? Jej postulaty wobec PRL były z praktycznego punktu widzenia istotne dla jej obywateli, ale politycznie bez żadnego znaczenia. Chciano owszem pomóc mniejszości niemieckiej w Polsce, przede wszystkim w legalizacji jej istnienia albo prawa do wyjazdu z kraju. Pożądane było otwarcie konsulatów, względnie ataszatów obrony. Finansowania zubożałej PRL nie planowano rzecz jasna wcale, wiedząc, iż Polska nie miała żadnych narzędzi dla wymuszenia takowego, a poza tym to ona zalegała ze spłatą zaległych zobowiązań. Tyle tylko, iż wszystko to nadal nie stanowiło o istocie sukcesu w polityce międzynarodowej Niemiec. Istotą były zmiany w polityce światowej. Przeobrażenia w Związku Radzieckim otwierały dla RFN szansę na budowę nowych relacji z tym mocarstwem i jakąś formę porozumienia, być może prowadzącą do zjednoczenia Niemiec. To zaś otwierało kwestię granic i określenia nowego ładu w Europie, dokonaną nawet bez uwzględnienia polskich obaw, także tych dotyczących kształtu granic. Neutralizacja PRL oznaczała zatem dbanie o jej izolację w grupie państw ówczesnego Układu Warszawskiego, z jedoczesnym cierpliwym budowaniem jej przekonania o tym, iż jedynie RFN może być partnerem PRL na Zachodzie, a partnerstwo to będzie miało swoją cenę. W tym celu należało utrzymywać w Polsce kontakty, zarówno te oficjalne, jak i te z przedstawicielami opozycji. Wizyty ministerialne doskonale się ku temu nadawały, tłumacząc przy okazji, jaką rolę w relacjach dwustronnych odgrywał wspomniany już balans.

Podróż zachodnioniemieckiego polityka do Polski (albo jej brak) sama w sobie mogła stawać się elementem szantażu. Brak akredytacji dziennikarskich dla krytycznie piszących o PRL albo odmowa zgody na spotkanie Genschera z przedstawicielami opozycji doskonale nadawały się na uzasadnienie rezygnacji z przyjazdu. I takowe przypadki miały w latach 80 XX w. istotnie miejsce. Władze w Warszawie musiały tymczasem rozmawiać o nowych kredytach, demonstrować, w kraju i poza nim, iż rzekoma izolacja dyplomatyczna Polski nie istnieje, a także przypominać, że to one będą kontrolować planowaną demokratyzację.

Gdzie w tym miejscu miał znajdować się wspomniany wcześniej balans? Obawy związane z Niemcami dotyczące nie tylko RFN, ale i NRD powodowały powolny i dyskretny, ale dający się odtworzyć w aktach dyplomatycznych, proces budowy kontaktów PRL z USA. Zainicjowano go po to, aby w trakcie nieuchronnego zjednoczenia nie pozostawać bez wsparcia, nawet jeżeli wspomniane supermocarstwo do 1989 r. oficjalnie sojusznikiem komunistycznej Polski być nie mogło. Dla RFN takie zachowanie musiało z kolei oznaczać przyśpieszenie nawiązywania bardziej rozwiniętych kontaktów z PRL, po to aby nie zrobił tego ktoś inny. Co więcej, świadomość nieuchronnej demokratyzacji w Polsce oznaczała konieczność poznania tych opozycyjnych polityków, którzy musieli być brani pod uwagę jako potencjalni następcy dotychczas sprawującej władzę partii. Liberalizacja polityczna w PRL oraz zauważalne ograniczenie antyniemieckiej propagandy dawały więc asumpt do spotkania w 1988 r. Pierwszego od prawie trzech lat, nie licząc rzecz jasna rozmów ministrów na forach organizacji międzynarodowych.

Praca wywiadu robi wrażenie

Jaką funkcję przy okazji wizyty Genschera w Warszawie pełniły służby specjalne? Zarówno uzupełniały, jak i rozszerzały one działania klasycznej dyplomacji. Oficerowie pracujący w Polsce albo za granicą pod przykryciem dyplomatycznym zbierali informacje o planowanych działaniach władz RFN w kontekście pobytu. Analizowali wypowiedzi prasowe, prowadzili rozmowy z dyplomatami, politykami i dziennikarzami państw trzecich, sporządzając, tak jak w każdym resorcie spraw zagranicznych, odnośne memoriały i opinie dla kierownictwa. Różnica w ich pracy polegała jednakże na tym, iż nie zamierzali ograniczać się do materiałów jawnych. To, na czym opierali swoje opinie, pochodziło przede wszystkim ze ściśle tajnych zachodnioniemieckich dokumentów. Wykradano je z ambasad tego kraju, centrali bońskiego MSZ. Kopiowano materiały w biurach partii politycznych RFN. W trakcie samej wizyty także nie zamierzano rezygnować z tego typu praktyk. Podsłuchiwano gości w samochodach delegacji, śledzono tych jej członków, którzy zbyt swobodnie podchodzili do programu wizyty, planując np. niezapowiedziane pobyty w mieście. A wszystko to, aby dostarczać korzystny dla siebie i bynajmniej niepozbawiony inspiracji obraz zachodnioniemieckiego ministra spraw zagranicznych oraz intencji państwa, które reprezentował.

Ilość i rodzaj dokumentacji zdobywanej przez polski wywiad w RFN robi wrażenie. I tak, już na kilka tygodni przed wizytą posiadano oryginały zachodnioniemieckiego stanowiska w sprawie polskich żądań dotyczących m.in. reparacji i odszkodowań. Do służb trafiała sfotografowana wewnętrzna korespondencja parlamentarna dotycząca wizyt deputowanych do Bundestagu w Polsce, ich oceny sytuacji ekonomicznej PRL, dokumenty ambasady RFN w Warszawie, memoriały osób odpowiedzialnych w niemieckich partiach politycznych za stosunki międzynarodowe, ich tezy do rozmów w Warszawie, ale także otrzymywane przez stronę zachodnioniemiecką materiały polskich instytucji. Bezpośrednio po wizycie Genschera z 1988 r. wywiad wszedł ponadto w posiadanie przygotowanych w ambasadzie RFN materiałów jej dotyczących, m.in. spraw dla PRL krytycznych, jak mniejszość niemiecka. Posiadał też fotokopie niemieckich notatek sporządzonych po rozmowach plenarnych, np. Genschera z ówczesnym premierem PRL Messnerem, polskiego ministra finansów z członkami delegacji reprezentującymi wpływowe zachodnioniemieckie stowarzyszenia przemysłowców oraz notatki po posiedzeniach dwustronnych komisji roboczych, których działanie zostało zainicjowane podczas omawianej wizyty. Wszystko to pozwalało na przygotowywanie zupełnie innych analiz niż te pochodzące z MSZ PRL.

Po co była ta wizyta

Minister, Warszawa i szpieg 3

Co prezentowano decydentom politycznym, wspominając lub nie, iż własne opinie opierały się na lekturze dokumentacji MSZ RFN? Wskazywano, jeszcze przed wizytą, na brak jakichkolwiek wymiernych sukcesów pobytu, poza propagandowym. Różnice stanowisk w sprawach ekonomicznych wykluczały porozumienie, podobnie jak faktyczny szantaż Niemiec Zachodnich dotyczący koncesji PRL w rodzaju wydawania prawa wyjazdu dla członków mniejszości niemieckiej, uznania jej istnienia w Polsce tudzież akceptacji stanowiska RFN wobec Niemiec jako całości. Powoływane w trakcie rozmów gremia, tzw. grupy robocze, traktowano tylko jako fikcyjny argument mający świadczyć o postępach w rozwiązywaniu problemów. Tyle tylko, że żadnych z nich nie mogły one rozwiązać, gdyż nie zamierzano Polsce pomagać gospodarczo. Jednocześnie regularnie informowano władze PRL o groźbach ze strony zachodnioniemieckich dyplomatów ostrzegających przed blokowaniem zachodnioniemieckiego zbliżenia z ZSRR. Bezpośredni pobyt Genschera w Warszawie stał się ponadto dla MSW okazją, jak można sądzić dokonywaną z pełną premedytacją, do podawania wysoce obraźliwych komentarzy na temat polskich uczestników rozmów formułowanych przez dyplomatów z RFN. Zanotowany przez MSW zwrot na temat „intelektualnie zerowej” postawy jednego z polskich rozmówców Genschera był niestety najlepszą konkluzją podejścia gości do wizyty w Warszawie.

Po co zatem zorganizowano pobyt, abstrahując od aspektów propagandowych? Pytanie to stało się o tyle zasadne, iż nawet te ostatnie nie mogły być specjalnie dyskontowane przez gospodarza. Władze PRL, a zatem strona goszcząca, stawiały się bowiem w sytuacji, w której Genscher zmuszony był przywozić do Warszawy jedzenie oraz osprzęt niezbędny do organizacji cateringu, z dystrybutorami napojów włącznie. Jeden z ówczesnych polskich polityków, obecny nawiasem mówiąc na stosownych spotkaniach, twierdził tymczasem publicznie, iż „rząd sam się wyżywi”. Lepszego argumentu dla braku szacunku wobec Polski nie można było sobie zatem wyobrazić.

Do wizyty jednak doszło. Z dwóch powodów. Niezależnie od w zasadzie bezproduktywnych rozmów, władze PRL, ale przede wszystkim ówczesny faktyczny szef państwa, gen. Wojciech Jaruzelski, jasno dały Genscherowi do zrozumienia, że to one kontrolują sytuację w PRL, wprowadzą reformy polityczne prowadzące do demokratyzacji, ale o żadnych ustępstwach wobec RFN nie mogło być mowy. Rozmowa obu polityków była najbardziej obcesowa i najmniej dyplomatyczna ze wszystkich. Ale to właśnie generała Genscher uważał po wizycie za najbardziej kompetentnego oraz wiarygodnego partnera. Inna sprawa, iż dla RFN jasne było, że korzystna dla niej zmiana polityczna nastąpi dopiero po przejęciu władzy przez opozycję. Implikowało to cierpliwe czekanie na przełom w PRL oraz dalsze wstrzymywanie pomocy gospodarczej, o czym regularnie informował polski wywiad.

Drugim powodem wizyty było spotkanie z opozycją. I to tam, w trakcie rozmów Genschera i Lecha Wałęsy, doszło do powstania pojęcia „polityki historycznej” oraz jego deprecjacji. Jeżeli bowiem przedstawiciel ruchu społecznego, który zamierzał przejąć władzę w Polsce i tym samym prezentować się zachodnim partnerom jako przewidywalny gracz w polityce międzynarodowej, apelował do RFN o uznanie za nieważny paktu „Ribbentrop-Mołotow”, wysyłał tym samym komunikat, iż będzie można go rozgrywać cynicznym traktowaniem wydarzeń z przeszłości. Sądząc po tym, jak dwuznacznie władze RFN już rok później podchodziły w trakcie rewolucji w NRD do kwestii ostatecznego uznania granicy z Polską, przywódcy ówczesnej Solidarności dali RFN już w styczniu 1988 r. powody do takiego a nie innego traktowania pierwszego niekomunistycznego rządu w PRL.

A wywiad? Nadal dostarczał władzom, także tym po 1990 r., ściśle tajne niemieckie dokumenty. Apelował o zmianę stanowiska wobec RFN, ale i zachowanie ostrożności w ocenach zjednoczonej Republiki Federalnej, zainteresowanej owszem poprawą relacji, ale przede wszystkim kontaktami z ZSRR i odbudową byłych wschodnich landów. Nie przewidywał zmiany stanowiska Niemiec w sprawie odszkodowań. Zwracał także uwagę na odmienne postrzeganie pojęcia bezpieczeństwa przez oba kraje, także w kontekście rozwoju sytuacji w obszarze postradzieckim.

Czy aluzje polskich służb docierały do decydentów politycznych? W 2011 r. w publikacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego znalazł się następujący cytat byłego szefa służb. Dotyczył on „jednego z najwybitniejszych skądinąd ministrów spraw zagranicznych ostatniego dwudziestolecia, który, zdaje się, w 1990 r. powiedział, że wywiad nie jest mu potrzebny, bo jak chce się dowiedzieć, co dzieje się w Niemczech, to wystarczy, że zadzwoni do swojego przyjaciela w niemieckim rządzie i wszystkiego się od niego dowie”. Co było dalej? W 1991 r. oba państwa zawarły traktat o przyjaźni i dobrym sąsiedztwie. Ale już w 1993 r. sądy III RP skazywały obywateli Rzeczpospolitej za szpiegostwo na rzecz zjednoczonych Niemiec. W tym kontekście polityczne debaty z 2024 r. na temat wysadzenia rurociągu Nord Stream 2 pod Bałtykiem nabierały zupełnie innego znaczenia, podobnie jak wypowiedź obecnego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, na temat powstania owego projektu. Przyrównywał go, cóż za przypadek, do paktu Ribbentrop-Mołotow oraz ponownie sygnalizował we własnym expose nierozwiązany problem odszkodowań.

* * *

Chcących zapoznać się ze szczegółami wizyty Genschera wypada zaprosić do lektury monografii. Jest to moja czwarta książka wydana w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego, poświęcona, tak jak poprzednie, służbom specjalnym. Czytelnik nie znajdzie w niej górnolotnych haseł o pojednaniu i przyjaźni. Dominować w niej będą raczej pozbawione złudzeń komentarze, oparte na odtajnionych, głównie przez IPN, zachodnioniemieckich dokumentach. Im jednak więcej krytycznego osądu relacji PRL i RFN, tym lepiej dla współczesnych relacji obu państw. Chyba że czytelnik ów woli zatrzymać dla siebie komentarz ówczesnego szefa MSZ PRL, Mariana Orzechowskiego. Stwierdził on w 1988 r., iż efekty wizyty były „generalnie pozytywne”. Autor niniejszego tekstu nie podzielał tego poglądu, choć obłuda sformułowań ministra niewątpliwie była i pozostanie ponadczasowa. Znajdzie się też dla niej miejsce jeszcze w niejednym komunikacie dyplomatycznym.

Artykuł został oparty na badaniach opublikowanych w monografii: Tytus Jaskułowski, Dyplomacja w oczach wywiadu. Geneza, przebieg oraz efekty wizyty Hansa-Dietricha Genschera w PRL w styczniu 1988 r. w świetle pracy analitycznej i operacyjnej MSW – studium przypadku, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2024.

Tytus Jaskułowski jest profesorem Uniwersytetu Zielonogórskiego, kierownikiem Katedry Historii Najnowszej. Wcześniej był m.in. analitykiem rządowym w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Wróć