Piotr Tryjanowski

Fot. Arch. prywatne
Coraz częściej słyszymy, że źle się dzieje na świecie, sytuacja jest skrajnie skomplikowana, a ludzie są nerwowi. Niektórzy wręcz wypatrują biblijnego końca czasów. Na to zagadnienie nauka nie odpowie, choć może pomóc zrozumieć chaos i zamęt. Rozważania o końcu czasów nie są już tylko domeną religii, apokalipsa może mieć zupełnie inny wymiar, co więcej, matematycznie opisany. Wszak w nauce od zawsze dążymy do osiągnięcia matematycznej precyzji, podpatrując fizykę jako niedościgniony ideał. Matematyka jako język nauki, pozwala nam dostrzegać subtelności w złożonych teoriach fizycznych i doceniać piękno eleganckich równań. W fizyce teoretycznej jest narzędziem niezbędnym do opisywania zjawisk, które na pierwszy rzut oka wydają się nieuchwytne. Jej precyzja i uniwersalność sprawiają, że możemy tworzyć modele opisujące rzeczywistość z niesamowitą dokładnością. Jednakże, gdy matematyka próbuje przeniknąć do nauk społecznych i humanistycznych, napotyka na poważne trudności.
Pomimo licznych zachęt do rozwiązań interdyscyplinarnych, stosowanie matematycznych metod w naukach społecznych i humanistycznych nie jest proste. Czasami wymaga to nie tylko zmiany optyki, ale wręcz metody opisu. Współczesny świat jest skomplikowany i aby go zrozumieć, należy poszukiwać nowych podejść, odpowiednich i oryginalnych metodologii. W ten sposób kreujemy podejście transdyscyplinarne, z jednej strony modne, ale też trudne i przyjmowane z oporami. Nowe metody opisu lub innowacyjne rozwiązania często spotykają się z krytyką, niezrozumieniem, a nawet przemilczeniem. Takie reakcje są szczególnie widoczne w Polsce, podczas gdy za granicą spotykają się z większym uznaniem. Jednym z takich nowych podejść, które zdobyło uznanie na świecie, jest kliodynamika. Ta interdyscyplinarna dziedzina wiedzy powstała w wyniku współpracy matematyków, historyków, archeologów, filozofów, a nawet ekonomistów i ekologów. Nazwa kliodynamika pochodzi od Klio, greckiej bogini historii, oraz dynamiki oznaczającej ruch lub zmianę. Kliodynamika łączy historię z modelowaniem matematycznym, analizując procesy historyczne w sposób umożliwiający identyfikację wzorców i przewidywanie przyszłych wydarzeń.
Prof. Peter Turchin sięgnął po metody matematyczne, przekazując je subtelnie, bez użycia równań, za to z dziesiątkami grafów i szerszych opisów. W Polsce niedawno ukazała się jego książka Wojna i pokój, i wojna (WEI, 2022), w której udowodnił, że zdolność społeczeństwa do wspólnego działania warunkuje powstanie imperium. Wysoki poziom współpracy występuje tam, gdzie ludzie muszą się jednoczyć, by odeprzeć wspólnego wroga. Ten rodzaj współpracy doprowadził do powstania imperiów rosyjskiego i rzymskiego, a także Stanów Zjednoczonych. Proces ten nie może jednak trwać wiecznie. Gdy imperia rosną w siłę, bogaci stają się bogatsi, a biedni biedniejsi, konflikt zastępuje współpracę, co prowadzi do nieuchronnego rozpadu.
Peter Turchin w swoich pracach łączy elementy fizyki, historii i ekologii, co czyni go pionierem w dziedzinie kliodynamiki. Choć w Polsce nie jest szeroko znany, jego koncepcje zdobywają uznanie za granicą. W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej Turchin prowadzi seminaria na wielu uczelniach, a jego podejście do badania historii zyskuje na popularności. Matematyczne narzędzia połączone z humanistycznym otwarciem na świat oraz współpracą ludzi z różnych dyscyplin mogą prowadzić do przełomowych odkryć.
Nie lubimy determinizmu. Historycy doszukują się przyczyn zdarzeń post factum, snują mniej lub bardziej prawdopodobne teorie, jednak siła nauki tkwi w przewidywaniu zjawisk. Trochę się boimy matematycznych równań, których rozwiązania są deterministyczne. Na szczęście nie tak jest ze zjawiskami społecznymi – za dużo zmiennych, za dużo chaosu. Narzędzia matematyczne oferują pewną pomoc i na tym zasadza się pomysł Petera Turchina. Już dekadę temu przewidział niestabilność USA wynikającą, jak to nazwał, z nadprodukcji elit. Teraz przewiduje nie tylko koniec nowoczesnej Ameryki, ale także systemów społeczno-ekonomicznych, jakie znamy. Jego książka End Times (wyd. Allen Lane, 2023) brzmi wręcz apokaliptycznie. Jednak za chwytliwym tytułem kryją się szorstkie rozważania, ważenie argumentów i poszukiwanie dróg wyjścia. Pesymizm, spadek zaufania, rosnący dług publiczny, fatalna sytuacja geopolityczna, ludzie wyczerpani, ale napędzani codzienną konsumpcją, co najwyżej wylewają żale w postaci okrzyków i internetowych awantur. Ciągle to zbyt mało na prawdziwy bunt. Jednak coś się tli, a siedzenie na beczce prochu wymaga nie tyle odwagi, co zuchwałości.
Turchin nie jest kochany przez historyków i innych humanistów, wprowadza w debatę historyczną język matematyki, odwołując się do modeli fizycznych. Ma wyznawców i krytyków, a osią sporu jest podejście do interpretacji danych. To pytanie o rozumienie nauki. Snujemy piękne opowieści, czy staramy się wyciągać bardziej precyzyjne wnioski? Klasycznie historycy, politolodzy i socjolodzy interpretują przeszłe zdarzenia, ale twardzi naukowcy (w rozumieniu angielskiego hard science) twierdzą, że analizy post-hoc są ciekawe, jednak to przewidywanie przyszłości na podstawie przyjętych założeń jest prawdziwym sprawdzianem. Turchin podąża tą drogą, wyniesioną z dobrej edukacji w naukach ścisłych. Nie jest to łatwy szlak, bowiem nie ma rzeczy trudniejszych od przewidywania przyszłości. Paradoksalnie najłatwiej mówić o perspektywie dłuższej niż sto lat, być może dlatego, że nie będzie silnego „sprawdzam”. Wszyscy, którzy mogliby to ocenić, umrą, a autor stwierdzenia obleje się rumieńcem wstydu w innym świecie. Nawet z prognozami pogody mamy problem, choć to czysty układ fizyczny z dużą dawką chaosu. Jego składową są trendy sekularne, długoterminowe – zależne od stanu początkowego oraz wszystkich czynników w czasie ich przebiegu. Motyl i trzepotanie skrzydłami to dobra analogia tego, jak lokalne zmiany mogą wywołać globalny problem, ale stanie się tak tylko wtedy, gdy motyl zatrzepocze skrzydłami w odpowiednim czasie i miejscu. Podobnie jest z wyzwoleniem buntu społecznego prowadzącego do drastycznych zmian.
Nauka o kompleksowości, pomimo znaczącego rozwoju w ostatnich latach, wynikającego z wzrastających mocy obliczeniowych komputerów, może wpaść w dwie pułapki: (1) zbytniej symplifikacji, czyli uproszczenia, oraz (2) zbytniej generalizacji, czyli uogólnienia. Turchin bardzo stara się ważyć i szukać rozwiązań. Wskazuje na rolę elit, a w zasadzie na ich nadprodukcję. Choć nie ma jasnej definicji elity, to można zaobserwować jej nadprodukcję po efekcie: za dużo prawników i skomplikowanie systemu. Kiedyś było prościej, bo biznes przenikał się z nauką, elity kończyły te same szkoły, mówiły zbliżonym akcentem, zawierały związki małżeńskie i świat się toczył… do momentu, gdy te same uniwersytety zaczęli kończyć inni, dla których zaczynało brakować miejsca na podium. Trzeba się było zacząć mocniej rozpychać, walczyć o swoje i pozycjonować w walce o zasoby. Turchin wyprowadza z takich obserwacji wniosek, że w tkance społecznej układy złożone okazują się bardzo wrażliwe, a nawet kruche, co wcale nie jest intuicyjne, bo na przykład w ekologii przyjmuje się, że różnorodność jest podstawą stabilności ekosystemów.
W jednym z wywiadów Turchin sarkastycznie zauważył: „Szczęśliwe kraje nie wybierają Donalda Trumpa na prezydenta. Zdesperowani to robią”. Jeśli masz trudności ze zrozumieniem, jak Donald Trump w ogóle się wydarzył, książka End Timesjest dla ciebie. Wydarzenia odzwierciedlają podstawowe trendy wygenerowane z analiz big data. Weszliśmy w epokę niezgody napędzanej masową nędzą i „nadprodukcją elit”, obie napędzane przez szkodliwą „pompę bogactwa”, która zabiera biednym i daje bogatym. Jedynym wyjściem jest wyłączenie tej pompy, co wymaga reform albo… rewolucji. Brzmi znajomo? Turchin mówi, że weszliśmy w „wiek niezgody”, szczególnie w USA, a „Amerykanie dziś rażąco nie doceniają kruchości złożonego społeczeństwa, w którym żyjemy”. Większość książki koncentruje się na dwóch czynnikach: „powszechnej nędzy” i „nadprodukcji elit”. Mit Stanów Zjednoczonych głosi, że tylko niebo stanowi limit, jednak według Turchina, amerykańska umowa społeczna załamała się pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W konsekwencji płace typowych pracowników, które wcześniej rosły wraz z ogólnym wzrostem gospodarczym, zaczęły pozostawać w tyle. Porównując lata 1976 i 2016, pracownicy z wykształceniem średnim odnotowali spadek płac realnych z 19,25 USD do 18,57 USD za godzinę, podczas gdy dla tych, którzy nie uczęszczali do szkoły średniej, płace skurczyły się z 15,50 USD do 13,66 USD. Amerykanie bez dyplomu ukończenia studiów wyższych – 64% populacji – tracą grunt pod nogami w wartościach bezwzględnych. Rezultatem jest spadek jakości życia większości populacji amerykańskiej, nawet tak prostej miary, jak oczekiwana długość życia. Gdy popatrzymy na inne wskaźniki, bywa jeszcze dramatyczniej. Aby wybudować dom, przeciętny pracownik musiał w 2016 r. pracować o 40% dłużej w porównaniu z rokiem 1976. Aby pozwolić sobie na edukację swoich dzieci w college’u, musiał pracować o 300% więcej godzin niż w 1976 roku. Analizując dane, Turchin nie waha się nazwać USA plutokracją, złożoną z prezesów i dyrektorów głównych korporacji. Pamiętajmy, że zasięg ich oddziaływania jest globalny, więc nie będzie lekko.
Czy wiedza o nadchodzącym zagrożeniu, że statek płynie w kierunku góry lodowej, pomoże nam zmienić kurs? Peter Turchin nie daje jednoznacznych odpowiedzi, ale zachęca do refleksji i działania. Musimy sami wyciągnąć wnioski. Jeden z nich może być całkiem prosty: przestać się napinać, porównywać do innych, wydawać pieniądze na niepotrzebne i nietrwałe rzeczy, po prostu żyć. Żyć zgodnie z naturą, ucząc się matematyki, biologii, historii i poszukując pomiędzy nimi powiązań. To może być wartościowy sposób na przetrwanie w rozdygotanym świecie. Życie i tak znajdzie rozwiązania.
Wróć