Jan Kuriata

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Koszalinie weszła właśnie w piętnasty rok istnienia. Jest zatem uczelnią młodą. Powstała w mieście, gdzie od lat działała publiczna uczelnia techniczna. Równocześnie istniał Zespół Kolegiów Nauczycielskich. Tego rodzaju instytucje powstawały ze względu na zapotrzebowanie na nauczycieli języków obcych, których znajomość w społeczeństwie była słaba. W pewnym momencie jednak kolegia miały być likwidowane, gdyż ich zadania przejmowały uczelnie. Znałem od podszewki wyższe szkolnictwo zawodowe we Francji. Sposobem na ocalenie dorobku koszalińskiego kolegium mogło być utworzenie na jego bazie – także materialnej – Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Zaproponowaliśmy jednak nie tylko zachowanie kierunków nauczycielskich i pedagogiki, ale wzbogacenie oferty kształcenia o nowe kierunki, istotne z punktu widzenia regionu. Daliśmy przy tym słowo władzom Politechniki Koszalińskiej, że nie będziemy tworzyć konkurencyjnych kierunków. Zorientowaliśmy się zatem na pielęgniarstwo, ratownictwo medyczne, fizjoterapię, których na politechnice nie było, za to w regionie było na takich specjalistów ogromne zapotrzebowanie. W pasie nadmorskim są kurorty i uzdrowiska, które poszukiwały dla swoich klientów fachowców z tych obszarów. Nie byliśmy też konkurencją dla nieodległej Akademii Pomorskiej w Słupsku. Za to środowisko medyczne i okołomedyczne widziało w naszej uczelni szansę na dostarczenie specjalistów, na których czekało. Zyskaliśmy wsparcie szpitali, ośrodków rehabilitacyjnych i spa. Wychowanie fizyczne wzbogaciliśmy o pewne elementy potrzebne nie tylko takim placówkom, ale także ośrodkom wypoczynkowym, które potrzebują animatorów aktywności ruchowej dla osób w różnym wieku i z różnymi schorzeniami. Kształcimy też bardzo potrzebnych dietetyków.

Nie znaczy to, że było łatwo. Nie wszyscy na Pomorzu Środkowym rozumieli rolę takich uczelni jak nasza. Bardzo nam pomaga sytuacja naszych absolwentów, którzy znajdują pracę, są potrzebni, co najlepiej świadczy o uczelni. Nasze sukcesy są drobne, pojawiają się stopniowo. Uzyskaliśmy aż pięciokrotnie środki z Dydaktycznej Inicjatywy Doskonałości, za każdym razem milion złotych. Dla uczelni, której budżet wynosi 12 milionów, to ogromny zastrzyk. Podobnie ogromnym sukcesem było uzyskanie dofinansowania do Monoprofilowego Centrum, Symulacji Medycznych. Środki na te cele bardzo poprawiły nasze możliwości dydaktyczne. Prowadziliśmy przez lata studia pomostowe dla pielęgniarek. Uczelnia mieści się w budynku, gdzie niegdyś było liceum medyczne. To jego absolwentki często trafiały do nas na te studia, kierując się również sentymentem do swojej dawnej szkoły. Liczba osób, które uzyskiwały tytuł licencjata na studiach pomostowych pomogła nam uzyskać finansowanie centrum symulacji. Jesteśmy niewielką uczelnią, na której kształci się około siedmiuset studentów – to podobnie, jak w wielu francuskich uczelniach zawodowych. Takie organizacje znakomicie prosperują. Nie chodzi o to, żeby zachłysnąć się liczbą, ale o to, aby dobrze przygotować absolwentów do pracy i aby byli z nich zadowoleni pracodawcy. Dziś mamy właśnie taką sytuację. Nie stało się to nagle, nie było żadnego wizjonera, ale systematyczna praca, rozpoznawanie potrzeb i odpowiadanie na nie. Cieszy nas, że nabór chętnych na studia w naszej uczelni rośnie.
Oczywiście, mimo nieformalnych umów, wciąż są pomysły, aby doprowadzić do konsolidacji państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej z Politechniką Koszalińską. Nie widzę takiej potrzeby. Na świecie, choćby we Francji, o której już wspominałem, są nieduże miasta, w których funkcjonuje kilka uczelni. Tak jest choćby w Poitiers – to osiemdziesięciotysięczne miasto, w którym są cztery uczelnie. Konsolidacja nic nie zmieni. Mamy podpisane porozumienia z politechniką. W Koszalinie utworzono Wyższą Szkołę Straży Granicznej, mamy też Wyższe Seminarium Duchowne. Zatem podobni jesteśmy w tym do wspomnianego miasta francuskiego. Prowadzimy badania nad pozycją naszej uczelni. Długo broniliśmy loga państwowej wyższej szkoły zawodowej, uważając, że sreber rodowych – tak potraktujmy nazwę i status akademii nauk stosowanych – nie zdobywa się na skróty. Jednak rozpoznanie wśród naszych studentów i wykładowców wskazuje, że to im zależy na tych „srebrach”. Zatem podjęliśmy starania o zmianą nazwy na Państwową Akademię Nauk Stosowanych w Koszalinie. Chcemy, aby 1 października 2024 roku uczelnia zaczęła kolejny rok akademicki pod nowym szyldem.
Notował Piotr Kieraciński
