logo
FA 10/2023 życie akademickie

Adam Proń i Halina Szatyłowicz

Rankingowe podniety

Rankingowe podniety 1Rozpoczyna się nowy rok akademicki, przez chwilę uniwersytety i inne szkoły wyższe staną się przedmiotem zainteresowania zarówno publicystów czasopism tradycyjnych, jak i portali internetowych.

My, pracownicy naukowi z prawie 50-letnim stażem i w wieku emerytalnym, choć nadal czynni zawodowo, również poczuliśmy nieodparte pragnienie, aby włączyć się do dyskusji na temat kondycji polskich uczelni, a szczególnie lamentów rankingowych. Musimy podkreślić, że jesteśmy zajadłymi przeciwnikami takich klasyfikacji. Starszy z autorów ponad 11 lat temu opublikował w „Forum Akademickim” artykuł pt. Nie stosować, szkodzi! (FA 10/2011), będący zjadliwą krytyką rankingu polskich uczelni, tzw. rankingu „Perspektyw”, ale ten jego głos pozostał głosem, a raczej cichutkim piskiem, wołającego na puszczy. Znaczenie propagandowe, a nawet sprawcze rankingów nieustannie (niestety!) rośnie, pojawienie się rankingów spowodowało bowiem w niektórych krajach znaczące zmiany organizacyjne w szkolnictwie wyższym, których jedynym celem było poprawienie wizerunku rankingowego miejscowych uczelni.

Rankingów ci u nas dostatek, postanowiliśmy więc ograniczyć się do czterech, w naszym przekonaniu znajdujących największy oddźwięk w środowiskach uniwersyteckich i gremiach decydujących o rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki, są to: Academic Ranking of World Universities (ARWU World), powszechnie nazywany Rankingiem Szanghajskim; US News & World Report Global University Ranking (USNWR Global) – najstarszy ranking stworzony w latach 80. ubiegłego stulecia przez czasopismo, które w owym czasie było trzecim najbardziej znaczącym tygodnikiem w Stanach Zjednoczonych, wyprzedzały go jedynie „Time” i „Newsweek”; QS World University Ranking (QS World) jest rankingiem rokrocznie opracowywanym przez brytyjską firmę Quacquarelli Symonds specjalizującą się w analizie rozwoju szkolnictwa wyższego na całym świecie; Times Higher Education World University Rankings (THE World) jest brytyjskim rankingiem corocznie ogłaszanym przez „Times Higher Education” – brytyjskie czasopismo poświęcone uniwersytetom i studiowaniu.

Twórcy rankingów, przynajmniej w części, stosują różne kryteria oceny, a w przypadku tych samych kryteriów często przypisują im inne wagi. W efekcie zbliżone wyniki znaleźć można tylko dla pierwszej dwudziestki najlepiej ocenianych uczelni (Tabela 1). W przypadku uniwersytetów niżej ocenianych rozrzut w ocenie sięga nawet kilkuset miejsc. Niezależnie od rozpatrywanego rankingu, pierwsza dwudziestka jest zdominowana przez uniwersytety wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych (MIT i Johns Hopkins oraz uniwersytety z tzw. ligi bluszczowej: Harvard, Princeton, Yale, Columbia, University of Pennsylvania i Cornell), uniwersytety kalifornijskie, zarówno publiczne (UC Berkeley, UC Los Angeles), jak i prywatne (Stanford, Caltech). Jedyną uczelnią spoza Kalifornii i wschodniego wybrzeża jest University of Chicago. Do uniwersytetów amerykańskich należy jeszcze doliczyć cztery uniwersytety angielskie (Oxford, Cambridge, Imperial College i University College). Pierwszą dwudziestkę uzupełniają trzy uczelnie nieamerykańskie i nieangielskie: słynna szwajcarska politechnika ETH Zurich, University of Toronto z Kanady oraz chiński uniwersytet Tsinghua. Uniwersytety innych krajów, nawet tych bardzo rozwiniętych gospodarczo i cywilizacyjnie, są dosyć daleko w rankingach. Np. najwyżej oceniany uniwersytet australijski University of Melbourne w czterech rankingach zajmuje średnio 27,5 pozycję, singapurski National University of Singapore 31 pozycję, japoński University of Tokyo 43,75 pozycję, a koreański Seoul National University 80 pozycję.

Co z czym się porównuje

Rankingowe podniety 2

Amerykańskie uniwersytety z „ligi bluszczowej” oraz dwa instytuty technologiczne (MIT i Caltech), a także Stanford, Johns Hopkins i University of Chicago mają kilka wspólnych cech. Przede wszystkim są to uniwersytety niewielkie lub co najwyżej średniej wielkości. Najmniejszy z nich (Caltech) ma jedynie ok. 900 studentów pierwszego stopnia (undergraduates), liczba studentów pierwszego stopnia w największych z nich (Harvard i Cornell) nie przekracza 15 tys. (Tabela 2). Najbardziej wybredny w wyborze studentów jest uniwersytet Stanforda, który na studia przyjmuje zaledwie 4,3% kandydatów. Z kolei najlepsze wyniki testu SAT osiągają kandydaci przyjęci na studia w Caltechu (średnia 1545 punktów). Publiczne uniwersytety kalifornijskie (UC Berkeley, UCLA) są znacznie większe i stawiają kandydatom na studia znacząco niższe wymagania, co wynika m.in. z ich uzależnienia finansowego od władz stanowych. Inną cechą omawianych elitarnych uniwersytetów amerykańskich, z wyjątkiem uniwersytetów Cornell i Princeton, a także dwóch wymienionych publicznych uniwersytetów kalifornijskich, jest znacząca przewaga liczby studentów drugiego stopnia i doktorantów (graduates) nad studentami pierwszego stopnia. Pozwala to na bardzo indywidualne traktowanie każdego studenta rozpoczynającego naukę. Może on na zasadzie wolontariatu rozpocząć pracę badawczą bardzo wcześnie pod opieką starszych kolegów magistrantów lub doktorantów, a także postdoków, których na takich uczelniach nie brakuje. Ma to niezwykle pozytywny wpływ nie tylko na rozwój intelektualny tych młodych ludzi, ale również pozwala na nabycie wielu czasem unikalnych kompetencji w pracach laboratoryjnych i obliczeniowych już na wczesnym etapie studiów. Studia pierwszego stopnia, np. w niewielkim Caltechu, mogą więc być dla ambitnych studentów prawdziwą rozkoszą.

Z kolei największe uniwersytety amerykańskie rekrutują znacznie gorszych studentów, a słuchacze studiów pierwszego stopnia w tych uczelniach wyraźnie dominują liczbowo nad studentami drugiego stopnia i doktorantami (Tabela 3). Jeśli wykluczyć najbardziej prestiżowe uniwersytety, oferta edukacyjna Stanów Zjednoczonych nie jest nadzwyczajna. Zaledwie 187 uniwersytetów amerykańskich jest klasyfikowanych w rankingu ARWU („szanghajskim”), co stanowi niewielki ułamek wszystkich uczelni amerykańskich. Jeśli znormalizować tę liczbę na liczbę ludności, to można stwierdzić, że Stanom Zjednoczonym daleko nie tylko do poziomu Wielkiej Brytanii (64 uniwersytety w rankingu ARWU), ale także Niemiec (42 uniwersytety), a szczególnie niewielkich ludnościowo państw Europy Zachodniej, takich jak Szwajcaria, Dania czy Szwecja, gdzie praktycznie wszystkie uczelnie są klasyfikowane, a te będące poza pierwszą pięćsetką są rzadkością.

Academic Ranking of World Universities (ARWU World), tzw. lista szanghajska 1000 uczelni

Rankingowe podniety 3

ARWU World jest rankingiem opartym na sześciu kryteriach. Dwa z nich związane są z nagrodami naukowymi powszechnie uznawanymi za najważniejsze w skali światowej. Są to Nagroda Nobla i mniej znany Medal Fieldsa przyznawany raz na cztery lata czterem, na ogół, matematykom, którzy w momencie nominacji nie przekroczyli 40 roku życia. W rankingu brani są pod uwagę absolwenci danej uczelni, którzy te nagrody otrzymali oraz wykładowcy, którzy na danej uczelni pracowali w momencie otrzymania w/w nagród. Pewne nasze zdziwienie budzi fakt, że w obliczeniach tych bierze się pod uwagę absolwentów sprzed ponad stu lat i noblistów sprzed ponad 90 lat, choć ze stosunkowo małą wagą. Jest to więc zarówno kryterium sławy, jak i tradycji uniwersytetu.

Rankingowe podniety 4Kryterium trzecie i czwarte dotyczy popularności i prestiżu publikacji pracowników danego uniwersytetu wyrażonych poprzez ich przynależność do zbioru ok. 7000 najczęściej cytowanych naukowców, którzy stanowią 1 promil całej światowej populacji badaczy oraz do zbioru autorów publikacji w dwóch periodykach naukowych uchodzących za najbardziej prestiżowe, tzn. „Nature” i „Science”. W kryterium trzecim bierze się pod uwagę tylko publikacje, które ukazały się w ostatniej dekadzie, w czwartym – prace opublikowane w latach 2018–2022. Jest to więc kryterium popularnościowo-celebryckie.

Kryterium piąte dotyczy liczby artykułów naukowych opublikowanych w roku poprzedzającym ogłoszenie rankingu (2022) i jest czynnikiem zachęcającym do zamieszczania jak największej liczby artykułów w czasopismach indeksowanych w bazach Science Citation Index i Social Science Citation Index, czyli do „publikacyjnej proliferacji”, podczas gdy rozsądni i doświadczeni naukowcy powinni raczej być powściągliwi w publikowaniu wyników swoich badań i zamieszczać tylko artykuły donoszące o odkryciach znaczących.

Ostatnie, szóste kryterium zawiera średnie ważone omówionych powyżej pięciu wskaźników podzielone przez liczbę pracowników naukowo-dydaktycznych (academic staff) danej uczelni.

Medycyna górą

Tak dobrane kryteria faworyzują klasyczne uniwersytety brytyjskie i amerykańskie, w których w jednej uczelni działają silne wydziały matematyki, fizyki, chemii, biologii i medycyny, a także ekonomii, gdyż tylko one mogą zapewnić dużą liczbę noblistów i laureatów medalu Fieldsa. Podobnie jest z czasopismami „Nature” i „Science”, w dużej mierze zdominowanymi przez nauki medyczne i biomedyczne. Kryterium cytowalności również nagradza głównie przedstawicieli nauk medycznych i biomedycznych. Z tych powodów uniwersytety mające bardzo silne wydziały medyczne dominują w rankingu. MIT i Caltech są tu wyjątkami, brak medycyny rekompensują bardzo wysokim poziomem badań w naukach biomedycznych. Zresztą MIT wraz z Uniwersytetem Harvarda prowadzą wspólny program w dziedzinie nauk o zdrowiu i technologii medycznych (Harvard – MIT Health Science and Technology).

Rankingowe podniety 5

Kryterium szóste, w którym normalizuje się kryteria 1-5 biorąc pod uwagę liczbę pracowników naukowo-dydaktycznych, jest niekorzystne dla wielu uczelni europejskich, w tym francuskich

i polskich. W uczelniach amerykańskich profesorowie prowadzą jedynie wykłady, natomiast ćwiczenia i laboratoria – doktoranci pod opieką nielicznych koordynatorów. We Francji wszystkie zajęcia prowadzą pracownicy naukowo-dydaktyczni w randze adiunktów (maitres de conference) lub profesorów. W efekcie, w przypadku wydziałów o tej samej wielkości, na uniwersytetach francuskich jest ponad dwa razy więcej pracowników naukowo-dydaktycznych niż na amerykańskich. Ten sam problem dotyczy również Polski, gdzie doktoranci uczestniczą w prowadzeniu niektórych zajęć laboratoryjnych, ale w bar

dzo ograniczonym zakresie godzinowym. W efekcie współczynniki wynikające z kryterium szóstego są zaniżone dla uczelni francuskich i polskich w stosunku do amerykańskich.

W pierwszych rankingach ARWU nie tylko polskie uczelnie wypadały bardzo źle, ale również francuskie. W tym drugim przypadku wynikało to z odmiennej struktury szkół wyższych i uniwersytetów w stosunku do czołowych uczelni rankingu. Reforma z 1970 r. podzieliła duże uniwersytety francuskie na szereg mniejszych, bardziej specj

alistycznych, co praktycznie uniemożliwiło im 30 lat później uplasowanie się na dobrych miejscach w rankingu ARWU. Co więcej, w kraju tym niezwykłe wysoki poziom naukowy reprezentują tzw. grandes écoles, do niedawna funkcjonujące niezależnie od uniwersytetów. Uczelnie te są „wielkie” (grandes) tylko w sensie poziomu naukowego, bo w rzeczywistości są małymi, bardzo wyspecjalizowanymi jednostkami, bez wielkich szans w rankingu ARWU. Np. w rankingu ogłoszonym w 2003 r. dwie najwyżej klasyfikowane francuskie uczelnie znalazły się na 65 i 72 miejscu. W ogłoszonej liście 500 uniwersytetów było jeszcze 18 innych francuskich uczelni, ale raczej bliżej końca niż początku listy.

Francuskie usiłowania

Ku naszemu zdumieniu, prawie od początku istnienia ranking ARWU stał się czynnikiem wpływającym na decyzje władz wielu krajów dotyczące organizacji nauki. Jego siła sprawcza spowodowała, że w 2019 r. dokonano takiej reorganizacji uczelni francuskich, aby znalazły się one na jak najwyższych miejscach na liście ARWU. Stworzono związki autonomicznych de facto jednostek uczelnianych i badawczych, występujących pod nazwą jednego uniwersytetu. Tak powstały uniwersytety: Paris Saclay, Paris Sciences et Lettres (Paris SL), Paris Cité, nowa Sorbona czy Grenoble-Alpes. Reorganizacja ta w żadnej mierze nie podniosła poziomu naukowego francuskich uniwersytetów i placówek badawczych, ale wzmocniła je propagandowo, bo począwszy od 2020 r. Uniwersytet Paris Saclay zaczął zajmować miejsca od 13 do 15, najlepsze wśród uniwersytetów nieamerykańskich i nieangielskich, a w pierwszej pięćdziesiątce regularnie zaczęły pojawiać się 3 uniwersytety francuskie.

Nie jest łatwo zdobyć miejsce w pierwszej setce rankingu ARWU. Znajdują się tu uczelnie z zaledwie 17 krajów. Stosując nomenklaturę piłki nożnej, zbiór tych państw nazwiemy „ekstraklasą” (Tabela 4). Uniwersytety „ekstraklasowe” to uczelnie prawie wyłącznie z bogatych państw o PKB per capita przekraczającym 45 tys. dolarów. Wyjątek stanowią tu Chiny o ponad dwukrotnie niższym PKB. Najbliżej do elitarnych uniwersytetów mają studenci szwajcarscy, gdyż jedna taka uczelnia przypada na 1,8 mln mieszkańców. Jak należało się spodziewać, najdalej mają studenci chińscy, tam jeden uniwersytet z pierwszej setki przypada na ponad 140 mln. mieszkańców.

Rankingowe podniety 6W przedziale od 101 do 500 znaleźć można uniwersytety z 25 krajów (Tabela 5). Nazwiemy je „pierwszoligowymi”, znowu przez analogię do piłki nożnej. Polska na 38 mln. mieszkańców ma zaledwie dwie takie uczelnie, co plasuje ją bliżej końca listy. Uboga Serbia z PKB prawie dwukrotnie niższym plasuje się wyżej od Polski. W czterech krajach z tej listy (Egipt, RPA, Brazylia, Iran) PKB jest niższy od 20 tys. dol., w jednym (Indie) – od 10 tys. dol.

Uniwersytety z 18 dalszych krajów znalazły się w drugiej połowie listy rankingowej ARWU, tzn. na miejscach od 501 do 1000. Znajdujemy tu bardzo bogate, małe państwa (Luksemburg, Islandia), ale także państwa bardzo ubogie, w tym najuboższą Etiopię (PKN <3 tys. dol.). Zastanawiające jest, że na liście ARWU wśród 1000 klasyfikowanych uniwersytetów nie ma uczelni z takich krajów Unii Europejskiej jak Łotwa, Bułgaria czy Rumunia o PKB wielokrotnie przekraczającym PKB Etiopii, Ghany czy Pakistanu.

US News & World Report Global University Ranking (USNWR Global), lista 2000 uczelni

Twórcy tego najstarszego rankingu biorą pod uwagę 13 kryteriów, z których część dotycząca cytowalności jest zbliżona do kryteriów przyjętych w ARWU. W rankingu tym nie premiuje się jednak uczelni za Nagrody Nobla i publikacje w „Science” i „Nature”. Wprowadza się jednak nieostre kryterium „reputacji lokalnej” oraz „reputacji ogólnoświatowej” z dosyć znaczącą wagą. Mimo zmian w dużej części zastosowanych kryteriów listy ARWU i USNWR Global wyniki klasyfikacji pierwszej setki uniwersytetów pokrywają się w 80% z dokładnością do kilku, co najwyżej kilkunastu miejsc. Istnieją jednak przypadki spektakularnych różnic, np. w przypadku trzech uczelni izraelskich i jednej japońskiej (Kyoto University), znacznie niżej ocenianych w USNWR Global niż w ARWU. Znakomita izraelska uczelnia Technion, 79 w ARWU, jest dopiero 317 w USNWR Global. Wynika to z faktu, iż w wysokiej pozycji tej uczelni w rankingu szanghajskim największy udział miały premie za noblistów i laureatów medalu Fieldsa, czyli za osiągnięcia nieuwzględniane bezpośrednio w USNWR Global. Odwrotny efekt zaobserwować można w przypadku Uniwersytetu Browna. Uczelnia ta, również należąca do „ligi bluszczowej”, w rankingu szanghajskim była dopiero 98 ze względu na małą wartość premii za noblistów. W rankingu USNWR Global, w którym to kryterium nie jest brane pod uwagę, awansowała na 29 pozycję. W rankingu tym statystycznie lepiej niż w ARWU wypadają uczelnie europejskie, w tym polskie. Kryteria tam stosowane mniej faworyzują uczenie amerykańskie, w pierwszej pięćdziesiątce znaleźć można 24 uczelnie ze Stanów Zjednoczonych, podczas gdy w przypadku rankingu szanghajskiego takich uczelni jest 31.

QS World University Ranking (QS World), lista 1500 uczelni

W rankingu tym, podobnie jak w przypadku USNWR Global, wprowadzono nieostre kryterium reputacji naukowej, a ponadto inne nieostre kryterium reputacji wśród pracodawców. Wskaźniki dotyczące publikowalności i cytowalności mają w tym rankingu mniejszą wagę niż w Rankingu Szanghajskim i USNWR Global. Ranking ten chyba przeszacowuje znaczenie uczelni brytyjskich, gdyż wśród 1000 najlepiej klasyfikowanych uniwersytetów, aż 80 to uczelnie brytyjskie. Trudno sobie wyobrazić, że na świecie, gdzie liczba ludności przekroczyła 8,1 miliarda, co dwunasty uniwersytet z 1000 najlepszych jest zlokalizowany w Wielkiej Brytanii, której liczba mieszkańców wynosi 61 mln, czyli mniej niż 1% całej światowej populacji.

Rankingowe podniety 7

Times Higher Education World University Rankings (THE World), lista 1800 uczelni

Ranking ten należy traktować z wielką ostrożnością, jest bowiem oparty głównie na kryteriach uznaniowych (reputacyjnych) i to zarówno w odniesieniu do pracy badawczej, jak i dydaktyki oraz opinii pracodawców. Kryteria bibliometryczne mają w tym przypadku mniejsze znaczenie. Poza pierwszą pięćdziesiątką, dla której znajdujemy satysfakcjonującą zgodność z pozostałymi trzema rankingami, pozycje wielu niżej sklasyfikowanych uczelni znacząco się różnią od tych przypisanych w innych rankingach. Są na ogół niższe, a na liście pojawia się wiele uczelni nieklasyfikowanych w pozostałych rankingach. Inną cechą specyficzną tego rankingu jest znacząco wyższa niż w innych rankingach pozycja uczelni medycznych.

Polska i kraje sąsiadujące w rankingach ARWU, USNWR Global, QS World i THE World

Polskie uczelnie w w/w rankingach wypadają niezbyt dobrze, biorąc pod uwagę PKB per capita i potencjał ludnościowy naszego kraju. Przyczynia się do tego mizerne finansowanie nauki i, w wielu przypadkach, niewłaściwa polityka naukowa, w tym publikacyjna. Tabela 7. przedstawia pozycję rankingową we wszystkich czterech rankingach tych uczelni polskich, które znalazły się na liście szanghajskiej (ARWU), a także uczelni z dawnych tzw. demoludów oraz krajów powstałych z rozpadu Związku Radzieckiego, Jugosławii i Czechosłowacji. Dziewięć polskich uczelni znajduje się na liście szanghajskiej, ale średnio na miejscach nieco gorszych niż sześć uczelni czeskich. W sumie, w porównaniu z innymi krajami z najbliższego otoczenia, nie wypadamy źle, ale należy pamiętać, że nasz potencjał ludnościowy jest ponad dwuipółkrotnie większy niż Czech i Węgier, więc nasza przewaga w liczbie sklasyfikowanych uczelni powinna być większa.

Dalekie miejsca polskich uczelni w rankingu ARWU wynikają z faktu, iż wskaźniki „noblowsko-fieldsowskie” na naszych uniwersytetach są albo zerowe, albo bardzo małe. Wskaźnik award dla wszystkich polskich uczelni wynosi zero. Wskaźnik alumni jest niezerowy tylko dla Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobnie jest ze wskaźnikiem HiCi, który jest niezerowy tylko dla Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego, dzięki dużej cytowalności prac prof. Piotra Ponikowskiego, oraz dla Politechniki Gdańskiej, do czego przyczynił się nieżyjący już prof. Jacek Namieśnik. Szansa poprawy w/w wskaźników jest w przypadku polskich uczelni znikoma. Mała jest również szansa polepszenia pozycji naszych uczelni poprzez zwiększenie liczby prac zamieszczonych w „Nature” i „Science” (wskaźnik N&S), gdyż udział artykułów z polską afiliacją opublikowanych w tych periodykach był, jest i prawdopodobnie będzie bardzo mały. Jedyną drogę w znaczącym podwyższeniu pozycji polskich uczelni w rankingu ARWU (i równocześnie w USNWR Global) widzimy w poprawie wskaźnika efektywności publikowania (PUB). Wymagałoby to zamieszczania artykułów przedstawiających znaczące osiągnięcia badawcze w prestiżowych periodykach naukowych. Tymczasem w ostatnich latach obserwuje się lawinowy wręcz wzrost publikacji zamieszczanych w periodykach o niewielkim prestiżu i jeszcze mniejszej wartości, wydawanych przez oficynę MDPI. Polska, Rumunia oraz Litwa stały się w ostatnich latach światowymi czempionami publikowania w płatnych czasopismach MDPI, szczodrze zasilając tę chińską oficynę wydawniczą pieniędzmi z polskich subwencji badawczych. Jest to wynik pragmatyzmu polskich pracowników naukowych, gdyż Ministerstwo Nauki tak szczodrze przydzieliło punkty ministerialne periodykom tej oficyny, że publikowanie tam daje maksymalny zysk punktowy przy najmniejszym wysiłku, bez konieczności prowadzenia trudnych dysput z surowymi recenzentami. Publikowanie w czasopismach MDPI, ułatwiając rozliczenie osiągnięć naukowych w Polsce, bardzo szybko doprowadzi do zniknięcia wielu polskich uczelni z rankingów ARWU i USNWR Global, a prawdopodobnie i z pozostałych dwóch.

Prof. dr hab. inż. Adam Proń, chemia i inżynieria materiałów oraz chemia polimerów, pracownik Katedry Chemii i Technologii Polimerów Politechniki Warszawskiej

Prof. dr hab. inż. Halina Szatyłowicz, chemia fizyczna, pracownik Zakładu Chemii Fizycznej Politechniki Warszawskiej

Wróć