Marcelina Smużewska

Jan Sehn przez dwadzieścia lat tropił wytrwale zbrodniarzy niemieckich. Był skrupulatny i cierpliwy. Zadbał o to, by pamięć o Holokauście nie zaginęła, zabezpieczając dokumenty z obozu w Auschwitz i Generalnego Gubernatorstwa. Wielokrotnie przesłuchiwał wielu nazistów, w tym samego Rudolfa Hößa. Pisał o tym m.in. Filip Gańczak w książkach: Profesor Jan Sehn 1909-1965. Prawnik, sędzia śledczy, łowca nazistów (publikacja z Piotrem Litką z 2019 roku) i Jan Sehn: tropiciel nazistów (2020). Prace zawierają bogaty materiał źródłowy. Źródło zdjęcia: www.gov.pl/web/ies
Jan Sehn urodził się 22 kwietnia 1909 roku w Tuszowie Małym. Jego rodzina miała korzenie wśród niemieckich kolonistów osadzonych na terenie ówczesnej Galicji. Gdy miał osiem lat, zmarła jego matka. Będąc uczniem gimnazjum w Mielcu, mieszkał już poza domem rodzinnym. Świadectwo maturalne Jana Sehna nie zawiera szczególnie dobrych stopni, choć było wystarczające, żeby dostać się na prawo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studia ukończył z sukcesem i w roku 1933 uzyskał magisterium. W czasie studiów angażował się w pracę Legionu Młodych.
Po studiach został aplikantem sądowym przy Sądzie Okręgowym w Krakowie. Pierwsze dwa lata były trudne, ponieważ Sehn nie miał etatu. Przez krótki czas był nawet komornikiem, ale zrezygnował z tego zajęcia po kilku miesiącach. Od 1935 r. współpracował z Marianem Restorffem (1903-1974), który miał opinię najlepszego sędziego śledczego w mieście. Od 1938 roku Sehn był asesorem i pełnił obowiązki sędziego śledczego.
Dla niewtajemniczonych w nomenklaturę zawodów prawniczych: praca sędziego śledczego polega na prowadzeniu postępowania przygotowawczego, czyli na przesłuchiwaniu świadków i gromadzeniu dowodów. Sehn zasłynął z rozwikłania zagadki tajemniczej śmierci trzech młodych lekarzy w komorze kompresyjnej Państwowego Szpitala św. Łazarza w Krakowie. Ustalił, że przyczyną nieszczęśliwego zdarzenia było wzniecenie otwartego ognia od papierosa. Sehn doskonalił swoją wiedzę z zakresu kryminalistyki. Zapoznawał się z metodami medycyny sądowej, toksykologii sądowej, trasologii (badanie śladów stóp, kół itp.) i innych działów wiedzy przydatnych w dochodzeniach śledczych. Według współpracowników, kryminalistyka była jego życiową pasją.
Po wybuchu II wojny światowej nie chciał podpisać volkslisty i uczestniczyć w pracach niemieckiego aparatu sprawiedliwości. W sierpniu 1940 r. ożenił się z Zofią Puskarczyk, księgową pochodzącą z dobrze sytuowanej krakowskiej rodziny. W listopadzie 1940 r. dostał pracę w Stowarzyszeniu Restauratorów i Pokrewnych Zawodów, w czym pomocna była rodzina małżonki. Stowarzyszenie byłą organizacją polską, która rozdzielała towary pomiędzy obiekty restauracyjne w mieście. Z czasem Niemcy zaczęli coraz bardziej kontrolować stowarzyszenie, co doprowadziło do zamknięcia wielu lokali w mieście.
Po wojnie Sehn wrócił do pracy w sądownictwie. Zajął się przesłuchiwaniem niemieckich zbrodniarzy i gromadzeniem materiału dowodowego dotyczącego ich czynów. Jego przewaga nad innymi polegała na tym, że oprócz ogromnej wiedzy z zakresu prawa, kryminologii i psychologii, biegle posługiwał się językiem niemieckim. W pierwszej kolejności zajął się postępowaniem śledczym w Auschwitz. Stwierdził, że „wina w skali obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau rozsadza wszystkie przyjęte w stosunkach międzyludzkich kryteria dobra i zła, prawdy i fałszu, prawa i bezprawia, tego co słuszne i niesłuszne – i dlatego przekracza granice osądu przez pojedynczego sędziego śledczego” (przytaczam za Gończakiem i Litką 2019). Mimo to niestrudzenie gromadził dowody i przesłuchiwał świadków oraz niemieckich osadzonych. Pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce.
Dochodzenie śledcze na terenie obozu w Oświęcimiu rozpoczęło się wiosną 1945 r. Jeszcze wtedy był tam szpital, w którym przebywało około 400 byłych więźniów. Ich stan był ciężki. Część terenów obozu znajdowała się pod nadzorem wojsk radzieckich, które utrudniały prowadzenie dochodzenia. Rosjanie sami wywozili z Auschwitz dokumenty i pozwalali niszczeć barakom, zamiast je zabezpieczyć. Sehn i jego ekipa zbierała wszelką dokumentację, jaką udało im się znaleźć na terenie obozu. W tym czasie powstał też tekst Obóz koncentracyjny i zagłady Oświęcim (1946). Autor szacował, że w obozie zginęło około 5 milionów ludzi. Dziś sądzi się, że raczej około 1,1 mln. Niemniej jednak wartość tekstu jest w szczegółowym opisie funkcjonowania obozu. Sehn dotarł np. do dokumentów opisujących funkcjonowanie komór gazowych. Odnalazł i zabezpieczył też część akt dotyczących eksperymentów medycznych i egzekucji. Opisał także, jak Niemcy próbowali zatrzeć ślady po swoich zbrodniach.
Pod koniec 1945 roku Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich (od 1949 r. – Hitlerowskich) sformalizowała swoją działalność, na co miał też wpływ bohater tego artykułu. Sehn został przewodniczącym komisji okręgowej w Krakowie i zaczął gromadzić akta NSDAP, rządu Generalnego Gubernatorstwa, wykazy więźniów i robotników przymusowych. Przeprowadzono ekshumacje, m.in. w forcie Krzesławice na terenie Krakowa. Sehn był także odpowiedzialny za gromadzenie dokumentacji dowodowej obciążającej Hansa Franka, generalnego gubernatora 1939-1945.
W lutym 1946 roku powołano Polską Misję Wojskową Badania Niemieckich Zbrodni Wojennych. Jej celem było odnalezienie zbrodniarzy ukrywających się na terenie innych krajów lub znajdujących się w tamtejszych więzieniach. W składzie komisji byli głównie wojskowi, ale również cywilni prawnicy, m.in. Jan Sehn. Na potrzeby tego zadania Sehn otrzymał mundur i tytularny stopień kapitana, aby mógł być traktowany poważnie przez wojskowych z innych krajów. Swoją misję rozpoczął w Wiesbaden, gdzie zapoznawał się z materiałem udostępnionym przez Amerykanów. Był też w Paryżu, gdzie zlokalizowano Centralny Rejestr Zbrodniarzy Wojennych i Podejrzanych (CROWCASS). Był pod wrażeniem jego organizacji: „odszukanie Schultza, o którym wiadomo, że był Rottenführerem i jest rudy, trwa kilka minut” (przytaczam za Gończakiem i Litką 2019).
Pierwszym zbrodniarzem, którego Sehn doprowadził przed oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości, był Amon Göth, były komendant obozu Plaszow, dziś znany szerzej dzięki filmowi Spielberga Lista Schindlera. Sam podejrzany nie przyznawał się do zarzucanych mu zbrodni, jednak udało się udowodnić, że to on kierował likwidacją gett w Krakowie i Tarnowie oraz zabijał i maltretował więźniów z obozu Plaszow. Za to dostał karę śmierci, którą wymierzono mu we wrześniu 1946 roku w Krakowie.
Sehn przesłuchiwał także Rudolfa Hößa, komendanta obozu Auschwitz, jesienią i zimą na przełomie 1946 i 1947 roku. Pokazywał mu dowody, przytaczał zeznania świadków. Höß przyznał się do zarzucanych mu zbrodni. Tłumaczył je rozkazami i ślepym posłuszeństwem wobec przełożonych. Wskazał też wielu innych zbrodniarzy i szczegółowo opowiedział o organizacji obozu. Ta otwartość Hößa to w dużej mierze zasługa śledczego Sehna, który zbudował relację z Niemcem. W więzieniu traktował go dobrze. Pozwalał mu czytać książki i pisać do rodziny. Zachęcił nawet do napisania wspomnień, które uznano później za „najbardziej miarodajne świadectwo niewyobrażalnej zbrodni” (opinia Jerzego Rawicza, przytaczam za Gończak i Litka 2019). Tekst ukazał się w 1956 roku i był opatrzony wstępem Jana Sehna. Hößa stracono w Auschwitz wiosną 1947 roku.
Kolejnym zadaniem prawnika było przygotowanie materiału do procesów kilkudziesięciu członków załogi obozu Auschwitz. W tym celu Sehn posłużył się ciekawym zabiegiem. Polecił rozwiesić zdjęcia byłych esesmanów w dużych miastach, w ruchliwych punktach, gdzie będzie mogła je zobaczyć znaczna liczba przechodniów. Pod zdjęciami znajdował się apel o zgłaszanie się świadków. W ten sposób powstał w krótkim czasie materiał dowodowy, który pozwolił na uruchomienie procesów. Większość sądzonych Niemców nie przyznawała się jednak do winy. Zasłaniali się niewiedzą, brakiem pamięci lub wykonywaniem rozkazów. Mimo to pod koniec 1947 roku zapadły 23 wyroki skazujące na karę śmierci i 16 wyroków kary więzienia, w tym 6 – dożywotniego.
Jesienią 1947 r. Sehn pojechał do Norymbergi, gdzie obserwował procesy przed amerykańskim trybunałem. Negocjował z Amerykanami wydanie kolejnych nazistów, ale sprawa komplikowała się ze względu na zaostrzającą się zimną wojnę. Z podróży tej prawnik przywiózł dziennik Hansa Franka, który do dziś jest cennym źródłem wiedzy o okupacji. Dokument stał się dowodem przeciwko Josefowi Bühlerowi, który był zastępcą gubernatora. W tym procesie świadkowie odegrali drugorzędną rolę. Większe znaczenie miał właśnie wspomniany dziennik i dokumenty Generalnego Gubernatorstwa, które Jan Sehn zabezpieczył wcześniej podczas pracy w ramach krakowskiej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich.
Jan Sehn nigdy nie był członkiem PZPR, ale w 1947 roku zapisał się do Stronnictwa Demokratycznego. Był też członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i Towarzystwa Przyjaciół Rodziny Milicyjnej. Doktorat pt. Oględziny obronił w 1949 roku na Wydziale Prawa UJ. Tekst ten był w zasadzie wolny od ideologii. Pochwałę dla dokonań nauki radzieckiej możemy jednak znaleźć w książce Obecny stan kryminalistyki w Polsce (1951), która była podstawą przyznania stopnia docenta.
W 1948 roku zlecono Sehnowi przeprowadzenie śledztwa w sprawie Katynia. Dochodzenie miało być skierowane na udowodnienie rzekomej winy Niemców oraz dyskredytowanie tych Polaków, którzy byli świadkami ekshumacji. Jan Sehn jednak w tej kwestii prowadził dochodzenie bardzo nieudolnie. Jak można się domyślać – celowo. Jako szef Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie (od 1949 roku) pomógł ukryć materiał Jana Zygmunta Robla (1886-1962) dotyczący pomordowanych polskich oficerów. Dokumenty ujrzały światło dzienne dopiero w nowej rzeczywistości politycznej 1991 roku.
Sehn był też dobrym organizatorem. Pod jego kierownictwem Instytut Ekspertyz Sądowych modernizował się i prowadził wartościowe prace badawcze. Od 1959 roku miał Radę Naukową, a od 1960 roku własne czasopismo „Z Zagadnień Kryminalistyki”. Sehn prowadził także Dział Dokumentacji Państwowego Muzeum w Oświęcimiu. Od 1949 roku był wykładowcą na Wydziale Prawa UJ. W 1961 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego. Od 1963 roku był kierownikiem Zakładu Kryminalistyki przy Katedrze Prawa Karnego UJ. W Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich pracował do jej rozwiązania w 1953 roku. Po śmierci Stalina nawiązywał relacje z zachodnioniemieckimi instytucjami, które nadal ścigały zbrodniarzy wojennych. Nie mógł się pogodzić z tym, że niektórzy z nich wrócili do normalnego życia, a ich grzechy pozostawały nieznane opinii publicznej.
Nie tylko w Polsce, ale i w RFN Sehn dał się więc poznać jako „łowca nazistów”. Prawnik udostępnił Niemcom polskie materiały z postępowania przeciwko Rudolfowi Hößowi i akta personalne esesmanów z obozu. Dzięki temu w grudniu 1963 roku ruszył we Frankfurcie wielki proces oświęcimski. Wśród oskarżonych byli adiutant komendanta Robert Mulka i rapportführer Oswald Kaduk. Sehn zorganizował także wizję lokalną w obozie, co było niezwykłe, bo przecież istniała „żelazna kurtyna”. PRL i RFN nie miały nawet stosunków dyplomatycznych. Dzięki wizycie w obozie oskarżonym trudniej było zasłaniać się niewiedzą, ponieważ śledczy na własne oczy mogli zobaczyć organizację i lokalizację poszczególnych punktów obozu. Proces zakończył się w 1965 roku. Dożywocie dostało 6 osób.

Jan Sehn na sali sądowej (w środku z laską) Fot. AIPN
Pod koniec 1965 roku miał ruszyć kolejny proces oświęcimski, tym razem we Frankfurcie. Oskarżonymi byli: Wilhelm Burger (kierownik administracji obozowej), Josef Erber (Wydział Polityczny) i Gerhard Neubert (lekarz SS). Sehn pojechał do RFN z materiałami, zeznaniami świadków i oskarżycielami posiłkowymi. Zmarł w nocy z 11 na 12 grudnia 1965 roku w hotelu Rex. Oficjalną przyczyną był atak serca. Jak było naprawdę? Trudno orzec.
Eugeniusz Szmulewski, który towarzyszył w tej podróży Sehnowi, wspominał, że na stoliku nocnym leżał numer „Deutsche National-Zeitung und Soldaten-Zeitung”, w którym był artykuł krytyczny wobec Jana Sehna. Zarzucano mu w nim, że podczas pierwszego procesu frankfurckiego otrzymywał zwrot kosztów, mimo że nie był ani świadkiem, ani biegłym. Szmulewski twierdził, że publikacja bardzo zdenerwowała profesora, wskutek czego zmarł. Inni wspominali o niezbyt higienicznym trybie życia (nałóg palenia) i wcześniejszych problemach ze zdrowiem. Jednak współpracowniczce Sehna, Marii Kozłowskiej, dziwne wydaje się, że profesor zmarł akurat wtedy, gdy Szmulewski – wspomniany towarzysz, który był jednocześnie uznawany za ochroniarza – wyszedł z pokoju hotelowego po papierosy. Sehn otrzymywał podobno pogróżki od przeciwników rozliczania nazistów. Przed wyjazdem zostawił też kopertę z pieniędzmi „na koszty własne” oraz oddał sekretarce klucz do szuflady z osobistymi rzeczami, czego nigdy ponoć nie robił (Gończak, Litka 2019).
Jan Sehn został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Uroczystość zgromadziła tłumy. Był nawet ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie po dziś dzień nosi imię Jana Sehna.
Wróć