Piotr Müldner-Nieckowski
Co roku mniej więcej w połowie października zbieram notatki z telefonu, komputera, zeszytu trzymanego w torbie przeznaczonej na wyjścia z domu, z dwóch skrytek w samochodzie i kieszeni wszelkich marynarek, swetrów, spodni – i robię porządki w notatkach na temat języka polskiego w praktyce. To już trwa pięćdziesiąt lat, więc prywatnie urządziłem sobie jubileusz polegający na konkursie na najczęściej spotykaną (w tych zapiskach) niezręczność językową.
Od dwunastu lat na pierwszym miejscu niezmiennie ex equo moszczą się tam trzy (już klasyczne) niezręczności, a mianowicie wyrażenia: rosyjskie póki co i wyglądające na całkowicie już w języku telewizyjnym utrwalone na dzień dzisiejszy (wraz z licznymi pochodnymi, takimi jak na chwilę obecną, na ten moment, zamiast dzisiaj, dziś, teraz, obecnie), wreszcie używana w oficjalnych sytuacjach zbyt poufała forma adresatywna typu jak państwo widzicie (zamiast jak państwo widzą).
Wszystkie trzy przy różnych okazjach są wymieniane przez ogół specjalistów od poprawności językowej. Należą do nich także Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski i Jan Miodek, ci sami, z którymi w 2014 roku Jerzy Sosnowski przeprowadził obszerną, by nie powiedzieć „rozległą”, a więc rozgałęzioną tematycznie rozmowę, i opublikował w książce pt. Wszystko zależy od przecinka. Polecam to arcydzieło dialogu naukowego, bo znakomicie odsłania meandry myślenia wybitnych myślicieli. Fascynująca lektura, pokazuje problemy i tajemnice, z którymi borykają się poloniści, zwłaszcza tak zwani poprawnościowcy. Takie, których dotykamy co dzień, z którymi stykamy się nawet we snach, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo są trudne w ocenie. Książka nie tylko się nie zestarzała, ale wręcz nabrała aktualności. Język polski, przynajmniej w polityce, w mediach, bardzo ostatnio stracił na komunikatywności, estetyce i jeszcze niedawnym bogactwie słownikowym, mimo że ma do dyspozycji fenomenalne słowotwórstwo i mechanizmy metaforyzacyjne.
Spośród wymienionych wyżej wielowyrazowców najbardziej irytujące jest przysłówkowe póki co, które według Innego słownika języka polskiego pod redakcją Mirosława Bańko (PWN, Warszawa 2002) ma znaczyć ‘na razie’. Po rosyjsku, wymawiane jako „paka szto”, znaczy ‘tymczasem’, a zostało zapożyczone przez warszawiaków w czasie zaborów. Moja babka mówiła, że wyrażenie póki co w Warszawie okresu międzywojennego (1918-1945) było używane ironicznie jako kpina z czyjeś „rosyjskości” albo z „sytuacji właściwej rosyjskiemu systemowi sowieckiemu”. Między innymi z wykładów gwaroznawczych Bronisława Wieczorkiewicza pamiętam, że w PRL-u miało się powoli wycofywać, zanikać, aby gwałtownie odżyć na początku lat 70. XX w., ale już nie jako nacechowane antyrosyjsko.
To jeszcze nie wszystko, bo okazuje się, że w polskich wypowiedziach ustnych i pisanych dzisiaj niestety zastępuje całą serię innych form o subtelnie wyznaczonych znaczeniach, wspomniane ‘na razie’ i ‘tymczasem’, ale także ‘dopóki’, ‘w tej chwili’, ‘w tym momencie’, ‘chwilowo’, ‘przejściowo’, ‘obecnie’, ‘teraz’, ‘dotychczas’, ‘do tej pory’, ‘do tej chwili’, ‘jeszcze’, ‘do dziś’, ‘do dzisiaj’, ‘niekompletnie’, ‘niecałkowicie’, ‘niedostatecznie’, ‘nie w całości’ oraz sporą grupę wyrazów i wyrażeń bliskoznacznych.
Jan Miodek w swoim Słowniku ojczyzny polszczyzny (Wrocław 2002) nazywa to wyrażenie „natrętnym rusycyzmem”, sugerując, że on się nim brzydzi, i to wcale nie ze względów ksenofobicznych, ale dlatego że powiedzonko to ruguje dużą liczbę wyrażeń niosących podobne, jednak nieco inaczej pomyślane i konstruowane względem kontekstu znaczenia. Te drobne różnice sensu, zniuansowane nacechowania są właściwością języka, z której warto korzystać, aby komunikacja mowna była dokładniejsza, ściślejsza i nawet po prostu ładniejsza. Tymczasem póki co, jak podkreśla profesor, niszczy te możliwości słowne i frazeologiczne. Wniosek nasuwa się sam: nie powinno być stosowane, ponieważ jest wymiataczem wyrażeń polskich.
W 2015 r napadło na mnie trzech dziennikarzy z czasopism motoryzacyjnych (na szczęście tylko listownie, choć odgrażali się, że mnie dopadną), którzy postanowili wytępić wszystkich wrogów wyrażenia póki co, zwłaszcza w moim serwisie poprawnościowym Lekarski Poradnik Językowy https://lpj.pl. Byli w zmowie i uznali, że najlepiej będzie, jeśli wyjawią, że po pierwsze są w tym dwuwyrazie zakochani, gdyż ich zdaniem „nadaje polszczyźnie szlachetniejsze brzmienie i dostraja myślenie do gier językowych, jakże potrzebnych w edukacji i namawianiu młodych do czytania książek” (cytuję dosłownie list jednego z nich, specjalisty od wyglądu, funkcji i urody samochodów marki Škoda). Po drugie, że już mają dostęp do serwera, na którym mój poradnik się znajduje, i wkrótce zrobią na nim porządek. Do dzisiaj nie zrobili, ale mam się na baczności i pamiętam ich dezaprobatę wobec zwalczania przeze mnie owego póki co.
Jest jednak faktem, że niektórzy językoznawcy nie potępiają póki co, tylko zalecają jak najrzadsze jego używanie, mimo że w Polsce możemy sobie mówić, co i jak chcemy. Podobnie jest z na dzień dzisiejszy i jak państwo widzicie. Też tak mówić można. To prawda, ale mnóstwo ludzi nadal po cichu zwraca na to uwagę i sobie zapamiętuje, z czyich ust wyszło.
e-mail: lpj@lpj.pl