logo
FA 10/2023 felietony

Leszek Szaruga

Jednym zdaniem

Jednym zdaniem 1

Źródło: Wikipedia

Przed laty, gdy jeszcze w samolotach podawano do posiłków metalowe sztućce, co jest o tyle ważne, że dzięki temu skompletowałem imponującą kolekcję łyżeczek różnych linii lotniczych, otóż w tych odległych czasach, po zamówieniu dodatkowej szklaneczki whisky, zwróciłem uwagę na jej, owej szklaneczki, kształt oraz funkcjonalność i zdałem sobie sprawę z faktu, że niezmiernie rzadko zdarza się nam dostrzegać w na co dzień używanych czy jedynie towarzyszących nam przedmiotach nie tylko ich walory, lecz także, a może nawet przede wszystkim, myśleć o ich twórcach czy wytwórcach, dzięki którym znalazły się one w naszym otoczeniu, co oznacza, że chcąc nie chcąc weszliśmy w dialog z osobą, która wykreowała, często w trudzie i z mozołem, czasem zaś jakby od niechcenia i przypadkiem coś, co jest przeznaczone dla innych ludzi, w większości zapewne nieznajomych, być może nawet takich, którzy będą żyli dziesiątki, a nawet setki czy tysiące lat później i tym samym nawiązuje się między twórcą i użytkownikiem swoista, trudna do zdefiniowania więź, której charakter uzależniony jest od tego, czy wiemy, kto osobiście rzecz ową powołał do istnienia, czy też pozostaje on postacią w pełni anonimową, jak liczni autorzy tekstów czy malarze średniowieczni, nie mówiąc już o wynalazcy koła, niezależnie jednak od tego moc tej więzi zależy od faktu, czy jesteśmy świadomi tego, że obiekt, który jest przez nas dostrzeżony, powstawał z myślą o tych wszystkich, bądź jedynie o konkretnych odbiorcach z myślą, iż wywoła z ich strony jakąś reakcję albo po prostu, jak w wypadku takich plastikowych szklaneczek produkowanych masowo, lecz przecież w oparciu o projekt opracowany przez innego człowieka, zostanie zużyty i wyrzucony bezrefleksyjnie jako nic nieznaczący odpad, świadomość zaś w tym wypadku przywołuje do istnienia kogoś skrytego za bezdusznym procesem mechanicznego odtwarzania jego pomysłu lub nawet kogoś, kto, stworzywszy ten przedmiot przed laty, dziś już nie żyje, gdy tymczasem właśnie w jego wytworze przetrwała do dziś jakaś cząstka jego duszy, jakiś energetyczny impuls, za sprawą którego trwa i rozwija się przez kolejne kontakty dyskretna relacja o ponadczasowym wymiarze, tworząc w ten sposób skomplikowaną sieć wzajemnych powiązań między wszystkimi ludźmi, jako że przecież podobne właściwości mają wszystkie wytworzone przez człowieka przedmioty i tym samym krzyżują się i wciąż rozbudowują plecionkę ludzkiej aktywności, co można zobrazować sytuacją, w której, gdy kupiłem na rynku staroci kamienną figurkę niedźwiedzia powstałą kiedyś, być może dawno temu, w okolicach jeziora Bajkał, zacząłem myśleć o kimś mi osobiście nieznanym, kto pewnie wiele czasu i uwagi poświęcił wydobyciu z odłamka skalnego tego przedmiotu służącego mi dziś jako przycisk do notatek, być może dla samego twórcy będącym zastosowaniem zgoła zaskakującym, ale też począłem się zastanawiać nad drogą, jaką ta figurka musiała przebyć, by w końcu trafić na moje biurko, a też myśleć o ludziach, którzy przede mną weszli w jej posiadanie, co zresztą nie jest pomysłem narracyjnie nowym, jako że przy okazji przypomniałem sobie powieść Dzieje jednego pocisku Tadeusza Gałeckiego, bardziej znanego pod pseudonimem Andrzej Strug, masona, mistrza Wielkiej Loży Polskiej, wcześniej zesłańca, następnie legionisty Piłsudskiego, który wraz ze Stefanem Żeromskim, prezydentem powstałej w październiku 1918 roku Rzeczypospolitej Zakopiańskiej, stał w mej młodości w szeregu pisarzy formujących moją społeczną świadomość, a zatem, jak widać, namysł nad jednym tylko pozornie nic nieznaczącym przedmiotem, jakim była plastikowa, wyrzucona zapewne do śmieci szklaneczka pozwalająca mi umilać sobie podróż smakiem dobrej whisky, może być zapłonem uruchamiającym łańcuch skojarzeń całkowicie nieprzewidywalnych, ale utwierdzającym poczucie spójności świata, przede wszystkim zaś więzi łączących ludzi, z których wielu zapewne byłoby zaskoczonych tym, że coś ich może łączyć z ludźmi epoki kamiennej czy nawet z neandertalczykami, z którymi relacje naszkicowane zostały w pasjonującej książce Dymitra Papagianniego i Michala A. Morse Neandertalczyk na nowo odkryty wydanej ostatnio przez oficynę Prószyński i S-ka w przekładzie Bartosza Sałbuta, przy czym są to przecież więzi bardzo dyskretne, zaś odkrywanie ich i śledzenie stanowi jedną ze ścieżek rozwoju nauki, prowadzić zaś może często do konstatacji zdumiewających a nawet dziwnych, nie zawsze zgodnych z naszymi odczuciami czy wyobrażeniami o wspólnym świecie, w którym żyć musimy, co trudno w pełni wyrazić jednym zdaniem, lecz przy odrobinie skupienia i wysiłku wydaje się jednak możliwe, czego pragnąłem dowieść w tym właśnie felietonie, zdając sobie jednocześnie sprawę z faktu, że stawiam czytelniczki oraz czytelników tego tekstu przed przedsięwzięciem być może niewykonalnym, jakim jest przeczytanie całości bez oznak znużenia i złości na autora pozwalającego sobie na tak niepoważne wybryki na łamach poważnego periodyku naukowego, co nie zmienia faktu, że sam się przy tym nieźle bawiłem.

Wróć