Bogdan Bernat

Złą prasę miało Bizancjum od czasów oświecenia. Największą wściekłość jego luminarzy wzbudził fakt, że Bizancjum było zbiorowością fundamentalnie religijną. To kłuło w oczy. Dorzucono do tego jeszcze chroniczną biurokrację, korupcję, zawiłości niekończących się intryg, a nadto dość trudną do opanowania attycką odmianę greki, będącą w Bizancjum wzorem formułowania wypowiedzi pisemnych, oraz programową niechęć mieszkańców Bizancjum do wszystkiego co zachodnie.
Przykładowo dla Woltera Bizancjum było „bezwartościową zbieraniną przemów i cudów, stanowiących obrazę dla ludzkiego umysłu”. Cała zaś negatywna ocena Bizancjum zgrabnie zebrana przez Monteskiusza w jego Uwagach nad przyczynami wielkości y upadku Rzeczypospolitey Rzymskiey (tł. A. Wiśniewski, Warszawa 1762) przez wieki wpływała na intelektualistów kolejnych epok. Hegel, odrzucając osiągnięcia naukowe i intelektualne ludzi Bizancjum, wyeksponował je jako „obraz słabości, gdzie nędzne, a nawet bezmyślne namiętności nie dopuszczają do objawienia się niczego wielkiego w myślach, czynach, osobnikach” (G.W.F. Hegel, Wykłady z filozofii dziejów, tł. A. Zieleńczyk, Warszawa 1919). Nawet dla Edwarda Gibbona, którego Zmierzch i upadek cesarstwa rzymskiego wywarł znaczący wpływ na świadomość historyczną wykształconych anglosaskich elit, była bizantyńska historia „nużącą i jednorodną opowieścią o słabości i nieszczęściu”. Wygodne było więc zmarginalizowanie ponadtysiącletnich dziejów Bizancjum i uczynienie z nich – w porównaniu z miejscem, jakie zajmuje w edukacji szkolnej republika i zachodnie cesarstwo rzymskie – ledwie wrażenia czy ciekawostki i to raczej ku przestrodze. Tak też na Zachodzie pierwsze skojarzenia związane z przymiotnikiem ‘bizantyjski’ niekoniecznie tyczą się stricte historii czy kontekstu geograficznego. Dlatego należałoby pamiętać, o co apeluje Sarris, chociaż języka polskiego aż tak to jeszcze nie dotyczy, że przymiotnik Byzantios/ Byzantiakos – bizantyjski/bizantyński, dziś o pejoratywnym znaczeniu, na przełomie starożytności i średniowiecza używany był jedynie na określenie ludzi pochodzących z Konstantynopola, znanego pod grecką nazwą Bizancjum (gr. Byzantion). Było to w czasach, zanim cesarz Konstantyn I nie przemianował jeszcze na własną cześć nazwy miasta. W 325 roku nazwano je Konstantinoupolis Nea Rome – Miasto Konstantyna, Nowy Rzym.
A w jaki sposób zdefiniował Bizancjum sam Peter Sarris, profesor Uniwersytetu Cambridge? O Bizancjum mówi wpierw jako o „chrześcijańskim społeczeństwie”. Zaskakująca definicja. Oczekiwałoby się określenia państwo, ewentualnie cywilizacja, ostatecznie kultura, ale społeczeństwo chrześcijańskie? W społeczeństwie tym zarówno duchowni, jak i świeccy wierzący „przechowywali zdobycze klasycznej greckiej (i pogańskiej) filozofii, literatury i wiedzy”.
Złupienie Konstantynopola przez „łacinników” w 1204 r. było morderczym ciosem, po którym świat bizantyński już się nie podniósł. Drastyczne opisy krzywd wyrządzanych miastu i jego mieszkańcom przez zachodnioeuropejskie rycerstwo, kler i wędrowną hołotę, niszczenie ikon, plądrowanie kościołów, gwałty na mniszkach, grabież relikwii na sprzedaż, wszystko to przyspieszyło upadek, który bez tej wątpliwej pomocy Zachodu nie nastąpiłby tak szybko (XV w.). Z perspektywy Zachodu wyprawa 1204 r. się opłaciła. Europejczycy się wzbogacili, poczynając od dawnej bizantyńskiej kolonii Wenecji, która rozsyłała po klasztorach i katedrach resztki skarbów upadającego wschodniego cesarstwa. Ci, którzy byli uczestnikami lub świadkami zdarzeń, a czuli dyskomfort moralny, wkrótce otrzymali zawiłe teologicznie usprawiedliwienie świętych kradzieży (furta sacra).
Bizancjum Sarrisa jest książką wymagającą namysłu, a może i rewizji, nowego spojrzenia na fakty bezsporne i utrwalone w zachodniej historiografii, jak chociażby datę upadku Konstantynopola 1453 r. Czy rzeczywiście Bizancjum wtedy upadło i czy winę za jego kres ponoszą Turcy?
Bogdan Bernat
Peter SARRIS, Bizancjum, tłum. Andrzej Kompa, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2022.
Wróć