logo
FA 10/2022 życie akademickie

rozmowa z dr. Dariuszem Karłowiczem, filozofem, prezesem Fundacji Świętego Mikołaja i dyrektorem programowym Instytutu Kultury św. Jana Pawła II w Angelicum

Polsko-rzymska perspektywa

Polsko-rzymska perspektywa 1

W stulecie urodzin świętego Jana Pawła II, z inicjatywy „Teologii Politycznej”, powstał w rzymskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu – Angelicum – Instytut Kultury imienia polskiego papieża. Jaka była geneza?

Przyczyną było przekonanie, że pilnie potrzebna jest działająca w skali Kościoła powszechnego instytucja, która w twórczy sposób zajęłaby się dziedzictwem Jana Pawła II. Oczywiście byłoby rzeczą wspaniałą, gdyby taką inicjatywę podjęło państwo albo Kościół, ale tak się nie stało. Zatem podjęła się jej organizacja pozarządowa.

„Teologia Polityczna”.

Fundacja św. Mikołaja, która jest wydawcą „Teologii Politycznej”.

Proszę opowiedzieć, jak to się stało. Bo to jednak wydarzenie bez precedensu.

Pewnego razu przyszedł do mnie Mateusz Bednarkiewicz, reżyser i filozof (syn znanego adwokata Macieja Bednarkiewicza) z pomysłem, żeby założyć w Rzymie instytucję upamiętniającą dorobek św. Jana Pawła II. Przez dwa lata chodziliśmy od Annasza do Kajfasza, żeby się zorientować, iż w Polsce nie znajdziemy żadnego instytucjonalnego zaplecza podobnej inicjatywy. Po dwóch latach, kiedy byliśmy już prawie gotowi się poddać, stanął na naszej drodze ówczesny rektor Angelicum, o. prof. Michał Paluch OP (umówił nas nieodżałowany o. Maciej Zięba). Ojciec rektor z wielką życzliwością potraktował pomysł, żeby Instytut otworzyć właśnie na Angelicum. Jan Paweł II jest najsłynniejszym alumnem tej znakomitej rzymskiej uczelni, więc taka lokalizacja wydaje się oczywista. Było to wiosną 2019, pół roku przed stuleciem urodzin Karola Wojtyły.

To był początek realizacji projektu?

Nie. Przez kolejne kilka miesięcy znowu obiegliśmy rozmaite instytucje w poszukiwaniu potrzebnych pieniędzy. Ponieważ znowu nic z tego nie wyszło, więc wraz z Joanną Paciorek, z którą prowadzimy Fundację św. Mikołaja, podjęliśmy decyzję o rezygnacji ze starań, które zabrały nam już dwa lata. Dokładnie w dwa dni po tej decyzji odwiedzili nas przyszli sponsorzy. Przyszli w zupełnie innym celu, ale kiedy – zresztą zupełnie przez przypadek – dowiedzieli się o tym projekcie, podjęli błyskawiczną decyzję o sfinansowaniu go. To byli państwo Jolanta i Mirosław Gruszkowie, do dziś główni sponsorzy Instytutu. Potem dołączyli następni: Krzysztof Domarecki, Wojciech Piasecki i Tomasz Zdziebkowski.

Kim są ludzie gotowi wydać niemałe, jak sądzę, pieniądze na cel nieobiecujący zysków materialnych, na wsparcie przedsięwzięcia edukacyjno-formacyjnego o bardzo szlachetnym założeniu, a charakterze elitarnym?

Wszyscy bez wyjątku to polscy biznesmeni działający z ogromnym rozmachem i wielkim sukcesem w różnych dziedzinach od przemysłu spożywczego, przez chemię budowlaną, przemysł kosmetyczny po rolnictwo. Transformacja sprawiła, że w polskim biznesie wielki sukces osiągnęli ludzie o niezwykłych jak na biznes horyzontach i, co ciekawe, często wcale niebiznesowym wykształceniu (mówię oczywiście o ich pierwszej, podstawowej formacji). Jolanta Gruszka jest romanistką, przez lata wykładowcą uniwersyteckim, Mirosław Gruszka z wykształcenia jest archeologiem i socjologiem. Krzysztof Domarecki jest doktorem prawa konstytucyjnego, Wojciech Piasecki wykształconym w Stanach Zjednoczonych politologiem, a Tomasz Zdziebkowski kończył studia rolnicze. Niezwykli, znakomicie oczytani ludzie, niepowierzchowni miłośnicy sztuki i kultury europejskiej, a przy tym ludzie bardzo zaangażowani w działalność kulturalną i charytatywną.

Nowa rola inteligencji humanistycznej. Obiecująca.

To są ludzie gruntownie wykształceni, o niezwykłej orientacji w świecie. Wszystkich ich łączy wielkie oddanie dziedzictwu Jana Pawła II i szczera troska o przyszłość cywilizacji, w której przyszło nam żyć.

Obecność takich osób na rynku i w życiu publicznym jest nowym zjawiskiem, jeszcze powszechnie nieznanym, a niezwykle ważnym.

Na pewno. Mówimy o ludziach, którzy nie są biznesmenami skoncentrowanymi wyłącznie na pomnażaniu kapitału, ale ludźmi, którzy gotowi są wziąć odpowiedzialność za stan i kształt polskiej i nie tylko polskiej kultury.

Dziełem takiej kategorii osób jest Instytut Kultury Jana Pawła w Rzymie. Jakie ma główne zadanie?

Historia jest dla nas środkiem, nie celem. Interesuje nas współczesność, kluczowe problemy Kościoła i świata, które chcemy rozważać wraz z Janem Pawłem II. Badanie dziedzictwa to sprawa bardzo istotna, ale nie można na nim poprzestać. Ogromne dziedzictwo, które pozostawił Jan Paweł II, to rzecz zbyt poważna, by oddać ją na wyłączność historykom.

W odbiorze przeciętnego człowieka nauka Jana Pawła jest wyrażona bardzo jasno i bardzo, powiedziałabym, definitywnie. Mniej trzeba ją interpretować, bardziej zaszczepiać, żeby w konsekwencji urzeczywistniać.

Z pewnością element popularyzacji jest ogromnie ważny. Z tego punktu widzenia trudno o lepsze miejsce od Angelicum, gdzie uczy się fantastyczna, starannie dobrana młodzież z blisko stu krajów katolickiego świata. Studentów, zwłaszcza młodych księży, zakonnice i zakonników, kierują tu ich diecezje. Wybór jest bardzo staranny, bo pobyt w Rzymie to jednak spory koszt. Nie ma wątpliwości, że to właśnie tu kształci się przyszła elita intelektualna Kościoła Powszechnego: przyszli biskupi, redaktorzy naczelni pism katolickich, rektorzy i profesorowie, przełożeni zgromadzeń zakonnych, a może i kolejni papieże. Gdzie zarażać Janem Pawłem jak nie tutaj? A powiedzieć trzeba, że studia w Angelicum są naprawdę czymś wyjątkowym. To uczelnia, w której żyje duch prawdziwego uniwersytetu, gdzie zamiast zajmować się punktami i slotami nadal pamięta się, czym jest życie naukowe, debata, wykład, pasja intelektualna i duchowa…

Mogę sobie wyobrazić, że studiowanie w takich warunkach sprzyja oglądaniu świata z Janem Pawłem, jak pan określił cel Instytutu.

Pomysł, by poprzez i z pomocą dziedzictwa Jana Pawła II mierzyć się z problemami współczesnego Kościoła i świata, zawdzięczam znakomitemu francuskiemu filozofowi Rémiemu Brague’owi, z którym się od lat przyjaźnimy. Przygotowując koncepcję Instytutu, myśleliśmy o miejscu refleksji wychylonym ku współczesności. Gigantów nie wolno zamykać w muzeum. A Jan Paweł II to gigant i to nasz gigant. A to, jak sądzę, zobowiązuje. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby sobie uświadomić, że większy się dotąd w Polsce nie narodził. I ten gigant jest dzisiaj dla nas liliputów wielkim wyzwaniem, z którym zresztą nie radzimy sobie w Polsce najlepiej. A szkoda. W różnych ogrodach, które uprawiał Jan Paweł II, zostawił tak dużo rozmaitych narzędzi, że przeniesienie tego wszystkiego do muzeum byłoby nie tylko marnotrawstwem, ale barbarzyństwem.

Czy są w tym ogrodzie miejsca dotąd nieprzebyte?

Nie uważam się za znawcę dorobku Jana Pawła i nie dam na to pytanie zdecydowanej odpowiedzi. Tym, co wydaje mi się szczególnie intrygujące, jest sposób patrzenia na współczesność, w tym zwłaszcza na kulturę. Jak pani wie, od lat nie tylko w Polsce trwa spór o to, ile w duchowości i nauce Jana Pawła II mamy św. Tomasza, a ile fenomenologii. Podejście Janopawłowe, nawet jeśli nie zawsze ortodoksyjnie tomistyczne, wydaje mi się z mocy samego metafilozoficznego sposobu niesłychanie podobne do Tomaszowego. Chodzi o zwrócenie się ku współczesnemu, często pogańskiemu światu, ale nie po to, by zerwać więzi z tradycją i się w świecie rozpuścić, ale by ze światem prowadzić prawdziwy dialog. Odniesienie Jana Pawła do Schellera, do Husserla, wydaje mi się bardzo podobne do tego zainteresowania, jakim św. Tomasz obdarzał Arystotelesa. Zamysł dialogu z filozofiami współczesnymi, zamysł, którego, tylko początek dane nam było zobaczyć, to z pewnością plan godny kontynuacji. To droga, którą warto byłoby przebyć.

Instytut istnieje dwa lata.

Udało nam się go otworzyć w setną rocznicę urodzin Jana Pawła. Mimo pandemii urządziliśmy huczną, choć tylko internetową, uroczystość. Strony podpisały umowę. Rémi Brague wygłosił wykład inauguracyjny, a zaproszone znakomitości krótkie mowy. Co więcej, papież Franciszek, który odprawił uroczystą mszę przy grobie świętego, tuż po mszy osobiście wręczył rektorowi Angelicum list gratulujący tej inicjatywy i życzący jego twórcom wszelkiej pomyślności. Żartujemy, że jeśli powstanie kiedyś kaplica Instytutu, to scena przekazania tego listu może być tematem pierwszego fresku.

Ile w ciągu dwu pierwszych lat udało się urzeczywistnić z przemyślanych i przedyskutowanych planów?

Szczególnie jestem zadowolony z trwającego od początku istnienia Instytutu cyklu comiesięcznych wykładów Janopawłowych (JP2 Lectures). Lista wykładowców to najlepszy dowód, że współpracują z nami najtęższe głowy i że nauka Jana Pawła II to bardzo ważny punkt odniesienia poważnej refleksji. Żeby nie być gołosłownym – w liczbie wykładowców znaleźli się między innymi profesorowie: John Alderdice, Carl A. Anderson, John Cavadini, Rémi Brague, Marek Cichocki, John M. Finnis, Stanisław Grygiel, François Daguet OP, Chantal Delsol, Dariusz Gawin, Jean-Luc Marion, kard. Gianfranco Ravasi, Andrea Riccardi, Ewa Thompson, George Weigel. To nawet nie jest pierwsza liga współczesnych myślicieli, to ekstraklasa. Co dla mnie szczególnie ważne, pracują z nami nie tylko katolicy. Wykład inaugurujący najbliższy rok akademicki wygłosi sam Joseph Weiler. W gronie bliskich współpracowników znaleźli się dwaj wybitni intelektualiści kościoła anglikańskiego: były prymas Anglii i emerytowany prof. Cambridge abp. Rowan Williams oraz założyciel środowiska Radical Ortodoxy prof. John Milbank.

To podejście bardzo bliskie Janowi Pawłowi II.

Tak. Co ciekawe, a co dotyczy zwłaszcza Rowana Williamsa, obecność Janopawłowej nauki jest bardzo żywa.

Co poza wykładami dzieje się w Instytucie?

Już po roku działalności udało nam się uruchomić studia Janopawłowe. Są to jednoroczne, interdyscyplinarne studia skierowane zarówno do studentów Angelicum, jak i do osób z zewnątrz uniwersytetu. Studia składają się z trzech bloków tematycznych. Pierwszy to wykłady pozwalające pogłębić wiedzę o Janie Pawle II. Prowadzą je znakomici znawcy nauczania polskiego papieża. „Życie i myśl” wykłada Georg Weigel, filozofii Wojtyły uczy dyrektor Instytutu o. Cezary Binkiewicz OP, nauczanie społeczne wykładają profesorowie Francis Hittinger i Michał Gierycz, a teologii uczy o. Jarosław Kupczak. Drugi blok to Janopawłowe inspiracje. W zeszłym roku w ramach tej części o solidarności uczył Rowan Williams, a o kulturze chrześcijańskiej Rémi Brague. W tym roku wykład będzie miał m.in. Jean Luc Marion, członek Akademii Francuskiej, który wraz z Rémim Brague’em jest laureatem niezwykle prestiżowej Nagrody Ratzingera. Z Polaków wspierają nas ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, profesorowie Marek Cichocki i Dariusz Gawin. W trzecim bloku zajęć pozostawiamy swobodę studentom, którzy z ogromnej oferty Angelicum mogą wybrać sobie zajęcia, które uznają za najciekawsze. Idąc tropem Wojtyły, założyliśmy również teatr, który jest znakomitą formą seminarium uczestniczącego. W tym roku pod okiem prof. Jarosława Kiliana studenci wystawili Hioba. Spektakl został bardzo gorąco przyjęty i był szeroko dyskutowany.

Mogę sobie wyobrazić, jak teatr porusza myśli oraz emocje, a także wzmaga zainteresowanie spuścizną Jana Pawła…

Tak, rzeczywiście zainteresowanie było ogromne i co najważniejsze niepowierzchowne. Podam jeden przykład, który mnie bardzo poruszył. W spektaklu brała udział, pisząca w Angelicum doktorat z teologii, siostra zakonna mieszkająca w tej części Nigerii, gdzie chrześcijanie doznają największych prześladowań. Powiedziała mi, że dołączyła do tego przedsięwzięcia, bo szuka odpowiedzi na pytanie, jak ludziom, którzy stracili wszystko, którym wymordowano całą rodzinę, opowiadać o Chrystusie i chrześcijaństwie. Sztuka powstała w 1940 roku. Dwudziestoletni Karol Wojtyła dobrze już wiedział, czym jest krwawy niemiecki terror. To niezwykle poruszające, że po z górą osiemdziesięciu latach jego artystyczna odpowiedź na pytanie o związek Hioba ze zbawczą ofiarą Chrystusa okazuje się zrozumiała i istotna dla chrześcijan z Biafry.

Teatr będzie stałym wątkiem studiów Janopawłowych?

Mam nadzieję, że tak.

Angelicum jest uczelnią elitarną. Ilu studentów kształci się w Instytucie Jana Pawła?

Górna dopuszczalna liczba studentów na zajęciach w Angelicum to osiemnastu. Na pierwszym roku mieliśmy trzynastu słuchaczy. Pięcioro to nasi stypendyści, wyłonieni w drodze organizowanego z Tertio Millenio konkursu spośród, o ile dobrze pamiętam, stu siedemnastu chętnych. Sądząc po liczbie zapytań, zainteresowanie rośnie, choć, jak myślę, na dobrą markę i rozpoznawalność musimy jeszcze solidnie popracować.

Kim są studenci?

Zależy nam na ludziach o bardzo różnej formacji. W tym roku wśród studentów mieliśmy m.in. dwójkę prawników, ekonomistkę, lekarkę, historyka, historyka sztuki, nauczycielkę. To oczywiście stanowi dla wykładowców spore wyzwanie. Dlatego zresztą – żeby wyrównać poziom – w tym roku zdecydowaliśmy się na dodatkowe bardzo solidne zajęcia propedeutyczne z filozofii. Trzeba powiedzieć, że to nie są łatwe studia. Wszystkie zajęcia odbywają się w języku angielskim, co akurat nie jest dzisiaj dużą przeszkodą. Odbywają się w blokach, profesorowie przyjeżdżają na dwutygodniowe sesje i wtedy pracuje się bardzo intensywnie. Potem jest przerwa, żeby się przygotować do następnej sesji. Oczywiście niektóre zajęcia odbywają się co tydzień, np. propedeutyczne zajęcia z filozofii. Zajęć jest dużo, ale zapewniam, że nasi studenci znajdują czas na zwiedzanie Rzymu i doświadczanie tego wszystkiego, co w Rzymie piękne i porywające.

A nowe projekty?

Moc planów na bliższą i dalszą przyszłość.

Proszę wymienić choć niektóre.

Kultura w nazwie instytutu to nie przypadek. Mam wrażenie – i mówię to ze smutkiem – że Kościół katolicki w ostatnich dwóch dekadach odwrócił się od kultury. W najbliższych latach chcemy się skoncentrować na tej sprawie, na diagnozie sytuacji, źródłach kryzysu, słowem – na problemach relacji Kościoła z kulturą. Za dwa lata będziemy obchodzili ćwierćwiecze Listu do Artystów Jana Pawła II. Wiem, że ten list ciągle inspiruje chrześcijańskich twórców, więc warto potraktować go jako punkt odniesienia do podobnej debaty, do której chcemy zaprosić intelektualistów i artystów z całego chrześcijańskiego świata. Myślimy o seminariach i projektach badawczych, ale chcemy również podjąć pewne działania praktyczne. Fundacja św. Mikołaja wraz z Instytutem Kultury zainicjowała projekt, który nazwaliśmy: „namalować katolicyzm od nowa”. Do współpracy zaprosiliśmy znakomitych polskich malarzy, z profesorem Jarosławem Modzelewskim na czele. Pracujemy z historykami sztuki, teologami sztuki, filozofami, pracujemy nad zagadnieniami, które niestety nie są dzisiaj żywym centrum refleksji katolickiego świata. Poważną refleksję chcemy połączyć z pracą artystyczną. Na początek u dziesięciu wybitnych artystów zamówiliśmy obrazy Chrystusa Miłosiernego. Namalowali je zgodnie z założeniami, które można znaleźć w Dzienniczku Siostry Faustyny. Dziewiątego listopada pokażemy je w krużgankach dominikanów w Krakowie, potem w Warszawie, a potem – mam nadzieję – w Rzymie.

Wydaje się, że wobec aktualnych kłopotów Kościoła troska o kulturę zeszła na nieco dalszy plan.

Tak, niestety, co zresztą bardzo niebezpieczne zarówno dla chrześcijaństwa, jak i dla kultury. Bez kultury chrześcijaństwo traci zdolność komunikacji ze światem, kultura zaś, oddalając się od chrześcijaństwa, traci korzeń, najważniejszy punkt odniesienia. Nie bez przyczyny Grecy, których religią ja się zajmuję, za rodziców Muz uważali Mnemosyne i Zeusa. Jeśli dobrze rozumiem ten mit, źródłem kultury są zapisane w pamięci doświadczenia epifanii bóstwa, kultura więc wyrasta z pamięci o spotkaniu z tym, co trwałe, a co kryje się za postacią zjawisk. Bez tego traci porządek i sens. A wracając do planów. Pracujemy nad dwiema seriami książek. Wydaliśmy już pierwszy tom wykładów Janopawłowych, przygotowujemy kolejny. Warto powiedzieć, że w USA tom dystrybuuje największy katolicki wydawca Catholic University Press. Współpraca z nimi to dla nas niezwykłe wyróżnienie i szansa. Druga seria, również w języku angielskim, to monograficzne tomy przedstawiające wielkie postaci polskiej tradycji duchowej. Każdy z bardzo solidnym wyborem tekstów. Jako pierwszy ukaże się tom o Pawle Włodkowicu. Planujemy oczywiście tom norwidowski, tom poświęcony Stefanowi Wyszyńskiemu, Janowi Kochanowskiemu i wiele kolejnych. Oby nie zabrakło sił. No i środków.

Pozostaje mi życzyć, żeby te plany się spełniły. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magdalena Bajer

Wróć