Aneta Zawadzka

Codziennie dostępne słońce i plaża, czyli po prostu relaks i luz. Któż chciałby, i to dobrowolnie, zrezygnować z takiego stylu życia i co mogłoby go do takiego ruchu skłonić? Okazuje się, że nawet rozgrywający się tuż za plecami dramat o niespotykanej dotychczas skali nie powoduje chęci natychmiastowej zmiany ulubionych przyzwyczajeń. Ludzka skłonność do wypierania tego, co niewygodne i ubarwiania otaczającej rzeczywistości zdaje się bowiem nie mieć granic, zauważa Szymon Drobniak. Autor Czarnego lata, który występuje jako świadek tego, co wydarzyło się na przełomie 2019 i 2020 roku w Australii, kiedy to szalejący przez sześć miesięcy ogień niszczył wszystko, co stanęło mu na drodze, dostarcza świadectwa potwierdzającego tezę o zdolności człowieka do wyrzucania z pamięci przykrych i niechcianych widoków.
Opisywany czas zniszczeń odebrał wielu mieszkańcom posiadany dobytek, trzem miliardom zwierząt przyniósł całkowitą zagładę. Żywe stworzenia, przerażone, spłoszone i okaleczone, piekły się żywcem we własnych norach. Ta książka powstała więc, jak pisze autor, po to, by zrozumieć logikę państwa, które „w swoim uporze (…) zmierza ku tej czarnej przyszłości”. Jest ona przejmującym zapisem rozgrywającej się współcześnie tragedii, a smutna konstatacja dotyczy roli człowieka, który jako gatunek potrafił doprowadzić Ziemię na skraj prowadzącej w nicość przepaści. Jak podkreśla autor, czas na działania zaczyna się ludzkości w błyskawicznym tempie kurczyć, dlatego nie ma już miejsca na pozorowane ruchy, uściski dłoni czy poklepywanie się po ramieniu. Metoda chowania głowy w piasek i zaklinanie rzeczywistości z pewnością nie uratują naszej planety przed całkowitą zagładą, a spychanie na margines polityki klimatycznej i odwracanie od niej wzroku nie sprawi, że znikną problemy. Niestety wygląda na to, jakby niektórzy uważali, że to, co widać na zewnątrz, to wyłącznie scenografia filmu, którego projekcję można w każdej chwili zatrzymać.
Książka Szymona Drobniaka jest jak przesyłka z przyszłości. Jej niepokojąca zawartość powinna wstrząsnąć wszystkimi, zwłaszcza tymi, którzy negują dramatyczny stan rzeczy, nie wierząc nauce, szukając usprawiedliwień dla własnej bierności czy łagodząc wydźwięk kataklizmu poprzez dobór słów mających rozmyć widmo realnie istniejącej katastrofy. Tym, co gubi człowieka, jest oderwanie od naturalnego związku z przyrodą, jej bezlitosne zawłaszczanie oraz zachłanna eksploatacja istniejących zasobów. Autor, wyrzucając innym popełnianie błędów, uderza się także we własną pierś, wspominając o towarzyszącym mu poczuciu winy z powodu latania samolotami, a co za tym idzie pozostawiania szkodliwego śladu węglowego.
Celowy brak linearnej struktury w prowadzonej narracji pozwala, jak chce jej twórca, na swobodne nawigowanie między poszczególnymi rozdziałami, z których każdy stanowi fragment przerażająco wyglądającej układanki. Siła owego traktatu o końcu świata sprokurowanego przez człowieka tkwi w sugestywnym operowaniu obrazem, tak by nikt, kto się z nim zetknie, nie mógł potem powiedzieć, że o niczym nie wiedział.
Szymon Drobniak z uwagą oraz niezwykłą empatią wysłuchał opowieści poszkodowanych w horrorze pożarów i te zebrane zapisy przeżytych dramatów uzmysławiają, jaką cenę płacą jednostki za zachłanność i krótkowzroczność rodzaju ludzkiego. Jego książka, niczym ustawiony w widocznym miejscu znak ostrzegawczy, informuje, czym kończy się hołdowanie zasadzie przyjemności i mentalnej sytości, które odcinają człowieka od adekwatnego postrzegania rzeczywistości, utrzymując go w euforycznym stanie życia obliczonego wyłącznie na tu i teraz. „Kolejne czarne lata, w Australii i gdzie indziej, na pewno nadejdą – i będą coraz dramatyczniejsze. Ile jeszcze takich katastrof jesteśmy gotowi zafundować sobie i tym, którzy narodzą się po nas?”. No właśnie, ile?
Aneta Zawadzka
Szymon DROBNIAK, Czarne lato. Australia płonie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021, seria: Reportaż.
Wróć