logo
FA 1/2025 informacje i komentarze

Maciej Nowak

Dlaczego rok 2025 może być stracony dla polskiej nauki

Dlaczego rok 2025 może być stracony dla polskiej nauki 1

Dr hab. Maciej Nowak, prof. Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego, pisze o uwikłaniu świata nauki w bibliometrię. Sugeruje rezygnację z ewaluacji okresu 2022-25 i odstąpienie od walki o sloty.

O słabości aktualnego systemu nauki w Polsce napisano już bardzo dużo. Można zauważyć pewną prawidłowość: im więcej się na ten temat pisze, tym bardziej system nauki kuleje. Co znamienne, system nauki działa tak, że nawet zagorzali krytycy zmuszani są na chwilę zapominać o swoich uwagach i zastrzeżeniach. Z perspektywy swoich uczelni, dyscyplin, katedr odpowiadają bowiem, lub przynajmniej współodpowiadają, za gromadzenie „piekielnych” slotów i punktów. Nie zmienia to jednak faktu, aby przy owej (niezbyt radosnej) twórczości nie zapominać o jednym: zbliżającą się ewaluację można powiązywać z licznymi sprawami. Na pewno jednak nie można powiązać jej z jednym: dobrą nauką.

Kumulacja wszystkich negatywnych procesów będzie miała miejsce właśnie w roku 2025, ostatnim roku branym pod uwagę w najbliższej ewaluacji dyscyplin naukowych. Wszystkie praktyki, które obecnie obserwujemy, niesłychanie się zmaksymalizują. Rektorzy, prorektorzy, dziekani, szefowie dyscyplin zmuszeni będą zintensyfikować „polowania” na osoby bez publikacji. Będą wzywać, grozić, prosić, przekonywać. Oczywiście w grupie „osób bez publikacji” możemy wyodrębnić różne zbiory: osoby chorujące, osoby niedawno zatrudnione (którym czasami trudno błyskawicznie tuż po zatrudnieniu coś opublikować), osoby z różnych względów zaangażowane w sprawy organizacyjne, inne szczegółowe przypadki. Jednak dominującą grupę będą stanowiły osoby „niepiszące”. Chodzi o pracowników formalnie przypisanych do etatów badawczo-dydaktycznych, ale w praktyce nie „czujących” nauki. To właśnie oni będą zmuszani do opublikowania czegokolwiek. Im bliżej będzie końca okresu rozliczeniowego ewaluacji, tym większa będzie desperacja władz uczelni, dyscyplin itd. Już teraz, przepowiadając przyszłość, można stwierdzić, że niektóre z nich ulegną różnorakim pokusom: publikacjom u słynnego „Greka”, pokusie dopisywania czy wielu innym. Ci przedstawiciele władz, którzy uniosą się honorem i oprą się „ewaluacyjnej” presji w imię wyższych zasad, mogą skończyć z niższą kategorią przypisaną dyscyplinie, za którą odpowiadają (z wszystkimi tego konsekwencjami). Jednym słowem, dylemat jak w greckiej tragedii – bez dobrego rozwiązania.

Jednocześnie bardzo mile widziane będą wszelkie możliwe pomysły maksymalizujące sloty (oczywiście bez żadnego związku z podwyższaniem jakości naukowej). Załóżmy, że piszemy z szerokim międzynarodowym zespołem książkę dla uznanego wydawnictwa, któremu polski system przyznaje 200 pkt. Jeśli naukowiec wybierze tradycyjną drogę, tzn. sam zostanie redaktorem naukowym i współautorem rozdziałów, które rzeczywiście napisze, to w klasyfikacji punktowej wypadnie słabo. Ale jeśli taki sam materiał przetworzy inaczej – poprosi swych współpracowników: „pokombinujmy i zostańmy wszyscy współautorami całej książki” – zdobędzie punktowy złoty medal. Przesłanie jest jedno: system premiuje wszelkiego rodzaju pozamerytoryczne kombinacje. Czyli coś, co powinno być bardzo odległe od etosu naukowca.

Warto przez chwilę spojrzeć na rok 2025 właśnie z tej zewnętrznej perspektywy. Proszę zwrócić uwagę, jak absurdalnie wygląda cały opisany powyżej proces. Ogromne środki finansowe i siły organizacyjne ukierunkowane są na uzyskanie publikacji od osób, które w większości i tak do nauki nie wniosą wiele nowości. Dzieje się to często kosztem osób aktywniejszych, pozbawionych wsparcia. Przy czym brak „not za styl” w ewaluacji stwarza ogromne ryzyko pokusy swoistego „slotowego” kombinowania i w konsekwencji pogłębiania złych praktyk.

Oczywiście naukowcy niezaangażowani funkcyjnie mogą publikować „po swojemu”, bez ulegania „slotowej” presji (często bywa tak, że z intensywnej czteroletniej działalności odpowiednie punkty same się „wyprodukują”). Gorzej jednak z władzami, odpowiadającymi za ewaluację, są one przez obecny system zmuszone do takich działań. Warto jedynie, żeby pamiętały, że działania te z realną nauką mają niewiele wspólnego. Działaniom tym nie należy oddawać się z lubością, a raczej ze wstrętem.

Pretensje trzeba przede wszystkim zgłosić do podmiotów odpowiedzialnych za sankcjonowanie, a czasem wręcz pogłębianie tego systemu – polityków, w tym kolejnych ministrów odpowiedzialnych za naukę. Mijały miesiące i lata, a wciąż brakowało woli, by realnie zabrać się za rozwiązanie problemu. Obecnie jest już za późno na zmiany. Jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi mi na myśl, to automatyczne przypisanie w ewaluacji poszczególnym dyscyplinom ich wcześniejszych kategorii i szybka rezygnacja z „walk o sloty”. Rozwiązanie to chociaż częściowo da uczelniom i dyscyplinom chwilę oddechu i możliwość koncentracji na tym, co naprawdę w nauce jest najważniejsze.

Wróć