logo
FA 1/2024 życie naukowe

Paweł Kossecki

Ważne inicjały

Ważne inicjały 1

Fot. Michał Hara

Do twórcy należy sposób wyboru identyfikacji z dziełem – może podpisywać się imieniem i nazwiskiem (co jest powszechnie przyjęte dla utworów naukowych) lub pseudonimem czy monogramem (utwory muzyczne lub graficzne).

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, XXII Wydział Własności Intelektualnej (Sygn. akt XXII GW 523/21) w sprawie z powództwa dr Józefa Wieczorka przeciwko prof. dr. hab. Bogusławowi Śliwerskiemu dotyczącej rzekomego plagiatu popełnionego przez pozwanego jest przykładem automatycznego stosowania określonych standardów, nie wynikających wprost z przepisów prawa, bez wzięcia pod uwagę specyfiki określonych dziedzin twórczości.

Rysunek, o którego wykorzystanie przez prof. Śliwerskiego w jego tekście toczył się proces, opatrzony był monogramem, czyli inicjałami autora. Autor może podpisywać utwór pełnym imieniem i nazwiskiem, ale też pseudonimem lub właśnie monogramem, co często zdarza się w przypadku dzieł muzyków, malarzy, grafików. Nie można automatycznie ogólnych standardów wskazania autorstwa przenosić pomiędzy poszczególnymi dziedzinami twórczości. Autor może też np. chcieć pozostać nieznany. W przypadku podpisania utworu monogramem lub pseudonimem, jego podanie spełnia kryteria podania autora. Nie jest zadaniem cytującego przeprowadzanie szczegółowej kwerendy, skoro twórca, podpisany w określony sposób na swoim dziele, wyraził swoją wolę w zakresie ujawnienia autorstwa, sygnując swój utwór w inny sposób niż pełnym imieniem i nazwiskiem. Trudno w takim wypadku mówić o naruszeniu autorskich praw osobistych. W mojej opinii, sprawa prof. Śliwerskiego jest przykładem nadużywania i rozszerzania pojęcia plagiatu o przypadki, które nim nie są. Jeśli np. profesor prawa będzie chciał skomponować piosenkę rozrywkową, niekoniecznie będzie chciał ją podpisać własnym imieniem i nazwiskiem, może chcieć sygnować utwór pseudonimem lub pozostać anonimowy. Jest to jego prawo.

Do twórcy należy sposób wyboru identyfikacji z dziełem – może podpisywać się imieniem i nazwiskiem (co jest powszechnie przyjęte dla utworów naukowych) lub pseudonimem czy monogramem (utwory muzyczne lub graficzne).

W wielu przypadkach nie wiemy, jak się w rzeczywistości nazywa twórca. Sztandarowym przykładem może być Banksy, który chce pozostać anonimowy. Podobnie wielu muzyków, pisarzy, ale też dziennikarzy i pisarzy występuje pod pseudonimami. Często jest to zabieg marketingowy.

W mojej opinii nie można stosować jednolitych kryteriów cytowania dla utworów należących do różnych obszarów twórczości. Rysunek sporządzony przez dr. Józefa Wieczorka nie był utworem naukowym, gdzie twórcy co do zasady zależy na jednoznacznej identyfikacji, podaniu pełnego imienia i nazwiska oraz danych bibliograficznych, był utworem innym niż utwór naukowy i był sygnowany przez twórcę monogramem.

Podjęte przez dr. Józefa Wieczorka działania wpisują się w rosnąca falę szeroko pojętego tzw. copyright trollingu, polegającego na nadużywaniu przez podmioty posiadające prawa autorskie swojej pozycji poprzez wytwarzanie strachu i zagrożenia, a także podejmowania kroków prawnych względem osób, które dokonały drobnych lub wątpliwych naruszeń prawa autorskiego w celu uzyskania nieadekwatnych korzyści w stosunku do wielkości naruszenia.

Jedynym zarzutem do prof. Śliwerskiego mógł być brak podania linku do źródła, ale jak słusznie wskazano w uzasadnieniu wyroku, obecnie łatwo można zidentyfikować źródło w Internecie, w dodatku linki mogą się zmieniać lub być nieaktywne, w związku z tym stosowanie rygorystycznych przepisów prawa autorskiego jest niewłaściwe, trudno z tego czynić zarzut i kierować sprawę do sądu lub prokuratury. Gdy widzimy rysunek z monogramem/pseudonimem, oczywiste jest, że nie stworzył go autor tekstu.

Mam wrażenie, że w sprawie bardziej chodziło o stygmatyzację poprzez rozszerzenie pojęcia plagiatu, tak jak np. dokonuje się tego w przypadku zarzucania tzw. autoplagiatów (ze względu na rdzeń tożsamy z pojęciem plagiatu słowo to niesie ze sobą znaczny ładunek negatywny, szczególnie w odniesieniu do naukowca).

W mojej opinii, w analizowanej sprawie prof. Śliwerski nie naruszył przepisów ustawy o prawie autorskim. Można mu zarzucić jedynie drobną niestaranność, nie kwalifikującą się do wszczęcia sprawy sądowej na drodze cywilnej lub karnej, a podjęte przez dr. Józefa Wieczorka kroki prawne są nieadekwatne do wagi czynu.

Dr hab. Paweł Kossecki, profesor PWSFTViT im. L. Schillera w Łodzi, specjalizuje się w problematyce wyceny praw autorskich

Wróć