logo
FA 1/2022 felietony

Leszek Szaruga

Wierzyć w naukę

Wierzyć w naukę 1

Źródło: www.gov.pl

Swego czasu, pisząc o polskiej poezji klasycyzmu, Ryszard Przybylski stwierdził, że rozum nie może wierzyć w nic, nawet w siebie. To paradoksalne stwierdzenie można uzasadnić – jeżeli paradoksy w ogóle uzasadnień wymagają – konstatując fakt niezaprzeczalny: naukowe teorie opisujące stan świata co jakiś czas okazują się nieaktualne. Na dobrą sprawę opisując stan rzeczy, należałoby poprzedzać ów opis zastrzeżeniem: „jak dotąd”. Rozum albowiem winien zdawać sobie sprawę ze swej niedoskonałości.

Bardzo interesująco pisze o tym w artykule Ciemna strona świata Sebastian J. Szybka na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 51-52/2021). Moją uwagę zwrócił następujący fragment: „Przed powstaniem mechaniki kwantowej fizycy wierzyli, że próżnia jest nudna i gładka jak powierzchnia wody. Gdyby uzupełnić tę analogię o prawa mechaniki kwantowej, okazałoby się, że na powierzchni wody zawsze muszą istnieć niezliczone drobne fale”. Cóż, rzecz w tym, że powierzchnia wody nigdy przecież gładka nie jest, jedynie niedoskonałość naszych zmysłów, czy dotąd używanych instrumentów, owych fal nie pozwalała dostrzec. I w zasadzie można by zasadnie stwierdzić, że w czysto teoretycznych spekulacjach moglibyśmy taką doskonałą, a zatem nudną gładź wykluczyć już dużo wcześniej, ale z drugiej strony takie właśnie wyobrażenie powierzchni wody wydaje się naturalne i tak oczywiste, jak mniemanie, że słońce obraca się wokół ziemi, co zostało przez Kopernika podane w wątpliwość stosunkowo niedawno.

W istocie próżnia, której wyobrażenie towarzyszy ludzkim kulturom od zawsze, w ostateczności wydaje się jedynie konceptem ludzkiego umysłu, w świecie realnym zaś zapewne nie istnieje, a to, co nam się nią wydaje – nawet w laboratoryjnych eksperymentach – dowodzi jedynie niedostatków instrumentów badawczych, jakie dotąd udało się skonstruować. Podobnie jest z innymi pojęciami.

Wiedza pochodząca z bezpośredniego doświadczenia obudowywana jest przez hipotezy dotyczące możliwych bytów; owe hipotezy to często mieszanina realiów i wyobraźni, do nich należy choćby koncepcja wieloświata wyobrażona w opracowaniach Paula Steinhardta z Cambridge oraz Neila Turoka z Princeton. Ilość światów wieloświata w M-teorii wynosi wedle obliczeń uczonych ze Stanfordu, A. Lindego oraz V. Vanchurina, 1010 podniesione do potęgi dziesiątej i to razem podniesione do potęgi 10 i w końcu całość podniesiona do potęgi 7. To dość dużo. Sprawdzić tego nie sposób, ale też nie sposób – przynajmniej na razie – dowiedzieć się tego, co „działo się” (jeśli to określenie ma tu zastosowanie) w epoce Plancka, czyli w czasie od zera do 10-43 sekundy od Wielkiego Wybuchu (jeśli takowy miał miejsce). By spróbować opisać tę „rzeczywistość”, konieczne by było, jak twierdzą znawcy, wypracowanie teorii grawitacji kwantowej.

Swoją drogą Duńczyk Niels Bohr nieźle namieszał przed stu laty, wchodząc pod powierzchnię świata opisanego przez Izaaka Newtona. W konsekwencji jego dłubaniny w materii wszechświata posługujemy się dziś nie do końca na razie stabilnymi komputerami kwantowymi (właśnie gdzieś przeczytałem, że można je obecnie zminiaturyzować), pozwalającymi na kilkaset razy szybsze przetwarzanie danych niż jest to możliwe w wypadku użycia komputerów „tradycyjnych” (cudzysłów z powodu krótkotrwałości tej „tradycji” – projekt pierwszego komputera ENIAC powstał w 1945 roku w Pensylwanii, zaś „domowe”, ale przedlaptopowe jeszcze komputery pojawiły się w latach 80. ubiegłego stulecia). Lecz niezależnie od tego, że posługujemy się komputerami kwantowymi, niewielu maturzystów w Polsce jest w stanie popisać się wiedzą na temat teorii kwantów…

Twierdzenie, że rozum nie może wierzyć w nic, sprawdza się także w nauce, która nie może, by pozostać sobą w tym rozumieniu, jakie dziś przyjmujemy, odrzucić swych aksjomatów. Aksjomaty atoli, podobnie jak pryncypia wierzeń, musimy przyjmować na wiarę – sprawdzić ich nie podobna. Niemniej przyjmując je takimi, jakimi są, przekonujemy się o ich funkcjonalności za sprawą efektów, do jakich dochodzi się w naszym życiu, także codziennym, które skutkują sięganiem po telefony komórkowe. Jest coś fascynującego w tym, że praca wielu specjalistów, których naukowych wywodów olbrzymia masa ludzi nie jest w stanie zrozumieć – jak choćby rozpraw logików matematycznych – w ostateczności przekłada się na powszechnie dostępne i używane na co dzień narzędzia. Rzadko staje się to przedmiotem namysłu. Przypomina mi to moją refleksję, gdy lecąc samolotem poprosiłem o kolejną szklaneczkę whisky i, przyglądając się pięknie skonstruowanej plastikowej szklaneczce, która niebawem stanie się śmieciem, zdałem sobie sprawę z faktu, że jakaś anonimowa osoba wykonała jej projekt, przyczyniając się w ten sposób do zwiększenia komfortu mojej podróży. Ale nie znaczy to wszystko, że aksjomaty, które warunkują wiarę w naukę, są zrozumiałe same przez się i że nie można przynajmniej pomyśleć o tym, że da się je wymienić na inne.

Wróć