logo
FA 1/2022 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Telewizyjne leki rzekome

Telewizyjne leki rzekome 1

Fot. Pixabay

W ruchu okołomedycznym panuje niewiarygodny wręcz natłok nieprawdziwych informacji i przekonań opartych na zaprzeczaniu logice, niepoprawnej obserwacji i wyciąganiu bezpodstawnych wniosków. Dzieje się tak, ponieważ sprawy zdrowia i chorób zostały objęte wyjątkową grą mechanizmów finansowych, które przynoszą gigantyczne dochody. Od wieków na niewiedzy ogółu w tym zakresie żerują nie tylko wszelkiej maści znachorzy, którzy doradzają wedle własnych wyobrażeń i szalonych pomysłów, wyciągając rękę po niezasłużoną zapłatę. Dziś są to przede wszystkim marketingowcy i copywriterzy (po polsku: twórcy reklam) dużych firm farmaceutycznych (po angielsku: big pharma).

Nigdy jeszcze w historii nie występował taki ogrom kłamstw i oszukańczych informacji na temat niedziałających produktów, a reklamowanych jako leki lub (o, zgrozo!) „wyroby medyczne”. Również substytutów (substancji do stosowania zamiast naturalnych, które występują w normalnym żywieniu), produktów mających zwiększać magiczną, lecz ogólnikową, a więc rzekomą, odporność na choroby. Także zbawczych preparatów do stosowania w chorobach konkretnych narządów, ale bez podania, o którą konkretną chorobę chodzi, każda przecież wymaga innego leczenia. Lek „na serce” czy „na wątrobę” z punktu widzenia nauki nie ma sensu.

Obecnie trwa histeryczna moda na witaminy B6, K i D3, rutynę z witaminą C, magnez, inozynę, acyklowir, hormon hydrokortyzon, tabletkę na erekcję albo aerosol na jej zniesienie, które z zadziwiających powodów są dostępne bez recepty i przez to niepotrzebnie pochłaniane przez miliony ludzi. Pod presją pacjentów dają się na nią nabierać nawet lekarze. Warto przy tym pamiętać o łatwym a szkodliwym przedawkowaniu każdej z oferowanych substancji, a także o tym, że wiele tych najmodniejszych (często starych jak świat) rewelacji w ogóle leczniczo nie działa.

Nie są bezpieczne często także i dlatego, że pacjenci stosują je zamiast leczenia zalecanego przez fachowca – lekarza, i w ten sposób w rzeczywistości nie leczą się wcale.

Wmawia się w odbiorców reklam, że istnieją substancje wzmacniające (ale co wzmacniają, tego już się nie mówi, bo producenci „leków” sami tego nie wiedzą), a także że leki leczą, to jest likwidują choroby i naprawiają organizm. Tymczasem wszelkie leki działają tylko przez usuwanie przyczyny chorób. W ten sposób umożliwiają samoleczenie się organizmu, na tym polega ich działanie. Antybiotyki w rzeczywistości działają jedynie przez zabijanie mikrobów. Natomiast uszkodzone przez drobnoustroje tkanki są leczone przez organizm. Antybiotyk tego nie robi, natomiast uwalnia organizm od przyczyny uszkodzeń. Jedynym rzeczywistym leczeniem uzupełniającym naprawę przez organizm dysponuje chirurgia, ale i to w ograniczonym zakresie. Wszystkiego zoperować się nie da.

Dostarcza się ludziom opowieści o jakichś nieznanych pasożytach, które siedzą w organizmie, a także o rzekomej potrzebie oczyszczania z nich. Ale z czego mamy się oczyszczać, tego już się nie dowiemy. „Kup i oczyść się z toksyn” – zachęcają reklamy. Z jakich toksyn? – wypada zapytać. Odpowiedzi nie ma.

Ciekawe, że ufają temu nie tylko ludzie o małym wykształceniu. Wierzą w nie również osoby znane z inteligencji, erudycji, mądrości. Nagle ich potencjał intelektualny zawodzi. Pytają lekarza, dowiadują się, stosują się, ale po jakimś czasie jednak wracają do poglądów „powszechnych”. Przypomina to syndrom sztokholmski: coś im każe za poprawne uważać fałsze głoszone przez marketing typu big farma.

Tak w istocie działa też poprawność polityczna.

Firmy farmaceutyczne wymuszają na agencjach państwowych nie tylko kwalifikowanie produktów niemedycznych jako zdrowotne, ale także znoszenie obowiązku wystawiania recept, co daje niekontrolowany, powszechny dostęp ogółu do leków, które są niebezpieczne. W sprawach tych w pierwszym rzędzie są indagowane instytucje farmakologiczno-farmaceutyczne, i tak w USA jest to Food and Drug Administration (FADA, Agencja Żywności i Leków), w Europie – European Medicines Agency (EMA, Europejska Agencja Leków), w Polsce Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL). Nie bez powodu podejrzewa się, że są to działania korupcyjne i ze szkodą ludzi, którzy nieświadomi rzeczy, dowolnie, bez uzasadnienia i często wręcz trując się, pochłaniają niepotrzebne substancje.

Mylące jest to, że w pewnym wieku, przeważnie już po 60 roku życia, organizm zaczyna niedomagać na wielu polach. Wtedy rzeczywiście może pojawiać się niedobór pewnych substancji. Są to zwykle sytuacje pełne sprzeczności, dlatego wymagają znacznej precyzji w postępowaniu medycznym. Na przykład poprawienie czynności wydalania moczu przez starego mężczyznę jest możliwe po podaniu leku, który niestety powoduje także skurcz oskrzeli, które również domagają się leku, ale działającego przeciwnie. Wtedy bez lekarza się nie obejdzie, a telewizja czy znachor tylko zaszkodzą.

To oni głoszą: „Kilka naszych kapsułek zlikwiduje twój cholesterol”, mimo że przecież tenże cholesterol jest wręcz niezbędny do życia. „W tydzień po naszym lekarstwie znika twoja insulina”, bez której człowiek umiera. „Polska studentka medycyny odkryła rewelacyjny sposób leczenia zawału serca… strofantyną” (której lekarze, choć ciągle jest dostępna, nie stosują od 50 lat).

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć