logo
FA 1/2022 życie naukowe

Jolanta Szczepaniak

Polska nauka bez Wirtualnej Biblioteki Nauki

Jaka będzie alternatywa?

Każdy pozew i każda próba zakończenia działalności serwisu jest dla Alexandry Elbakyan dowodem na to, że działalność Sci-Hub jest słuszna. Nie akceptuje ona bowiem tego, że komercyjny podmiot może wykorzystywać pracę naukowców, a potem ukrywa ją przed dużą częścią świata akademickiego, domagając się opłat.

W polskiej nauce trwa wojna, której ofiarą może paść niezwykle cenne źródło dla polskich naukowców – Wirtualna Biblioteka Nauki. Na możliwość wystąpienia niekorzystnych zmian wskazują choćby słowa ministra edukacji i nauki: „dzisiaj łącznie wydajemy 100 mln zł na to, by nasi naukowcy publikowali za granicą, a następnie 255 mln rocznie za dostęp do Wirtualnej Biblioteki Nauki. To ogromne pieniądze. Trzeba to powoli zmieniać” (https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/wojna-w-nauce-awanse-dla-kolegow-i-sojusznikow-ministra/q8mzn2y,79cfc278?fbclid=IwAR1Cwq6KRSGQ4dfyHaG-uBUJ43s4CHcTStm5TbD5S1S1teigUnoEyqBUMq8). Wobec niepewności co do finansowania licencji WBN w 2022 roku warto zadać pytanie, kto na tym najbardziej ucierpi, a kto zyska?

Polska nauka bez Wirtualnej Biblioteki Nauki 1

Zrzut strony www Wirtualnej Biblioteki Nauki

Dostęp do wiedzy naukowej nie jest czymś oczywistym. Większość instytucji badawczych w krajach rozwijających się, ale także tych, które działają w USA czy Europie, nie może sobie pozwolić na kosztowne licencje i subskrypcje. A to oznacza, że wielu naukowców nie ma dostępu do kluczowych badań. Ma to oczywiście wpływ na całe środowisko akademickie, które musi dodatkowo płacić za dostęp do wiedzy. Albo szuka alternatywnych sposobów, by uzyskać dostęp do pożądanych treści.

W Polsce od 2010 roku działa program Wirtualnej Biblioteki Nauki (WBN) wdrożony przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zapewnia on bezpłatny (licencje krajowe) lub częściowo odpłatny (konsorcja) dostęp do światowej literatury naukowej instytucjom naukowym. I trzeba dodać, że pełne finansowanie lub współfinansowanie przez państwo dostępu do nauki nie jest czymś oczywistym. Jak zwrócono uwagę w tekście Ile płacimy za dostęp? (FA 7-8/2021), licencje krajowe są unikalnym rozwiązaniem w skali światowej. W innych krajach zasoby są kupowane albo na zasadzie licencji konsorcyjnych dla ograniczonej liczby instytucji, albo w postaci licencji krajowych dla pojedynczych baz bibliometrycznych w kilku europejskich krajach. Tym bardziej powinniśmy docenić, jak istotnym elementem polskiej nauki jest Wirtualna Biblioteka Nauki.

Wydatki uczelni na dostęp do zasobów elektronicznych

W dzisiejszych realiach udostępnianie książek drukowanych ma mniejsze znaczenie niż dostęp do elektronicznych źródeł – książek elektronicznych oraz artykułów naukowych poprzez pełnotekstowe bazy danych. Część materiałów udostępniana jest przez wydawców w wolnym dostępie, jednak największe platformy wydawnicze i bazy danych, takie jak Elsevier, Springer i Web of Science, są komercyjne. Jakiego rzędu koszty generuje to dla uczelni?

Za dostarczanie zarówno drukowanych, jak i elektronicznych zasobów w ramach uczelni odpowiadają biblioteki. Zwłaszcza elektroniczne źródła stanowią znaczącą część budżetu tych instytucji. W przypadku Biblioteki Politechniki Łódzkiej zakup źródeł elektronicznych stanowi ok. 16% całego budżetu – w 2020 roku wymieniona instytucja wydała na zakup baz i licencji ponad 1,36 mln złotych. Według sprawozdania finansowego Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego na dostęp do baz danych i e-czasopism wydano ok. 1,95 mln, co stanowi ok. 10,2% udziału w budżecie na 2020 rok przeznaczonym na działalność finansowaną ze środków budżetowych. Sprawozdanie Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu podaje kwotę wydaną na zbiory elektroniczne w 2020 roku przekraczającą 2 mln złotych, co stanowi ok. 14,3% budżetu jednostki. Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu przeznaczyła 285 127 złotych na abonowanie serwisów czasopism elektronicznych (poprzez licencje krajowe na konsorcja Science Direct, EIFL, SCI Expanded, Springer, finansowane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki), z kolei Biblioteka Główna Politechniki Krakowskiej przeznacza na zakup zbiorów (drukowanych i elektronicznych) 13,29% swojego ogólnego budżetu.

Gdyby nie dostęp do zasobów Wirtualnej Biblioteki Nauki oraz korzystanie z licencji krajowych (finansowanych w całości przez ministerstwo) i konsorcyjnych (z częściowym dofinansowaniem z MEiN), wydatki ponoszone przez biblioteki szkół wyższych na zakup zbiorów elektronicznych znacząco by wzrosły. Dyrekcja Biblioteki Politechniki Łódzkiej ocenia, że przekroczyłyby 3 mln złotych. Czy bez rządowego finansowania zasobów WBN biblioteki (i uczelnie) będzie stać na umożliwienie pracownikom i studentom bezpłatnego dostępu do najważniejszych platform wydawniczych, baz bibliometrycznych i baz danych?

Alternatywy legalne

Podane przez Pawła Grochowskiego i Marka Michalewicza dane dotyczące wykorzystania zasobów WBN w 2020 roku (Ile płacimy za dostęp? FA 7-8/2021) pokazują, jak intensywnie czerpią z tego źródła polscy naukowcy. Spośród udostępnionych przez WBN (zarówno w odniesieniu do licencji krajowych, jak i konsorcyjnych) ok. 26 000 czasopism i 157 000 książek zarejestrowano 19,5 mln pobrań artykułów i rozdziałów. ICM, odpowiadający za Wirtualną Bibliotekę Nauki, wskazuje na „dużą niepewność co do zakresu finansowania licencji w 2022 roku” (https://wbn.icm.edu.pl/komunikaty/), może to realnie oznaczać ograniczenie zakresu dofinansowywanych licencji krajowych i/lub konsorcyjnych. Czy będzie więc alternatywa wobec potencjalnego braku dostępu do zagranicznych źródeł elektronicznych?

Potrzeba korzystania z nich nie zniknie, naukowcy będą potrzebować dostępu do czasopism naukowych i baz danych tak samo jak wcześniej. I spowoduje to poszukiwania alternatywnego dostępu. Skutecznym sposobem zdobywania niedostępnych tekstów naukowych są platformy społecznościowe. Research Gate udostępnia przy artykułach przycisk „Request full-text”, prośba przekazywana jest do autora lub autorów, którzy mogą przesłać poszukiwany tekst. Na Twitterze można poszukać określonego tekstu, uzupełniając tweet hasztagiem #canihazpdf. Ale oprócz akademickiego networkingu, który uzupełnić może usługa wypożyczeń międzybibliotecznych, nastąpić może mniej pożądane zjawisko. A mianowicie szukanie materiałów w źródłach, których legalność działania jest kontrowersyjna.

Mekka naukowego piractwa

Polska nauka bez Wirtualnej Biblioteki Nauki 2

Zrzut strony www serwisu Sci-Hub

Sci-Hub to serwis, którego nie trzeba przedstawiać naukowcom. Został założony w celu uzyskania dostępu do publikacji i wyników badań, których naukowcy potrzebują do wykonywania pracy. W przypadku największych akademickich wydawców, takich jak Elsevier, treści te były i są płatne. A to uniemożliwiało pracę naukowcom z instytucji, których nie było stać na wykupienie licencji. Z tej potrzeby – chęci zapewnienia mniej uprzywilejowanym dostępu do wiedzy i osiągnięć nauki – narodził się pomysł na serwis, który pozwala pominąć płatny dostęp.

Strona została założona przez Alexandrę Elbakyan, absolwentkę uczelni w Kazachstanie, która podczas własnej pracy badawczej nie mogła skorzystać z niezbędnych tekstów. Były one płatne, a uczelni nie było stać na żadne subskrypcje. Zaczęła więc korzystać z narzędzi i usług, które pozwalały ominąć paywalle, a także udzielać się na forach internetowych, na których inni badacze prosili o artykuły. W konsekwencji stworzyła oprogramowanie, które pozwoliło zautomatyzować proces wyszukiwania i dostępu do dokumentów. Tak w 2011 roku powstał serwis Sci-Hub.

Pozwy tylko potwierdzają słuszność idei

Bardzo szybko serwis zyskał popularność wśród naukowców (korzystali z niego nawet autorzy, którzy ściągali własne teksty, umieszczone przez wydawcę za paywallem). Ale szybko znalazł się też na celowniku największych komercyjnych wydawców. Jednak każdy pozew i każda próba zakończenia działalności serwisu jest dla Alexandry Elbakyan dowodem na to, że działalność Sci-Hub jest słuszna. Nie akceptuje ona bowiem tego, że komercyjny podmiot może wykorzystywać pracę naukowców, którzy sami nie są opłacani za swój wkład (wręcz przeciwnie, płacą za to, aby w ogóle zostali opublikowani), a potem ukrywa ją przed dużą częścią świata akademickiego, domagając się kolejnych opłat. Popiera ją wielu wybitnych naukowców, którzy twierdzą, że badania finansowane z publicznych pieniędzy powinny być dostępne dla każdego. A Sci-Hub powinien być wspierany, przynajmniej dopóki nie będzie lepszej, legalnej alternatywy.

Jedna z ostatnich batalii wydawców (Elsevier, Wiley i American Chemical Society) przeciwko Sci-Hub toczy się w Indiach, kraju, w którym naukowcy często korzystają z serwisu Sci-Hub. Wydawcy chcą zablokować Sci-Hub i witrynę partnerską Libgen na poziomie dostawców usług internetowych, jednak sędzia Sądu Najwyższego wciąż nie wydał wyroku w tej sprawie, uwzględniając wnioski złożone przez indyjskich naukowców oraz wagę sprawy dla całej społeczności naukowej w Indiach. Badacze słusznie zauważyli, że otwarty dostęp do badań naukowych jest absolutnie niezbędny dla rozwoju wiedzy naukowej, ale wydawcy są zainteresowani jedynie osiąganiem nadmiernych zysków poprzez skuteczne ograniczanie dostępu, z płatnych treści korzystają bowiem tylko wybrane instytucje, które mogą sobie pozwolić na wysokie ceny.

Indyjski sąd wciąż nie wydał wyroku, jednak eksperci prawni twierdzą, że istnieje szansa, że może być on na korzyść Sci-Hub ze względu na kluczowy aspekt krajowego prawa autorskiego. Sprawa opiera się bowiem na definicji „uczciwego postępowania”, która w przeszłości umożliwiała instytucjom w Indiach legalne powielanie podręczników akademickich i innych materiałów chronionych prawem autorskim do wykorzystania w edukacji. Jeśli Sci-Hub wygra w Indiach, może mieć to wpływ na podobne sprawy przeciwko serwisowi w przyszłości, a wydawców zmusić do zmiany modelu biznesowego, analogicznie do tego, jak zmienił się przemysł muzyczny w odpowiedzi na pojawienie się Internetu.

Kto używa Sci-Hub?

Półroczne monitorowanie liczby pobrań (od września 2015) wskazuje, że najwięcej plików zostało ściągniętych ze Sci-Hub przez użytkowników z Iranu, Chin, Indii, Rosji, następnie z USA, Brazyli, Egiptu, Tunezji, Indonezji i Maroko. Miesięcznie serwis notował kilka milionów pobrań, a najwięcej ściągniętych publikacji pochodziło z czasopism z oferty Elseviera, Springera, IEEE, ACS oraz Wiley & Blackwell. W badaniu z 2016 roku, które dotyczyło Ameryki Łacińskiej, wśród najczęściej korzystających z zasobów Sci-Hub znalazła się Brazylia (z ponad milionem pobrań z Sci-Hub), a następnie Meksyk, Chile, Kolumbia, Argentyna, Peru i Wenezuela.

Wśród naukowców na wczesnym etapie kariery (tj. ECR, early career researchers) według badania przeprowadzonego przez Davida Nicholasa i in. niemal wszyscy początkujący naukowcy francuscy korzystają ze Sci-Hub (określając serwis mianem rosyjskiej platformy). Korzysta z niego też około jedna trzecia hiszpańskich i polskich badaczy. W najmniejszym stopniu ze Sci-Hub korzystają młodzi naukowcy z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Może to wynikać z lepszego zaopatrzenia bibliotek uniwersyteckich w tych państwach. Choć trzeba dodać, że nawet najbardziej prestiżowe zagraniczne uczelnie zrezygnowały ze współpracy z Elsevierem i innymi wydawcami (np. University of California czy szwedzkie uczelnie Lund University i Uppsala University), nie zgodziły się na stawki, które narzucili komercyjni wydawcy.

Z punktu widzenia wydawców treści są nielegalnie pozyskiwane i udostępniane online, to sprawia, że co pewien czas, gdy sąd nakazuje zablokowanie witryny, Sci-Hub pojawia się w nowych domenach (.org, .club, .cc, .tw, .se). Mimo legalnych przeciwności i prawnych batalii platforma wciąż działa, a z okazji 10 urodzin (we wrześniu 2021 roku) udostępniła 2,7 miliona kolejnych tekstów z czasopism naukowych. Obecnie daje dostęp do ponad 88 milionów artykułów. Sci-Hub stał się tak powszechnie używanym narzędziem, że naukowcy nawet nie ukrywają wykorzystywania tego źródła, umieszczają adresy URL do serwisu Sci-Hub w bibliografii opublikowanych artykułów.

Jeśli w Polsce naukowcy stracą dostęp do legalnie dostępnych artykułów naukowych z zagranicznych serwisów i baz danych, serwis Sci-Hub może bardzo zyskać na popularności. Bez rządowego finansowania uczelnie mogą mieć bowiem problem z zakupem licencji, a przynajmniej mocno te zakupy ograniczą.

Jolanta Szczepaniak, redaktor i kierownik zespołu Wydawnictwa Politechniki Łódzkiej

Wróć