logo
FA 1/2022 z laboratoriów

Mariusz Karwowski

Pachnące muzealia

Pachnące muzealia 1

Fot. Pixabay

Zapach w istotny sposób potrafi wpłynąć na odbiór danego obiektu, również zabytkowego. Dlaczego by więc nie uruchomić tego zmysłu przy zwiedzaniu?

Długo pozostawała anonimowa, aż w końcu wszystkie tropy doprowadziły historyków sztuki do przekonania, że uwieczniony wizerunek należy do kochanki mediolańskiego księcia Ludovica Sforzy. Spór toczył się też o trzymane przez nią zwierzę: dla jednych była to łasiczka, inni widzieli fretkę, ostatecznie uznano, że to gronostaj. Za sprawą księcia Adama Jerzego Czartoryskiego namalowany w końcu XV wieku portret Cecylii Gallerani trzy stulecia później trafił do Polski. Wystawiano go w puławskim Domu Gotyckim, później ukrywany był przed zaborcami w pałacu w Sieniawie, następnie został przewieziony do paryskiego Hôtelu Lambert, stamtąd do Krakowa, po czym znów wyjechał za granicę – do Drezna. W trakcie II wojny światowej wzbogacił kolekcję gubernatora Hansa Franka, najpierw tę na Wawelu, a później w bawarskiej willi w Schliersee. Burzliwe losy dzieła Leonarda da Vinci – jedynego jego autorstwa przechowywanego w naszym kraju – mogłyby stanowić kanwę niejednej opowieści. To historia równie dobrze do opisania czy sfilmowania, jak i do… powąchania.

Na zakupach i w muzeum

Szacuje się, że aż 75% emocji w ciągu dnia wywołują w nas zapachy. Nic dziwnego, skoro – jak twierdzi Martin Lindstrom, światowej sławy specjalista z zakresu neuromarketingu – zmysł powonienia jest jedynym, którego nie da się „wyłączyć”. Oczy można zamknąć, uszy zakryć, a od dotykania czy smakowania się powstrzymać. Zapach zespolony jest z powietrzem, którym oddychamy. Czuły nos to niezbędne „narzędzie” w pracy senselierów, kiperów, ale – choć może nieświadomie – angażujemy go na co dzień wszyscy, np. podczas zakupów czy wizyt w restauracji. Mógłby się przydać także w muzeum.

– Zapach w istotny sposób potrafi wpłynąć na nasz odbiór danego obiektu, również zabytkowego. Dlaczego by więc nie uruchomić jeszcze jednego zmysłu przy zwiedzaniu? – docieka dr hab. Tomasz Sawoszczuk, kierownik Katedry Mikrobiologii w Instytucie Nauk o Jakości i Zarządzania Produktem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Na ten nietypowy pomysł wpadł, gdy poproszono go o zbadanie składu atmosfery w nowych gablotach Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Miał sprawdzić, czy nie ma w nich związków organicznych, które mogą być niebezpieczne dla przechowywanych obiektów, takich jak np. Dama z gronostajem. To jeden z tych cennych zabytków, do których – z uwagi na ich wartość – nie ma bezpośredniego dostępu. Zapewnienie im niezmiennych warunków mikroklimatycznych powoduje, że muszą być eksponowane „pod kloszem”. Kiedy więc przy okazji różnego rodzaju badań czy zabiegów konserwatorskich pojawia się możliwość dostępu, towarzyszy jej chęć wydobycia na zewnątrz wszystkiego tego, co na co dzień ukryte. W tym wypadku przed nosami zwiedzających. Tymczasem to przecież w zapachu właśnie kryje się cała historia zabytku. Miejsca, w których przebywał, czynności, których na nim dokonywano, środki transportu, które go przewoziły, pozostawiają aromatyczny ślad, do którego naukowcy zamierzają teraz dotrzeć.

– Nie próbujemy odtwarzać pierwotnego zapachu sprzed wieków, tego, który został wraz z ostatnim pociągnięciem pędzla. Badamy ten obecny tu i teraz, ze świadomością wszak, że nie wiąże się on tylko i wyłącznie z tym jednym miejscem – zastrzega lider projektu.

Zapach martwej natury

Choć wydaje się, że to wzrok spośród wszystkich zmysłów najbardziej przyciąga uwagę naukowców, nie brak przykładów badań „zapachowych”. Psychologowie zajmują się pamięcią zapachową oraz identyfikowaniem aromatów sprzyjających określonym czynnościom, np. uczeniu się. Na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu szukają odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zapach wpływa na nasz apetyt. Całkiem niedawno grupa uczonych z Wielkiej Brytanii i Włoch stworzyła interaktywne „zapachowe” mapy europejskich miast, m.in. Londynu, Barcelony, Madrytu czy Nowego Jorku. Przed kilkunastu laty na łamach „FA” pisaliśmy też o badaniach prof. Bogusława Buszewskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który szukał swoistego kodu zapachowego nowotworów płuc i układu pokarmowego, a także prostaty i szyjki macicy, by wcześniej można było wykrywać początkowe stadium choroby. Wszelako i oddychający pacjent, i tętniące życiem miasto to jednak nie muzealne obiekty. Jak więc naukowcy zamierzają zbadać zapach obrazów, rzeźb czy innych zabytkowych artefaktów?

– Wydawać by się mogło, że to trywialna sprawa, ale mówimy o bardzo rzetelnym badaniu analitycznym. Będzie przebiegało dwiema ścieżkami – zapowiada chemik z UEK.

Najpierw do badanej powierzchni zostanie przyłożona igła, na końcu której znajduje się niewielki odcinek sorbentu (tzw. włókno SPME) – substancji będącej w stanie wyłapywać lotne związki organiczne znajdujące się w jej otoczeniu. Związki te zwiążą się z powierzchnią włókna, które – jak zapewnia dr hab. Tomasz Sawoszczuk – jest całkowicie bezpieczne dla obiektów zabytkowych. Następnie, już w laboratorium, za pomocą chromatografu gazowego wyłapane związki zostaną rozdzielone w 30-metrowej kolumnie kapilarnej. Po rozdzieleniu trafią do spektrometru mas, gdzie będą poddane szczegółowej analizie. W jej efekcie powstanie widmo masowe. Porównując je z biblioteką widm, obejmującą obecnie już kilkaset tysięcy związków, naukowcy przekonają się, z jaką substancją mają do czynienia.

Ale to nie koniec. W kolejnej fazie, wiedząc już, czego szukają w konkretnym zapachu, rozpoczną bardziej wymuszony pobór lotnych związków organicznych emitowanych z muzealiów. Zastosują stalowe rurki sorpcyjne o długości ok. 10 cm. Jeden koniec takiej rurki zostanie umieszczony przy powierzchni obiektu, drugi – podłączony do pompki, którą będzie się zasysać powietrze. W laboratorium, po podgrzaniu rurki w desorberze termicznym, związki uwolnią się do chromatografu gazowego, przy czym w tym wypadku, po rozdzieleniu w kolumnie, część z nich będzie kierowana do spektrometru mas, pozostałe do tzw. przystawki olfaktometrycznej. To po to, by specjalnie przeszkolone osoby, z odpowiednio wrażliwym węchem, mogły nazwać zapach, który opuści kolumnę chromatograficzną, a następnie potwierdzić, czy jest on zbliżony do chemicznie odtworzonego. Do odwzorowania zapachu obiektów zabytkowych naukowcy użyją jedynie związków bezpiecznych zarówno dla zdrowia ludzkiego, jak i dla muzealiów. Wśród wąchających będą studenci i pracownicy uczelni, którzy już wcześniej uczestniczyli w określaniu uciążliwości zapachowej na terenie krakowskiego Płaszowa.

– Osoby te będą posługiwały się uniwersalnym słownikiem zapachów, tak żeby nie dochodziło do rozbieżności przy interpretacji niuansów aromatycznych. Chcemy uniknąć sytuacji, w której ta sama woń zostanie zdefiniowana trzema różnymi nazwami, dajmy na to: limonka, cytryna i cytrusy. Ponadto nasi senselierzy ocenią intensywność zapachu oraz czy jest on dla nich przyjemny – wyjaśnia lider projektu.

Pachnące muzealia 2

Przewidziano także współpracę z firmą zajmującą się badaniem zapachów plastiku, skóry, tekstyliów, które wykorzystuje się do produkcji wnętrz do samochodów. Niektórzy producenci dbają o to, żeby w każdym nowym aucie, niezależnie od modelu, roztaczał się identyczny aromat kojarzony wyłącznie z daną marką. W ten sposób też można zadbać o przywiązanie klienta. Zresztą podobnych chwytów używają także niektóre sieci handlowe, zachęcając w ten sposób do zakupów. To tzw. marketing olfaktometryczny. Z zapachami eksperymentują też muzea. Mój rozmówca przywołuje niedawną wystawę w Muzeum Narodowym w Krakowie, poświęconą obiektom z okresu baroku wykonanym z drewna. Ekspozycji towarzyszył rozpylony w pomieszczeniach aromat drewna cedrowego.

Tabakiera dla nosa

Oprócz naukowców z Krakowa w przedsięwzięciu bierze także udział grupa prof. Matija Strliča z Wydziału Chemii i Technologii Chemicznej Uniwersytetu w Lublanie, który od lat zajmuje się badaniami obiektów zabytkowych, a wcześniej współpracował z prof. Sawoszczukiem przy realizacji projektu „Kwaśny Papier”. Jego celem było masowe ratowanie polskich zbiorów bibliotecznych i archiwalnych wydanych na tzw. kwaśnym papierze, który jest bardzo kruchy, szybko ulega degradacji i ma bardzo krótką żywotność. Ich ratowanie polega na masowym odkwaszaniu. Projekt realizowany jest w Bibliotece Jagiellońskiej, Bibliotece Narodowej oraz w niektórych oddziałach Archiwum Narodowego.

Tym razem oba zespoły – polski i słoweński – postarają się wydobyć zapachy z obiektów pochodzących z różnych okresów w historii sztuki (w tym współczesne), wykonanych za pomocą odmiennych technik i z użyciem różnorodnych materiałów. Wprawdzie określenie na tej podstawie zapachu charakterystycznego dla danej epoki nie jest możliwe, ale dla konkretnego zabytku już tak. Inicjatywie przyklasnęli też muzealnicy obydwu krajów. Ich zadaniem będzie z kolei osadzenie „wydobytego” zapachu w kontekście historycznym. Swoje dołożą też konserwatorzy. Dzięki temu zwiedzający otrzymają kompleksową informację o obiekcie. Opis jego losów uzupełniony o doznania zapachowe już sam w sobie będzie stanowił atrakcję, ale ten dodatek może się też okazać niezwykle cenny dla osób niewidomych, u których w zastępstwie wzroku wyostrzone są pozostałe zmysły.

– W sali, w której eksponowana jest Dama z gronostajem, znajduje się zawieszona na ścianie trójwymiarowa kopia obrazu. Niewidomi mogą ją dotknąć, poznać namalowany kształt, a teraz dodatkowo poczują zapach tego dzieła – zapowiada krakowski badacz.

Wśród wytypowanych obiektów są jednak nie tylko obrazy. Słoweńcy zamierzają zbadać m.in. tabakierę swojego wieszcza narodowego Franca Prešerena, autora m.in. słów ich hymnu narodowego. To szczególny obiekt dla dziedzictwa narodowego tego bałkańskiego kraju. W sumie projekt obejmie kilkanaście muzealiów. Wszystkie utworzą pierwszą na świecie Odothekę – bibliotekę zapachów obiektów historycznych. Zamiast flakoników z aromatami, znajdą się w niej elektroniczne przepisy na woń określonego zabytku z nazwami związków chemicznych i z określeniem proporcji, w jakich powinny być zmieszane. Za sto czy dwieście lat ktoś, sięgając po taką receptę, będzie mógł skomponować dawny zapach tego czy innego obiektu.

– My niestety taką informacją nie dysponujemy, ponieważ nikt wcześniej jej nie zachował. Dlatego po opracowaniu, zostawiamy ją dla przyszłych pokoleń – tłumaczy dr hab. Tomasz Sawoszczuk.

Odothekę, której powstanie planowane jest na rok 2024, będzie można rozbudować o zapachy zabytków z całego świata.

Wróć