logo
FA 1/2022 okolice nauki

Aneta Zawadzka

Dwa światy?

Dwa światy? 1

Ludzie i zwierzęta. Zbiory rozłączne bez elementów wspólnych, z wyraźnym prymatem homo sapiens, czy może równoległe porządki rzeczywistości? Odpowiedź zależy od przyjętej cezury czasowej. Jeśli za początek przyjmiemy renesans, kiedy człowiek wyniesiony został na piedestał ponad resztę natury, będą to z pewnością zbiory rozłączne. Jeśli zaś cofniemy się do czasu przed odrodzeniem, rozstrzygnięcie okaże się bardziej skomplikowane. Z pomocą w rozwikłaniu złożonych kwestii przychodzi Maja Iwaszkiewicz. W książce o intrygującym tytule Świnia na sądzie ostatecznym autorka dotyka tematu postrzegania zwierząt przez ludzi w okresie średniowiecza.

Okazuje się, że czytanie epoki przez symbole, uosabiane przez rozmaite istoty, jest fascynującym sposobem odkrywania nowych wymiarów rzeczywistości. Przyglądanie się wizerunkom różnych stworzeń z perspektywy procesów zachodzących w ludzkich umysłach daje asumpt do podjęcia rozważań na temat roli zwierząt w średniowiecznych realiach. Uzależnione od nadanej im arbitralnie przez ludzi siły emblematu zwierzęta traktowane były albo z szacunkiem, odgrywając rolę znaków pochodzących od Boga, albo z wrogością, kiedy przypisywano im szatańską proweniencję. Taka małpa na przykład stała się ewidentnie negatywnym symbolem, tylko dlatego że za bardzo przypominała człowieka. Na przychylność nie mogły też liczyć kot, wilk czy wąż. Atencją darzono natomiast baranka, gołębia i konia. Co ciekawe, w średniowiecznym systemie sprawiedliwości prawo na równi obowiązywało ludzi i zwierzęta. Te ostatnie tak samo podlegały karze, jak i miały dostęp do rzetelnego procesu sądowego oraz obrońcy z urzędu. Sporymi pechowcami okazały się w tym czasie świnie, które najczęściej sadzano na ławie oskarżonych.

Autorka rozszyfrowuje ukryte znaczenia epoki średniowiecza, wyposażając czytelnika w klucz otwierający drzwi do świata niegdyś istniejącego. Odległa rzeczywistość, w której empiryczne doświadczenie często zastępowano mocą autorytetu albo własną wyobraźnią, objawia się dzięki autorce w niezwykle interesującej scenografii. Karty jej książki pełne są fascynujących opisów oraz kolorowych ilustracji, jakże zróżnicowanej galerii osobliwości. O prawdzie zoologicznej owych czasów rzec można, że więcej w niej było błędów i przekłamań, niż obiektywnego opisu istniejącej rzeczywistości. Na porządku dziennym było powielanie niesprawdzonych charakterystyk poszczególnych zwierząt, jak i dopuszczanie nieprawidłowych interpretacji zjawisk, co w konsekwencji prowadziło do wylęgania kolejnych fantastycznych gatunków, które, co ważne, cechowała realność istnienia. Nie może więc dziwić wiara w autentyczność takich stworzeń, jak jednorożec, bazyliszek czy feniks. Za pewnik przyjmowano także funkcjonowanie stworów znajdujących się na pograniczu światów ludzkiego i zwierzęcego, a więc hybryd, syren czy centaurów. W pełnym magicznych wyobrażeń czasie pojawiały się jednak jednostki, którym nieobce było stosowanie metod stricte naukowych. Do badawczej elity zalicza się z pewnością Albert Wielki. Ten średniowieczny zoolog prowadził prawdziwe eksperymenty, będąc pierwszym człowiekiem, który opisał wieloryby. Jego wkład w naukę docenił papież Pius XII, ustanawiając go świętym patronem studentów historii naturalnej.

Maja Iwaszkiewicz jest doskonałą narratorką, wyraźnie zafascynowaną średniowieczem. Tę fascynację czuć w każdym momencie opowieści, od swobodnego języka począwszy, na przekazywaniu unikatowych treści skończywszy. Autorka bardzo dba o to, by zdjąć z epoki średniowiecza odium panujących na jej temat stereotypów. Dowodzi, że zbliżenie ludzi i zwierząt było wówczas osobliwym zjawiskiem, które nigdy nie powtórzyło się już w podobnym kształcie.

Aneta Zawadzka

Maja IWASZKIEWICZ, Świnia na sądzie ostatecznym. Jak postrzegano zwierzęta w średniowieczu, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.

Wróć