logo
FA 1/2021 felietony

Leszek Szaruga

Epoka postepistolarna

Fot. Stefan Ciechan

Rok 2021 przebiegać ma u nas pod patronatem czterech pisarzy – Norwida, Baczyńskiego, Lema oraz Różewicza. Ten ostatni ogłosił swego czasu wiersz, którego bohater, będący, jak się można domyślić, Chrystusem, pisze na piasku list do matki, powiadamiając ją, że oni, jego uczniowie, słowa raczej mają za nic i że bardziej do nich przemawiają czynione na ich oczach cuda, po czym, widząc, iż owi się zbliżają, zaciera ślady pisma. Ten napisany, ale przecież nienapisany list jest w moim odczuciu dość ważnym przesłaniem autora Kartoteki.

List od niepamiętnych czasów jest tym sposobem komunikacji, zarówno prywatnej jak i publicznej, który, za sprawą pisma właśnie, utrwalał także – by wspomnieć tylko wydane przez Hannę Malewską Listy staropolskie z epoki Wazów – dla potomnych wiedzę o kwestiach naszych przodków, ale też i o ich życiu prywatnym. Ważną rolę odegrała i po dzień dzisiejszy odgrywa korespondencja publiczna – dość wspomnieć listy, które obok ewangelii składają się na Nowy Testament, ale także, by przywołać dokument dla kultury europejskiej szczególnej doniosłości, List o tolerancji Johna Locke’a. Już choćby te wyrywkowe przykłady dowodzą, że epistolografia ma olbrzymie znaczenie w kształtowaniu naszej kultury. Niezwykłą wartość mają wszak również takie świadectwa korespondencji prywatnej, jak zbiór listów Abelarda i Heloizy.

List wszedł też na stałe do literatury. Wystarczy przypomnieć pierwszą psychologiczną powieść polską, jaką jest Malwina, albo domyślność serca opublikowana w roku 1812, która, u nas niemal zapomniana, doczekała się znienacka tłumaczenia i publikacji po angielsku u progu obecnego stulecia w roku 2001 – habent sua fata libelli, zaiste! Nie od rzeczy będzie też wspomnieć o roli, jaką przed półwieczem odegrała publikacja epistolograficznej powieści Kazimierza Brandysa Wariacje pocztowe stanowiącej w przemyślny sposób opowiedzianą historię Polski. Pamiętać też jednak warto o innych literackich dziełach tego rodzaju, jak choćby List lorda Chandosa Hugo von Hofmannsthala, o którego znaczeniu dla współczesnego piśmiennictwa zajmująco pisał Gustaw Herling-Grudziński w swoim Dzienniku pisanym nocą. Cóż, każdy badacz literatury, ale też każdy historyk, wie doskonale, czym jest list jako forma wypowiedzi i jaką rolę odgrywał na przestrzeni dziejów zarówno w budowaniu więzi międzyludzkich, jak w kształtowaniu życia społecznego, polityki nie wyłączając. I każdy z nich zdaje sobie sprawę, że tej formie wypowiedzi, zarówno prywatnej, jak publicznej, a także artystycznej, poświęcić można – czyli, jak to dziś mówią politycy i dziennikarze: dedykować jej – pasjonujące rozprawy.

Literatura przedmiotu jest tu zresztą niezwykle bogata, zarówno w przestrzeni badań teoretycznych, jak w obszarze historycznoliterackim, wreszcie i innych nauk społecznych. List albowiem jest przecież także nośnikiem komunikacyjnym, ma swoje wzorce, ma od owych wzorców odstępstwa. Byłoby pewnie rzeczą niezmiernie interesującą napisanie rozprawki dotyczącej korespondencji wysyłanej z i przysyłanej do peerelii. Wiadomo skądinąd, że poddawana ona była cenzurze, raz wyrywkowo, kiedy indziej bardziej intensywnie, znane są procesy wytaczane za listy nieprawomyślne bądź za niesłuszne kontakty zagraniczne. Wiadomo też o celowym spowalnianiu drogi korespondencyjnej – przeciętnie na list wysłany do Berlina Zachodniego rodzice moi czekali miesiąc, drugi zaś miesiąc oczekiwałem odpowiedzi (ważne są też konteksty: na połączenia telefoniczne czekało się długie godziny, zaś z Ameryką nawet kilka dni; nikt już prawie nie pamięta o istnieniu central międzymiastowej i międzynarodowej, do których dodzwonienie się było w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych ubiegłego stulecia równie trudne, jak dziś, w dobie pandemii, do przychodni lekarskiej).

Szczególną rolę odgrywała korespondencja w życiu literackim. Dość poczytać listy Jarosława Iwaszkiewicza do adresatów zza żelaznej kurtyny i zbadać odmienność narracji wysyłanej z Polski od tej, jaka pojawia się w listach pisanych w czasie wyjazdów pisarza na Zachód. Dziś atoli żyjemy w epoce postepistolarnej. Można oczywiście posłuchać z nutką zadumy piosenki Skaldów mówiącej o tym, że „ludzie listy piszą”, ale czas teraźniejszy należy już zmieniać na przeszły. Dziś ludzie piszą emaile i esemesy. Większość tych, na ogół bardzo krótkich tekstów znika na zawsze. Obawiać się należy, że publikowane dość gęsto tomy korespondencji pisarzy to już ostatnie tego typu wydawnictwa. Coś znika na naszych oczach i znika chyba bezpowrotnie. Już nawet widok skrzynki pocztowej, niegdyś powszechny, staje się obrazkiem niemal egzotycznym. I, oczywiście, nie ma czego żałować, podobnie jak nie ma co wzdychać za usługą telegrafu, nawet tego przekazywanego na ozdobnych blankietach (specjalna cena). Ale przyznam, że trochę tęsknię do samego siebie, gdy podczas pierwszego samodzielnego wyjazdu zagranicznego pisałem do ukochanej kilkustronicowe listy, które zresztą przyszły niemal tydzień po moim powrocie.

Wróć