logo
FA 1-2/2026 informacje i komentarze

Magdalena Musiał-Karg

Między ambicją a wygodą

O projektowaniu mechanizmów oceny publikacji naukowych


Między ambicją a wygodą 1

Prof. Magdalena Musiał-Karg, badaczka systemów politycznych, elektronicznej partycypacji, e-votingu oraz demokracji bezpośredniej z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, prezeska Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych i wiceprezydentka International Political Science Association, uzasadnia potrzebę stworzenia dwóch list czasopism jako narzędzia ewaluacji działalności naukowej.

Debata o przyszłym kształcie listy czasopism w Polsce coraz częściej przybiera ton tożsamościowy. Padają określenia „globaliści”, „lokaliści”, „scopusowcy”, pojawiają się sugestie o klasowym charakterze sporu. Tymczasem istota problemu jest znacznie prostsza, ale i znacznie poważniejsza. To jest spór o konstrukcję bodźców w systemie nauki.

Nie zgadzam się z tezą, że sprzeciw wobec arbitralnego podnoszenia punktacji krajowych czasopism wynika z obaw o prestiż czy pozycję „umiędzynarodowionych” badaczy. Takie uproszczenie przesuwa debatę z poziomu projektowania polityki naukowej na poziom emocjonalnych etykiet. A przecież stawką jest to, jak państwo definiuje jakość badań i jakie zachowania będzie premiować. Spór nie dotyczy tego, czy publikacje w języku polskim są potrzebne. Są – i to bezdyskusyjnie. W naukach społecznych i humanistycznych pełnią ważną funkcję: kulturotwórczą, ekspercką i dydaktyczną. Dane pokazują zresztą, że język polski w tych dyscyplinach dominuje i nie jest zagrożony, a na pewno nie znajduje się na marginesie systemu. Różnice w prezentowanych stanowiskach dotyczą raczej tego, czy i w jakim zakresie system ewaluacyjny ma odzwierciedlać różnice w zasięgu, konkurencyjności i widoczności badań. Jeżeli publikacja w krajowym czasopiśmie otrzymuje taką samą lub wyższą punktację niż artykuł w uznanym czasopiśmie międzynarodowym, nie jest to kwestia „sprawiedliwości klasowej”, lecz konstrukcji bodźców. System premiuje pozostawanie w obiegu krajowym, zamiast zachęcać do wyjścia poza niego. Twierdzenie, że wzrost punktacji krajowych tytułów „nikomu nie zaszkodzi”, pomija elementarną zasadę działania systemów ewaluacyjnych: bodźce kształtują zachowania. Jeżeli różnica między obiegiem międzynarodowym a krajowym zostanie zniwelowana, motywacja do podejmowania większego ryzyka publikacyjnego będzie słabsza. Nie dlatego, że ktoś obawia się utraty prestiżu, lecz dlatego, że racjonalnie reaguje na sygnały systemowe. Nie chodzi o ochronę czyichkolwiek przewag. Chodzi o to, czy państwo chce budować system, który jasno premiuje obecność w międzynarodowej debacie, a jednocześnie profesjonalizuje i stabilizuje obieg krajowy, czy raczej taki, który relatywizuje różnice w poziomie konkurencyjności.

Mierzyć wyżej, nie cofać się

Warto przypomnieć, że przed reformą Jarosława Gowina funkcjonowało kilka list czasopism. System był wielopoziomowy i nie budził oskarżeń o polaryzację. Nie był doskonały, żaden system ewaluacji nie jest doskonały, ale różnicowanie poziomów postrzegane było jako oczywisty element porządkowania jakości, a nie jako instrument podziałów czy hierarchizacji środowiska. Dziś, po latach nastawienia na umiędzynarodowienie, stoimy przed pokusą wyrównywania punktacji bez względu na realne różnice jakościowe. To byłby krok wstecz. Zamiast mierzyć wyżej, zaczęlibyśmy relatywizować standardy. Rozumiem intencję wzmocnienia krajowego obiegu publikacyjnego i docenienia roli języka polskiego w naukach społecznych i humanistycznych. To cel, który zasługuje na poważne potraktowanie. Wspieranie profesjonalnych, stabilnych czasopism krajowych jest elementem budowania infrastruktury intelektualnej państwa. Mam jednak obawę, że proponowane rozwiązanie może w praktyce skierować system w dół, nie poprzez jawne obniżenie standardów, lecz poprzez osłabienie bodźców do ich podnoszenia. Jeśli zrównujemy poziomy bez uwzględnienia realnych różnic w konkurencyjności i zasięgu oddziaływania, ryzykujemy przesunięcie akcentu z ambicji na wygodę. Nie byłoby to wzmacnianie jakości, lecz jej stopniowe rozmywanie. Nie chodzi tu o wprowadzanie bodźców negatywnych ani o wykluczanie kogokolwiek. Chodzi o tworzenie takich reguł gry, które nagradzają ambicję, jakość i gotowość do konkurowania na poziomie międzynarodowym, przy jednoczesnym profesjonalnym wsparciu obiegu krajowego. System powinien wzmacniać, a nie wyrównywać w dół. Jeśli przestaniemy premiować wysiłek i konkurencyjność, przestaniemy mieć powód, by mierzyć wyżej. A bez ambicji nie ma rozwoju. Państwo, które rezygnuje z nagradzania jakości i odwagi konkurowania, samo ogranicza swoje aspiracje i rezygnuje z miejsca przy światowym stole.

Dwie listy jako rozwiązanie systemowe, nie ideologiczne

Proponuję stworzenie dwóch list czasopism – krajowej i międzynarodowej. Nie jako narzędzia służącego uspokajaniu kogokolwiek ani budowaniu kompromisu między „globalistami” a „lokalistami”, lecz jako rozwiązania systemowego, porządkującego role i funkcje różnych obiegów komunikacji naukowej w sposób przejrzysty i sprawiedliwy. Warto zwrócić uwagę, że podobne rozwiązania funkcjonują w mniejszych krajach własnojęzykowych. W Finlandii system Publication Forum (JUFO) opiera się na wielopoziomowej klasyfikacji czasopism, w której najwyższe poziomy przypisane są najbardziej konkurencyjnym tytułom międzynarodowym. W Estonii umiędzynarodowienie traktowane jest jako standard funkcjonowania nauki w małym państwie. To pokazuje, że możliwe jest pogodzenie silnego obiegu krajowego z wyraźnie premiowanym obiegiem międzynarodowym. Co więcej, takie rozwiązania nie prowadzą do polaryzacji. Przeciwnie – są to systemy, które porządkują funkcje i tworzą jasne bodźce. Model dwóch list jest więc kompromisem instytucjonalnym: silny, profesjonalny obieg krajowy oraz wyraźnie premiowany obieg międzynarodowy. Umiędzynarodowienie nie jest tu dodatkiem, jest standardem.

Uważam, że na liście międzynarodowej powinny znaleźć się wyłącznie te tytuły, które są indeksowane w uznanych bazach, takich jak Scopus czy Web of Science, posiadają udokumentowaną, anonimową procedurę recenzyjną, rzeczywiście funkcjonują w obiegu międzynarodowym zarówno pod względem składu redakcji, jak i struktury autorów publikacji, zachowują stabilność wydawniczą oraz przestrzegają międzynarodowych standardów etycznych. Tego rodzaju lista powinna być wyraźnie wyżej punktowana, ponieważ odzwierciedla realny poziom konkurencyjności, zasięg oddziaływania oraz widoczność badań w globalnym obiegu naukowym. Wykaz krajowy, podobnie jak lista międzynarodowa, powinien obejmować wyłącznie czasopisma recenzowane, transparentne proceduralnie i posiadające stabilną historię wydawniczą. Powinny to być tytuły indeksowane przynajmniej w uznanych bazach specjalistycznych właściwych dla danej dyscypliny oraz spełniające standardy etyki publikacyjnej. Punktacja tej listy musi być niższa niż listy międzynarodowej, nie jako wyraz deprecjacji języka polskiego, lecz jako odzwierciedlenie realnych różnic w zasięgu i konkurencyjności. System powinien jednocześnie konsekwentnie eliminować czasopisma o podejrzanych praktykach redakcyjnych, niskiej przejrzystości procedur czy cechach quasidrapieżnych. Na obecnych listach znajdują się tytuły budzące poważne wątpliwości. Bez ich rzetelnego odsiewania każda reforma pozostanie niewiarygodna i będzie jedynie kosmetyczną korektą.

Transparentność i odpowiedzialność

Kluczowe znaczenie mają transparentne kryteria kwalifikowania czasopism do obu list. System musi być na tyle przejrzysty, aby nikt nie miał wątpliwości, dlaczego jedno czasopismo znajduje się na danej liście, a inne nie. Punkty nie mogą być efektem uznaniowości, środowiskowych sympatii czy doraźnych decyzji. Kryteria powinny być jasno opisane, publicznie dostępne i mierzalne, tak aby każda redakcja wiedziała, jakie standardy musi spełnić. Tylko wówczas system będzie budował zaufanie, a nie podejrzenia o ręczne sterowanie czy polityczne wpływy. Brak przejrzystości zawsze prowadzi do utraty wiarygodności całego systemu, nawet jeśli intencje reformy są dobre. Warto pamiętać, że w okresie pełnienia funkcji ministra nauki przez Przemysława Czarnka środowisko już doświadczyło nagłych i trudnych do uzasadnienia zmian w punktacji czasopism. Te doświadczenia pokazały, jak szybko zaufanie do systemu może zostać podważone, jeśli decyzje nie są oparte na jasno zdefiniowanych i konsekwentnie stosowanych zasadach.

I jeszcze jedna kwestia, która wydaje mi się niezwykle ważna w dyskusji nad tworzeniem listy czasopism oraz jej rolą w procesie ewaluacji dyscyplin i dorobku indywidualnego. Awanse naukowe nie mogą odbywać się bez obecności w obiegu międzynarodowym. Minimalny wymóg publikacji w czasopismach indeksowanych w Scopus czy Web of Science powinien stanowić element standardu przy habilitacji i tytule profesora. Nie jest to forma wykluczenia, lecz potwierdzenie zdolności funkcjonowania w globalnej debacie naukowej i gotowości do konkurowania na poziomie międzynarodowym. Równie istotne jest jednak to, by w procedurach awansowych recenzenci zwracali uwagę na jakość i wiarygodność miejsc publikacji. W dorobku kandydatów do stopni i tytułów naukowych nie powinny być uwzględniane publikacje w czasopismach o charakterze drapieżnym lub stosujących wątpliwe praktyki wydawnicze. Jeżeli takie publikacje znajdują się w wykazie dorobku, powinny zostać wyraźnie zweryfikowane i – w przypadku potwierdzenia wątpliwości – wyłączone z oceny. Odpowiedzialność za standardy nie kończy się na poziomie tworzenia list, to także rola recenzentów oraz ciał powołanych do przeprowadzania procedur awansowych (dla przypomnienia: np. NCN takie działania podjął, choć kwestie przejrzystości i jednolitości standardów wciąż wymagają dopracowania). Tylko w ten sposób system awansowy będzie wzmacniał rzetelność badań.

Z jednej strony w debacie słyszymy słuszne argumenty o chronicznym niedofinansowaniu systemu, o braku środków na publikowanie w modelu Open Access, o barierach finansowych utrudniających obecność w międzynarodowym obiegu. To realny problem, z którym mierzy się wiele zespołów badawczych. Z drugiej strony obserwujemy zjawisko trudne do uznania za racjonalne: znaczne środki publiczne trafiają do płatnych czasopism o wątpliwej renomie, nierzadko wykazujących cechy periodyków drapieżnych lub quasidrapieżnych. Artykuły publikowane w takich miejscach bywają wysoko punktowane, a następnie stają się podstawą do przyznawania nagród i premii finansowych. W efekcie publiczne pieniądze najpierw zasilają nieprzejrzyste modele wydawnicze, a później są ponownie rozdysponowywane w systemie motywacyjnym. Jeśli jednocześnie mówimy o braku środków na rzetelny Open Access, a tolerujemy przepływ znaczących kwot do czasopism o wątpliwych standardach, to znaczy, że problem nie dotyczy wyłącznie poziomu finansowania. Dotyczy również konstrukcji systemu i jakości mechanizmów weryfikacyjnych. A także tego, jak zbudowana jest lista i jaką punktację nadaje się poszczególnym kanałom publikacji.

Dlatego tak istotne jest to, jak tworzona jest lista czasopism i jakie kryteria decydują o obecności danego tytułu w systemie punktowym. Doświadczenia z poprzednich lat pokazały, że sposób konstruowania listy ma bezpośredni wpływ nie tylko na strategie publikacyjne, lecz także na przepływ publicznych pieniędzy. Lista nie jest neutralnym narzędziem technicznym. Jest jednym z najważniejszych regulatorów całego systemu. Nie podzielam pojawiającej się w dyskusji publicznej tezy, że komitety naukowe PAN z definicji nie są właściwym podmiotem do oceny czasopism. Uważam, że mogą być – pod warunkiem spełnienia określonych warunków. Zasiadają w nich samodzielni pracownicy naukowi, często posiadający doświadczenie publikowania za granicą i funkcjonowania w międzynarodowym obiegu. Kluczowe jest jednak to, by zespoły oceniające były wolne od konfliktu interesów, nie powinny w nich zasiadać osoby pełniące funkcje kierownicze w redakcjach ocenianych periodyków ani osoby bezpośrednio zainteresowane wynikiem punktacji. Równie ważne jest, by osoby oceniające miały kompetencje w zakresie oceny jakości czasopism, rozumiały znaczenie indeksacji, procedur recenzyjnych, wskaźników widoczności i standardów etycznych. Transparentność kryteriów jest tu kluczowa.

To nie jest spór o tożsamość

Narracja klasowa nie rozwiązuje problemu konstrukcji systemu. Umiędzynarodowienie nie jest przywilejem elit. Jest standardem współczesnej nauki. Argument o prymacie dydaktyki również nie uzasadnia zacierania różnic jakościowych. Niedofinansowanie systemu nie powinno prowadzić do obniżania ambicji systemowych. Jeśli finansowanie badań jest niewystarczające, odpowiedzią powinno być jego zwiększenie, a nie redefiniowanie standardów widoczności. Najlepsze polskie książki, zakorzenione w lokalnym kontekście, bywają tłumaczone i wchodzą do obiegu globalnego. To dowód, że oba poziomy mogą współistnieć, a nawet się wzmacniać: silny obieg krajowy nie jest alternatywą dla umiędzynarodowienia, tylko może być jego zapleczem. To jest spór o to, czy system ma wzmacniać ambicję konkurencji światowej, czy neutralizować bodźce do jej podejmowania. Sprawiedliwy system nie polega na wyrównywaniu wszystkiego do jednego poziomu. Polega na uczciwym odzwierciedlaniu różnic i tworzeniu klarownych reguł gry. Jeśli chcemy poważnie traktować obecność polskich badaczy w świecie, musimy projektować system, który mierzy wyżej, a nie taki, który dostosowuje standardy do wygody kosztem jakości i konkurencyjności.

Wróć