Tomasz Kłusek

Truizmem jest mówienie, że Kazimierz Wyka to jedna z najważniejszych postaci w historii naszego literaturoznawstwa. Zasadniczo wszyscy się tu zgadzają. Co ważniejsze, nie jest to ktoś przywoływany z lamusa, ale wciąż mocno obecny w polskim obiegu literaturoznawczym i krytycznoliterackim. Przykładem może być książka Małgorzaty Krakowiak Literatura ze stanowiska potrzeb życia. O świadomości krytycznoliterackiej Kazimierza Wyki i jego kręgu, którą chciałbym nieco szerzej omówić. Zanim do tego przystąpię, napomknę, że jest to publikacja przygotowana na pięćdziesiątą rocznicę śmierci Kazimierza Wyki.
Krakowiak związana jest z Uniwersytetem Śląskim i od lat zajmuje się problematyką krytyki literackiej, w tym działalnością autora Łowów na kryteria. Już w 2001 ukazała się jej praca Katastrofizm – personalizm – realizm. O krytyce literackiej Kazimierza Wyki w latach 1932-1948, która została bardzo dobrze przyjęta w środowisku polonistów. Bardzo dobrze się stało, iż jej najnowsza publikacja ukazała się nie w wydawnictwie stricte naukowym. Wydaje się, że oficyna LTW może zwiększyć krąg odbiorców i zapewnić, że publikacja dotrze nie tylko do polonistów-naukowców, ale do wszystkich miłośników rodzimej kultury, ze wszystkimi jej fluktuacjami, kontynuacjami i przełomami. Wyka podkreślał, że uważa się za „stróża tradycji” i jego obowiązkiem jest „przy magazynie pilnować w sposób rozumny naszego chleba na przyszłość”. Jak pojmował tradycję, co uznawał w niej za godne kultywowania, w jaki sposób rozumiał swą misję w zmiennych okolicznościach losu – o tym wszystkim przekona się czytelnik omawianej książki. Już sam tytuł sporo wyjaśnia, a jak wiadomo „świętemu wszystkich czarnych parasoli Krakowa” (określenie Jerzego Harasymowicza) wypadło funkcjonować w dwudziestoleciu międzywojennym, w okresie hitlerowskiej niewoli (ponadczasowe rozpoznanie w Życiu na niby), no i w PRL-u.
Monografistka nie zachwyca się bezkrytycznie bohaterem swojej książki, unika też raczej słów potępienia i to nawet w sytuacjach, które budzą co najmniej wątpliwości. Tu przede wszystkim chodzi o epizod stalinowski. A konkretnie: postępujące upolitycznienie „Twórczości” (oczywiście głównym jego realizatorem był Adam Ważyk, ale Wyka zwłaszcza w latach 1948-1949 też ma już coś na sumieniu); dogmatyczne początki IBL-u, które zupełnie nie wróżyły niesamowitego rozkwitu tej instytucji po 1956 roku; i jeszcze ten marksizm jakiś nieszczery, słabo motywowany, trudno oprzeć się wrażeniu, że wymuszony „potrzebami życia”. Autorka nawet, gdy się nie zgadza i polemizuje, to stara się zrozumieć tamten czas i uwikłanie jednego z najwybitniejszych literaturoznawców, krytyków literackich i eseistów. Przypomnijmy słowa Janusza Sławińskiego o Wyce: „Ten niezwykle utalentowany i ambitny człowiek musiał zdać sobie w pewnym momencie wyraźnie sprawę, że nadchodząca niepowstrzymanie sowietyzacja życia umysłowego w Polsce stawia go – i jemu podobnych – wobec bardzo prostego wyboru: albo zabierze się z nią (bo na przeczekanie mało kto wtedy liczył) i w ten sposób uzyska szansę działania na scenie publicznej odpowiadającą jego aspiracjom, albo pogrąży się w egzystencji marginesowej, bez perspektyw na jej odmianę”. Krakowiak napisała znakomitą historię człowieka, który z „duchologa” i personalisty przekształcił się w eksponowanego uczestnika życia literackiego PRL-u. Czy rzeczywiście było to tylko „przekształcenie się”, czy swoista synteza starych i nowych czasów? W każdym razie efekty były wspaniałe i to takie, którymi zapewnił sobie na zawsze miejsce w naszej humanistyce.
Tomasz Kłusek
Małgorzata KRAKOWIAK, Literatura ze stanowiska potrzeb życia. O świadomości krytycznoliterackiej Kazimierza Wyki i jego kręgu, Wydawnictwo LTW, Łomianki, 2025.
Wróć