logo
FA 06/2020 Informacje i komentarze

Przemysław Wojtaszek

Zapomniane koryfeuszki nauki

O uczonych, które pozostały w cieniu innych pisze prof. Przemysław Wojtaszek z UAM.

Czas pandemii i zawieszenia działalności uczelni podarował mi, dziekanowi dużego wydziału uniwersyteckiego, coś, co w czasie normalnego funkcjonowania jest towarem luksusowym: odrobinkę czasu, który można wykorzystać na nadrobienie zaległości czytelniczych. Do napisania tego tekstu skłoniła mnie lektura 3. zeszytu „Forum Akademickiego”. Często w recenzjach rozpraw doktorskich znacznie lepiej oceniam te prace, które pobudzają do myślenia i dyskusji. Tu w zasadzie cały zeszyt wywoływał chęć polemiki. Kołaczą mi wciąż pytania: Dlaczego do zabrania głosu w cyklu „Nauka i lęki” nie zaproszono żadnego z przedstawicieli Science? Dlaczego, mimo wieloletniego kierowania pism do różnych organów, w tym do ministra, studenci nadal muszą się jedynie „humanizować”, a nikt nie wymusza odwrotnego obowiązku wobec studentów kierunków humanistycznych i społecznych? Przecież w obecnej dobie konieczność wyboru przedmiotów z grupy ST lub NZ dla studentów z kierunków HS (wg nomenklatury NCN i ERC) dałaby wyłącznie same korzyści, chociażby pod względem zrozumienia biologicznej czy epidemiologicznej strony pandemii.

Kapitalny artykuł dr. Wojciecha Włoskowicza w zasadzie wymaga odrębnego tekstu i nie na nim się skupię. Muszę bowiem skomentować drobny fragment felietonu Akademickie tradycje, autorstwa Zbigniewa Drozdowicza, znamienitego kolegi z mojej uczelni. Przywołując akademicką universitas i działania nie zawsze z nią zgodne, posłużył się historią zespołu badaczy, który odkrył strukturę DNA, uznając ją za przykład zawłaszczenia problemu badawczego ze strony jednego z członków zespołu. Uciekając jak najdalej od przykładania dzisiejszych miar do historycznych już sytuacji, muszę powiedzieć, że rzecz wyglądała zgoła inaczej, i że dr Rosalind E. Franklin pozostaje do dziś osobą najbardziej poszkodowaną przez te wydarzenia. Trzeba przypomnieć, że odkrycie struktury DNA ogłoszono w 1953 r., a w 1962 r. James D. Watson, Francis H.C. Crick i Maurice H.F. Wilkins otrzymali za to osiągnięcie Nagrodę Nobla z fizjologii lub medycyny. Rosalind Franklin była jedyną osobą, która badała doświadczalnie strukturę DNA stosując rentgenografię strukturalną i to jej osiągnięcia, najlepsze w owym czasie na świecie rentgenogramy DNA, umożliwiły teoretyczne określenie struktury tej cząsteczki przez Cricka i Watsona. Bez wątpienia zatem jej wkład w poznanie cząsteczki DNA jest kluczowy. Wątpliwości po dziś dzień budzi zachowanie jej szefa, Maurice’a Wilkinsa, który bez jej wiedzy przekazał rentgenogramy Crickowi i Watsonowi. Co więcej, nie ma jej wśród autorów obu artykułów opublikowanych w 1953 r. w „Nature”! W pierwszym z nich Watson i Crick przyznają jedynie, że stymulowała ich wiedza natury ogólnej o nieopublikowanych wynikach badań i pomysłach Rosalind Franklin i Maurice’a Wilkinsa. W drugim – napisanym przez Wilkinsa, A. R. Stokesa i H.R. Wilsona – Rosalind Franklin, choć to rentgenogram jej autorstwa najprawdopodobniej ilustruje artykuł, znalazła się jedynie w sporej grupie osób, którym autorzy dziękują za dyskusję. Rosalind Franklin zmarła przedwcześnie w wieku 37 lat na raka (w 1958 r.) i do dziś Komitet Noblowski utrzymuje, że nie ma jej wśród Noblistów 1962 roku, gdyż Nagroda Nobla nie jest przyznawana pośmiertnie. Brytyjczycy uhonorowali osiągnięcia dr Franklin w szczególny sposób: od 2018 r. działa instytut badawczy jej imienia, finansowany w całości przez rząd.

Rok opublikowania struktury DNA wiąże się w przedziwny sposób z inną, „ciemną” stroną badań naukowych. W 1953 r. Nagrodę Nobla z fizjologii lub medycyny przyznano Hansowi Adolfowi Krebsowi „za odkrycie cyklu kwasu cytrynowego”, nazywanego do dziś jego imieniem. Mało kto już dziś pamięta, że współautorką pracy, opublikowanej w „Biochemical Journal” w 1937 r., w której ogłoszono wyniki badań doświadczalnych, była W.A. Johnson, doktorantka Krebsa. Inicjały i nazwisko na liście autorów to jedyne, co pozostało, nie dotarłem nigdy do innych szczegółów. Sir Hans Krebs (szlachectwo nadała mu królowa Elżbieta II w 1958 r.) nie wspomniał słowem w wykładzie noblowskim o współpracowniku, który, najprawdopodobniej, wykonał całą część doświadczalną. Żeby jednak nie pozostać jedynie po „ciemnej” stronie, warto od razu przywołać innego noblistę – Césara Milsteina. W 1984 roku Nagrodę Nobla z fizjologii lub medycyny odebrał on wraz ze swoim stażystą podoktorskim – Georgesem J.F. Köhlerem „za odkrycie zasady wytwarzania przeciwciał monoklonalnych”. Opracowana w 1975 r. technologia uzyskiwania nieśmiertelnych hybryd wytwarzających przeciwciała monoklonalne wykorzystywana jest do dziś z dużym pożytkiem dla nauki i zastosowań medycznych.

Studentom I roku Wydziału Biologii UAM na zakończenie wykładu z „Podstaw teoretycznych biologii” zadaję pytanie o siłę napędzającą rozwój współczesnych dyscyplin szeroko pojmowanych nauk biologicznych; o to, czy bardziej wynika on z rozwoju idei naukowych, czy z rozwoju technik badawczych? Nagrody Nobla z fizyki, chemii bądź fizjologii lub medycyny są dobrym punktem obserwacyjnym przy próbach odpowiedzi na to pytanie. Szczególnie w czasach nam bliższych widać wyraźnie pojawiający się trend do nagradzania badaczy, którzy opracowali nowe technologie, które umożliwiają wgląd w zjawiska dotąd nieznane lub też niezmiernie ułatwiają badania. Można odnieść wrażenie, że pojawienie się nowych metod/nowej aparatury łatwiej poddaje się weryfikacji i w tym kontekście Nagroda Nobla przyznawana jest stosunkowo szybko, jak np. Kary’emu B. Mullisowi za opracowanie techniki PCR (1985; Nagroda Nobla – 1993) – podstawowego obecnie narzędzia m.in. przy identyfikacji osób zarażonych SARS-CoV-2. Cóż więc powiedziałby Ernst Ruska, konstruktor pierwszego mikroskopu elektronowego (1931), który Nagrodę Nobla z fizyki otrzymał w 1986 r., po 45 latach? Po stronie idei i odkryć naukowych rozrzut jest równie wielki. Wspomniana nagroda za odkrycie struktury DNA przyszła po 9 latach, a np. Barbara McClintock uhonorowana została Nagrodą Nobla z fizjologii lub medycyny za odkrycie ruchomych elementów genetycznych po 35 latach, w 1983 roku. Czemuż się tu zresztą dziwić, skoro nazwisko naszej wielkiej rodaczki, Marii Skłodowskiej-Curie, uzyskało swoje pełne brzmienie w nazwie programu stypendialnego Marie Skłodowska-Curie Actions dopiero w 2014 roku, u początków programu Horyzont 2020.

Przemysław WojtaszekAutor jest dziekanem Wydziału Biologii UAM

Wróć