logo
FA 06/2020 Felietony

Leszek Szaruga

Wspólnota?

Rys. Sławomir Makal

Czytam ostatnio sporo prac historycznych dotyczących Europy Środkowej, sięgnąłem zatem po monografię Pietera M. Judsona zatytułowaną Imperium Habsburgów. Ważny w tej książce jest podtytuł, mówiący o tym, że owo imperium było świadomie i w sposób przemyślany konstruowaną „wspólnotą narodów”. Podkreśla autor: „Utraciwszy w 1866 roku tradycyjną dominację w Niemczech, liberalna monarchia poszukiwała nowej misji w Europie. W latach siedemdziesiątych właśnie kulturalna różnorodność wydawała się dobrym polem cywilizacyjnego posłannictwa Habsburgów, nadzwyczaj odpowiednim dla wschodniej i południowo-wschodniej Europy, łącznie z Półwyspem Bałkańskim. (…) Wczesnymi przejawami owego misjonarstwa opartego na idei jedności w różnorodności były wystawa światowa w Wiedniu oraz założenie uniwersytetu w Czerniowcach dwa lata później”. Otwierający w 1873 roku wystawę światową arcyksiążę Karol Ludwik podkreślał „osiągnięcia epoki – pomyślność rodzaju ludzkiego zawdzięczaną pracowitości i edukacji, w myśl poglądów liberałów, wyznających te wartości w opozycji do ideologii arystokratycznych, religijnych i nacjonalistycznych”.

Wydawać by się zatem mogło, że Austriacy zaproponowali wówczas światu – okazując się mu jednocześnie jako przykład realizacji tej idei – projekt uniwersalistyczny pozwalający na wykreowanie wspólnoty ponadnarodowej połączonej celem, jakim miało być pomnażanie dobrobytu wielonarodowej, wielojęzycznej i wieloreligijnej wspólnoty, przezwyciężającej na dodatek nierówności wynikające z przynależności do różnych warstw społecznych. Słoweńcy i Polacy, Niemcy i Serbowie, Węgrzy i Ukraińcy – ta mozaika ludów tworzących społeczeństwo imperium zarządzanego z Wiednia i Budapesztu – mieli tworzyć obraz harmonijnie współegzystującej, liberalnej, a zatem szanującej wolności należne każdemu z obywateli, międzynarodowej unii przeciwstawianej wprowadzającej w życie idee państw narodowych Europie Zachodniej. Mowy oczywiście nie było o dwóch dominujących w tej przestrzeni procesach, jakimi były akcje germanizacji i madziaryzacji ludności słowiańskiej, nie wspominając o innych niedogodnościach, które zaowocowały m.in. prozą Franza Kafki, w szczególności Procesem.

Ale ja nie o tym chciałem. Chciałem mianowicie coś powiedzieć o narracji kreowanej w monografii Judsona, skądinąd zajmującej i wartej lektury. Gdy ją czytałem, miałem nieodparte wrażenie, że widzi autor w imperium Habsburgów coś w rodzaju zapowiedzi idei utworzenia Unii Europejskiej, oczywiście przy uwzględnieniu odmienności wszystkich okoliczności i realiów. Szczepionka antynacjonalistyczna, której w koncepcji austro-węgierskiej „wspólnoty narodów” dopatruje się Judson, z jakichś przez niego nieujawnionych przyczyn okazała się nieskuteczna. W zakończeniu książki pisze: „Wolni od ideologii państwa narodowego potrafimy prawidłowo umiejscowić oraz analizować monarchię Habsburgów i jej osobliwości. (…) Za jej specyficzną właściwość wolno uznać dążność do pogodzenia odmiennych kultur, która stała się najważniejszym elementem życia publicznego, wreszcie starania o skuteczne funkcjonowanie politycznych i społecznych instytucji powstałych ze względu na owe odmienności. Dlatego nacjonalizmy w niej wyrosłe możemy nazwać bardzo specyficznymi, bowiem rozwijały się w jej strukturach i z wykorzystaniem szans przez nią stwarzanych. Instytucje imperialne dały nacjonalizmom życie, kształtowały je, narzucały ograniczenia. Wyzbyte ich, nacjonalizmy wyrosły po wielkiej wojnie na coś, co było jednocześnie znajome i przerażająco obce dla pamiętających życie pod berłem Habsburgów przed rokiem 1914”.

Tak zatem imperium Habsburgów odczytywane jest tutaj jako swoista „szkoła bez uczniów” lub z uczniami niezdolnymi pojąć udzielanych im przez światłą władzę nauk. Czy jednak rzeczywiście tak było, jak chce to widzieć florencki historyk? I czy taka interpretacja polityki Habsburgów, w końcu, podobnie jak inne dynastie – czy to Osmanów, czy Romanowiczów – podobnie jak Austriacy walczące o panowanie przede wszystkim na Bałkanach, da się obronić w świetle faktów? Nie ulega wątpliwości, że władztwo Wiednia bliższe było standardom zachodnioeuropejskich niż pozostałych konkurentów, wszelako obdarzanie ich liberalnymi przymiotami wydaje się, mimo wszystko, zbyt swobodną interpretacją praktyk wobec poddanych. Tym bardziej że w odróżnieniu od tamtych Wiedeń musiał się liczyć z „frakcją”, jaką stanowił, przynajmniej od powstania w 1848 roku, Budapeszt. Można oczywiście zrozumieć tendencje zmierzające do zakorzenienia idei unijnych w historii – podobnie się dzieje, gdy jako wzorcową przywołuje się u nas unię polsko-litewską (bardziej swobodnie utworzoną niż dwupaństwowa domena Austro-Węgier) – ale to, rzecz jasna, daleko idąca nadinterpretacja, u której podstaw odnaleźć można mrzonki o „oświeconych nacjonalizmach” dobrowolnie przyjmujących na siebie ograniczenia wynikające z konieczności współżycia z innymi.

Wróć