logo
FA 06/2020 100 lat Uniwersytetu Morskiego w Gdyni

Aneta Zawadzka

Tylko dla wytrwałych

W Kompanii Reprezentacyjnej panuje pełne równouprawnienie. Każdy, kto ma do tego indywidualne predyspozycje, bez względu na płeć, może zostać dowódcą. Wszyscy członkowie mają też takie same prawa i obowiązki, a za niedopełnienie tych ostatnich grozi wydalenie ze służby.

Są piękni, młodzi, wysportowani i do tego niezwykle uzdolnieni. Nie dziwi więc, że na ich widok wzdychają kobiety, mężczyźni i dzieci, które marzą, by w przyszłości móc założyć granatowy mundur i z dumą paradować w nim przed licznie zgromadzoną publicznością. Starsi z kolei, patrząc na ich rytmiczny marsz oraz precyzyjną sekwencję ruchów wykonywaną z gracją i szykiem, mogą tylko westchnąć z żalu, wspominając młodzieńcze lata…

Wzrost, prezencja i… wytrzymałość

Wszystko zaczęło się od niewielkiego grona studentów z wyznaczonego, umundurowanego rocznika, którzy delegowani byli do udziału w oficjalnych uroczystościach. Jako że nie każdy z nich odnajdował się w tej roli, powstała formalna grupa, do której przystępują już wyłącznie zainteresowani pełnieniem tego rodzaju służby. Wybrani spośród najlepszych tworzą Kompanię Reprezentacyjną Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. Jednostka, którą 17 stycznia ub.r. powołał do życia rektor prof. dr hab. inż. Janusz Zarębski, od początku stanowić miała wizytówkę uczelni, zapewniając nie tylko asystę dla jej sztandaru, będącego symbolem tradycji, patriotyzmu i wierności Polskiej Banderze, ale także idealne miejsce do szkolenia profesjonalnej kadry mundurowej. Do zadań tej elitarnej jednostki należy uświetnianie różnego rodzaju uroczystości organizowanych przez uczelnię oraz wydarzeń o randze państwowej, miejskiej czy o charakterze patriotyczno-religijnym.

– Do tej pory kompania wzięła udział w inauguracji roku akademickiego, święcie szkoły, obchodach Święta Niepodległości, Urodzinach Gdyni czy Dniach Morza. Wystawiliśmy posterunek honorowy oraz asystę przy składaniu wieńców podczas ceremonii odsłonięcia tablicy poświęconej załodze statku El Faro zaginionego w 2015 roku podczas rejsu z Jacksonville na Florydzie do portu San Juan na Puerto Rico. Na pokładzie w chwili katastrofy znajdowało się pięciu Polaków – opowiada odpowiedzialny za kompanię Michał Kołodziejczak z Biura ds. Marketingu UMG.

Zasilić szeregi kompanii nie jest łatwo. Dobre chęci to za mało, by można było marzyć o rozpoczęciu kariery. Formalne wymogi są bowiem mocno wyśrubowane. Wzrost w granicach od 170 do 185 cm, nienaganna prezencja, bardzo dobry stan zdrowia i wytrzymałość nie występują równocześnie u każdego. Zwłaszcza ta ostatnia, która okazuje się niezbędna do wytrwania podczas przyjmowania pozycji stojącej przez dłuższy czas. Kiedy już się okaże, że kolana i plecy są w stanie sprostać fizycznemu reżimowi, przychodzi czas na sprawdzenie poczucia rytmu. Oczywiście nie chodzi o to, by odkryć w sobie od razu talent na miarę Barysznikowa, ale pewną gracją trzeba jednak dysponować, szczególnie że przy wykonywaniu skomplikowanych układów, złożonych z wielu elementów, wymagana jest dobra koordynacja całego ciała. Wszyscy, którym do tej pory w tańcu nie przeszkadzała muzyka, muszą obejść się smakiem.

Jeśli już ochotnikowi uda się przejść przez gęste sito wymagań komisji rekrutacyjnej, zostaje uznany za kandydata zdolnego do pełnienia służby i skierowany na miesięczny okres próbny. Po tym czasie rozpoczyna się już prawdziwa służba. A ta wymaga wielu wyrzeczeń i poświęceń. Panowie, którzy hołdowali aktualnej modzie, upodabniając się z wyglądu do norweskiego drwala, zrezygnować będą musieli z wypielęgnowanego bujnego zarostu. W kompanii dopuszczalna jest bowiem wyłącznie krótko przystrzyżona broda lub takież same wąsy. Ci natomiast, którym po drodze było z długowłosymi bohaterami, zawołają do fryzjera: „Na krótko, proszę!”. Panie są w lepszej sytuacji. W ich przypadku wystarczy bowiem upiąć włosy w taki sposób, by ściśle przylegały do głowy. Gorzej niestety mają miłośniczki kolorowych lakierów do paznokci czy wyrazistego makijażu – w kompanii stawia się jednoznacznie na delikatność i subtelność. Fanatyków biżuterii zadowolić musi noszenie zegarka, obrączki, sygnetu lub pierścionka, a wszyscy ci, którym wytatuowany smok oplata plecy, mogą zostać przyjęci pod warunkiem wszakże, że jego ogon… nie będzie wystawał spod garderoby. W takiej dyscyplinie wytrzymać trzeba co najmniej przez rok. Kadencja członka kompanii, którym – co ważne – zostaje wyłącznie pełnoprawny student Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, trwa od 1 marca do końca lutego następnego roku, a rezygnacja w trakcie jest możliwa jedynie w wyjątkowych przypadkach.

Trening czyni mistrza

Bez ogromnego wysiłku nie jest możliwe osiągnięcie sukcesu – potwierdzi każdy, kto kiedykolwiek próbował sił w jakiejkolwiek dyscyplinie. Bezbłędne opanowanie niezbędnych umiejętności wymaga wielu godzin pracy i poświęcenia. Wiele na ten temat powiedzieć też mogą członkowie kompanii. Nie bez kozery każdej zakończonej przez nich sesji szkoleniowej towarzyszy recytowana przez wszystkich formułka: „i tym optymistycznym akcentem kończymy tę nierówną walkę”.

– Perfekcyjnego wykonania zwrotu w prawo przy użyciu równocześnie obcasa buta prawej nogi i czubka buta nogi lewej, połączonego z koordynacją reszty ciała, nie da się nauczyć bez wielokrotnego powtarzania tych samych ruchów. Dlatego trenujemy co tydzień, po dwie godziny lub więcej, w zależności od potrzeb – tłumaczy Michał Kołodziejczak.

Jak dodaje, problemem nie jest w tym przypadku brak zaangażowania, bo tego członkowie zespołu mają aż nadto, lecz organizacja zajęć w taki sposób, by w jednym czasie zgromadzić wszystkich. Przy zróżnicowanym grafiku zajęć akademickich studentów stanowi to nie lada sztukę i wyzwanie organizacyjne. Zdarza się więc, że ćwiczenia trwają aż do późnych godzin wieczornych. Takie problemy nie istnieją w trakcie organizowanych cyklicznie zgrupowań, podczas których cała grupa funkcjonuje według identycznego harmonogramu. Każdy dzień szkoleniowy rozpoczyna zaplanowana na godzinę 6:30 pobudka, po niej zbiórka i poranna zaprawa, a potem praca nad elementami musztry indywidualnej, zespołowej oraz synchronizacja układów musztry paradnej. Obecność na tego rodzaju obozach nie kończy się wyłącznie na powtarzaniu wypracowanych układów. Można też zaimponować innym wytrzymałością, widoczną nie tylko na sali ćwiczeń. Pobyt w Bieszczadach, które Marek Hłasko uczynił tłem akcji jednej ze swoich książek, przeszedł do kompanijnych legend jako czas zdobywania szczytów. Pokonanie w deszczu czerwonego szlaku w drodze na Smerek czy zdobycie Tarnicy wzmocniły z pewnością pozytywnego ducha zespołu. Bieszczadzki tour w ogóle obfitował w wiele zaskoczeń.

– Jednym z przyjemniejszych było przejście umundurowanej kompanii przez Wetlinę. Miło było patrzeć na uśmiechających się na nasz widok mieszkańców, strażaków i policjantów, a także przebywających tam turystów, którzy entuzjastycznie pozdrawiali maszerującą kolumnę, zadając sobie jednocześnie pytanie: co robią marynarze 800 km od Bałtyku? Czy morze przeniesiono w góry? – wspomina Kołodziejczak.

Sea is not the limit!

W Kompanii Reprezentacyjnej panuje pełne równouprawnienie. Każdy, kto ma do tego indywidualne predyspozycje, bez względu na płeć, może zostać dowódcą. Wszyscy członkowie mają też takie same prawa i obowiązki, a za niedopełnienie tych ostatnich grozi wydalenie ze służby. Katalog przewin skutkujących odwołaniem znajduje się w regulaminie, ale – jak do tej pory – nie trzeba było do niego sięgać. Zgodnie z jego zapisami liczba członków Kompanii Reprezentacyjnej UMG nie może przekroczyć 55, zaś organizatorzy dbają, by nie spadła poniżej 35. Jest to o tyle ważne, że w przypadku grupy, która musi być zgrana, wypadnięcie nawet jednego ogniwa dezorganizuje pracę całości. Obecnie kompania liczy 40 studentów, którzy wywodzą się ze wszystkich wydziałów uczelni.

Znaleźć się w elitarnym gronie to marzenie wielu. Na tych, którzy chcą ciężko i wytrwale pracować, czeka na końcu nie tylko splendor i podziw. Dzięki opanowaniu trudnej sztuki musztry indywidualnej i zespołowej, nauki dowodzenia oraz umiejętności pracy w zespole, można w życiu bezpiecznie przepłynąć przez najgłębsze wody. Sea is not the limit!

Wróć