logo
FA 06/2020 Informacje i komentarze

Beata Obsulewicz-Niewińska

„To, że skończyć nie możesz”…

O grantach kontynuowanych NPRH pisze dr hab. Beata Obsulewicz-Niewińska, prof. KUL

Tomasz Mann w swoim Szkicu autobiograficznym zapisał zdanie, towarzyszące mu w czasie pisania Czarodziejskiej góry: „«Jego pieśni dywan wielki – dwakroć sto tysięcy wierszy» – te słowa, zaczerpnięte z poematu Heinego Firdusi, były w trakcie pracy moim ulubionym cytatem, podobnie jak słowa Goethego: «To, że skończyć nie możesz, czyni cię wielkim»”.

Chcąc nie chcąc, uczestnicy wieloetapowych, wielozespołowych i wieloosobowych grantów Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, zaplanowanych na co najmniej kilkanaście lat, muszą nauczyć się tych skrzydlatych słów niemieckich klasyków i często je sobie przypominać. Pociechą bywa to, że można powołać się na nie byle jakie autorytety (to miłe być w gronie Wielkich, z autoironią podchodzących nawet do arcydzieł). Zgryzotę i frustrację stanowi fakt, że trzeba powtarzać je wbrew sobie i wbrew, jak się wydaje, najczystszej pragmatyce i zdrowemu rozsądkowi.

„Dwakroć sto tysięcy wierszy”

Czas na fundamentalne truizmy. Są takie projekty w obszarze nauk humanistycznych, które wymagają prac zespołowych. Do nich należą np. edycje krytyczne pism najwybitniejszych twórców literatury, często liczące wiele dziesiątek dzieł opublikowanych oraz ineditów, kwerendy i katalogowanie zespołów archiwalnych, zbiorów dzieł sztuki (kolekcji) etc. Do opracowania takiej spuścizny powołuje się specjalistów, mistrzów w swoim fachu, oraz – zgodnie z wymogami NPRH – młodych badaczy, którzy pod okiem seniorów będą doskonalić umiejętności warsztatowe. Znalezienie takich osób, które dysponują wiedzą, dobrą wolą, czasem i gotowością do podporządkowania się wypracowanym w ramach projektów instrukcjom, które gwarantują rzetelność, spójność i elegancję przedsięwzięcia, nie jest proste. Granty wieloosobowe bowiem są prestiżowym i nobilitującym wydarzeniem w życiu naukowca, ale nie każdemu z pracowników naukowych odpowiada taki styl rozwoju. Wielu preferuje indywidualną ścieżkę ubiegania się o subsydia na własne projekty. Wypracowanie wspólnego stylu i systemu prac zespołowych wymaga czasu. Do tego należy dodać znalezienie i zaangażowanie osób wykonujących zadania wprawdzie poboczne, ale z reguły decydujące o ostatecznym powodzeniu projektu, takich jak np. redaktorzy merytoryczni w wydawnictwach (w wielu wypadkach muszą oni dysponować unikalnymi kompetencjami), korektorzy, tłumacze, archiwiści, wreszcie – twórcy platform cyfrowych czy dobre drukarnie, zapewniające jakość druku przez wiele lat. Bez przesady całość tak zaplanowanego przedsięwzięcia porównać można do żmudnego łączenia wielu nitek, które jedynie dzięki fortunnym okolicznościom (np. ludzkim, ekonomicznym), boskim auxiliom i żelaznej konsekwencji w realizowaniu planu mogą ostatecznie połączyć się w kunsztowną tkaninę z dwakroć stu tysięcy wierszy.

Granty kontynuowane

Gdy Narodowy Program Rozwoju Humanistyki rozpoczynał swą jakże potrzebną działalność, niekwestionowany autorytet, jakim był i pozostaje śp. prof. Jerzy Wyrozumski, opowiadał się za dalekowzrocznym podejściem do prac długofalowych, wieloosobowych i wieloetapowych. Ich trwanie może – w wypadkach uzasadnionych obszernością zbiorów lub trudnością opracowania – trwać dziesięciolecia, a na pewno przekracza lat 5. Powinny być one traktowane identycznie jak inne (krótsze i mniej rozbudowane projekty) pod względem terminowego realizowania założonych zadań, transparentnego i kontrolowanego przez odpowiednie władze dysponowania powierzonymi środkami materialnymi, uwzględniania na każdym etapie uwag recenzentów powołanych do merytorycznej oceny wykonanych zadań, przedstawiania do oceny ekspertów wyników działań, dbania o profesjonalizm zespołu.

Jednakże – co wydaje się sprawą zupełnie podstawową – należy im zapewnić możliwość wywiązania się z całego projektu, a nie tylko z jego części, o ile oczywiście spełnia wszystkie ww. kryteria.

Przygody bytu konkursowego

Jak wiadomo, po zakończeniu kolejnych etapów należy przystąpić do konkursu rozstrzygającego o przyznaniu środków lub o odmowie dalszego finansowania.

Jak pokazuje dotychczasowe doświadczenie, granty „długodystansowe” traktowane są przez ekspertów identycznie jak te, które stają do konkursu po raz pierwszy. I zdarza się, że ekspert nisko ceni przyjętą i realizowaną koncepcję grantu, sugerując tak daleko idące zmiany, że de facto dotyczyć one powinny nowego projektu. Nie jest więc ważna konsekwencja w prowadzeniu prac ani spójność założeń kolejnych odsłon granowej epopei z tym, co wykonawca zobowiązywał się zrealizować. Przypomina to sytuację, gdy np. malarzowi sugeruje się, by zamiast fresku opracował ten sam temat jako… płaskorzeźbę. Być może płaskorzeźba byłaby nawet lepszym rozwiązaniem, co daleki od zadufania i otwarty na dialog sztukmistrz mógłby nawet przyznać, ale nie wówczas, gdy artysta ma za sobą 1/3 czy 2/3 malowidła. Bywają też sugestie, że lepiej zmienić wykonawcę, gdyż dotychczasowy nie dysponuje wystarczającym doświadczeniem w prowadzeniu danego grantu (sic!) lub jego kompetencje nie są poświadczone publikacjami w – a jakże – zagranicznych periodykach. Inną kwestię stanowi ocena kompetencji wykonawców grantu. Udział w grancie emerytowanych profesorów wcale nie musi stanowić atutu, gdy za główny i rozstrzygający walor przyjmuje się „rozwój młodej kadry naukowej”. Indywidualne preferencje ekspertów, wyrażone w cząstkowych ocenach punktowych, składają się na sumę punktów ogólną, a ta – na możliwość kontynuacji prac lub ich odłożenie. Do kiedy? To pytanie pozostaje tajemnicą, póki nie ma określonych kryteriów oceny grantów kontynuowanych, a pozostają one uzależnione od subiektywnych upodobań i decyzji ekspertów. Realna pozostaje niestety możliwość – ad calendas graecas.

Pora na kolejny banał: czas płynie. Odłożone ad acta projekty w praktyce narażone są na rozpad z trudem montowanych zespołów (życie akademickie nie daje możliwości beztroskiego egzystowania poza ocenami okresowymi), a i redakcje, drukarnie etc. nie istnieją w rynkowej próżni. Niepewność, czy kiedykolwiek zyskają one szansę realizacji, osłabia zapał do pracy, by nie rzec – do niej zniechęca. Kto nie idzie naprzód, ten przecież się cofa.

Czas pozostaje też arcyistotny dla gospodarnego rozporządzania pieniędzmi, na których brak słusznie zwraca uwagę cała społeczność akademicka. Zaczęte i porzucone dzieła nie dają dobrego świadectwa o naszym racjonalnym gospodarowaniu powierzonym mieniem. Chyba że… przyświeca im maksyma Goethego i jednym z synonimów wielkości pozostaje widmo marnotrawstwa.

Cóż zatem?

Raz jeszcze należy podkreślić, że NPRH jest wyjątkową szansą autentycznego rozwoju polskiej humanistyki i dlatego właśnie, jako dobro szczególnie ważne i cenne, od lat przez humanistów różnych dziedzin oczekiwane, godne jest szczególnej troski i szacunku.

Trzeba więc dbać, by to ważne dzieło przynosiło jak najlepsze owoce.

Aby się tak stało, zdrowy rozsądek nakazuje, by kierować się pragmatyczną, prostą regułą, która zmienia sposób oceny projektów kontynuowanych. Wnioski nowe należy premiować za wielorakie pożytki i oryginalność pomysłu, racjonalność finasowania etc. Natomiast wnioski podmiotów kontynuujących prowadzone prace trzeba rozpatrywać przede wszystkim pod kątem konsekwencji i spójności z tym, co do tej pory udało się zrobić. Drugie kryterium to oczywiście stosowny budżet. Musi mu przyświecać wzgląd na jakość kontynuacji – część kolejna nie powinna być gorsza niż poprzednia. Jeśli wnioskodawcy pozytywnie zakończyli poprzednie etapy i mają szczery zamiar sfinalizować całość dzieła, nie należy podważać ich motywacji i narażać już wydanych pieniędzy na zmarnowanie. Kadłubowe formy egzystencji znajdują wyjątkowo nielicznych admiratorów.

Jeśli nie będzie się respektować tych prymarnych rozróżnień, gorzką (sarkastyczną) satysfakcję da nam jedynie geniusz Goethego.

Wróć