logo
FA 06/2020 Felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Nieszczęsna amfibolia

W czasie epidemii ogląda się telewizję znacznie częściej, dlatego bombardowanie błędami językowymi odczuwamy już jako dokuczliwe. Przekracza to barierę wytrzymałości niezależnie od tego, czy dana telewizja jest państwowa (TVP), czy prywatna (TVN, Polsat i in.). Jeszcze niedawno prywatna raczyła nas antyjęzykiem polskim albo językiem antypolskim nieporównanie częściej, ale teraz obie te politycznie przeciwstawne media zaczynają się pod tym względem upodabniać. To znaczy prywatne nadal pogarszają poprawność językową, a państwowa je w tym goni szybciej niż dawniej. W radiu jest trochę lepiej, państwowe (PR) raczej się trzyma.

W 2014 r. odbyła się zorganizowana przez TVP i PR głośna konferencja pt. „Językowy przekaz medialny”, w czasie której dowiedzieliśmy się, że jest źle, i nawet podano drastyczne przykłady tego zła, z tym że padło tam też wiele pustych haseł, sloganów i banałów, które wypełniły mniej więcej pięć szóstych czasu. Na szczęście jedną szóstą zajęły znakomite wystąpienia profesorów Andrzeja Markowskiego, Jerzego Podrackiego i redaktor Małgorzaty Tułowieckiej. Kiedy dzisiaj czytam stenogramy z tej narady i porównuję na przykład wówczas podane błędy językowe z moim materiałem badawczym, to widzę, że upór pracowników radia i telewizji w podtrzymywaniu brzydkiej formy mownej jest spory. Będę o tym pisał jeszcze nieraz, a tu chciałbym zwrócić uwagę na typ błędu, który kompromituje ludzi z wyższym wykształceniem, bo sugeruje, że nie mają zdolności formułowania myśli, nie znają podstaw logiki (choćby potocznej) ani nie kontrolują wypowiedzi w stopniu wymaganym od maturzysty.

Najbardziej dokuczliwe są wadliwe konstrukcje zdań, takie z defektami składni, wykolejoną gramatyką, dwuznacznością (amfibolią, czyli amfibologią), zaburzeniami sensu, użyciem nieadekwatnych wyrazów lub wyrażeń. Zwykle jest to dodatkowo obrzydzane przez ignorancję (jak modnie powie niejedna redaktorka, niejeden redaktor: „przez abnegację”). Na przykład: „Choroby wywołują wirusy i drobnoustroje” (poprawnie: „Choroby zakaźne są wywoływane przez drobnoustroje, w tym wirusy”). Po usłyszeniu tego zdania ośmioletnia córka sąsiadów orzekła: „Jednak miałam rację, że w tej naszej epidemii to choroby zajmują się produkowaniem zarazków”. Coś w tym jest, ale redaktorce przecież nie o to chodziło.

Oto kilka smacznych przykładów: „Nasza guma do żucia dla dzieci bez cukru”. „Tomasz L. został uznany winnym naruszenia praw autorskich przez komisję dyscyplinarną uczelni”. Czyli prawa autorskie naruszyła komisja. Dodajmy, że pan Tomasz mógł zostać uznany jedynie „ZA winnego naruszenia”!

„Do Indii przybyła prawa ręka prezydenta Stanów Zjednoczonych”. „Kobieta urodziła dziecko pod wpływem alkoholu i naraziła ją na utratę życia i zdrowia”.

„Najcięższych obrażeń doznał kierowca samochodu, który drogą lotniczą został przetransportowany do szpitala w Łodzi”. Ten samochód to się nalatał! „Zgodnie ze zmianami cennika usługi pocztowe w dalszym ciągu nie będą obciążane podatkiem VAT”. „Toaleta tylko dla konsumentów” (napis w restauracji; relacja telewizyjna z Bochni).

„Kolorowe podkolanówki dla kobiet marki XYZ”. „Na zdjęciu: Piłkarz Balotelli będzie ojcem, a matką była dziewczyna Christiano Ronaldo”. „Lukas Rosol przegrał z Niemcem Philippem Kohlschreiberem w III rundzie turnieju. Jego kolejnym rywalem będzie Brian Baker”.

Błąd amfibologii należy do najczęstszych. Przysłuchuję się teraz wystąpieniom kandydatów na prezydenta RP i notuję, że dwuznaczności wynikłej z wadliwej składni umieją uniknąć tylko Andrzej Duda i Krzysztof Bosak. Pozostali męczą się między trójznacznością a czworoznacznością. Czasem zauważą, że coś z ich mową stało się niedobrego, ale odkręcają to tak niezdarnie, że zęby bolą. Jeden z nich z dużą pewnością siebie powiedział (cytuję dokładnie): „Jeżeli komuś się nie podoba, że jestem za partnerstwem, to ja go nie mogę zmuszać, żeby on był za partnerstwem, bo ja się na temat partnerstwa nie wypowiadam tak, żebym w sposób oczywisty był lub nie był za partnerstwem, ponieważ, ponieważ, ponieważ to są sprawy i przekonania bardzo często indywidualne, więc ja o tym mówię otwarcie”. Nic nie zrozumiałem poza tym, że tego nie da się zrozumieć.

Łatwo zauważyć, że amfibolia może być tworem przypadkowym, powstałym na skutek nieuwagi, ale też że trzeba ją w swoich wypowiedziach tropić i natychmiast naprawiać. Najczęściej konieczna jest przebudowa zdania, eliminacja wyrazów dwuznacznych w danym kontekście i ujednoznacznianie ciągu myślowego. Zdanie „Nie podobał mi się jego wykład” jest nonsensowne przez niekonkretność całości i wieloznaczność wyrazu „wykład”. Czy chodzi o „jakiś parametr jakościowy języka i (albo) zwracania się do studentów”, czy o „poziom dydaktyczności utworu mówionego”, czy może o „sposób realizacji zajęć uczelnianych”? Sensowne byłyby zdania: „Nie podoba mi się jego sposób opowiadania”; „W czasie wykładu niepotrzebnie chodzi od ściany do ściany”; „Byłoby lepiej, gdyby okrasił wykład slajdami”…

W zdaniach amfibologicznych typu „Tornado zabiło miasto” (z relacji telewizyjnej z USA: Tornado killed the city.) w języku polskim konieczne jest wprowadzanie fleksji, ponieważ (w przeciwieństwie np. do angielskiego czy chińskiego) szyk wyrazów niewystarczająco decyduje o treści. Poprawniej: „Miasto zostało zabite przez tornado”. Ech, ty Amfi!

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć