logo
FA 06/2020 Felietony

Henryk Grabowski

Milczenie, które jest złotem

Rys. Sławomir Makal

Kiedyś obiło mi się o uszy, a może oczy, stwierdzenie, że czasem trudniej jest czegoś nie powiedzieć niż powiedzieć. Pozornie brzmi to niezbyt przekonująco. Żeby zabrać głos w jakiejś sprawie, trzeba mieć przecież coś do powiedzenia. Milczenie tego nie wymaga. Wolno jednak pomyśleć inaczej. Można mówić, co ślina na język przyniesie. Żeby powstrzymać się od jakiejś wypowiedzi, trzeba mieć świadomość konsekwencji słów, które chciałoby się wyartykułować.

Nie ma małżeństwa, które by się nigdy nie pokłóciło. Konsekwencje tych sporów byłyby znacznie bardziej krótkotrwałe i mniej bolesne, gdyby jedna ze stron potrafiła powstrzymać się od potrzeby powiedzenia ostatniego słowa.

Jeszcze dobitniej za słowną wstrzemięźliwością zdaje się przemawiać obserwacja współczesnego życia politycznego. Podobno Generał de Gaulle bardzo oszczędnie dobierał słowa do swoich przemówień, uczył się ich na pamięć i ćwiczył przed lustrem. Dzisiaj większość polityków cierpi na nieodpartą potrzebę ustawicznego występowania w akustycznych i wizualnych środkach masowego przekazu i wypowiadania się na każdy temat bez głębszego zastanowienia.

Kariery polityczne w coraz większym stopniu zależą od przemówień, a w coraz mniejszym od rzeczywistych dokonań. Mało jest takich dni, w których ktoś z polityków sprawujących władzę z jakiejś okazji by nie przemawiał, a telewizja by tego na cały kraj nie transmitowała. Siłą rzeczy czasu na faktyczne sprawowanie władzy pozostaje coraz mniej. W ten sposób państwo staje się coraz bardziej teoretyczne, a perspektywy demokracji parlamentarniej są coraz mniej obiecujące.

Wróć