logo
FA 06/2020 Życie akademickie

z prof. Andrzejem Maciejem Łubowskim, dyr. IAWiWP na Politechnice Poznańskiej, rozmawia Krystyna Matuszewska

Artysta na politechnice

Okno II, 120×100,olej, płótno, 2015 r.

W wieku XX zagadnienie przestrzeni było bardzo istotne i w architekturze, i w sztuce. Istnieją obiekty architektury, które mają wybitne cechy artystyczne. Niestety dyscyplina architektura i urbanistyka została przypisana tylko do dziedziny nauk technicznych.

Ma pan różnorodne doświadczenia związane ze szkolnictwem artystycznym, był pan prorektorem niepublicznej uczelni artystycznej – Scholi Posnaniensis, potem dziekanem Wydziału Artystycznego WSUS, obecnie jest pan dyrektorem instytutu na Politechnice Poznańskiej.

Karierę akademicką rozpocząłem będąc w średnim wieku, gdy zostałem zaangażowany w Wyższej Szkole Sztuki Stosowanej Scholi Posnaniensis. Była to jedna z pierwszych artystycznych uczelni niepublicznych w Polsce, założona przez artystkę, prof. Urszulę Plewkę-Schmidt, która zajmowała się tkaniną artystyczną i osiągnęła międzynarodowy sukces w tej dziedzinie. Pomysł na uczelnię też był bardzo ambitny. Założycielka zaangażowała profesorów z różnych ośrodków: z Poznania, a także z akademii łódzkiej, warszawskiej i wrocławskiej. Pani profesor miała ambicje stworzenia szkoły nie typu zawodowego, lecz uczelni kształcącej dwupoziomowo na studiach licencjackich i magisterskich. Schola Posnaniensis dorównywała poziomem uczelniom państwowym; ukończyło ją wielu studentów, którzy obecnie z powodzeniem działają artystycznie i osiągają sukcesy. Wadą przedsięwzięcia była strona finansowa. W 2005 roku rozpoczął się proces likwidacji uczelni. Był ogromny problem ze studentami, którym władze powinny zapewnić możliwość dalszego kształcenia. Pełniłem wówczas funkcję prorektora ds. dydaktyczno-organizacyjnych, w związku z czym ten obowiązek spadł na mnie. Zacząłem szukać uczelni, która dokończyłaby edukację studentów i umożliwiła im obronę dyplomów. Ostatecznie wybraliśmy Wyższą Szkołę Umiejętności Społecznych, dlatego że dostaliśmy gwarancję ciągłości w kształceniu naszych studentów. Do WSUS zostali przeniesieni wszyscy pedagodzy, a studenci nie stracili roku akademickiego, ponieważ nauka była kontynuowana podczas wakacji. Udało się też przeprowadzić dyplomy licencjackie, później także magisterskie. W nowej uczelni zostałem dziekanem Wydziału Artystycznego, na którym prowadziliśmy studia na kierunkach architektura wnętrz i wzornictwo. Cała moja kariera naukowa, do uzyskania tytułu profesora sztuk plastycznych, odbywała się w szkolnictwie niepublicznym. Była to droga bardziej skomplikowana i trudniejsza niż w szkolnictwie państwowym. W 2015 roku dostałem propozycję pracy na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej, gdzie w drodze konkursu objąłem stanowisko profesora nadzwyczajnego i po roku zostałem kierownikiem Katedry Rysunku Malarstwa Rzeźby i Sztuk Wizualnych. Katedra skupiała pedagogów – artystów plastyków, którzy uzyskiwali stopnie i tytuły w dziedzinie sztuk plastycznych. W roku 2018 zmieniła się struktura uczelni i nasza katedra została przekształcona w Instytut Wzornictwa Przemysłowego i Architektury Wnętrz, a ja według nowych przepisów jako profesor tytularny zostałem zaangażowany na stanowisku profesora.

Panie profesorze, cóż po artyście na politechnice?

Moim zdaniem architektura wiąże się ze sztuką – jest także rodzajem twórczości artystycznej. Pozytywny jest fakt, że na kierunek architektura obowiązują nadal egzaminy wstępne z rysunku. To pozwala zakładać, że rekrutujemy studentów o większej wrażliwości i predyspozycjach artystycznych. Niestety dyscyplina architektura i urbanistyka została przypisana tylko do dziedziny nauk technicznych. Rola artystów plastyków jest wobec niej służebna i nie ma dużego wpływu na kształcenie. Niewiele godzin przewidziano na kształcenie artystyczne, które odbywa się tylko w początkowej fazie studiów. Uważam, że zakres przedmiotu rysunek, malarstwo, rzeźba przez cztery pierwsze semestry studiów nie wystarcza do rozbudzenia w studentach kultury plastycznej.

Liczba godzin przeznaczonych na kształcenie artystyczne na kierunku architektura wynika ściśle z obowiązującego rozporządzenia MNiSW w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu architekta. W ubiegłym roku nastąpiła zmiana rozporządzenia i przewiduje się tylko 300 godzin na kształcenie w ramach całego bloku B.3, obejmującego warsztat projektowy: rysunek, malarstwo, techniki warsztatowe, techniki komputerowe, modelowanie, matematyka, geometria. Na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej liczba godzin przeznaczona na przedmioty artystyczne jest i tak dużo większa niż przewidziano to w standardach i wynosi 380 godzin. Poza tym uruchomiono na tym wydziale w ubiegłym roku architekturę wnętrz. Jest to kierunek o profilu praktycznym, ale za to w całości przypisany do dyscypliny sztuki. Natomiast zgodnie z rozporządzeniem MNiSW o ewaluacji kierunek architektura, jako przypisany do dyscypliny architektura i urbanistyka, jest ewaluowany jak inne dyscypliny z dziedziny nauk technicznych. Wszyscy pedagodzy w moim instytucie aktywnie uczestniczą w życiu artystycznym: tworzą, wystawiają, ale to nie jest brane pod uwagę w ocenie parametrycznej. Stąd pracownicy Instytutu Architektury Wnętrz ukierunkowują swoją działalność naukowo-badawczą na efekty publikacyjne.

W przypadku twórców to jest rozminięcie się z podstawową formą działalności. Nie każdy świetny artysta musi być dobrym publicystą i krytykiem sztuki.

W szkolnictwie artystycznym, na kierunkach artystycznych wystawy liczą się podobnie jak publikacje. W naukach inżynieryjno-technicznych, do których jesteśmy przypisani, nie bierze się ich pod uwagę.

Moim zdaniem jest sprawą najważniejszą, aby pedagog, który uczy projektowania czy kształci w dziedzinie sztuki, miał doświadczenie właśnie w tej dziedzinie. Nie da się innym tego, czego się samemu nie ma. Taki pedagog powinien sam tworzyć i to jest jedno z najcenniejszych jego działań, a nie to, że teoretyzuje. Warto, by rozporządzenie w sprawie ewaluacji odzwierciedlało zapisy rozporządzenia o standardach kształcenia w zawodzie architekta w taki sposób, że jeżeli drugie narzuca obowiązek kształcenia z przedmiotów artystycznych, to pierwsze powinno uwzględniać efekty pracy naukowo-badawczej w zakresie działalności artystycznej i twórczej: np. dzieła plastyczne, wystawy czy inne.

Przy drzwiach I, 120×100, olej, płótno, 2017 r.

Czy po kontakcie z uczelniami o tak różnej specyfice ma pan jakieś uwagi zawiązane z organizacją szkolnictwa artystycznego?

Mam przede wszystkim zastrzeżenie, że ogromna biurokracja hamuje rozwój kadry, która musi się zajmować wypełnianiem różnych tabelek, co nie daje obrazu faktycznych osiągnięć. Jest to bardziej obraz sprytu w formułowaniu przedsięwzięć niż rzeczywistego rozwoju pedagogów. Zapowiadano koniec punktozy, a końca nie widać. Więcej uwagi pochłania obecnie weryfikacja efektów naukowych niż działalność naukowa czy artystyczna. Punktoza zaburza niebezpiecznie proporcje pracy naukowca i artysty.

Oczywiście warto poddawać spójnej ocenie nasze osiągnięcia, ale ewidentnie system oceny nie jest dopracowany na poziomie ministerialnym. Zasady ewaluacji osiągnięć naukowych zmieniają się bardzo często i to w sposób diametralny, np. ze szkodą dla artystów kształcących na uczelniach technicznych na kierunku architektura. Jeszcze parę lat temu ich dorobek artystyczny był przez ministerstwo uznawany.

Jakimi badaniami naukowymi zajmują się artyści zatrudnieni w Instytucie Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego PP?

Są to badania z pogranicza architektury i sztuki, skupiające się na relacjach pomiędzy tymi obszarami, a więc nie jest to czysta teoria. Kiedy w 2016 roku objąłem funkcję kierownika katedry, przyszedł mi do głowy pomysł, żeby zorganizować kilka wystaw pracowników katedry w różnych obiektach architektonicznych, w których funkcjonują galerie. Wybraliśmy obiekt nowoczesny – PBG Gallery Skalar Office Center w Poznaniu, obiekt poprzemysłowy: eklektyczne pomieszczenia po Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu i dawnej fabryce drożdży oraz obiekt zabytkowy – Galerię u Jezuitów w Poznaniu usytuowaną w barokowo-manierystycznych wnętrzach po dawnym klasztorze dominikańskim. Pedagodzy, prezentując swoją twórczość, mieli się ustosunkować do tej architektury. Zaprosiliśmy też artystów z innych uczelni, Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu i Akademii Sztuki w Szczecinie. To doświadczenie stało się podstawą do opracowania monografii, w której poszczególni uczestnicy przedsięwzięcia mieli opublikować artykuły zawierające ich refleksje na temat relacji pomiędzy architekturą a przedstawionymi dziełami. Monografia powstała i została wydana.

Fragment wystawy Przestrzenie I, Galeria Skalar w Poznaniu, 2017 r. (1)

Jak dobierane były prace?

Pedagodzy, którzy uczestniczyli w badaniu, albo specjalne tworzyli obiekty artystyczne dla tych lokalizacji, albo wybierali ze swojego dorobku takie dzieła, które mogły wejść w interesującą relację z architekturą. Jak pokazało doświadczenie, zmieniające się konteksty wpływają na percepcję architektury i dzieł sztuki – zmianie ulegają ich cechy i znaczenia.

A jakie własne prace przygotował pan do tych przestrzeni?

Dorobek mam duży, działam od kilkudziesięciu lat, więc sporo prac mogłem wziąć pod uwagę. Szczególną satysfakcję dała mi wystawa w postindustrialnym pomieszczeniu, w budynku po fabryce drożdży w Luboniu. Jest to architektura zdegradowana, ponieważ już od dawna została wyłączona z użytkowania, więc widać na niej ślad czasu. Umieściłem tam swoją pracę z cyklu Dekompozycje z lat dziewięćdziesiątych. To była instalacja: rozbita twarz została namalowana na bloczkach betonowych. Umieściłem ją w pomieszczeniu wśród zdegradowanej architektury, gdzie posadzka była niekompletna, a z muru wystawały przemacerowane cegły. Okazało się, że praca – którą w latach dziewięćdziesiątych wystawiałem w galeriach, w czystej przestrzeni, na parkiecie, nie miała tak silnego działania. Dopiero w poprzemysłowym pomieszczeniu odnalazłem szczególne emanowanie energii tego dzieła. Można się zastanawiać, jakie to ma znaczenie. Otóż poszerza to świadomość twórcy, pokazuje wpływ konkretnego pomieszczenia na dzieło sztuki, co jest cenne i dla projektanta architektury, i dla twórcy dzieł plastycznych. Tego rodzaju doświadczenie bywa ważniejsze od tworzenia wyabstrahowanych teorii, dotyka tego, co jest istotą działania architekta i artysty – malarza, rzeźbiarza, grafika itd. Takich doświadczeń miałem więcej. W ostatnim czasie maluję serie prac z oknami: na pierwszym planie są wyciemnione postaci na tle świetlistego, zewnętrznego pejzażu. Są to płaskie obrazy, a nie jakaś instalacja czy obiekt, który z natury rzeczy anektuje przestrzeń pomieszczenia. Wieszałem je przy dużych oknach, za którymi coś się działo, pojawiał się jakiś samochód, było widać elementy pejzażu, tak samo jak na moim obrazie namalowanym w fotorealistycznej formie. Przestrzeń za oknem także stawała się obrazem wciągniętym w grę artystyczną. Takie miałem doświadczenia podczas badań naukowych i opisałem je w artykule. Byłem kierownikiem zadania badawczego, które później w dwuosobowym zespole z dr hab. Joanną Stefańską opracowaliśmy w postaci wspomnianej, ilustrowanej zdjęciami monografii pt. Przestrzenie. Dzieło plastyczne w architekturze.

Fragment wystawy w Galerii 33 w Ostrowie Wielkopolskim, 2018 r.

Mówiliśmy o artykułach pisanych dla uzyskania punktów, w tym przypadku mamy jednak właściwą kolejność: najpierw badania, a dopiero potem konkluzja, która jest istotna i którą można zapisać.

Wyszedłem z założenia, że takie badanie musi być autentyczne, powinno być moje własne, nieopierające się tylko na literaturze. Podobnie w przypadku innych artystów, którzy uczestniczyli w przedsięwzięciu – dopiero po zorganizowaniu trzech wystaw pojawiły się refleksje, wnioski i ostateczna konkluzja. Oczywiście ona nigdy nie będzie tak wyraźnie określona jak w naukach technicznych czy matematyce, pozostanie pewna sfera niedomówienia, a także element zaczynu do dalszych rozważań. Artyści, którzy wzięli udział w wystawach, byli zadowoleni, gdyż udało im się doświadczyć czegoś nowego. Napisałem we wstępie do monografii, że architektura jest ściśle związana ze sztuką. W wieku XX zagadnienie przestrzeni było bardzo istotne i w architekturze, i w sztuce. Istnieją takie obiekty architektury, które mają wybitne cechy artystyczne. Niektórzy jednak uważają, że zagadnienia architektoniczne to zagadnienia stricte budowlane, bo normy wymuszają skupienie się głównie na aspekcie technicznym.

Takie podejście może prowadzić do destrukcji pojęcia architektury.

W naszej uczelni podczas Forum Archiidee 2017 odbyło się spotkanie z Danielem Libeskindem, architektem światowej sławy, które na politechnice zorganizował prof. Sławomir Rosolski. Libeskind zaprezentował swoją architekturę i można powiedzieć, że to są rzeźby, które mają funkcję użytkową. Tym się różni architektura od rzeźby, że służy jakiemuś celowi. Kiedyś architekturą parali się artyści, którzy uprawiali także malarstwo, rysunek, rzeźbę, a ich działania w architekturze były na styku tych dziedzin. Świadomość artystyczna jest więc bardzo istotna w projektowaniu architektury.

Fragment wystawy Obiekty i obrazy w Galerii Test w Warszawie, 2020 r.

Wydaje się, że to bardzo istotne zagadnienie, także dla szkolnictwa – jak w świecie postępującej technicyzacji przywrócić architekturze właściwy wymiar, jej duszę. Jeżeli będziemy się skupiać głównie na kwestiach inżynierskich, a zmniejszać wymiar przedmiotów zawiązanych ze sztuką, to konsekwencje dla architektury mogą być fatalne.

Na świecie architektura jest traktowana nieco inaczej niż u nas, bardziej w kategoriach sztuki. Jeżeli jednak architekt ma świadomość i zdolności artystyczne, to on i tak je wykorzysta, żeby projektować dobrą architekturę.

Zajrzyjmy jednak do indeksu architekta, absolwenta PP z pokolenia obecnych profesorów. Mamy tu spory zakres przedmiotów artystycznych: rysunek był prowadzony przez cały tok studiów, zajęcia z malarstwa od drugiego semestru do końca studiów, zajęcia z rzeźby od czwartego semestru do końca. A poza tym obowiązkowa, dwutygodniowa praktyka rysunkowo-malarska.

Uczelnia może pomagać w rozbudzeniu świadomości wizualnej studentów. Wiadomo, że techniczne zagadnienia w projektowaniu architektury są bardzo istotne i tego nikt nie kwestionuje, natomiast rola wizualnego oddziaływania architektury jest także istotna, bo ona wpływa na człowieka, jest też formą komunikacji. Gdy będziemy się przyglądać historii architektury, dostrzeżemy, że architektura niesie przekaz o tworzących ją ludziach i ważne oddziaływania estetyczne – zagadnienie koloru, materii, kształtowania przestrzeni, brył – to wszystko jest bardzo zbieżne z tym, czym parają się artyści tzw. sztuki czystej. Oczywiście projektanci pracujący na politechnice mają wyczucie tych wartości estetycznych, one są obecne w ich pracy, i pewnie starają się je przekazać studentom. Ale to, że architektura jest oficjalnie traktowana tylko jako kierunek inżynieryjno-techniczny, na pewno stanowi ograniczenie. Osiągnięcia twórcze, projektowe, istotne przy indywidualnej ocenie nauczyciela, nie są jednak wykazywane w ogólnym dorobku uczelni. Tak, jak wspomniałem wcześniej, liczba godzin z przedmiotów artystycznych odzwierciedla zapisy ministerialne. Nadal mamy praktyki – plener rysunkowo-malarski. Warto by na poziomie ministerialnym docenić wkład artystyczny w rozwój i kształcenie architektów.

Presja V, olej, płótno, 140×260, 2012 r.

Przejdźmy do pana twórczości. Nad czym ostatnio pan pracuje?

Od początku minionej właśnie dekady tworzę dwie serie prac. Jedna z nich, Okna, składa się z obrazów olejnych, opartych na fotografii, namalowanych na płótnie, a druga, Presje – z obiektów malarskich powstałych z wielokrotnego załamania płaszczyzny obrazów, utrzymanych w czerwieniach, przedstawiających powiększone wizerunki twarzy. Presje anektują przestrzeń rzeczywistą i następuje przemieszanie przestrzeni iluzyjnej namalowanej na powierzchni obrazu z przestrzenią pomieszczenia ekspozycyjnego. W wyniku tej sytuacji przestrzeń rzeczywista zostaje włączona w obręb oddziaływania dzieła artystycznego. Właśnie takie włączenie przestrzeni rzeczywistej w oddziaływanie dzieła sztuki było zapoczątkowane poszukiwaniami na początku XX wieku i trwa do tej pory. Natomiast seria Okna składa się z „płaskich” obrazów malarskich, nawiązujących w pewien sposób do moich prac z okresu hiperrealistycznego lat siedemdziesiątych, w których malowałem kryptoautoportrety na tle pobrużdżonej ziemi, w pejzażach wielkomiejskich wykopów. Jednak Okna są w warstwie formalnej bardziej skoncentrowane na przestrzeni iluzyjnej, spotęgowanej skontrastowaniem planów: ciemnego wnętrza z postacią przy oknie ze świetlistym pejzażem na zewnątrz.

Ostatnio jestem bardzo aktywny jako artysta, miałem wiele indywidualnych wystaw – w tym roku w ciągu dwóch miesięcy, w lutym i marcu, wystawiałem w krakowskiej Galerii Pryzmat oraz Galerii Test w Warszawie. Niestety epidemia koronawirusa spowodowała, że ta ostatnia wystawa, która dała mi dużą satysfakcję, została zamknięta dla publiczności w połowie trwania.

Muszę przyznać, że praca na politechnice bardzo mnie aktywizuje. To, że przeprowadzałem badania, postawiło przede mną nowe zagadnienia i niejako wymusiło aktywność twórczą. Jeśli działalność naukowa wywodzi się z bezpośredniego doświadczenia artystycznego pedagoga, a nie z jakichś wydumanych teorii, wtedy aktywizuje go na płaszczyźnie praktycznej i teoretycznej.

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Wróć