logo
FA 05/2020 Okolice nauki

Bogdan Bernat

To jest właśnie Rosja

Gromadzenie i opracowywanie źródeł do „Domu władzy” zajęło autorowi dwadzieścia lat. Korzystał zarówno z państwowych, jak i prywatnych archiwów. Rozmawiał najczęściej z dziećmi byłych bolszewików – represjonowanych, zsyłanych, rozstrzelanych. Doszedł do ciekawych spostrzeżeń odnoszących się do mentalności budowniczych komunizmu.

Miała Moskwa Bagnisko, osobliwe miejsce naprzeciwko Kremla, pas grzęzawisk i błotnistych łąk nad samą rzeką. Było ono ringiem walk pięściarskich, miejscem publicznych egzekucji i pokazów fajerwerków, ułatwiało szemrane interesy. Z czasem powstał tu plac targowy, składy towarów pobliskich fabryczek i biedne domki bednarzy, tkaczy, kowali, poborców danin.

Jeszcze przed pierwszą wojną światową znaczna część Bagniska należała do fabryki czekoladek, cukierków i ciastek F.T. Einema, a po rewolucji zaczęły już znikać niektóre przedsiębiorstwa. Miejsce raz pustoszało, innym razem przygotowywane było pod jakąś inwestycję. W owym czasie zaprzestano tu jednak zwożenia brudnego śniegu, powyławiano ciała pijaków i samobójców, wyburzono część domków, by postawić prowizoryczne baraki dla budowniczych. To tu miał zostać zbudowany Dom Władzy.

Decyzja o budowie – jak zwykle – trochę się ślimaczyła. W styczniu 1927 roku Komisja ds. Domu Centralnego Komitetu Wykonawczego i Rady Komisarzy Ludowych, powołana przez przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Aleksieja Rykowa, wyznaczyła na głównego architekta Domu Władzy odeskiego Żyda – Borysa Iofana. Dom Władzy miał być wzniesiony ze zbrojonego betonu, posiadać ceglane ściany, dach kryty blachą oraz wysokiej klasy udogodnienia: centralne ogrzewanie, parkietowe podłogi, armatury, dostęp do wody (w tym ciepłej), dźwigi towarowe i osobowe, dwie klatki schodowe (główną i kuchenną). Mieszkania miały być 3- i 5–pokojowe (łącznie 200 lokali). Parter przeznaczono na sklepy. W domu miały znajdować się również: służbówki, biblioteka, czytelnia, stołówki, sala gimnastyczna. Na wewnętrznym dziedzińcu zaprojektowano place zabaw i miejsca odpoczynku. Budowa i urządzanie Domu Władzy służyło również propagandzie. Wielu chłopów przybyło do Moskwy, zamieszkało w barakach i poddało się socjalizacji w duchu komunizmu. Sztandarowym przykładem jest chociażby prosty chłop z opowiadania Andrieja Płatonowa Powątpiewający Makar, który na budowie mógł się wreszcie najeść do syta kaszy.

Coś wisiało w powietrzu

Koncepcje architektoniczne Domu Władzy parokrotnie zmieniały się w trakcie budowy. Postanowiono zlokalizować tam dodatkowo: klub, teatr, pralnię, żłobek, a nawet klinikę. Kilka pomieszczeń zarezerwowano do spędzania czasu wolnego. Doszła sala prób orkiestry, sala bilardowa, dodano kort tenisowy. Nadto przyszli mieszkańcy otrzymali: boisko do koszykówki, siłownię, szatnie z natryskami, bank, telegraf, salon fryzjerski, kino „Przodownik Pracy” dla 1500 widzów i kawiarnie. Niestety większość przyszłych lokatorów i tak krótko cieszyła się nowym mieszkaniem. Niektórych już w trakcie przeprowadzki ogarnęły złe przeczucia. Wszystko było nowe i piękne, ale coś wisiało w powietrzu. Nadchodził czas wielkiej czystki.

Dom sam w sobie, choć przeolbrzymi, ale nawet ładny i funkcjonalny, stał się solą w oku komunistów pismaków. Krytyka partyjna podnosiła, że miał on być przecież przykładem domu – komuny, stał się zaś jej wypaczeniem. Architekt Aleksander Leonidowicz Pasternak pisał: „Widzimy oto dwie negatywne strony naszej polityki mieszkaniowej: z jednej strony propagowanie indywidualnych mieszkań określających na długie lata charakter naszego miejsca zamieszkania, a zatem i naszego życia w miastach; z drugiej strony nieprawidłowe przestrzeganie idei domu – komuny, przez co odkładamy w czasie i jednocześnie dyskredytujemy wdrożenie wśród mas nowych środków społecznych”.

Kto zatem jest głównym bohaterem Domu Władzy? Najpierw sam dom, potem jego budowniczowie, w końcu jego mieszkańcy.

Dzieło Slezkine’a to opasła, trzytomowa, monumentalna opowieść. Sam autor mówi, że na Zachodzie będą jego książkę czytać wybiórczo, w przeciwieństwie do Wschodu, gdzie usiądą i przeczytają ją od dechy do dechy. Możliwe jest czytanie na oba sposoby. Wszystko za sprawą konstrukcji szkatułkowej, bo jest to powieść, która najbardziej przypomina mi Hansa Falladę z jego Każdy umiera w samotności. Towarzyszymy bowiem życiu kilkuset osób: mieszkańców moskiewskiego Domu Władzy oraz tych wszystkich, którzy bardziej lub mniej byli z nimi związani. Bolszewicy i ich rodziny otrzymali w Domu Władzy szczególne lokum, ale dopiero wprowadziwszy się tam pojęli, że są w pułapce, że znaleźli się w położeniu bardziej opłakanym niż „klatka Wersalu”. W końcówce lat trzydziestych po prostu zaczęli znikać. Nie od razu. Powoli, systematycznie, najczęściej nocą. Sąsiedzi nie rozpytywali się nazajutrz o losy zabranej rodziny. Mogłoby to rzucić na nich cień podejrzenia. Wiadomości docierały skrycie, jakby od niechcenia rzucane przy wysiadaniu z windy: tamci w łagrze, towarzysz X rozstrzelany. Schemat znikania był dość prosty: najpierw szła głowa rodziny, potem żona albo od razu żona z dziećmi. W gruncie rzeczy te ostatnie miały najgorzej. Najczęściej przeżywały katorgę, a potem po XX zjeździe KPZR już nie potrafiły wrócić do normalnego życia.

Odurzeni ideologią

Gromadzenie i opracowywanie źródeł do Domu władzy zajęło autorowi dwadzieścia lat. Korzystał zarówno z państwowych, jak i prywatnych archiwów. Rozmawiał najczęściej z dziećmi byłych bolszewików -represjonowanych, zsyłanych, rozstrzelanych. Doszedł do ciekawych spostrzeżeń odnoszących się do mentalności budowniczych komunizmu, z których jedną z ciekawszych jest ta, że dzieci bolszewików nie do końca zaakceptowały ideologię i wynikające z niej postawy ojców. Wszyscy jednoznacznie orzekli, że bolszewizm traktowany był przez rodziców jak religia. Miał on strukturę, hierarchię i swoje dogmaty. Bolszewicy byli wręcz odurzeni swoją ideologią, gotowi oddać za nią życie, i tak też się w wielu przypadkach stało.

Slezkine usiłuje zgłębić owe religijne przesłanki komunizmu, tę fascynację ideologią aż do zatracenia się w niej. Dużo miejsca zajmuje mu historiozoficzny wywód. Szuka rodowodu bolszewizmu, wskazując wpierw na judaizm, wzmocniony później w Europie przez reformację, zwłaszcza w jej kalwińskim, opresyjnym społecznie wydaniu. Ostatecznie dociera do Marksa ustawiającego metodycznie wszystkie te przesłanki tak, aby stanowiły zapalnik rewolucji.

Autor uzasadnia też, że nie było lepszego gruntu niż Rosja dla przeprowadzenia rewolucji. Po kilku nieudanych próbach rewolucji na Zachodzie, tej francuskiej i tych pomniejszych, jedynie Rosja z jej samodzierżawiem i od wieków duszonym buntem mas, z jej coraz prężniej rozwijającym się przemysłem, z jej aktualnymi literackimi ideałami srebrnego wieku mogła być idealnym miejscem na wdrożenie bolszewizmu. Starzy komuniści-bolszewicy czytali Kapitał Marksa, ich dzieci już nie. W Rosji przełomu XIX/XX w. czytano wiele. A co czytanie może zrobić z ludźmi? Paweł Własow z Matki Gorkiego był w stanie pokonać nawet swój alkoholizm, gdy dotarł do książek, które zapaliły go; znalazł nową religię – stał się komunistą.

Zlikwidować prywatną przestrzeń

Rosyjska rzeczywistość czasów rewolucji opisana została przez Slezkine’a z pozycji zmian mieszkaniowych. Skoro sowiecka „wojna z pałacami” spowodowała spalenie bądź skonfiskowane dworów, nastała konieczność przyjęcia przez bogatych pod swój dach miejskiej biedoty lub oddanie części pokojów służącym i ich rodzinom. Chodziło o zlikwidowanie prywatnej przestrzeni i własności. Rodzinę zastąpić miało komunistyczne braterstwo czy organizacja, a jednostka miała wtopić się w kolektyw. Projektowano już budynki eliminujące całkowicie sferę prywatną. Wspólna miała być odzież, pościel, wspólne miało być chowanie dzieci, gotowanie, prace domowe. Wszyscy mieli spać we wspólnej, wielkiej sypialni, a osobne pokoje miały służyć prokreacji. Zaczęto projektować odzież codzienną i ubrania robocze, tak aby znosiły podział na męskie i żeńskie. Ich projektanci, W. Stiepanowa i W. Tatlin, realizowali bolszewickie wytyczne likwidacji różnic płci.

Tworzenie człowieka sowieckiego, nad którym czuwał Trocki, nazwany przez Stalina w 1932 roku „inżynierem dusz ludzkich”, dokonywało się przy wsparciu radzieckiej nauki i sztuki. Konstruktywiści i futuryści, teatralna grupa Meyerholda i grupy filmowe „Kino – Oko” i S. Eisensteina, „konstruktorzy” i „technicy”, Lewyj Front Iskusstw, fotomontażyści od reklam skupieni wokół A. Rodczenki i G. Klucisa, a w końcu El Lisicki – twórca składanego łóżka, praktycznego ze względu na ciasnotę mieszkań i w założeniu umożliwiającego pojedynczej osobie zmianę noclegu i partnera, po to by rozbić burżuazyjną rodzinę – wszyscy oni pracowali nad przeobrażeniem obywatela w nowego sowieckiego człowieka. Bohaterowie Domu Władzy obserwowali bądź uczestniczyli bezpośrednio w tym procesie do czasu wielkiej czystki. Wierzyli, że tworzą lepszy świat. Stary miał przeminąć, zakończyć się katastrofą. Świat ich dzieci miał być już idealny. Katastrofa osobista jednak dotknęła najzagorzalszych wyznawców bolszewizmu, ich rodziny i dzieci. Bolszewicy, wierni swojej religii, także w czasie wielkiej czystki, umierali, wierząc nadal, że ich ofiara jest potrzebna.

Slezkine zwraca uwagę na problem mentalny współczesnej Rosji – niepamięć. O ile kwestię rewolucji, zmagań białych, bolszewików, eserowców, terroru okołorewolucyjnego już dobrze przepracowano w rosyjskiej historiografii, o tyle wielka czystka pozostaje białą plamą. Lukę tę próbowali zapełnić pisarze radzieccy, np. Jurij Trifonow czy Wasilij Grossman, ale robili to w sposób symboliczny i niewystarczający. Odnoszę wrażenie, że Dom władzy jest poniekąd hołdem złożonym Trifonowowi. Był on lokatorem Domu Władzy, a w jego powieściach często pojawia się motyw nowego mieszkania i przeprowadzki. Starzy bolszewicy Trifonowa godzinami rozprawiają o przeszłości, ale nie pamiętają. Nie chcą pamiętać. Profesor Ganczuk z Domu nad rzeką Moskwą wspomina przeszłość, uznając wszystko ostatecznie za nudne. Dziadek z Zamiany powiedział, że nic, „co pozostawił za sobą przez całe swoje niezmiernie długie życie, zupełnie go nie obchodzi”. A babcia Gorika ze Zniknięcia nigdy nie wspominała tego, co minione, ale raz powiedziała coś, co niezwykle uderzyło Gorika: „nie pamiętam już mojego prawdziwego imienia i nazwiska. I jest mi to obojętne”.

Tania z Czasu i miejsca nie pamięta najważniejszych rzeczy, a historyk z opowiadania Letnim popołudniem upamiętnia przeszłość niemającą nic wspólnego ze wspomnieniami jedynego żyjącego świadka wydarzeń. Giena Klimuk z Drugiego życia wierzy, że rolą historyka jest odnaleźć konieczność historyczną, a Grisza Rebrow z Długich pożegnań zaczął wreszcie, nie wiadomo dlaczego, mówić o tym, że jedna jego babcia pochodzi z rodziny polskich zesłańców, pradziadek był chłopem pańszczyźnianym, a dziadka za udział w rozruchach studenckich zesłano na Sybir, że jego druga babcia dawała lekcje muzyki w Petersburgu, ojciec brał udział w I wojnie światowej i w wojnie domowej i że to właśnie jest Rosja, i że musiała wycierpieć.

Yuri SLEZKINE, Dom władzy. Opowieść o rosyjskiej rewolucji. Tom 1: W drodze; Tom 2: W domu; Tom 3: Przed sądem, tłum. Gabor Chodkowski-Gyurics, Grzegorz Kulesza, Klaudyna Michałowicz, Mateusz Różycki, Dariusz Skotarek, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019.

Wróć