logo
FA 05/2020 Informacje i komentarze

Piotr M. Wojtulek, Radosław Kamiński, Katarzyna M. Jarzembska, Agnieszka Jastrzębska

Struktury ograniczają wolność

Proponowana przez nas fakultatywność habilitacji jest kompromisem, który zapewne nie usatysfakcjonuje wszystkich, ale da możliwość weryfikacji, czy jesteśmy gotowi na faktyczną autonomię jednostek naukowych w naszym kraju.

Piotr M. Wojtulek

Niebawem miną dwa lata od uchwalenia ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Ten najważniejszy dla naukowców w Polsce akt prawny budzi znaczne emocje w środowisku akademickim, podgrzane jeszcze niedawną dymisją spiritus movens reformy, wicepremiera Jarosława Gowina. Ocena reformy byłego już ministra jest nierzadko skrajna. Niektóre środowiska krytykują ją za niszczenie uczelnianej demokracji i autonomii, inne z kolei za nadmierną zachowawczość. Z kolei sam wicepremier kilkakrotnie przyznawał, że niektóre plany kierowanego przez niego MNiSW nie zostały zrealizowane, a pierwotny kształt zmian został zdeformowany na etapie prac parlamentarnych. My chcielibyśmy natomiast wskazać, z perspektywy młodych naukowców pracujących w naukach ścisłych, przyrodniczych i technicznych, że reforma ma szansę osiągnąć pozytywne efekty jedynie pod warunkiem, że jej założenia będą nie tylko realizowane, ale także konsekwentnie udoskonalane.

Radosław Kamiński

Jednym z tematów budzących gorące dyskusje w środowisku akademickim stała się w ostatnim czasie kwestia systemu awansowego w Polsce. Ustawa 2.0 miała wprowadzić w tym względzie korektę polegającą na powrocie do modelu z nieobowiązkową habilitacją. Krokiem w tym kierunku była, w zamierzeniu ustawodawcy, możliwość zatrudniania na stanowisku profesora uczelni osób, które nie posiadają stopnia naukowego doktora habilitowanego. Z perspektywy czasu widać jednak, że rozwiązanie to, niezabezpieczone żadnymi uprawnieniami dla profesorów bez habilitacji, jest nieskuteczne. Dowodzą tego m.in. pojawiające się konkursy na zatrudnienie, formułujące obowiązek posiadania stopnia dr. hab. lub tytułu prof. (zob. np. uchwała Rady Młodych Naukowców nr 2/2020 z dnia 16.01.2020 r. lub interpelacja poselska nr 5181 w Sejmie obecnej kadencji z dnia 27.04.2020 r.). Wydaje się zatem, że w kwestii awansów progresywne stronnictwo wśród naukowców powinno czuć się rzeczywiście zawiedzione. Zostało po staremu, z iście wertykalną strukturą awansów naukowych, w której to formalne stopnie, a nie dorobek naukowy, definiują położenie naukowca w systemie. Przekłada się to także na strukturę stanowisk w jednostkach badawczych (tj. aby uzyskać wyższe stanowisko, często są wymagane kolejne stopnie, a nie kompetencje czy dorobek). System ten, wprowadzony w Polsce w latach 50., ma się zatem w dalszym ciągu świetnie, a jego utrzymywanie uzasadniane jest koniecznością utrzymywania kontroli nad jakością naukowców chcących pracować samodzielnie. Pojawiają się postulaty, że zmniejszenie tej kontroli doprowadzi do upadku obyczajów akademickich i w związku z tym awanse powinny być tym obszarem, gdzie autonomia uczelni i innych jednostek naukowych powinna być (i obecnie jest) ograniczana. Z drugiej strony sporu pojawiają się postulaty zupełnej likwidacji habilitacji (i profesury tytularnej) oraz oddania kwestii awansów pod jurysdykcję niezależnych, zagranicznych zespołów naukowców, nawet na zasadach quasi-outsourcingu. Tym bardziej szkoda, że ustawodawca nie zdecydował się na kompromis między oboma podejściami, tj. nie podjął się wprowadzenia realnie fakultatywnej habilitacji.

Katarzyna N. Jarzembska

W ramach tej fakultatywności istniałyby zatem dwie równoległe ścieżki dochodzenia do faktycznej samodzielności naukowej. Pierwsza ścieżka, tak jak dotychczas, wymagałaby uzyskania habilitacji jako uprawnienia m.in. do pełnienia funkcji promotora prac doktorskich. Druga natomiast habilitacji by nie wymagała, realizując w pewnym stopniu ideę spłaszczonej (w sensie stopni naukowych) struktury uniwersytetu, znanej w systemach anglosaskich. Zgodnie z taką koncepcją, jeśli w odpowiednio przeprowadzonym konkursie (np. na stanowisko adiunkta, który w naszym rozumieniu powinien odpowiadać stanowisku assistant professor w USA) najlepszym pod względem dorobku kandydatem okazałaby się osoba bez habilitacji, otrzymywałaby ona stosowne stanowisko, co też automatycznie wiązałoby się z uzyskaniem choć tych najbardziej kluczowych uprawnień, które posiadają osoby ze stopniem dr. hab. (w szczególności możliwość promowania doktorów). Nietrudno dostrzec przynajmniej trzy zalety takiego rozwiązania. Po pierwsze, otwarcie konkursów na osoby nieposiadające stopnia dr. hab. zwiększyłoby konkurencję i poprawiłoby jakość kadry akademickiej, wszak stałyby się one otwarte także na naukowców z zagranicy, którzy pracują w systemach niewymagających habilitacji. Po drugie, możliwość zatrudnienia takich osób pomogłaby uczelniom uelastycznić politykę zatrudnienia, zwiększając tym samym ich autonomię. Po trzecie, zmniejszyłoby to fetyszyzację stopni i tytułu, a naukowcy mniej koncentrowaliby się na formalnych postępowaniach awansowych, a bardziej na prowadzeniu badań i budowaniu swojego (i uczelni) dorobku. Te właśnie zalety fakultatywnej habilitacji zrozumiano już w latach ‘80 w Niemczech, gdzie udało się poprzez realną fakultatywność habilitacji oraz pełną transparentność reguł oceny dorobku spłaszczyć hierarchię w nauce. Dziś niemieccy uczeni mogą wybrać między tradycyjną karierą w wersji pruskiej – z habilitacją a karierą w wersji anglosaskiej – z uzyskaniem samodzielności jako doktor bez habilitacji. W Polsce nadal wyboru niestety nie ma. Bez habilitacji uzyskanie pełnej samodzielności (a potem i stanowiska profesora) jest trudne. Natomiast ze względu na brak dodatkowych uprawnień piastowanie stanowiska profesora uczelni przez doktora pozbawione jest większego sensu. Pytamy wszakże, po co zatrudniać profesora, który nie ma uprawnień do wypromowania doktorów, a jedynie otrzymuje większą pensję? Czy tylko dla dodatkowych punktów z algorytmów wpływających na wysokość subwencji, które mogą się zresztą w dowolnym momencie istotnie zmienić?

Agnieszka Jastrzębska

Wielką zaletą wprowadzenia fakultatywności habilitacji, byłaby możliwość sprawdzenia, czy nauka w Polsce jest gotowa do zmiany modelu kariery naukowej. To, że obecny model wymaga gruntownych zmian, nie podlega bowiem dyskusji. W Polsce zdecydowanie za późno uzyskuje się samodzielność naukową, a władze większości jednostek naukowych są nierzadko wiekowe. Liczni młodzi naukowcy w Polsce skarżą się z kolei na paternalizm ze strony tzw. pracowników samodzielnych, co wynika ze znacznej dysproporcji w uprawnieniach związanych ze stopniami. W tym kontekście źródła prawdziwych problemów niektórzy upatrują w rozwiniętym w Polsce akademickim feudalizmie, a także we wzajemnym braku zaufania powszechnym wśród naukowców na różnych płaszczyznach. Tymczasem nauka potrzebuje wolności, aby mogła się rozwijać. Wolności tej nie zwiększają formalne stopnie, które w polskich warunkach przekształcone zostały de facto w bariery rozwoju. Zwłaszcza że stopnie te wcale nie gwarantują jakości, czego dowodzi choćby rubryka „Z archiwum nierzetelności naukowej” Marka Wrońskiego, publikowana co miesiąc w „Forum Akademickim”. Widać to także w takich konkursach grantowych, jak np. OPUS NCN, w którym laureatami niekoniecznie są naukowcy posiadający habilitację. Naszym zdaniem o jakości naukowca świadczy bowiem jego (recenzowany) dorobek naukowy. To przede wszystkim artykuły i/lub monografie, opublikowane w toku nieobarczonej konfliktem interesów procedurze peer review, powinny stanowić co do zasady podstawę rzetelnej oceny pracownika. Rola takiej oceny na uczelniach powinna ustawicznie rosnąć, a one same powinny mieć możliwość sprawnego pożegnania się z pracownikiem niewykazującym postępów w pracy badawczej. Należy przy tym zaznaczyć, że uczelnie powinny wypracowywać efektywne narzędzia do weryfikacji wymagań stawianych swoim pracownikom, a system prawny musi dawać im możliwość realnego egzekwowania własnych postanowień.

Uważamy, że pozostawienie wertykalnego systemu stopni naukowych bez rzeczywistych zmian będzie jednym z powodów, dla którego Ustawa 2.0 nie osiągnie zakładanych celów w postaci wzrostu konkurencyjności i atrakcyjności nauki w Polsce. Nie sprzyjają temu zmiany pozorne, zgodnie z zasadą, że herbata nie staje się słodsza wyłącznie od mieszania łyżeczką. Powodują one jedynie zamieszanie w środowisku akademickim, dekoncentrują i zwodzą naukowców, zamiast zapewniać im poczucie swobody i bezpieczeństwa pracy badawczej. Nie uważamy też, że źródłem wszelkich problemów jest niedofinansowanie nauki. Sądzimy, że źródła te są przynajmniej dwóch rodzajów: zarówno finansowe, jak i strukturalne. Z tych powodów, nie wyrzekając się oczywiście postulatu zwiększenia nakładów na naukę, optujemy jednocześnie za dalszymi pracami nad zmianami niekorzystnych struktur, które ograniczają wolność badań naukowych w Polsce. Proponowana przez nas fakultatywność habilitacji jest kompromisem, który zapewne nie usatysfakcjonuje wszystkich, ale da możliwość weryfikacji, czy jesteśmy gotowi na faktyczną autonomię jednostek naukowych w naszym kraju. Mimo że obecny system jest nieefektywny i mało projakościowy, w naszej ocenie takie ewolucyjne przejście do modelu bliższego anglosaskiemu jest korzystniejsze niż szybkie wprowadzanie radykalnych zmian. Niemniej jednak bez podjęcia odpowiednich działań i ich konsekwentnej realizacji m.in. temat definitywnej likwidacji lub zachowania habilitacji pozostanie tematem spornym w środowisku akademickim.

Piotr M. Wojtulek, Uniwersytet Wrocławski (piotr.wojtulek@uwr.edu.pl), przewodniczący Rady Młodych NaukowcówRadosław Kamiński, Uniwersytet Warszawski (rkaminski85@uw.edu.pl), członek Rady Naukowej Dyscypliny „Nauki Chemiczne” na UWKatarzyna N. Jarzembska, Uniwersytet Warszawski (katarzyna.jarzembska@uw.edu.pl), członkini Rady Młodych Naukowców, członkini Rady Naukowej Dyscypliny „Nauki Chemiczne” na UWAgnieszka Jastrzębska, Politechnika Warszawska (agnieszka.jastrzebska@pw.edu.pl), członkini Rady Naukowej Dyscypliny :Inżynieria Materiałowa” na PW

Wróć