logo
FA 04/2020 INFORMACJE I KOMENTARZE

Anna Brzezińska

Homo deus poznaje zarazę

„Ludzkość budzi się u zarania trzeciego millenium, prostuje kości i przeciera oczy (…) Większość z nas rzadko o tym myśli, ale w ciągu paru ostatnich dziesięcioleci udało nam się poskromić głód, zarazę i wojnę” – pisał w 2015 roku Yuval Noah Harari. I nagle okazuje się, że plan homo deus nie działa. Świat dosłownie stanął w obliczu pandemii, a ludzkość nie za dobrze wie, co robić – i nic się tym razem nie udaje (Y.N. Harari, Homo deus. Krótka historia jutra, Warszawa 2018). Poczucie zagubienia wywołuje nie tyle fakt pojawienia się nieznanej choroby, ostatecznie w dziejach świata pojawiają się one dość regularnie, ale nieoswojone dotąd przez współczesne pokolenia doświadczenie niemocy finansów i technologii w starciu z niepozornym wirusem. Z czołowych miejsc na portalach internetowych zniknęli celebryci i gwiazdy sportu, za to z nieznośną regularnością pojawiają się raporty o codziennie nowej liczbie zarażonych i zmarłych. Nie, nie z trzeciego świata. Najbardziej bezradny okazuje się ten przyzwyczajony nazywać się pierwszym. I wreszcie przymusowe odosobnienie, kwarantanna. Po kilku tygodniach ściany mieszkań dosłownie parzą, a człowiek pozostawiony sam na sam w natłoku informacji płynących ze smartfona przez całą dobę, zaczyna odczuwać egzystencjalną trwogę. Oczywiście można wyłączyć rozmaite subskrypcje i transfer danych. Ale wówczas atakuje FOMO (fear of missing out), lęk przed wylogowaniem, zupełnie nowy rodzaj strachu wynaleziony w XXI wieku. Kompulsywne gromadzenie danych daje złudzenie kontrolowania rzeczywistości. Pozwala tworzyć narracje, czyniące ją możliwą do zniesienia. Znaleźć przyczynę (winnego) istniejącego stanu rzeczy. Co z reguły poprawia samopoczucie jednostkom i zbiorowościom. „Koronawirus, czyli czwarty jeździec Apokalipsy” – nie mają złudzeń wydawcy portalu Prawy.pl (P. Błaszkowski, Koronawirus, czyli czwarty jeździec Apokalipsy, https://prawy.pl/106974-koronawirus-czyli-czwarty-jezdziec-apokalipsy/, dostęp: 8.04.2020).

Historia zna rozmaite strategie oswajania timor mortis w czasach epidemii. W XIV w. czarna śmierć wywołała gwałtowny wzrost popularności flagellantów, czyli biczowników, szczególnie w Niemczech i we Francji, najmocniej dotkniętych przez zarazę. Podobnie jak dziś stosowano maseczki i płyny odkażające, rzecz jasna w stylu właściwym epoce. Maski o charakterystycznym kształcie ptasiego dzioba, wypełniano w zagłębieniu tkaniną nasączoną wonnościami, mającymi chronić przed zatrutym (morowym) powietrzem. Do dezynfekcji powszechnie stosowano ocet lub jego roztwór wodny. Również samoizolacja w obawie przed zakażeniem stanowiła popularny środek zapobiegawczy. W rezultacie Giovanni Boccaccio stworzył Decameron (ok. 1350-1353). Rozumiem Boccaccia! Oglądam na Netflixie serial o chasydzkiej dziewczynie, która uciekła z zamkniętej społeczności w wir życia kulturalnego w Berlinie i dociera do mnie, że ta rzeczywistość miejskiego zgiełku głosów z całego świata, urokliwych kafejek i spotkań, potrzebnych do życia jak oddychanie, to coś, co wirus ukradł nam tej wiosny.

Potrydencki Rituale Romanum z 1614 r. przewidywał specjalny egzorcyzm Benedictio deprecatoria contra mures, locustas, bruchos, vermes et alia animalia nociva, będący śladem średniowiecznych procesów zwierząt: „Exorcizo vos pestiferos mures (vel locustas, seu bruchos, aut vermes, sive alia animalia), per Deum Patrem + omnipotentem, per Jesum Christum + Filium ejus unicum, per Spiritum + sanctum ab utroque procedentem…” („Wyklinam was niosące zarazę myszy, szarańczę, gąsienice, robactwo i inne plagi, przez Boga Ojca wszechmogącego, przez Jezusa Chrystusa, Syna jego jedynego, przez Ducha świętego, który od obu pochodzi, abyście ustąpiły z pastwisk i pól oraz przeszły do tych miejsc, gdzie nikomu szkodzić już nie będziecie: przez Boga wszechmogącego, wszystkie zastępy niebieskie i święty Kościół Boży bądźcie przeklęte (…) i oddalone (…) z wyjątkiem tego, co służy zdrowiu i pożytkowi ludzkiemu”. Zob. szerzej: P. Towarek, Formuły egzorcystyczne w potrydenckiej liturgii błogosławieństw, „Seminare” 2010, t. 27). Upday Google wyświetla link do kolejnego już w tym tygodniu artykułu uspokajającego, że psy nie przenoszą COVID-19, choć sprawa z kotami jest nieco bardziej złożona.

Poszukując gorączkowo przyczyn masowych epidemii, ludzkość zaskakująco zgodnie obwiniała za ich roznoszenie nie tylko zwierzęta, ale też przyjezdnych czy sąsiadów. Zło przychodziło z zewnątrz, co oddaje popularne nazewnictwo kiły, wyniszczającej populację Europy od XV wieku. We Francji była chorobą neapolitańską, we Włoszech, w Anglii, w Niemczech, a także w Polsce – chorobą francuską. Rosjanie mówili o chorobie polskiej, zaś Turcy – o chorobie chrześcijan (A. Gawlińska-Sroka, E. Dzięciołowska-Baran, Kiła dawniej i dziś, „Roczniki Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie”, 2013, nr 59, z. 2).

Obecnym novum w tej mierze jest praktyka tropienia źródła zagrożenia także w technologii. Na Wyspach Brytyjskich trwa akcja niszczenia nadajników sieci 5G, na tyle powszechna, że oficjalnie zareagował rząd. Mobile UK, zrzeszenie przedsiębiorców telefonii komórkowej w Zjednoczonym Królestwie, opublikowało w związku z tymi wydarzeniami list otwarty, w którym zapewnia o „braku naukowych dowodów i jakichkolwiek powiązań między 5G a koronawirusem” (J. Waterson, A. Hern, At least 20 UK phone masts vandalised over false 5G coronavirus claims, „The Guardian”, 6.04.2020, theguardian.com/technology/2020/apr/06/at-least-20-uk-phone-masts-vandalised-over-false-5g-coronavirus-claims – dostęp: 8.04.2020).

W 1532 r. lekarz i były duchowny François Rabelais pisał: „jeśli kiedykolwiek spadnie na świat zaraza, głód albo wojna, trzęsienie ziemi, kataklizmy, pożary lub inne nieszczęścia, nie przypisujcie ich ani nie odnoście do złośliwej koniunktury planet, do nadużyć kurii rzymskiej, do tyranii królów i książąt świeckich, do szalbierstwa bigotów, heretyków, fałszywych proroków; do niegodziwości lichwiarzy, fałszerzy monet, obrzynaczy dukatów; ani do nieuctwa, bezwstydu, lekkomyślności lekarzy, chirurgów, aptekarzy” (F. Rabelais, Gargantua i Pantagruel, Kraków 2010, f. 3028, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/gargantua-i-pantagruel.html#f3028, dostęp: 8.04.2020). Wielu intelektualistów zastanawia się w ostatnich dniach, czy w obliczu globalnego zagrożenia nie nastąpi wyczekiwany odwrót społeczeństwa cyfrowego od myślenia magicznego, pseudonauki ku autorytetowi ekspertów.

Ale tu znów historia nie stwarza przesadnych nadziei, „bo zbyt już doprawdy niemądrzy są ci, którzy sądzą, że szczęście człowieka polega na jakimś prawdziwym stanie rzeczy poza nim: ono polega na jego własnym co do niego złudzeniu (…) Jeżeli zaś nawet można coś wiedzieć, to doprawdy często do przyjemnego życia to nie pomaga (…) W rzeczywistości trzeba nieraz z wielkim trudem dochodzić do różnych rzeczy, choćby takich, co same dla siebie nie mają znaczenia, jak na przykład gramatyka. Ale złudzenie zdobywa się w jednej chwili, a przecież ono tak samo, a nawet jeszcze prędzej prowadzi do szczęścia” (Erazm z Rotterdamu, Pochwała głupoty, Warszawa 2001). Czy erazmiańska diagnoza natury ludzkiej nie oddaje potrzeb psychiki konsumenta danych z XXI wieku?

Irytujące przeczucie, że ludzkość jednak nie jest wszechmocna, trzeba przecież jakoś zagłuszyć, nim doprowadzi do depresji. Choćby teorią o sztucznym pochodzeniu wirusa, wszak natura nie byłaby w stanie stworzyć tak wyrafinowanego zagrożenia. Bo przecież ostatecznie chodzi o to, by się wygodnie urządzić na tym najlepszym ze światów. Pierwsze wiosenne ptaki wabią słodkim trelem na spacer. Potentatowi budowlanemu wydaje się, że jest omnipotentny, bo zawczasu zgromadził zapas maseczek z podobno dobrym filtrem. W lesie słychać niespieszne piłowanie gałęzi, a bergmanowska śmierć przyjemnie się uśmiecha. Antropocen przechodzi do historii.

Dr Anna Brzezińska jest historyczką historiografii. Jej zainteresowania badawcze obejmują: historiografię polską i powszechną XX wieku, historię intelektualną, mediewistykę w interpretacjach francuskiej szkoły Annales, antropologię historyczną. Jest adiunktem w Katedrze Historii Historiografii i Nauk Pomocniczych Historii Uniwersytetu Łódzkiego.

Wróć