logo
FA 03/2020 Nauka i lęki

Łukasz Jach

Naukowe lęki i nadzieje w świecie sprywatyzowanych przeżyć

Rys. Sławomir Makal

Konieczność przyjęcia stanowiska naukowego wbrew własnym przekonaniom, a zarazem niejako pod prąd utrwalonym tendencjom obcowania ze sprywatyzowanymi przekazami, może budzić opór i tendencje do bagatelizowania płynących ze świata nauki doniesień.

„Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. (…) W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki”.

Henryk Sienkiewicz, Ogniem i mieczem

„Martwa Gwiazda rozświetlała kosmos przez godzinę i dwadzieścia pięć minut, po czym nagle znikła. Dopiero wtedy sieć radioteleskopów mogła odkryć jej pozostałości – szybko obracającą się gwiazdę neutronową, która wysyłała wyraźnie wyodrębniony impuls elektromagnetyczny. (…) Pojawienie się Martwej Gwiazdy było niewątpliwie ważnym wydarzeniem w historii ludzkości. (…) Mimo to świat fascynował się tym ciałem niebieskim zaledwie dwa tygodnie”.

Cixin Liu, Era supernowej

Nic nowego pod Słońcem

W swojej pracy pod tytułem Nowoczesny mit. O rzeczach widzianych na niebie Carl Gustav Jung zastanawiał się nad tym, dlaczego w drugiej połowie XX wieku pojawiają się tak liczne doniesienia o rzekomo widzianych na niebie statkach kosmicznych. Szwajcarski psychoanalityk dostrzegł analogie pomiędzy treścią tych opowieści a występującymi w dotychczasowej historii ludzkości przekazami na temat objawień bóstw, aniołów czy herosów. Zdaniem Junga w komunikatach tego rodzaju dochodzą do głosu uniwersalne, niezależne od miejsca i czasu aspekty ludzkiej psychiki, zaś ich zawartość zależy od aktualnego kontekstu. W świecie, w którym ludzkość rozszczepiła atom, opracowała silniki rakietowe i wystrzeliła sondy kosmiczne, przekazy rodem z mitów i legend tracą siłę oddziaływania. Na ich miejsce pojawiają się jednak nowe, dla których paliwem są najnowsze odkrycia naukowe.

Na podobne zjawisko zwrócił uwagę w jednym z tekstów zamieszczonych w zbiorze Niebezpieczne idee we współczesnej nauce Jordan Pollack. Według cybernetyka niektóre przekazy formułowane na podstawie ustaleń współczesnej nauki przypominają wizje zagłady rodem z dawnych proroctw religijnych, mówiących o wydarzeniach mających nadejść w czasach ostatecznych. W noworocznym numerze „Tygodnika Powszechnego” (nr 1-2/2020) Łukasz Lamża podjął temat lęków związanych z globalnymi wydarzeniami mogącymi zajść lub się nasilić w XXI wieku. Wszystkie opisane tam niepokoje – od ocieplania się klimatu, przez projektowanie ludzi dzięki metodom inżynierii genetycznej, na przejęciu kontroli bądź zniszczeniu ludzkości przez Kurzweilowską cyfrową osobliwość kończąc – mają swoje źródła w sferze nauki i technologii. Co ciekawe, ani słowem nie wspomina się tam o lękach związanych z wojną, zjawiskiem znanym ludzkości od zarania dziejów, którego emanacją był jeden z czterech jeźdźców Apokalipsy.

Na podłożu kontekstu naukowego powstają jednak nie tylko budzące strach wizje zagłady, lecz także tchnące nadzieją obietnice naukowego raju. Postulaty ruchów trans– i posthumanistycznych obejmują wykorzystanie naukowych odkryć i dokonań w celu podarowania ludziom tego, o czym wspomina się w przekazach religijnych: eliminacji bólu, wyzwolenia od ograniczeń ciała, rozwinięcia osobistych zdolności, prawdziwej równości między ludźmi, a nawet osiągnięcia nieśmiertelności. Helge Kragh w Wielkich spekulacjach omawia nawet współczesne koncepcje eschatologii fizycznej, odnoszące się do ostatecznych losów wszechświata i zanurzonego w nim człowieka.

Naukowa platforma streamingowa

Powyższe konteksty oraz stereotypowe skojarzenia mówiące o nauce jako źródle, z którego można głównie czerpać, zdają się sugerować, że człowiek „pochwycony” przez treści zawierające naukowy kod będzie przeżywał coś w rodzaju doświadczenia religijnego rodem z koncepcji Rudolfa Otto, gdzie przeżycia grozy, tajemnicy i mocy przeplatają się z fascynacją i poczuciem uwznioślenia. Sytuacja wydaje się nieco bardziej złożona, jeśli wziąć pod uwagę diagnozy Jacka Dukaja. W zbiorze esejów zatytułowanym Po piśmie zauważa on, że współczesnymi sposobami odbierania przez człowieka dowolnych treści zarządzają mechanizmy kultury transferu przeżyć oraz daleko posuniętej indywidualizacji. Dukaj wskazuje, że o ile w dotychczasowych dziejach trwały epoki przekazu słownego i pisemnego, o tyle dziś – za sprawą rozwoju nowych technologii – liczy się przede wszystkim możliwość osobistego doświadczenia, zanurzenia w opowiadaną historię i przeżycia związanego z nią pakietu emocji. Jakkolwiek silne, przeżycia te powinny mieć jednak głównie prywatny charakter, dając człowiekowi poczucie doświadczenia czegoś zarazem niepowtarzalnego, jak i doskonale dopasowanego do jego kondycji, potrzeb i światopoglądu. Przekazy niedopasowane, niewpisujące się w dotychczasowy profil, doświadczane są jako nieprzyjemne, budzące lęk i motywację do szybkiego powrotu ku temu, co już oswojone, a trend ten wzmacniają dodatkowo zaawansowane algorytmy przetwarzające dane o naszej cyfrowej aktywności. Sprawia to, że współczesny człowiek może spędzić wiele godzin, przeglądając programy informacyjne, ofertę Netflixa czy stronę główną Facebooka, ani razu nie napotykając treści niezgodnych ze swoimi zainteresowaniami czy punktem widzenia.

Z punktu widzenia reguł związanych z kulturą transferu przeżyć przekazy osadzone w kontekstach naukowych zdają się bardzo dobrze zaadaptowane do współczesności. Jako emanacje jakościowych, emocjonujących narzędzi oddziaływania można wskazać tu chociażby hucznie celebrowane festiwale nauki, działalność popularyzatorów przybliżających sekrety nauki w oddziałujących na wszystkie zmysły eksperymentach czy półki sklepów z zabawkami uginające się od zestawów małego naukowca bądź małego programisty. Spójrzmy w tym kontekście na tytuł książki Neila de Grasse Tysona Astrofizyka dla zabieganych: z jednej strony obiecuje się tu wejście w świat zaawansowanych zagadnień naukowych, z drugiej zaś możliwość przyswojenia treści bez specjalnie dużego wysiłku oraz konieczności dokonywania zmian w rutynie dnia codziennego. W połączeniu z zamieszczonym w górnej części okładki napisem „Bestseller nr 1 w USA” otrzymujemy zaś następujący komunikat: „Uwaga! O tym wiedzą i mówią prawie wszyscy! Jeśli nie znasz – przeczytaj, a łatwo wrócisz do głównego nurtu informacji”. Pewne niedogodności mogą jednak sprawiać awersja do nudy oraz pogoń za nowością i widowiskowością, także charakteryzujące współczesną kulturę. Nie co dzień w mediach pokazywane są fotografie powierzchni Plutona przypominające profil Disneyowskiego psa o tym samym imieniu (Pluto), zdjęcia opisywane jako portret czarnej dziury, testowe starty rakiet przystosowanych do lotów załogowych czy informacje o narodzinach modyfikowanych genetycznie bliźniąt. Etykietę sensacji przykleja się więc niekiedy do treści, które z punktu widzenia samych naukowców wydają się być znacznie mniej spektakularne. Na rynku prasy można znaleźć tytuły dotykające tematów naukowych, ale formalnie mające wiele wspólnego z tabloidami i podobnie jak one opierające się na silnie emocjonalnych przekazach, zarządzających między innymi lękami oraz nadziejami swoich odbiorców.

Drugi z wymienianych przez Dukaja aspektów współczesnego przeżywania kultury jest z punktu widzenia relacji pomiędzy nauką a szerokim gronem jej odbiorców nieco bardziej problematyczny. Trudno bowiem pogodzić wartości naukowe, takie jak obiektywność, intersubiektywność i wolność w komunikowaniu prawdy, z postulatami radykalnego indywidualizmu, w którym każda jednostka może uważać własne przekonania i upodobania za obowiązujący kontekst doboru i oceny docierających treści. W rzeczywistości złożonej z osobistych baniek informacyjnych nauka nie pełni funkcji „opowiadacza” o świecie, ale raczej dodatkowego kontekstu uwiarygodniającego lub ubogacającego opowieści snute przez poszczególne osoby. Zapotrzebowanie na konkretne treści naukowe nie jest w tym przypadku punktem wyjścia do wyrabiania sobie określonego światopoglądu, ale raczej jego konsekwencją. Najdobitniej ujął to Jonathan Haidt mówiąc, że zbiór istniejących obecnie wyników badań naukowych jest jak postawiony na przyjęciu szwedzki stół, na którym każdy znajdzie coś dla siebie.

I w tym właśnie miejscu może tlić się zarzewie strachu przed nauką – nie tyle ze względu na treść jej przekazów, ile specyficzną formę obcowania z nią. Konieczność przyjęcia stanowiska naukowego wbrew własnym przekonaniom, a zarazem niejako pod prąd utrwalonym tendencjom obcowania ze sprywatyzowanymi przekazami, może budzić opór i tendencje do bagatelizowania płynących ze świata nauki doniesień. W tym kontekście, jako przedstawicieli grup uporczywie uciekających przed wynikami badań naukowych przywołuje się niekiedy płaskoziemców, młodoziemców lub negacjonistów klimatycznych. To przykłady tyleż wyraziste, co bardzo uskrajnione. Zastanówmy się jednak przez chwilę, czy wśród naszych własnych przekonań nie ma i takich, które motywowałyby do stawania w kontrze do naukowych ustaleń. Dobrym punktem wyjścia może być tu namysł nad statusem Plutona, który zgodnie z ustaleniami Międzynarodowej Unii Astronomicznej od 2006 roku nie jest już uznawany za planetę. Tych, dla których Pluton wciąż jest planetą, być może pocieszy to, że pół roku później Izba Reprezentantów Nowego Meksyku wydała rezolucję mówiącą, że na niebie tego stanu Pluton planetą pozostanie na zawsze. Oto jak kwestie naukowe mogą się przeplatać ze sferą emocji i sentymentów.

Na tropach scjentystycznego światopoglądu

Takie właśnie, na przykład emocjonalne, aspekty ustosunkowywania się ludzi do nauki, naukowców i naukowych odkryć są najbardziej interesujące dla psychologa. Co sprawia, że część ludzi chętnie zaprasza naukę do swoich prywatnych baniek informacyjnych – niekiedy nawet dając jej przyzwolenie na dokonywanie modyfikacji we własnym obrazie świata – a inni są wobec niej nastawieni sceptycznie, a nawet wrogo? Pytanie to od pięciu lat stanowi kontekst badań, które prowadzę wraz z magistrantami, opierając się na założeniach autorskiej koncepcji scjentystycznego światopoglądu, nazywanego w skrócie scjentoteizmem. Punktem wyjścia było w tym przypadku założenie, że ludzie mogą się różnić od siebie pod względem tendencji do uzasadniania własnych przekonań i zachowań ustaleniami naukowymi, jak również działania na podstawie opinii formułowanych przez naukowców oraz uznawania języka naukowego za najdoskonalszy i najbardziej wartościowy sposób odnoszenia się do świata oraz występujących w nim zjawisk. Na tej podstawie skonstruowany został Kwestionariusz Opinii o Nauce, badający nie tylko ogólny sposób spostrzegania nauki, ale również poziom uznania dla niepodważalności podstaw nauki, postrzegania naukowców jako jedynych wiarygodnych ekspertów, pokładania w nauce nadziei związanych z przyszłością świata i ludzkości oraz dostrzegania w niej narzędzia praktycznego wpływu na codzienną rzeczywistość. Przeprowadzone dotychczas badania wskazują, że aspekty scjentystycznego światopoglądu raczej nie wiążą się ani z rzeczywistą wiedzą o świecie, ani z wykształceniem, ani skłonnością do poszukiwania nowych informacji i poszerzania posiadanego ich zakresu. Wygląda to trochę tak, jakby światopogląd ceniący sobie naukowe sposoby opowiadania o świecie kształtował się w oderwaniu od tego wszystkiego, co nauka ma dostarczać w ramach swoich podstawowych zadań.

Scjentystyczny światopogląd zdaje się mieć jednak szereg odniesień do aspektów motywacyjnych i emocjonalnych. W jednym z badań wraz z Patrycją Kropiwnicką zaprojektowaliśmy procedurę, w której uczestnicy poddawani byli wstępnemu pomiarowi samooceny, a następnie rozwiązywali specjalnie przygotowany test wiedzy przyrodniczej – łatwy bądź trudny – lub stanowili członków grupy kontrolnej. W dalszej kolejności badani wypełniali kwestionariusz odnoszący się do aspektów scjentoteizmu. Wyniki pokazały, że osoby o wysokiej samoocenie wypełniające łatwe testy, mogące dawać wyższe poczucie biegłości w kwestiach naukowych, cechował bardziej pozytywny stosunek do sfery naukowej niż członków dwóch pozostałych grup. Badani z wysoką samooceną wypełniający testy trudne wykazywali natomiast najniższy poziom przychylnych nauce przekonań. Rezultaty te sugerują, że społeczny odbiór nauki, rozpięty gdzieś między entuzjazmem a oporem i lękami, może brać się z tego, w jaki sposób kontekst naukowy współgra z tym, jak ludzie postrzegają samych siebie. Gorzki wniosek jest jednak taki, że pozytywny stosunek do nauki może brać się z samozadowolenia kształtującego się na bazie poczucia związanych z nią kompetencji, opartego jednak na bardzo powierzchownych przesłankach. Wtedy zaś, gdy nauka odsłania swoje trudniejsze, bardziej wymagające oblicze, implikujące rewizję wcześniejszych przekonań o samym sobie, reakcją może być bardziej sceptyczny stosunek do nauki i bagatelizowanie jej znaczenia. Może zatem naukowcy zawdzięczają tabloidowemu podejściu do nauki więcej, niż można byłoby w pierwszej chwili przypuszczać?

W innych badaniach wraz z Agnieszką Sławik i Olgą Pabian sprawdzaliśmy, w jaki sposób światopogląd scjentystyczny rezonuje ze sferą wyznawanych przez ludzi wartości i celów życiowych. Bardziej entuzjastyczne poglądy na temat aspektów związanych z nauką szły w parze między innymi z ukierunkowaniem na władzę, sukces finansowy i zdrowie. Natężenie scjentystycznego światopoglądu malało natomiast wraz ze wzrostem ukierunkowania na tradycję, duchowość i wspólnotowość. Być może więc doniesienia naukowe z góry są skazane na zróżnicowane sposoby odbioru przez szersze grona ze względu na różnice w zakresie wartości orientujących ich codzienne życie. Co dla jednych źródłem nadziei, to dla innych zagrożeniem. Dziewiętnastowieczni luddyści niszczyli maszyny, ponieważ bali się, że za sprawą intensywnej ingerencji technologii w obszar pracy zostanie im ona odebrana. Z drugiej strony, ten sam postęp technologiczny może być ujmowany również jako szansa na wyzwolenie od konieczności wykonywania ciężkiej, monotonnej lub po prostu nieprzyjemnej pracy. Możliwości wchodzenia całościowo rozumianej nauki w ludzkie życie są jeszcze większe, czemu towarzyszy zapewne większy potencjał lęków i nadziei.

 

Niespokojne sny naukowców

Wskazane wątki prowadzą do niewygodnego pytania o granice społecznej propagacji bądź popularyzacji nauki. Kierując się diagnozami Dukaja, można byłoby przypuszczać, że granice te wyznaczane są z jednej strony przez możliwość wygrywania przez komunikaty naukowe w rywalizacji o uwagę i zainteresowanie odbiorców z innego rodzaju treściami, z drugiej zaś przez możliwość wpisywania się przekazów naukowych w indywidualne bańki treści, z którymi człowiekowi po prostu miło i przyjemnie jest obcować. W kontekście przytoczonych wyników badań nad światopoglądem scjentystycznym wydaje się, że granice mogą przebiegać także wzdłuż progu złożoności i skomplikowania pewnych problemów oraz zakresu możliwości pogodzenia ze stanowiskiem nauki w kwestiach, w których do głosu dochodzą również wyznawane wartości.

Temat związanych z nauką lęków i nadziei nie dotyczy jednak wyłącznie sfery jej powszechnego odbioru, ale również samych badaczy. Dobrym źródłem informacji na temat tego, co budzi strach lub optymizm naukowców są ich odpowiedzi na corocznie zmieniane, poruszające wyobraźnią pytania publikowane na stronie www.edge.org. Pytanie o to, co może napawać optymizmem, zostało zadane w 2007 roku, a dziś – z perspektywy ostatnich trzynastu lat – ciekawą rozrywką może być ocena tego, czy opinie te można uznawać za nadal aktualne. Pytanie o to, czym powinniśmy się martwić, zadano natomiast w roku 2013 (przykładowo związany z NASA klimatolog Gavin Schmidt mówił wtedy o braku powiązania pomiędzy doniesieniami medialnymi a ich rozumieniem, a psycholog ewolucyjny Geoffrey Miller martwił się rozwojem chińskiej eugeniki).

Pytanie podsumowujące trwający przez dwadzieścia lat projekt Edge zostało zadane przedstawicielom świata nauki w 2018 roku. Brzmiało ono „Jakie jest ostatnie pytanie?” i w pewnym sensie łączyło w sobie zarówno naukowe nadzieje, jak i naukowe lęki. Jako przedmiot refleksji na dziś (lub zgodnie z regułami kultury transferu przeżyć – na moment do następnego przebłysku zaabsorbowania czymś innym) na chybił-trafił wybierzmy sobie jedno z nich. Mnie udało się wylosować to zadane przez fizyka Maxa Tegmarka: „What will be the literally last question that will preoccupy future superintelligent cosmic life for as long as the laws of physics permit?” (Jakie będzie dosłownie ostatnie pytanie, które zajmie przyszłe superinteligentne życie kosmiczne tak długo, jak pozwalają na to prawa fizyki?).

Dr Łukasz Jach, Instytut Psychologii UŚ. Badacz psychologicznych kontekstów odbioru nauki. Autor książek „Nauka jako obiekt kultu. Wprowadzenie do koncepcji scjentoteizmu” (2015) oraz „Światopogląd scjentystyczny – korelaty i uwarunkowania” (w druku).

Wróć