logo
FA 02/2020 Okolice nauki

z dr hab. Anną Cegiełą, przewodniczącą Komisji Etyki Komunikacji PAU, rozmawia Magdalena Bajer

Robi się późno

Obniżający się poziom debaty, zaostrzające się spory z użyciem nieetycznych środków językowych prowadzą do wykluczania pewnych grup ludzi – już nie z debaty politycznej, ale z życia społecznego! To mnie naprawdę przeraża.

Fot. Źródło: kongresobywatelski.pl

Proszę przypomnieć genezę i początki działań na rzecz etyki słowa, dokładniej: poprawy poziomu etycznego debaty publicznej i w ogóle porozumiewania się w sprawach dotyczących wspólnoty obywateli.

Problemy, które dziś włączamy w obszar etyki komunikacji, poruszano już w latach pięćdziesiątych, analizując język propagandy niemieckiej. Pojęcie „etyki słowa” zaproponowała profesor Jadwiga Puzynina w roku 1981, podczas wystąpienia w Instytucie Języka Polskiego UW. Określiła tym mianem nowy zakres badań językoznawczych, obejmujących zagadnienia prawdy w wypowiedzi, celowego wprowadzania w błąd oraz zaufania do rozmówcy. Propozycję przyjęto z zainteresowaniem, ale i sceptycyzmem dotyczącym braku narzędzi do takich badań w obrębie językoznawstwa strukturalnego.

Badania jednak się zaczęły?

Tak. Zaczęły się badania dotyczące uczciwego – a właściwie nieuczciwego, bo to badano – komunikowania się. W roku 1980 profesor Michał Głowiński wygłosił w PEN Clubie referat o nowomowie, a w roku 1981 odbyła się w UJ konferencja naukowa na ten temat.

O ile wiem, rozważania Michała Głowińskiego o nowomowie wywołały szerszą dyskusję w kręgach akademickich.

Owszem. Przypomnę, że w roku 1990 ukazała się jego książka Nowomowa po polsku, jedna z kilku najważniejszych publikacji na ten temat. Dotyczyły one okresu PRL. A w roku 1995, na odbywającym się wtedy Forum Kultury Słowa, profesor Puzynina i profesor Anna Pajdzińska we wspólnym referacie sformułowały podstawowe zasady etyki słowa.

Wprowadzając do obiegu naukowego to pojęcie.

Określając zarazem jego zakres. I to jest, jeśli można tak powiedzieć, metryka urodzenia etyki słowa jako specjalności humanistycznej. Językoznawcy zaczęli poruszać takie problemy jak manipulacja, perswazja, agresja i inne – w operowaniu słowem. Ukazało się sporo artykułów, a mnie udało się zebrać typy nieetycznych zachowań słownych w przestrzeni publicznej, rządzące nimi zasady, a także sformułować teoretyczne podstawy etyki komunikacji w książce Słowa i ludzie. Wprowadzenie do etyki słowa, która ukazała się w roku 2013. W tym samym roku założyłam pracownię naukową Obserwatorium Etyki Słowa, gromadzącą m.in. językoznawców, socjologów, politologów, psychologów z kilku uczelni. Dyskutujemy na seminariach, a owocem tych dyskusji są dotychczas trzy książki i szereg artykułów. Obszar naszych zainteresowań jest rozległy, działają na nim różni specjaliści, prowadząc badania interdyscyplinarne. Tylko w takich warunkach można poznawać to, co nazywamy etyką słowa czy etyką komunikacji, i ustanawiać kryteria praktycznego postępowania w tym zakresie.

Jeśli dobrze się orientuję, profesor Puzyninie bardzo zależało na społecznym funkcjonowaniu etyki słowa. Prace naukowe stworzyły do tego podstawę.

Przyniosły potrzebne definicje zjawisk występujących w życiu publicznym i rozpoznanie aktualnej sytuacji. Toteż w roku 2016, z inicjatywy profesor Puzyniny, powstał w Radzie Języka Polskiego PAN Zespół Etyki Słowa pod jej przewodnictwem.

Który w czerwcu 2019 roku przekształcił się w Komisję Etyki Komunikacji PAU. Pani została wybrana na jej przewodniczącą, a profesor Puzynina została przewodniczącą honorową. Zaczął się nowy rozdział. Co będzie głównym nurtem działania?

Na pewno będziemy kontynuować starania o wprowadzenie obowiązkowych zajęć z etyki komunikacji do programu wszystkich kierunków studiów. One muszą uświadomić, na czym polega szkodliwość nieetycznych zachowań w komunikowaniu się i, co ważniejsze, pokazać, że można się spierać skutecznie bez obrażania drugiego człowieka, że pogardliwe epitety nie ważą w dyskusji więcej niż argumenty.

Wydaje mi się, że takie zajęcia nietrudno dostosować do profilu różnych kierunków studiów, a wiedza o etyce komunikacji i umiejętności etycznego komunikowania się są potrzebne absolwentom wszystkich kierunków, choć niektórym (studentom medycyny czy pedagogiki) bardziej niż innym.

Oczywiście, tym którym w pracy zawodowej przyjdzie kontaktować się z wieloma bardzo różnymi osobami, te drugie szybko okażą się niezbędne. Tu dodam, że w niektórych uczelniach takie zajęcia już się odbywają i płynące z nich doświadczenia trzeba przeanalizować. Planujemy badania pewnych zagadnień związanych ze stanem debaty publicznej i publicznej komunikacji. Potrzebne są granty na te prace, a muszę powiedzieć, że nie powiodły się moje starania o grant na projekt badania polskich sporów, który został pozytywnie oceniony, ale konkursu nie ogłoszono.

Polskie spory wydają się – na pewno laikowi – tematem bardzo interesującym i zasługującym na badanie naukowe.

To jest temat bardzo ważny. My, Polacy, spieramy się o różne rzeczy dotyczące nas, ale to się dzieje na znacznie szerszym niż rodzime i poważniejszym tle. Trzeba powiedzieć, że jest trochę publikacji socjologicznych na ten temat, ale przyszedł czas, żeby go ująć i zbadać całościowo. Mamy do czynienia z rebelią, a nawet można powiedzie wojną kulturową, analogiczną jak ta w 1968 roku. Pokolenie ‘68 próbuje wprowadzić do kultury to, czego się nie udało wprowadzić wcześniej. Ten szerszy spór i ten nasz wewnętrzny nakładają się na siebie i rozdzielić ich się nie da. Da się ewentualnie wyjaśnić, dlaczego jakiś spór ma taką, a nie inną temperaturę – odsłaniając, z jakim szerszym sporem się wiąże.

Czy istnieje jakiś, choćby wstępny, rejestr spraw stanowiących przedmiot polskich sporów?

Zygmunt Bauman, pisząc o „płynnej nowoczesności”, próbował wyliczyć sprawy, z którymi powinniśmy zrobić porządek, a które bywają przedmiotem sporów. Pisał m.in., że boimy się odpowiedzialności, stwierdzając, że można ograniczyć poczucie odpowiedzialności zakazami lub nakazami. Jeśli mamy kłopot z pewnymi zasadami moralnymi, jeśli się o nie spieramy, to najlepiej zapisać w prawie, jak powinny funkcjonować.

Rozmawiałam kiedyś z prawnikami o tendencji kodyfikowania jak największej liczby zachowań w jak największej liczbie rozmaitych sytuacji. Tego się – na szczęście – nie da zrobić, ale przede wszystkim nie byłoby pożądane.

Oczywiście nie. Tożsamość ludzka, nasze życie duchowe, to jest m.in. żywe sumienie, refleksja nad tym, co powinniśmy zrobić w danej sytuacji, czego zaniechaliśmy, a nie powinniśmy, za co bierzemy odpowiedzialność, za kogo jesteśmy odpowiedzialni, czy tego chcemy, czy nie. Tymczasem w epoce konsumpcjonizmu życie duchowe bardzo się upraszcza, niekiedy sprowadza do ubierania choinki. W sferze publicznej obowiązuje imperatyw sukcesu, a nie dyskutuje się o tym, co to naprawdę znaczy być ludźmi, czy musimy być dojrzali, jakie mamy zadania wobec innych. Chętnie widzielibyśmy spisane definicje podstawowych wartości, żeby się nimi posługiwać w razie potrzeby, a niekoniecznie mieć je zawsze obecne w świadomości. Odczuwamy dzisiaj nie do końca określony niepokój z tego powodu, że wartości, które były dla nas wszystkich bardzo ważne, bo wciąż zagrożone, stały się – teraz, gdy możemy je pielęgnować i realizować – przedmiotem potępieńczych sporów. Jak zażarcie kłócimy się o patriotyzm! Sposób prowadzenia tych sporów jest kompromitujący. Jedna strona mówi, że patriotyzm to gotowość poświęcenia życia dla ojczyzny i to jest jedyna miara patriotyzmu, a druga twierdzi, że w naszej epoce patriotyzm jest w ogóle niepotrzebny albo sprowadza się do sortowania śmieci. Obie strony nie dyskutują ze sobą, lecz wzajemnie się wyśmiewają.

To jest rozległe pole działania dla komisji, i to działania długotrwałego, jak się zdaje.

Tak. Musimy także pisać i mówić o tym, że sfera publiczna, to miejsce, gdzie toczy się dyskurs o ważnych dla każdego sprawach, że jest ona dobrem wspólnym. Powinna być szanowana. Powinna być chroniona.

Wyobrażam sobie, że można by próbować kształtować ambicje, pewien wręcz rodzaj snobizmu na to, że wyrażamy się elegancko, w sposób wyszukany, oryginalny, a zarazem jasno i rzeczowo.

Może to niezły pomysł, bo jesteśmy snobami. Myślałam nawet, że można by ustanowić nagrodę za dziennikarstwo, które nie narusza standardów etycznych, które używa języka w sposób wzorowy, nie tylko przyzwoity. Niestety, w tej chwili dziennikarze tak się zaangażowali w różne spory, że wątpię, czy by się udało, chociaż ten pomysł spotkał się z aplauzem w Zespole Etyki Słowa, zanim jeszcze powstała Komisja PAU. Na pewno byłoby to bardzo trudne, na pewno trzeba by się pilnować przed upolitycznieniem, ale… może warto pomyśleć.

Rozmawiamy o zjawisku, które ma niezbyt odległy początek, które w kilku ostatnich latach przybrało zatrważająco na sile. Czy pani profesor obserwuje rosnące tempo jego rozwoju i poszerzanie się zasięgu​?

Niestety tak. Często przypominam sobie, jak ludzie z pokolenia moich profesorów umieli wzorowo dyskutować. Uczyli nas tego przez przykład bardziej niż expressis verbis. Ludzie mojego pokolenia miewali z tym czasami niewielki problem, natomiast ludzie dzisiaj czterdziestoletni nie mają żadnych oporów, żeby „przyłożyć” drugiemu złym słowem. Ci starsi jakoś intuicyjnie wyczuwali, jakich rzeczy się nie robi, a jeśli się coś niedobrego zdarzyło, nie mieli kłopotu z oceną i ewentualną skruchą.

Byli inaczej wychowywani.

Teraz jest tak, że z jednej strony rośnie świadomość: ciągle mówimy i piszemy o mowie nienawiści jako czymś złym, karygodnym, w ustawie zapisano, czego mówić nie wolno, coraz więcej odbywa się procesów sądowych o obrazę, znieważenie, pomówienie, a jednocześnie mamy coraz więcej nieetycznych wypowiedzi w mediach. Dziennikarze się tym jeszcze przejmują. Zaprosili mnie kiedyś i mówiłam o etyce słowa. Wyraźnie jednak widać, że jest powszechny kłopot z przełożeniem wiedzy o tym, że musimy unikać mowy nienawiści, że sprowadza ona bardzo złe skutki itd. na praktykę. Tego trzeba uczyć i to jest zadanie takich gremiów jak Komisja Etyki Komunikacji PAU.

Wiemy już, że uczy się tego część studentów i planuje uczyć wszystkich.

Trzeba zaczynać wcześniej. Chciałabym przekonać ministra edukacji, żeby wprowadzić do szkół przedmiot: komunikacja – może się nazywać np. partnerska, uczciwa, dobra, bardziej zrozumiale dla uczniów niż „etyczna”. Ten przedmiot uczyłby, jak słuchać drugiego człowieka, jak mówić do niego, żeby nie ranić, przekonywać, że powinniśmy mówić tak, jak chcemy, żeby do nas mówiono. Nasze obserwatorium, o którym wspomniałam na początku, przeprowadziło warsztaty w szkołach różnych szczebli i przekonaliśmy się, że młodzież przeżywała te zajęcia, na ogół rozumiała je, choć zapamiętałam pewien incydent przeczący temu. Otóż w warszawskiej Szkole Przymierza Rodzin przeczytałam o tym, jak pewien żołnierz pobił rekord, zabijając taliba strzałem z odległości 2000 metrów. Młodzież zupełnie nie zrozumiała, że strzelanie do ludzi to nie są zawody, nie zwróciła uwagi na to, że zginął człowiek, nie pomyślała, że można było i należało napisać o tym rekordzie inaczej. Komentarz: „przecież to tylko talib” wstrząsnął mną. Razem z nauczycielką tłumaczyłyśmy długo, o co chodzi. Zrozumiałam wtedy, że robi się późno. Z tymi lekcjami musimy naprawdę wkroczyć jak najprędzej.

Chciałoby się, żeby naprawianie komunikacji, poddawanie debaty publicznej kryteriom etycznym, następowało szybciej niż proces jej degradacji.

To wydaje się konieczne, dlatego że obniżający się poziom debaty, zaostrzające się spory z użyciem nieetycznych środków językowych prowadzą do wykluczania pewnych grup ludzi – już nie z debaty politycznej, ale z życia społecznego! To mnie naprawdę przeraża. Mamy XXI wiek, socjologię i psychologię na wysokim poziomie, może należałoby się zastanowić, czy ludzi, którzy mówią rzeczy uznane przez ogół opinii publicznej za bzdury, nie należałoby kształcić, resocjalizować, a nie wykluczać.

Każdy zdrowo myślący odpowiada na to pytanie twierdząco. Na koniec chcę spytać, jak pani ocenia szanse na spełnienie przedstawionych w naszej rozmowie celów komisji, choćby w dłuższej perspektywie i choćby częściowo.

W komisji mamy ludzi o dużej wiedzy, dużym doświadczeniu i silnych motywacjach do wykonywania zadań, których się podejmujemy. Te osoby mogą podjąć pracę wśród nauczycieli i przygotować ich do zorganizowania lekcji z etyki komunikacji, pokazując problemy, które najpilniej trzeba poruszyć oraz sposoby nauczania tego przedmiotu. Tak samo w sferze badań. Mamy doświadczonych samodzielnych badaczy i można zrobić bardzo dużo, oczywiście przy jakich takich środkach finansowych, przede wszystkim na publikacje, które powinny być możliwie szeroko rozpowszechnione, co w tym przypadku ma szczególnie duże znaczenie.

Wróć