logo
FA 02/2020 Życie akademickie

Oskar Kopczyński

Patologie w akademickim światku

Autorka tej książki oddaje głos doktorantom (również sobie samej), by mogli samodzielnie wyrazić niekiedy dość stanowcze, brutalnie szczere opinie na temat osobistych doświadczeń w środowisku akademickim.

Książka Koszmar doktoratu (Łódź 2020) porusza tematykę patologii na studiach doktoranckich w polskich uczelniach. Poza przedmową i posłowiem stanowi zbiór szesnastu niedługich wywiadów z osobami, które podczas własnych studiów doktoranckich zetknęły się z różnego rodzaju nadużyciami ze strony promotorów, utrudniającymi lub uniemożliwiającymi zdobycie stopnia, a w niektórych przypadkach naruszającymi dobra osobiste rozmówców. Ich personalia zostały zmienione, a jeden wywiad to zakamuflowana historia samej autorki.

Nadużycia na uczelniach często stanowią w środowisku tajemnicę poliszynela, nieznaną jednak szerzej poza światem akademickim. Koszmar doktoratu wyciąga niektóre niepochlebne sprawy na światło dzienne, przedstawiając szerszej publiczności arkana życia akademickiego. Doktorat w założeniu jest wstępem do kariery naukowej, inicjacją w specyficznym środowisku naukowców z danej dziedziny. Powinien być więc ambitnym i wymagającym wyzwaniem, tak by jego obrona stanowiła potwierdzenie przynależności do stosunkowo wąskiej elity intelektualnej. Jak jednak pokazują historie opisane w książce, owa inicjacja często przebiega w sposób wypaczający jej opisany w poprzednim zdaniu sens. O osiągnięciu stopnia naukowego, a zarazem możliwości kontynuacji kariery naukowej często decydują nie tyle przymioty intelektualne oraz wysiłek włożony w pracę nad naukowym projektem, ile czynniki zupełnie pozamerytoryczne, niekiedy wychodzące poza granice przyzwoitości lub prawa. O przyznaniu lub odmowie przyznania stopnia, miast obiektywnej oceny pracy, decydują często osobiste układy promotora z doktorantem i kolegami w środowisku akademickim.

Poczuć ducha wymiany korespondencji

Dobrą ilustrację stanowi przedmowa. Po ogólnym przedstawieniu celu książki został tam przedstawiony problem roli promotora. Jest to dość skomplikowane zagadnienie zasługujące na szerszą dyskusję, autorka jednak, po krótkim omówieniu słownikowej definicji, zdecydowała się zaprezentować osobistą historię, na podstawie cytowanej korespondencji e-mailowej z promotorem, z komentarzami opisującymi kontekst. Historia ta pokazana jest w przedmowie od strony czysto formalnej, naukowej, przy czym autorka zaznacza, że przyczyny takiego, a nie innego zachowania promotora miały charakter nieformalny, osobisty. Od tej drugiej strony historia opowiedziana jest w sposób anonimowy w jednym z wywiadów.

Uważam przytoczenie korespondencji za kapitalny pomysł, bezpośrednio ukazujący, jak wyglądają relacje między doktorantem a promotorem występującymi w ich formalnych rolach. Jest to bardzo dobry wstęp do dalszych historii, w których temat tych relacji, zarówno od strony formalnej, jak i nieformalnej, zostanie rozszerzony. Aby w pełni poczuć ducha wymiany korespondencji między doktorantem a promotorem, trzeba się samemu znaleźć w tej pierwszej roli, jednak komentarze autorki wyjaśniające kontekst, niekiedy dwuznaczność przekazu i treści między wierszami, stanowią dobre wprowadzenie, objaśnienie jak ta komunikacja wygląda.

Zasadniczą część książki stanowią wywiady z doktorantami. Zwykle zaczynają się one od omówienia motywacji osób, które zdecydowały się na podjęcie studiów doktorskich. Mamy tam przekrój historii, postaw oraz osób, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, tych, które zdobyły tytuł doktorski, oraz tych, którym się to nie udało, przedstawicieli nauk humanistycznych i przyrodniczych. Czytamy historie straszne i śmieszne, odkrywając różne podejścia rozmówców – o różnym charakterze i odporności psychicznej – do tego, co ich spotkało. Mamy historię ludzi, którzy przeszli przez tytułowy „koszmar” z sukcesem i z powodzeniem kontynuowali karierę, oraz takich, którzy w czasie powstawania książki dopiero ten „koszmar” przechodzili, a także tych, dla których zakończył się on życiową tragedią.

Przekrój patologii ze strony promotorów jest też różny, od zwykłej dokuczliwości, po historie kryminalne. Wspólnym ich jednak mianownikiem jest nadużywanie pozycji przez promotorów, osoby o wyższym statusie w hierarchii społeczności naukowej. Nadużywanie to może przyjmować postać wykorzystywania doktorantów do prywatnych celów, podkradania dorobku naukowego podopiecznych, jak i prób wymuszeń pieniędzy lub określonej posady w formie łapówki czy molestowania seksualnego, a nawet w jednej historii – gwałtu dokonanego na kobiecie zamężnej, co zrodziło kolejne problemy w jej życiu. Inne zaś opowiadanie dotyczy doktoranta, którego promotor nie tylko zmuszał do ciągłych zmian koncepcji pracy, lecz także do wożenia samochodem na różne konferencje, aż w końcu doszło do tego, iż promotor zamieszkał przez dłuższy okres w mieszkaniu doktoranta.

Rys. Sławomir Makal

Czasem dla osobistej zemsty

Bardzo częstym motywem jest również brak zainteresowania promotora tematyką badawczą doktoranta, brak wiedzy na dany temat oraz pomocy podopiecznemu. Dominuje za to postawa przeciwna, mniej lub bardziej otwarte szkodzenie podopiecznemu, czasem w celu osobistej zemsty.

Jedna historia dotyczy doktorantki pochodzącej z ubogiej, pełnej konfliktów rodziny, dla której doktorat miał być szansą na lepsze życie. Niestety promotorka w sadystyczny sposób okazywała wyższość nad doktorantkami. Z trzech osób pod jej opieką przynajmniej dwie, w tym i bohaterka wywiadu, bardzo szybko zrezygnowały. Wielu doktorantów prawdopodobnie mogłoby się identyfikować z bohaterką tego wywiadu w jej opisie reakcji stresowych przed kolejnym spotkaniem z promotorem.

Życie osobiste i grzechy powszednie promotorów, których mimowolnymi świadkami są doktoranci, pojawiają się w kilku opowiadaniach. W takiej sytuacji doktorant często nie może zajmować postawy neutralnej, stawiany jest bowiem w sytuacji dylematu pomiędzy przyzwoitością a lojalnością; ceną może być dalsza kariera. Jako przykład niech posłuży historia pewnego doktoranta chemii. Dobrze układająca się współpraca badawcza z promotorem została nagle przerwana, gdy ten na pewnej imprezie wyznał doktorantowi po pijanemu, że kiedy sam był doktorantem, to z promotorem wprowadzali na czarny rynek narkotyki. Gdy, już na trzeźwo, doktorant zwrócił na to uwagę, współpraca z promotorem nagle się urwała, uniemożliwiając dokończenie przewodu i obronę pracy doktorskiej. Na tego typu przykładach widać, że często kariera naukowa zależy nie tyle od własnych zdolności, ile od dość dramatycznych wyborów. Mechanizm ten niekiedy preferuje osoby, które odpowiedniego wyboru dokonały i posiadają przymioty, by przetrwać cudzym kosztem w środowisku pełnym patologii, ale niekoniecznie stanowić wzór dla nowej generacji badaczy.

Nie należy uogólniać

Bardzo istotną sprawą jest to, że na podstawie wywiadów zawartych w książce można ułożyć wzór, pewien standardowy sposób ukazywania rzekomej niższości intelektualnej doktorantów przez promotorów. Pokazuje on, na czym w praktyce polega hipokryzja ludzi, którzy „inicjację” już kiedyś przeszli i funkcjonują jako ekskluzywna grupa o określonej pozycji. To moim zdaniem najistotniejsza lekcja, jaką można wynieść z lektury książki.

Z drugiej jednak strony należy być ostrożnym z wyciąganiem jednoznacznych wniosków. Mamy tu przedstawione jedynie anonimowe historie doktorantów, nie wysłuchano drugiej strony, stanowiska promotorów. Także opowiadania, niemożliwe do potwierdzenia, mają charakter anegdotyczny. Ich liczba (16) jest również za mała, by ukazać statystyczny obraz sytuacji na polskich uczelniach. Przy czym oczywiście są to historie ludzi, do których autorce udało się dotrzeć, i którzy doświadczyli sytuacji patologicznych, co już na wstępie wprowadza pewną selekcję i rodzi problem, na ile tego typu sytuacje są powszechne. Ze słów autorki wynika, że wybrała ona z kilkudziesięciu historii te, które miały stanowić mniej lub bardziej reprezentatywny przekrój sytuacji doświadczanych przez doktorantów.

Ocena niektórych spraw niekoniecznie musi być jednoznaczna; trudno, szczególnie w przypadku nieobronionych doktoratów, opiniować np. w jakim stopniu niska ocena kompetencji naukowych doktoranta przez promotora ma oparcie w rzeczywistości, a w jakim jest rezultatem osobistych uprzedzeń. Także niektóre obyczaje przytaczane w książce, np. zwyczaj fundowania na koszt doktoranta, po zakończonej sukcesem obronie, obiadu dla członków komisji, mogą być niezrozumiałe dla laików, którzy nie podejmowali studiów doktoranckich. Autorka oraz niektórzy jej rozmówcy również podkreślają, że nie należy uogólniać, że nie jest to całościowa ocena środowiska akademickiego w Polsce.

Analiza czy reportaż?

W posłowiu zostały jeszcze raz przedstawione motywacje autorki do napisania książki. Mają one dość osobisty charakter, brak szerszej analizy przeprowadzonych wywiadów. Taką formę przedstawienia problemu trudno ocenić bez znajomości wstępnych założeń na temat celów pracy. Czy miała być ona naukową analizą problematyki patologii w kręgach akademickich, czy przybrać bardziej reporterski charakter przedstawienia „od środka” tegoż środowiska? Czy jest przeznaczona dla świata akademickiego, czy także dla ogółu społeczeństwa, które ten problem też ma poruszyć? Od tego zależy też dobór stosowanych środków retorycznych i stylu, tak by książka mogła osiągnąć zamierzony cel; w przypadku analizy – raczej chłodnego, obiektywnego języka, w przypadku reportażu – swobodniejszej narracji, zogniskowanej na przedstawieniu najistotniejszych przykładów. W pierwszym przypadku szczegółowa analiza jest niezbędna, w drugim należy ją, i wyciąganie wniosków, pozostawić czytelnikowi (podsuwając najwyżej w formie pytań najważniejsze problemy do rozważenia). Wydaje się, że książka bardziej odpowiada formie reporterskiej. Autorka oddaje głos doktorantom, również sobie samej, by mogli samodzielnie wyrazić niekiedy dość stanowcze, brutalnie szczere opinie na temat osobistych doświadczeń w środowisku akademickim.

Dość mocny nacisk w posłowiu kładzie autorka również na potępienie praktyk wykorzystywania seksualnego doktorantek przez promotorów, a dopiero później przyznaje, że molestowanie jest tylko jednym z przejawów wykorzystywania wyższej pozycji i związanego z tym poczucia wyższości. W moim odczuciu lepiej byłoby zastosować odwrotną kolejność, od ogółu do szczegółu, najpierw opisując „korzeń zła”, jakim jest poczucie wyższości nad drugą osobą (jako przyczynę problemu), a dopiero później, przechodząc do przykładów, potępić szczególnie haniebną praktykę molestowania, wynikającą z uprzywilejowanej pozycji.

Praca Katarzyny Dawidowicz stanowi bardzo istotną pozycję, przełamującą tabu i otwierającą dyskusję na temat sytuacji doktorantów w relacjach z promotorami w środowisku akademickim. Jest to wstęp do dyskusji, bo wielu kwestii jeszcze nie poruszono lub poruszono pobieżnie. Wydaje się jednak, że mogą one zostać opracowane w ewentualnych kolejnych wydaniach lub innych pracach autorki w zakresie tejże tematyki.

Wróć