logo
FA 02/2020 Życie akademickie

z dr. hab. Sebastianem Kołodziejczykiem, przewodniczącym Rady NAWA, rozmawia Piotr Kieraciński

Między marzeniem a rzeczywistością

Nie jesteśmy krajem, który pozwala na miękkie wejście w życie codzienne. Przybysz nie odczuwa przyjazdu do Polski i na nasz uniwersytet jako czegoś bezproblemowego i komfortowego; napotyka wciąż za dużo trudności, formalności. Im więcej ich stwarzamy, tym szybciej przyjezdni się zniechęcają.

Fot. NAWA

Jak jest skonstruowana Rada NAWA?

Rada Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej jest organem ustawowym. Ustawa z 2017 r. określa zarówno jej skład, jak i funkcje. Tworzy ją dziesięć osób: przewodniczący i dziewięciu członków. Przewodniczący i jego zastępca są przedstawicielami ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Mamy też w składzie przedstawicieli środowiska akademickiego: Rady Głównej, KRASP, Parlamentu Studentów RP i Krajowej Reprezentacji Doktorantów, a dodatkowo ministerstw: spraw zagranicznych, rozwoju, finansów i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Kto wyłania przewodniczącego?

Jest powoływany przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego po konsultacjach środowiskowych.

Jakie są relacje Rady NAWA z dyrekcją NAWA?

Rada ma kilka uprawnień. Zasadnicze związane jest z opiniowaniem planu finansowego i planu działania NAWA na rok następny oraz opiniowaniem sprawozdania z działalności za rok poprzedni. Opinie rady muszą być przedłożone MNiSW. To właśnie one są fundamentem rozumienia działań rady. W nich dokonuje się ewaluacja dotychczasowej pracy agencji oraz rewizja jej planów i sposobów działania. W 2019 roku mieliśmy po raz pierwszy do czynienia z sytuacją, gdy opiniowany był pełny rok działalności NAWA. Sprawozdanie za cały rok 2018 i nasza opinia były podstawą wskazanych przez ministerstwo rekomendacji dla agencji, głównie dotyczących konsolidacji oferty programowej, wyraźniejszego profilowania oferty i jej powiązania z programami MNiSW oraz ofertami innych agencji grantowych.

Co jest podstawą działania NAWA?

Ustawa oraz zarys strategii. Wprawdzie ewaluatorzy dotychczasowej działalności NAWA wskazywali konieczność przygotowania strategii właściwej, niemniej jeszcze rok temu jej stworzenie byłoby nieodpowiedzialne. Polska nauka i szkolnictwo wyższe są w procesie reform i wdrażania nowych programów. W tej sytuacji tworzenie w 2018 lub 2019 roku strategii, która miałaby determinować działalność NAWA na lata 2020-25, byłoby nieroztropne. Zarys strategii wystarczająco określa kierunek działania agencji, a wynika z zapotrzebowania i analiz, jakie mieliśmy do dyspozycji w czasie, gdy NAWA powstawała. W tej chwili jesteśmy już w trakcie prac nad strategią. Proces ten jeszcze potrwa, ponieważ wciąż spływają do nas dane na temat różnych wskaźników, które są ważne z punktu widzenia zadań i stylu działania NAWA, a przede wszystkim środowiska i instytucji akademickich.

Ciekawi mnie pozycja Rady NAWA w stosunku do dyrekcji agencji, a to w kontekście tego, jak są umocowane i jak odmienne pełnią role rady NCN i NCBR.

Jesteśmy pośrodku kompetencji rad tych dwóch agencji. Dyrektor NAWA nie jest zależny personalnie od rady. Nasz wpływ na proces jego wyłaniania jest minimalny – to przede wszystkim udział w procesie konsultacji. Ustawa o powołaniu Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej określa wyraźnie, że dyrektora nominuje premier na wniosek ministra ds. nauki i szkolnictwa wyższego. Jak mówiłem, Rada NAWA posługuje się opiniami. Nasze opinie są częścią procesu kształtowania oferty programowej i regulaminów poszczególnych programów, a także działań wewnętrznych agencji. Zgodnie z uprawnieniami rada może zwrócić się w każdej chwili o informacje dotyczące bieżącej działalności agencji, by poddać analizie i przedyskutować aktualny stan. To niezwykle silny instrument oddziaływania na funkcjonowanie agencji także w sensie organizacyjno-zarządczym. Rada wychodzi też z inicjatywą programową. W tej chwili pracujemy nad programem STER wspomagającym szkoły doktorskie. Ujrzy on światło dzienne w okolicach marca, kwietnia. Program zapewni wielostronne wsparcie dla szkół doktorskich, począwszy od programu stypendialnego, w tym dla cudzoziemców, a skończywszy na wsparciu mobilności międzynarodowej doktorantów i realizacji doktoratów na poziomie międzynarodowym. W tym programie znajdą się budżety wyjazdowe oraz środki na udostępnianie wyników badań.

Jaki budżet tego programu państwo przewidują?

Wstępna propozycja zakłada milion złotych na dwa lata dla jednej szkoły. Przewidujemy, że laureatami pierwszego konkursu zostanie dziesięć szkół – a mamy ich w kraju ponad sto, a więc będzie to około 8% całej infrastruktury kształcenia doktorantów w Polsce. Co więcej, po dwóch latach można będzie przedłużyć udział w programie na kolejne dwa lata. Takie rozwiązanie powiązane jest ze ścieżką kształcenia i oceny doktoranta: po dwóch latach musi przejść on obowiązkową ocenę okresową. My też po dwóch latach będziemy ewaluować program w kontekście konkretnego beneficjenta i decydować, czy powinien być dalej realizowany.

Co jest we wspomnianym zarysie strategii NAWA i jak sobie pan wyobraża docelową strategię?

Zarys strategii opiera się na czterech punktach: wzmocnieniu doskonałości naukowej, umiędzynarodowieniu polskich uczelni i instytucji naukowych, promocji Polski jako kraju atrakcyjnych możliwości edukacyjnych i naukowych oraz promocji języka polskiego i kultury polskiej. Podstawowe jej filary to umiędzynarodowienie kształcenia i doskonałość naukowa. Wokół tego ogniskujemy nasze działania. Pamiętajmy też, że NAWA nie powstała w próżni instytucjonalnej. W odniesieniu do programów studenckich kontynuuje działalność Biura Uznawalności Wykształcenia i Wymiany Międzynarodowej. NAWA rozwija ofertę dla szerszej grupy studentów zagranicznych. W obszarze dydaktyki dużą rolę odgrywają uczelnie, które wspieramy w tworzeniu programów kształcenia w języku angielskim oraz z partnerami zagranicznymi (program KATAMARAN).

Warto zauważyć przy tej okazji, że różne kraje pełnią różne funkcje w kształceniu akademickim: jedne są krajami docelowymi, na pewno takie role pełnią brytyjskie Oksford czy Cambridge, a inne krajami transferowymi. Jedne są atrakcyjne na poziomie studiów pierwszego stopnia, inne gdy chodzi o studia zaawansowane i kształcenie doktorantów. Niezwykle istotne jest to, by odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie jest umiejscowiony nasz system i nasze uczelnie. Czy mamy na to pomysł? Czy znamy już nasze miejsce, a może potrzebujemy je określić? Nie ulega wątpliwości, że potrzebny jest nam pogłębiony raport na temat potencjału kształcenia na poziomie międzynarodowym. To umożliwi podjęcie decyzji w co warto zainwestować ograniczone przecież środki. NAWA dzisiaj wspiera swoimi programami studenckimi młodzież polonijną oraz osoby, które chcą studiować nauki techniczne (programy Łukasiewicza i Banacha). W tych ostatnich z pewnością mamy olbrzymie sukcesy w kształceniu. Pytanie brzmi, czy w innych obszarach – naukach o życiu, naukach społecznych i humanistycznych – też możemy odnosić sukcesy i kształcić efektywnie studentów z zagranicy.

W sumie to samo dotyczy działalności naukowej. Truizmem jest twierdzenie, że państwo polskie nie jest tak bogate, by inwestować jednakowo we wszystkie ponad 40 dyscyplin. Powstaje więc pytanie o kryteria selekcji. Oczekiwałbym, że w wyniku działania programu IDUB i RID dojdzie do wzmocnienia poszczególnych dyscyplin (choć we wnioskach wprost się o tym nie wspomina). NAWA zdecydowanie będzie współtworzyć warunki do wzmocnienia dziedzin i dyscyplin.

Jak można to zrobić, mając tak niewielki budżet?

To są środki, które wspierają, uzupełniają, ale nie zastępują. Uczelnie muszą sobie z tego zdać sprawę. Czasami nie trzeba wiele, aby uzyskać znacznie więcej.

Sugeruje pan, że korzyści z NAWA będą niewspółmiernie duże w stosunku do zainwestowanych środków?

Stwierdzenie, że „niewspółmiernie duże”, jest podchwytliwe. Paradoks polega na tym, że te skutki już są. Część uczelni ma dziś środki z inicjatyw doskonałości – badawczej i regionalnej. We wnioskach musiały wpisać umiędzynarodowienie. Z mojej perspektywy jest jasne, że są tam pieniądze na to zadanie, a my tylko dokładamy coś do budżetów uczelnianych. To wygląda inaczej niż w przypadku badań naukowych, gdzie praktycznie całe środki płyną z zewnątrz. Agencja nie zastępuje strumieni finansowych, ale je uzupełnia. Ostatecznym odbiorcą naszych środków i programów jest badacz albo student określonej instytucji akademickiej, a w programach instytucjonalnych – uczelnia. Nie ulega wątpliwości, że suma środków tych instytucji oraz NAWA może stworzyć nowe możliwości.

Jakie to są możliwości?

Olbrzymim sukcesem okazał się Program Akademickie Partnerstwa Międzynarodowe. Jest to program o dużej elastyczności, gdy chodzi o możliwe do sfinansowania zadania, i jednocześnie silnie stawiający na tworzenie międzynarodowych sieci badawczych, wspólne aktywności akademickie, publikowanie, kształcenie. Mamy też mniejszy program, np. im. Stanisława Ulama dla postdoków. Od początku bardzo go wspierałem. Nasze programy powstają w wyniku interakcji, dyskusji, jaka odbywa się między środowiskiem akademickim i ministerstwem a NAWA, i właśnie tak było w przypadku programu Ulama. Pierwsza, nieliczna grupa obcokrajowców ze stopniem doktora daje polskim uczelniom wyraźny sygnał dotyczący zmiany struktury zatrudnienia oraz wdrażania do naszego systemu obcokrajowców. Cały świat funkcjonuje na postdokach i jest to system efektywny. Nasze uczelnie też już tego potrzebują, mimo że wciąż pokutuje przekonanie o potrzebie stałego zatrudnienia. Patrząc na program Ulama, wiem, że w ciągu trzech-czterech lat ta grupa będzie liczyła kilkaset osób. O ile w skali kraju nie wydaje się to znaczącą liczbą, o tyle w poszczególnych jednostkach zmieni się postrzeganie tego rodzaju zatrudnienia, przyjmie się pewien charakter pracy, sposób myślenia o nauce, o efektywności naukowej, o roli języka angielskiego.

Uderzyła mnie bardzo rozbudowana oferta w ciągu raptem dwóch lat istnienia NAWA.

To zdanie zawiera dwie przesłanki: negatywną i pozytywną. Z jednej strony sugeruje rozproszenie środków, a z drugiej – różnorodność oferty. W tej chwili NAWA ma ok. 200 mln zł rocznego budżetu, łącznie ze środkami europejskimi z Programu Operacyjnego Wiedza, Edukacja, Rozwój. Dzięki tym pieniądzom możemy sprofilować różne potrzeby. Przez pierwszy okres chcemy je diagnozować. Ankiety nie wystarczą do tego, żeby z pewnością wiedzieć, co jest potrzebne. Lepiej zaproponować różnorodne programy i rozpoznać pole bojem. Zatem mamy bardzo szeroką ofertę dzięki POWER, głównie nastawionemu na ofertę kształceniową i wsparcie instytucji akademickich.

Kiedy poznamy wyniki tego testu?

Perspektywa unijna zamyka się nam wkrótce. Podsumujemy wtedy ten eksperyment i zastanowimy się, czy dalej inwestować środki w niektóre programy. Dziś wiemy, że uczelnie są z tych pieniędzy zadowolone. Pytanie brzmi jednak, czy nie czas na to, by uczelnie przejęły w całości odpowiedzialność finansową za pewne działania, które dziś finansujemy z NAWA.

Kto wymyślił nazwy programów?

Pracownicy NAWA. Zmierzamy do ich modyfikacji. Nazwy odimienne pozostaną, ale będą dopełnieniem nazw opisujących program od strony celu. Beneficjent musi wiedzieć, co to za program, do czego służy. Nazwa związana z postacią jest istotna z punktu widzenia promocji polskiej nauki, ale nie z punktu widzenia istoty wsparcia finansowego. Nastąpią zatem pewne zmiany w nazewnictwie, ale nie zerwiemy z nazwiskami słynnych polskich uczonych. Nazwa musi nieść informację.

Program Polskie Powroty kojarzy mi się z FNP.

Rzeczywiście. Nie odkryliśmy Ameryki, nie zrobiliśmy niczego nowego, tylko przejęliśmy pewien dobry i potrzebny pomysł. Są na jego temat różne opinie; jakość tych wniosków się poprawia. Na początku mieliśmy pewne zastrzeżenia. Mamy też poczucie, że następuje nasycenie. Jednak jeszcze przez kilka lat program pozostanie w ofercie i będziemy go uważnie obserwować. Warto powiedzieć o rzeczy, która rzadko się przebija. To dotyczy wszystkich programów, w których beneficjent przyjeżdża z zagranicy. Decydującym, wręcz krytycznym elementem jest otoczenie – sytuacja osobisto-społeczna obcokrajowca po przyjeździe do Polski. Niestety, nie jesteśmy krajem, który pozwala na miękkie wejście w życie codzienne. Przybysz nie odczuwa przyjazdu do Polski i na nasz uniwersytet jako czegoś bezproblemowego i komfortowego; napotyka wciąż za dużo trudności, formalności. Im więcej ich stwarzamy, tym szybciej przyjezdni się zniechęcają. Sposób załatwiania spraw na uczelniach, w urzędach, wynajęcia mieszkania, zdobycia prawa jazdy – to wszystko jest bardzo trudne, a w przypadku prawa jazdy wręcz absurdalnie trudne. A przecież nasi goście z zagranicy chcą żyć normalnie. Człowiek zderza się z bezdusznym, niezrozumiałym systemem. My się przyzwyczailiśmy, ale obcokrajowcy to dostrzegają. A przecież nie chcemy myśleć o tych ludziach jako kimś, kto się pojawi i zniknie. To są osoby o najwyższym statusie intelektualnym i kulturowym, które niosą w świat wiedzę o naszym kraju, rekomendują go lub nie – do pracy, do zdobywania wykształcenia. Ich dobre doświadczenia mogą nam bardzo pomóc, a złe bardzo zaszkodzić.

Kiedy NAWA dostanie strategię?

Jeszcze w tym roku. Jak tylko otrzymamy dane, które pozwolą ją sensownie zbudować.

Co jeszcze czeka agencję w najbliższym czasie?

Konsolidacja programów. Po testach spróbujemy przeanalizować kategorie beneficjentów i inne wskaźniki. Na tej podstawie ograniczymy liczbę programów tak, aby system był klarowny, ale żeby nie ograniczyć możliwości, które dają polskiej nauce i szkolnictwu wyższemu.

Czy budżet NAWA powinien wzrosnąć?

To pytanie retoryczne. Pieniądze trzeba jednak wydawać sensownie. Paradoksalnie – można też przeinwestować.

Do jakiego poziomu powinno wzrosnąć finansowanie?

Dziś już widzimy, że chodzi o 300 milionów w perspektywie czterech, pięciu lat.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Dr hab. Sebastian Tomasz Kołodziejczyk, prof. UJ (ur. w 1973 r.), jest szefem Zakładu Ontologii w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kieruje także Szkołą Doktorską Nauk Humanistycznych UJ. Od 01 października 2017 roku jest przewodniczącym Rady Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Należy do Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, Polskiego Towarzystwa Kognitywistycznego, Polskiego Towarzystwa Filozofii Religii, jest zastępcą przewodniczącego Central European Society for Philosophy of Religion (był przewodniczącym w latach 2008-2011 i 2012-2013). Studiował filozofię oraz teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, Papieskiej Akademii Teologicznej i na University of Bristol (UK). Od roku 2000 do 2002 na studiach doktorskich w University of Bristol, a potem w University of Oxford. W latach 2008-2011 przebywał na stażach podoktorskich w City University of New York oraz Universite de Geneve.Na stronie UJ tak napisał o sobie: „Jestem doktorem habilitowanym nauk humanistycznych w zakresie filozofii, której jestem wielkim entuzjastą, podobnie jak i idei Uniwersytetu jako instytucji badawczej, dydaktycznej i wychowawczej. Moimi Mistrzami są prof. Władysław Stróżewski, prof. Jan Woleński, prof. C.J.F. Williams. Jestem autorem licznych publikacji, redaktorem serii «Przewodniki po filozofii» i czasopisma «Polish Journal of Philosophy» (…). Lubię muzykę Bacha, Mozarta i Chopina, ale też Queen, King Crimson i The Police. Kibicuję kolarzom szosowym (i piłkarzom oraz siatkarzom) i sam próbuję swych sił na bicyklu. Jestem amatorem fotografii (bez retuszu) i średniowiecznej historii Polski”.

Wróć