logo
FA 02/2020 Rozmowa forum

z dr. Jarosławem Gowinem, ministrem nauki i szkolnictwa wyższego, rozmawia Piotr Kieraciński

Likwidujemy bariery w rozwoju nauki

Chcemy w 2020 r. zamiast zwiększenia subwencji przekazać uczelniom obligacje skarbowe, ale o statusie nieograniczonej rozporządzalności. To znaczy, że już pierwszego dnia, gdy uczelnie je otrzymają, będą mogły zamienić je na gotówkę. Postanowiliśmy, co ważne, przekazać uczelniom badawczym o 10% więcej środków niż przewidywała ustawa.

Jak ocenia pan reformę po roku od wejścia w życie nowej ustawy, po zapoznaniu się z opiniami zespołu monitorującego jej wdrażanie?

Uważam, że wdrażanie reformy przebiega harmonijnie, nie rodzi większych napięć ani perturbacji dla uczelni. Obserwujemy jednak, że uczelnie, jeśli chodzi o rozwiązania statutowe, na ogół bardzo zachowawczo podchodzą do możliwości skorzystania z szerszej autonomii. Mamy wstępną analizę. Wydaje się, że większość uczelni postanowiła zachować dotychczasową strukturę, tj. podział na wiele stosunkowo wąsko definiowanych wydziałów, co w ocenie ministerstwa nie zawsze jest najlepsze dla dalszego ich rozwoju. Jednocześnie są takie uczelnie, i to nie tylko w gronie tych, które brały udział w konkursie na uczelnie badawcze lub nie znalazły się w dziesiątce laureatów, które przeprowadzają zmiany dużo śmielsze. Wśród tych ostatnich wymieniłbym Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach czy Uniwersytet Rzeszowski. Wśród uczelni badawczych wyróżnia się statut Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Czy zadowolony jest pan z poziomu finansowania, jaki udało się zapewnić tej reformie?

Na pewno poziom finansowania szkolnictwa wyższego i nauki, w tym nakładów budżetowych na B+R, jest wciąż za niski, ale w 2019 roku uzyskaliśmy ze środków budżetowych dodatkowe 5 miliardów złotych, a w roku 2020 projekt budżetu przewiduje wzrost nakładów o kolejne 4,2 miliarda. Z tej kwoty 800 milionów zostanie przeznaczone na wzrost płac w szkolnictwie wyższym – jest to 6% funduszu wynagrodzeń uczelni. Znaczna część środków zostanie przeznaczona na finansowanie programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Chciałbym przeznaczyć też dodatkowe środki między innymi na wzrost finansowania Sieci Badawczej Łukasiewicz oraz Narodowego Centrum Nauki.

Czy to prawda, że zamiast pieniędzy uczelnie badawcze dostaną obligacje?

Na wstępie podkreślę, że w grudniu ubiegłego roku uczelnie badawcze podległe naszemu resortowi otrzymały dodatkowe środki w wysokości 202 milionów złotych, czyli niemal połowę środków przewidzianych dla nich z tytułu programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Środki te powinny być traktowane jako swego rodzaju dodatkowa „wyprawka” dla laureatów konkursu. Rzeczywiście chcemy w 2020 r. zamiast zwiększenia subwencji przekazać uczelniom obligacje skarbowe, ale o statusie nieograniczonej rozporządzalności. To znaczy, że już pierwszego dnia, gdy uczelnie je otrzymają, będą mogły zamienić je na gotówkę. Postanowiliśmy, co ważne, przekazać uczelniom badawczym o 10% więcej środków niż przewidywała ustawa. Na przykład Uniwersytet Jagielloński zamiast zwiększenia subwencji o 78,1 mln zł otrzyma obligacje skarbowe o wartości nominalnej ok. 85,9 mln zł, a Uniwersytet im. Adama Mickiewicza zamiast 49,2 mln zł, otrzyma ok. 54,1 mln zł. Przypomnę, że w ubiegłym roku do uczelni oraz Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej trafiło w tej formie (tj. obligacji skarbowych) 3 miliardy złotych, żeby zwiększyć ich możliwości inwestycyjne. Zarówno forma finansowania, jak i wysokość otrzymanego dofinansowania, zostały generalnie dobrze przyjęte przez środowisko akademickie.

Czy ten dziesięcioprocentowy wzrost środków dotyczy także uczelni, które brały udział w konkursie, ale nie znalazły się w gronie laureatów?

Nie. Te uczelnie otrzymają subwencję zwiększoną o 2%. Chcę podkreślić, że międzynarodowy zespół ekspercki, który oceniał wnioski złożone w konkursie IDUB, przedstawił szczegółowe rekomendacje dotyczące także drugiej dziesiątki, sugerując wsparcie szczególnie ambitnych elementów programu uczelni, które statusu laureata nie uzyskały. Będę szukał w budżecie ministerstwa środków na realizację tych planów, o ile zobowiążą się one do ich wypełnienia. Na pewno zagwarantuję środki na projekt Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, bo ten wniosek został oceniony przez ekspertów jako wyraźnie się wyróżniający, choć potencjał naukowy młodej i niewielkiej uczelni spowodował, że nie znalazła się ona w gronie uczelni badawczych. Będę szukał wsparcia u ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

O ile uczelnie badawcze dostają dość duże finansowanie, to zostaje ogromna większość uczelni publicznych, które mogą wziąć udział jedynie w Regionalnej Inicjatywie Doskonałości. Jakie ma pan plany wobec tego programu?

Oceniam RID bardzo pozytywnie. Wspólnie z Komitetem Polityki Naukowej przeprowadziliśmy wstępną ocenę pilotażowej edycji programu, realizowanej jeszcze na podstawie uchylonej już ustawy o zasadach finansowania nauki. Widać, że na większości uczelni, w których realizowane są projekty RID, program zadziałał jako znakomite narzędzie projakościowe. Poziom finansowania projektów wydaje się wystarczająco wysoki. Pewnym problemem są natomiast ograniczenia natury formalnej, które uniemożliwiły realizację potencjalnie dobrych projektów, zwłaszcza w regionach, w których była największa konkurencja. Zamierzamy zasady programu uelastycznić, dzięki czemu w kolejnym konkursie moglibyśmy sfinansować większą liczbę projektów. W przyszłości chcemy zatem zwiększyć nakłady na cały program.

Jak pan ocenia działalność Sieci Łukasiewicz po niemal roku od jej utworzenia?

Z zadowoleniem obserwuję tempo prac nad osiągnięciem pełnej możliwości działania Sieci Badawczej Łukasiewicz. Jak w przypadku każdej nowej organizacji, pewne działania organizacyjne muszą zostać przeprowadzone, aby w pełni korzystać z potencjału badawczego instytutów Łukasiewicza. Cieszy mnie również rosnące zainteresowanie Łukasiewiczem przedsiębiorców, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Efektem prowadzonych z biznesem rozmów są już realizowane, na różnym stopniu zaawansowania, projekty badawcze z firmami, które są liderami w swoich segmentach rynku, z Grupą Azoty, KGHM, PKP czy globalnymi markami, jak Amgen i LG.

A jaki będzie los pozostających poza nią instytutów?

Ich los jest w rękach ministrów, którzy je nadzorują. Zachęcam ich do włączania instytutów do sieci, ale każdy ma wobec podległych placówek własne plany. Z pewnością korzyści z konsolidacji są zauważalne, chociażby z uwagi na synergię wynikająca ze wspólnych działań na rzecz interdyscyplinarnych projektów, optymalizację kosztów i maksymalizację wykorzystania zaplecza badawczego. Wiem, że minister rolnictwa planuje konsolidację podlegających mu jednostek.

Wciąż słychać narzekania na system POLon. Co z informatyzacją nauki?

Prace nad systemem trwają. Zdaję sobie sprawę z tego, że nastręcza on uczelniom trudności. Analizujemy ustawę pod kątem tego, czy nie nałożyła na jednostki naukowe zbyt dużych obowiązków sprawozdawczych. Jeśli dojdziemy do takiego wniosku, nie wykluczam odpowiedniej nowelizacji ustawy. Należy jednak pamiętać, że dane z POLonu służą do realizacji bardzo ważnych procesów, w tym podziału subwencji i dotacji, a także ewaluacji. Do tej pory co cztery lata jednostki musiały przygotowywać ankiety, w których przekazywały dane. Teraz będą one pochodziły z POLonu.

W przyszłym roku nastąpi bardzo ważny element reformy – ewaluacja nauki. Nie obawia się pan, że perturbacje związane z przygotowaniem ewaluacji i terminami publikacji jej zasad sprawią, że nie będzie ona miarodajna?

Ubolewam, że w kryterium odnoszącym się do publikacji zasady punktacji artykułów w czasopismach naukowych opublikowanych w latach 2017-2018 są zupełnie odmienne od reguł dotyczących artykułów w kolejnych dwóch latach okresu objętego ewaluacją. To jest rozwiązanie wprowadzone w parlamencie, moim zdaniem niefortunne. W rozporządzeniu w sprawie ewaluacji udało się zawrzeć rozwiązanie, dzięki któremu dorobek publikacyjny z pierwszych dwóch lat „nie przepada” w kontekście ewaluacji. Nie ma natomiast żadnych przesłanek, aby uważać, że jej wynik będzie wypaczony. Wprost przeciwnie, uważam, że to będzie o wiele bardziej miarodajna ewaluacja niż którakolwiek z wcześniejszych. Będzie też inna, bo oceniane będą dyscypliny, a nie jednostki organizacyjne.

Wspominał pan kiedyś, że tracimy na unijnym budżecie nauki, tj. nie odzyskujemy w grantach tego, co wkładamy do unijnej puli środków na badania.

Dwa lata temu byliśmy 7 miliardów złotych na minusie. Dzisiaj ta kwota jest pewnie wyższa.

Jakie są pomysły na zmianę tej sytuacji?

Podniesienie poziomu wykorzystania przez polskich uczonych środków w programie Horyzont Europa jest priorytetem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w najbliższych latach. Tego zadania podjął się wybitny uczony, ekspert Komisji Europejskiej i wielu innych międzynarodowych gremiów, prof. Grzegorz Wrochna, który został podsekretarzem stanu w MNiSW. Pierwszą, kluczową zmianę mogę już zapowiedzieć: chodzi o zasady wynagradzania polskich uczonych w grantach Horyzontu Europa. W Horyzoncie 2020 polscy badacze, ale także naukowcy z pozostałych krajów tzw. nowych członków UE, zarabiali znacząco mniej niż ich koledzy ze starej Unii. Nowe zasady umożliwią zwiększenie wynagrodzeń beneficjentów unijnych grantów. Wymaga to jednak wprowadzenia przez uczelnie i instytuty naukowe systemowych rozwiązań motywacyjnych w sposobie wynagradzania uczonych. Finalizujemy też przeniesienie KPK do NCBR, co powinno usprawnić działanie tej instytucji.

Czy to znaczy, że Krajowy Punkt Kontaktowy będzie częścią struktury NCBR?

Tak. Prace są bardzo zaawansowane. To działanie jest zgodne z rekomendacjami ekspertów Komisji Europejskiej, którzy uważają, że włączenie KPK do centrum umożliwi punktowi dostęp do ogromnego zasobu danych, którymi dysponuje NCBR i choćby w ten sposób podniesie możliwości KPK. Chcę podkreślić, że bardzo wysoko oceniamy jakość pracy osób zatrudnionych w KPK i wszystkie one otrzymały propozycję zatrudnienia w NCBR.

Wróćmy do wynagradzania naukowców w programach europejskich.

Zasady Horyzontu Europa przewidują, że uczeni uzyskujący granty mają być finansowani w sposób systemowo zgodny z rozwiązaniami funkcjonującymi w danym kraju. Jeżeli zatem chcemy, aby polscy badacze byli wynagradzani analogicznie do badaczy z krajów zachodnich, musimy wprowadzić system projakościowy, dający gwarancje, że naukowcy uzyskujący granty europejskie będą wynagradzani w odpowiedni sposób. Ministerstwo przedstawi wkrótce rozwiązanie modelowe, które może służyć uczelniom jako inspiracja, wzór. Część instytutów PAN i niektóre uczelnie już takie systemy opracowało. Musi to jednak stać się powszechne. Chodzi z grubsza biorąc o to, że podstawowe wynagrodzenie badaczy pozostanie na poziomie krajowym, ale w momencie uzyskania grantu europejskiego przysługiwać będzie badaczowi zwiększone wynagrodzenie, w całości pokrywane ze środków unijnych. Uczelnie i instytuty zyskają na tym potrójnie: unijne finansowanie wynagrodzenia naukowca odciąży budżet uczelni, od wyższych wynagrodzeń uczelnia otrzyma wyższe środki na koszty pośrednie, większa liczba naukowców zachęconych zwiększeniem wynagrodzeń pomnoży dwa pierwsze efekty.

Kto będzie miał granty europejskie, dobrze zarobi.

Tak. Chodzi nam o to, aby te wynagrodzenia były konkurencyjne i aby budowały prestiż badacza i czytelny system w instytucji.

Proszę powiedzieć, jakie są plany dotyczące reformy Polskiej Akademii Nauk? Wiem, że dostał pan co najmniej dwie koncepcje ustawy o PAN.

Tak i są to bardzo odmienne propozycje. Widać, że w środowisku akademii ścierają się różne poglądy na temat jej przyszłości. W najbliższych tygodniach rozpoczniemy konsultacje w tej sprawie, nie tylko ze środowiskiem PAN – akademia jest zbyt ważnym elementem systemu nauki, aby w konsultacjach pominąć opinie środowiska uczelni.

A jakie jest pana zdanie w tej sprawie?

Gdybym teraz przedstawiał moje zdanie, to konsultacje uznane zostałyby za iluzoryczne. Tak jak w przypadku Konstytucji dla Nauki ministerstwo jest otwarte na różne rozwiązania pod warunkiem, że nie będą one petryfikowały status quo, zwłaszcza w kontekście dynamicznych zmian zachodzących w środowisku uczelni, w tym wyłonienia uczelni badawczych, które stają się poważną konkurencją dla instytutów PAN w obecnym kształcie.

W tej chwili instytuty PAN są niemal zupełnie niezależne od korporacji i zarządu akademii.

Wydaje się, że obecny kształt relacji między korporacją a instytutami jest dysfunkcjonalny. Jednym z podstawowych mankamentów obowiązującej ustawy o PAN jest brak precyzyjnego określenia nadzoru i relacji między władzami PAN a dyrektorami instytutów PAN. Potwierdziły to wyniki kontroli NIK dotyczącej wynagrodzeń, przeprowadzonej w 2018 r. w akademii i pięciu instytutach naukowych PAN. Pracując nad reformą PAN będziemy się wspólnie ze środowiskiem naukowym zastanawiać, czy zwiększyć nadzór prezydium Akademii nad instytutami, jak zalecił NIK w zaleceniach pokontrolnych, czy wręcz przeciwnie – rozdzielić te ciała.

Zapowiedział pan też reformę dydaktyki. O co chodzi?

Likwidacja minimów kadrowych już przynosi rezultaty. Np. w uczelniach zawodowych pozwoliło to na wykorzystanie w znacznie większym stopniu niż dotychczas kadr z gospodarki. Możliwość swobodnego kształtowania pensum dydaktycznego sprawia, że coraz większa liczba uczelni decyduje się na obniżanie liczby zajęć ze studentami najbardziej twórczym naukowo pracownikom. Te rozwiązania traktujemy jako zdecydowanie pozytywne. Czeka nas wypracowanie zasad oceny kompleksowej, którą przeprowadzała będzie Polska Komisja Akredytacyjna. Pracujemy też nad zwiększeniem autonomii najlepszych uczelni, w tym badawczych, jeżeli chodzi o proces dydaktyczny, aby wyłączyć je spod rygorów obecnych przepisów. Rozważamy zniesienie obowiązku wskazywania w programie studiów dyscypliny wiodącej, by wzmocnić interdyscyplinarność. Myślimy też nad umożliwieniem uczelniom swobodnego tworzenia studiów poza siedzibą. Mamy w ministerstwie poczucie, że o ile w przypadku nauki wprowadziliśmy wiele rozwiązań projakościowych, to w przypadku podstawowej misji uczelni, jaką jest dydaktyka, zarówno nam, jak i środowisku akademickiemu zabrakło pomysłów na to, jak proces kształcenia udoskonalać.

Mam wrażenie, że programy zajęć wciąż kształtowane są ze względu na zasoby kadrowe uczelni, a nie potrzeby studentów czy kierunku studiów.

Nie mamy w ministerstwie instrumentów, które by pozwoliły zweryfikować takie wrażenia, w związku z tym trudno mi to oceniać. Gdyby tak było, to byłoby to zjawisko zdecydowanie negatywne. Obserwuję działania uczelni, które zdecydowały się na śmielsze reformy i tam takich zjawisk negatywnych ubywa.

O ile wypracowaliśmy i doskonalimy metody ewaluacji nauki, to z ewaluacją dydaktyki jest znacznie gorzej.

Z ewaluacją procesu dydaktyki ma problem cały świat. Nigdzie nie udało się tego zrobić. Trzeba udoskonalać narzędzia, które w międzynarodowym środowisku akademickim uznawane są za miarodajne, czyli działalność Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

Czy planuje pan powołanie zespołu, który wypracowałby kryteria oceny dydaktyki, inne niż Ekonomiczne Losy Absolwentów?

KDN przewiduje wspomnianą przed chwilą ocenę kompleksową. W jej ramach uczelnia będzie oceniona całościowo w zakresie działań na rzecz zapewnienia najlepszej jakości kształcenia. Kryteria tej oceny będą wypracowane w ciągu najbliższych miesięcy przez powołany przeze mnie zespół ekspercki działający we współpracy z PKA.

Dlaczego trzeba zmienić ustawę o Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, zrobić wyjątek w systemie finansowania uczelni?

Dlatego, że przy obecnych zasadach finansowania trudno będzie zapewnić tej uczelni stabilny rozwój. Tymczasem jest ona bardzo ważna, bo kształci elity mniejszości religijnych w Polsce. Uważam, że obowiązkiem państwa jest zagwarantowanie takiej uczelni stabilności finansowej. To jest element wspierania przez państwo wewnętrznego pluralizmu, w tym przypadku zarówno naukowego, jak i pluralizmu wartości.

Dyskutujemy o miejscu polskiej nauki w świecie i oceniamy ją bardzo nisko. Tymczasem są dane, które pokazują, że miejsce nauki jest wyższe, niżby to wynikało ze stanu polskiej gospodarki.

To prawda. Głosy krytyczne na temat funkcjonowania polskich uczelni wyrastają z różnych przesłanek. Z jednej strony mamy wskaźnik liczby cytowanych publikacji, który sytuuje nasz kraj wyżej, niż to by wynikało z pozycji polskiej gospodarki mierzonej wielkością PKB. Z drugiej jednak strony lokaty zajmowane przez najlepsze polskie uczelnie w międzynarodowych rankingach są zdecydowanie zbyt niskie, biorąc pod uwagę nasz naukowy potencjał. Problem polega na tym, że w polskim systemie szkolnictwa wyższego i nauki jest wiele barier. Ich usunięcie doprowadziłoby do szybkiego wzrostu rozpoznawalności polskiej nauki i polskich uczelni na świecie. Pouczające są rekomendacje zespołu ekspertów, który rozstrzygał konkurs na uczelnie badawcze. Byli oni pod wrażaniem niektórych osiągnięć polskich uczonych, ale też wskazali trzy główne bariery rozwoju. Pierwszą jest kolegialny model zarządzania, co Konstytucja dla Nauki pozwala zmienić. Kolejną są rozwiązania utrudniające rozwój kadry naukowej, zwłaszcza utrzymywanie habilitacji, szczególnie że w systemie oprócz niej jest profesura belwederska. Trzecia bariera to nadmierne rozproszenie potencjału. Zwrócili oni uwagę, że np. uniwersytet powstały w wyniku konsolidacji Uniwersytetu Gdańskiego, Politechniki Gdańskiej i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego byłby jednym z najbardziej znaczących ośrodków naukowych w Europie.

Prezydent podpisał ustawę o ustanowieniu 19 lutego, dnia urodzin Mikołaja Kopernika, świętem państwowym – Dniem Nauki Polskiej. Nie wzięto pod uwagę opinii wyrażonych przez środowisko akademickie w konsultacjach społecznych.

Nie wykluczam realizacji w przyszłości propozycji prezesa PAN, profesora Jerzego Duszyńskiego, aby ustanowić specjalne Stypendia Rzeczpospolitej dla wybitnych badaczy. Co do uwagi przewodniczącego KRASP, że lepiej byłoby uchwalić ustawę o zwiększeniu finansowania nauki, podzielam przekonanie środowiska akademickiego, że wzrost poziomu finansowania nauki powinien być szybszy, aczkolwiek chcę zauważyć, że system grantowy w Polsce – nie jest to zasługa obecnego rządu, ale także poprzednich – dobrze funkcjonuje i jest wysoko oceniany w Europie.

Czy Dzień Nauki Polskiej będzie dniem wolnym na polskich uniwersytetach i w instytutach naukowych?

Nie przewidujemy takiego rozwiązania. Uważam, że najlepszym sposobem na świętowanie dorobku polskiej nauki będzie jego pomnażanie, także w dniu samego święta. Uczcimy je dodatkowo, wręczając wybitnym badaczom nagrody ministra nauki i nagrody Prezesa Rady Ministrów podczas specjalnej uroczystości, w tym akurat roku w Toruniu.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Dr Jarosław Gowin (ur. w 1961 r.) jest filozofem i politologiem, absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach osiemdziesiątych był członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów oraz „Solidarności”. Był stypendystą Uniwersytetu Cambridge. Był redaktorem naczelnym miesięcznika „Znak”. Był założycielem i rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie. W latach 2011-2013 pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Od 2015 r. jest wicepremierem i ministrem nauki i szkolnictwa wyższego. Jako minister nauki zrealizował reformę szkolnictwa wyższego i nauki. Był senatorem RP, jest posłem na Sejm RP. Współpracuje z Fundacją św. Mikołaja, działającą na rzecz tworzenia domów samotnych matek i hospicjów, a także ze stowarzyszeniem SIEMACHA. Zasiada w Radzie Patronackiej Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci imienia ks. Józefa Tischnera.

Wróć