logo
FA 02/2020 Informacje i komentarze

Jan Strojnowski

Jak powstał NZS na KUL


Podpisanie 31 sierpnia 1980 w Gdańsku porozumienia przewidującego powołanie niezależnych od władzy politycznej związków zawodowych NSZZ „Solidarność” ośmieliło także inne środowiska. Na uczelniach, gdzie monopol należał dotychczas do kontrolowanego przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, zaczęły powstawać zaczątki niezależnej organizacji studentów. Także na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, postrzeganym jako oaza wolności, już we wrześniu (sesja poprawkowa) powstał komitet założycielski przyszłego stowarzyszenia.

Warto zauważyć, że wiele miesięcy wcześniej grupa studentów negocjowała z władzami KUL zgodę na powołanie samorządu studentów i udział w zarządzaniu uczelnią. Wydawało się, że jako przedstawiciele ogólnopolskiego związku studentów, korzystającego z autorytetu solidarnościowego ruchu społecznego, łatwiej osiągną ten cel. Po rozwiązaniu w latach siedemdziesiątych Zrzeszenia Studentów Polskich (oficjalnego poprzednika SZSP), na KUL-u nie było żadnej organizacji studenckiej. Uniwersytet, pomny fatalnych doświadczeń z niektórymi socjalistycznymi aktywistami tej organizacji (!), obronił się przed wpuszczeniem na swój teren SZSP. Zapewniono natomiast możliwość działania kół naukowych, grup artystycznych, PTTK. Trudno nie wspomnieć tu o rewelacyjnym corocznym Kullages – imprezie, o której wyobrażenie daje obecna lubelska Noc Kultury.

Inicjatorami powstania Niezależnego Zrzeszenia Studentów na KUL były osoby działające w tych formach studenckiej aktywności, zwłaszcza te, które już wcześniej starały się o powołanie Rady Studentów. Chwilę później dołączyła grupa studentów prowadzących działalność opozycyjną, często takich, którzy rok, dwa lata wcześniej zetknęli się z komunistycznymi represjami jeszcze jako uczniowie szkół średnich. Jedni i drudzy wyobrażali sobie, że legalna, masowa organizacja pozwoli im działać na naprawdę szeroką skalę. Jedni i drudzy nie darzyli się nawzajem sympatią, co czasami przeradzało się w wojnę podjazdową. „Opozycjoniści” uważali, że bawienie się w samorządy i studenckie imprezy to sabotaż w chwili, gdy trzeba wszelkimi siłami konfrontować się z komunistyczną władzą i budzić ducha narodu. My, „pozytywiści”, zarzucaliśmy im, że wykorzystują zainicjowany i rozwijany przez nas ruch studencki, aby coraz radykalniej prowokować bezpiekę do walki w sferze symbolicznej. Jako zapalony turysta prowadziłem w tamtym okresie spływy kajakowe pod egidą SZSP-owskiego Almaturu. Marzyłem o tym, aby studenci KUL mieli dostęp do podobnej bazy i budżetu we własnej organizacji.

Prawdziwym problemem było jednak to, że idealizm, zapał i entuzjazm twórców kulowskiego NZS-u nie szedł w parze ani z dostatecznym doświadczeniem organizacyjnym, ani z wyczuciem potrzeb i oczekiwań ogółu studentów. Pamiętam wrześniowe, codzienne, wielogodzinne narady, w gęstych kłębach dymu papierosowego, z których nie ostawały się do dnia następnego żadne ustalenia. Potem naiwne oczekiwania, że władze uczelni ot tak sobie spełnią nasze postulaty. Rozczarowanie biernością większości studentów, gdy w całym kraju wrzała rewolucja „Solidarności”. I nie w tym rzecz, że do działania przystąpili kompletni amatorzy – ja miałem na przykład za sobą wiele lat pracy w niezależnym, antykomunistycznym harcerstwie. Jednak z tego rodzaju działalnością publiczną nikt z nas nie miał i w warunkach „demokracji ludowej” nie mógł mieć doświadczenia. Zresztą, patrząc z dzisiejszej perspektywy, większość naszych celów była nie do zrealizowania. Z tym większą satysfakcją wspominam przedsięwzięcia, które jednak się udały: pierwsze i drugie powszechne wybory do zarządu NZS, wiece, na które udawało się ściągnąć tłumy kolegów i koleżanek, niezapomniany bal NZS. Demokratyczne procedury poznawaliśmy i ćwiczyliśmy po raz pierwszy w życiu! Gdy wyciągam ze swojego prywatnego archiwum zachowaną fotografię afisza z listą kandydatów do zarządu, ze wzruszeniem przypominam sobie fantastycznych ludzi, z którymi miałem szczęście wtedy pracować. Tam i wtedy poznałem swoją żonę. Wielkie znaczenie miały, prowadzone ręka w rękę z władzami KUL, starania o przywrócenie Wydziału Nauk Społecznych. Dzięki temu psycholog po KUL-u miał w dyplomie napisane, że jest psychologiem, a nie, jak dotąd, „filozofem o specjalności psychologicznej”, co miało znaczenie przy poszukiwaniu pracy.

Jan Strojnowski

Jan Strojnowski, absolwent historii KUL, nauczyciel, urzędnik samorządowy. Henryka Strojnowska, absolwentka psychologii KUL, była wicewojewoda lubelska, polityczka, działaczka Kongresu Kobiet.

Wróć